Jakub Żulczyk nie jest debilem, on tylko (?) się myli…. / Piotr Kotlarz

0
563

Gmach Sądu Najwyższego w Warszawie

Temat ten podejmuję z niechęcią, w gruncie rzeczy sprawa marginalna. Jakiś człowiek obraża prezydenta naszego kraju i uznaje się za autorytet w kwestiach prawa wyborczego w USA. Niektóre media podają przy tym nie tylko jego nazwisko, ale i funkcję – pisarz. Nie wiem, w jakim celu to czynią, czyżby ich redaktorzy chcieli w ten sposób podkreślić „autorytet” obrażającego? A może uważają, że „pisarzom” można więcej wybaczyć? Pisarzy, tylko w Polsce można naliczyć z kilka tysięcy, z tego co najmniej kilkuset napisało już kilka książek. Każdy z nich (może powinienem napisać „z nas”) w jakiś sposób stara się o to, by jego (nasza) twórczość w jakiś sposób zaistniała na rynku.

Artyści, w tym pisarze, szukają różnych sposobów na zaistnienie. Ich prawo, znany jest przykład jednego z nich. tzw. frontmana, który w akcie rozpaczy, nie mogąc zapewne zaistnieć inaczej, postanowił wystawić na widok publiczny swoje cztery litery. Popularność zyskał, tym bardziej, że wystawił je w kierunku ówczesnego premiera (dziś przez owego „artystę” – Skibę wspieranego). Inni artyści z grupy, z którą Krzysztof Skiba był kiedyś w jakiś sposób związany, by zyskać popularność w czasie swych spotkań autorskich próbowali konsumować gówno (może tylko jego atrapę). Czegóż to się nie robi dla popularności? Tę próbowano zyskać od zawsze (pewien szewc  z Efezu postanowił nawet poświęcić w tym celu własne życie i spalić świątynię, inny zaś, tym razem Macedończyk, zechciał podbić „cały świat”). Szkoda, że czynów tych idiotów wciąż nie potrafimy właściwie ocenić, pozwalając na to, by wciąż pojawiali się następni.

„Sława” tych „wielkich ludzi” zapewne byłaby mniejsza, gdyby nie to, że o zaistnieniu (choć przez chwilę) marzy tak wielu. Pomagają im w tym inni, w tym wypadku publicyści, którzy na owej „sławie” próbują żerować. Wszak wszędzie rządzi wszechobecny rynek. Każde  nietypowe wydarzenie może być sensacją, która przyciągnie uwagę czytelnika, widza, słuchacza. Zwiększy zasięg czytelników, słuchaczy lub widzów mediów.

Ten mechanizm Jakub Żulczyk zna znakomicie, jest przecież również dziennikarzem. I on postanowił wyruszyć po „sławę”. Postanowił obrazić Prezydenta. Pretekst znaleźć można zawsze. Żulczykowi wydawało się, że już go znalazł. Postanowił wykorzystać wypowiedź prezydenta Andrzeja Dudy w czasie wyborów prezydenckich w USA w 2020 roku.

Żulczyk postanowił odnieść się do gratulacji, jakie prezydent Duda złożył na Twitterze nowo wybranemu prezydentowi USA Joe Bidenowi. „Gratulacje dla Joe Bidena za udaną kampanię prezydencką; w oczekiwaniu na nominację Kolegium Elektorów Polska jest zdeterminowana, by utrzymać wysoki poziom i jakość partnerstwa strategicznego z USA”.

Jakub Żulczyk na swym Facebooku zamieścił wpis:  „Nigdy nie słyszałem, aby w amerykańskim procesie wyborczym było coś takiego, jak »nominacja przez Kolegium Elektorskie«” – napisał na Facebooku. „Biden wygrał wybory. Zdobył 290 pewnych głosów elektorskich, ostatecznie, po ponownym przeliczeniu głosów w Georgii, zdobędzie ich zapewne 306, by wygrać, potrzebował 270. Prezydenta elekta w USA »obwieszczają« agencje prasowe, nie ma żadnego federalnego, centralnego ciała ani urzędu, w którego gestii leży owo obwieszczenie. Wszystko, co następuje od dzisiaj – doliczenie reszty głosów, głosowania elektorskie – to czysta formalność. Joe Biden jest 46. prezydentem USA. Andrzej Duda jest debilem”.

Oczywiście nieprawdą jest to, że „Prezydenta elekta w USA »obwieszczają« agencje prasowe”. No bo i jakie? Przecież te związane są z różnymi partiami, są też takie, które starają się być apolityczne. Korzystając z możliwości Creative Commons i życzliwość niektórych z mediów zamieściłem wcześniej artykuł na ten temat z pisma The Conversation (https://theconversation.com/europe). Sprawdziłem też, co na ten temat mówi Wikipedia: Następnie elektorzy z Kolegium Elektorów formalnie oddają głosy elektorskie w pierwszy poniedziałek po 12 grudnia w stolicy swojego stanu. Następnie Kongres zatwierdza wyniki na początku stycznia, a kadencja właściwa rozpoczyna się w dniu inauguracji, który od czasu uchwalenia dwudziestej poprawki ustalono na 20 stycznia. [United States presidential election (Wikipedia)] Nikt z nas nie może być specjalistą w każdej dziedzinie, choć dziś „wujek Google” może nam bardzo pomóc. 

Jakub Żulczyk wie ponadto, że wpisami na Twitterze w imieniu Prezydenta zajmuje się sztab jego pracowników, wie też, że wypowiedzi te muszą być  ostrożne, wyważone. Może zresztą rzeczywiście zamiast słowa „nominacja” powinni użyć określenia „ostateczna decyzja”. [Ale, czy z powodu tego w gruncie rzeczy drobnego błędu, tej pomyłki, musimy od razu ich obrażać?] Oczywiście gratulacje z okazji wyborów można składać szybciej lub później, w sposób mniej lub bardziej entuzjastyczny. To kwestie polityki, protokołów. Dziś Joe Biden uważa Andrzeja Dudę za swego „przyjaciela”, podobnie i nasz Prezydent. To tylko słowa, gesty. Polityka, to gra interesów.

Wypowiedź Żulczyka jest zupełnie niezrozumiała. Przecież nie chciał w ten sposób wyjaśniać komukolwiek kwestii procedur wyborczych w USA. On chciał tylko zaistnieć, używając w odniesieniu do głowy naszego państwa słów powszechnie uznawanych za obraźliwe. Oczywiście naraził się w ten sposób na pewne ryzyko, ale od czegóż jest kalkulacja.

Art. 181 § 1: „Kto znieważa inną osobę w jej obecności albo choćby pod jej nieobecność, lecz publicznie lub w zamiarze, aby zniewaga do osoby tej dotarła, podlega karze pozbawienia wolności do roku, ograniczenia wolności albo grzywny”.

Ryzyko w sumie niewielkie. Grzywna, czy wyrok w zawieszeniu (przecież był osobą wcześniej niekaralną) to niewielka strata, w porównaniu z „popularnością”, jaką można zyskać. Ta może przełożyć się na zainteresowanie jego twórczością literacką, może też przyczynić się do popularności samego nazwiska i zainteresowania współpracą z tym „dziennikarzem” różnych portali niechętnych obecnej władzy.

Do obrazy  prezydenta naszego kraju przez Jakuba Żulczyka doszło już kilka lat temu. Sprawa w gruncie rzeczy marginalna, ale… no właśnie, żerowanie na niej mediów, brak obiektywizmu sędziów. Wydawałoby się oczywista sprawa toczyła się aż do dziś. Wreszcie Sąd Najwyższy utrzymał we wtorek wyrok warszawskiego sądu apelacyjnego umarzającego sprawę. To ostatecznie zamyka postępowanie sądowe dotyczące wpisu pisarza Jakuba Żulczyka.

Wyrok ten utrzymał we wrześniu 2022 r. stołeczny sąd apelacyjny, który umorzył sprawę z powodu jej rzekomej niewielkiej szkody społecznej. Podkreślił, że użyte przez Żulczyka określenie pełniło funkcję marginalną, a przy rozpatrywaniu sprawy powinno się brać pod uwagę cały wpis i jego kontekst.

Czy rzeczywiście używanie słów powszechnie uznawanych za obraźliwe wobec kogokolwiek nosi znamiona „niewielkiej szkodliwości społecznej”? To może usuńmy ten paragraf z Kodeksu Karnego? A gdyby takich użyto wobec jakiegoś sędziego lub sędziny, a może i Jakuba Zulczyka? Czy rzeczywiście obraza głowy naszego państwa jest czynem o niskiej szkodliwości społecznej, czy mamy w takim razie pozwalać na to również Niemcom, Rosjanom, Francuzom… innym? W moim odczuci Jakub Żulczyk dla własnej sławy obrażając głowę naszego państwa szkodzi naszemu społeczeństwu. Nie zasługuje przy tym na żaden wyrok. Nie widzę potrzeby w tym, by pomagać mu w realizacji jego podłego czynu. Wystarczy infamia. Ja w każdym razie, jeśli go spotkam, nie podam mu ręki.

Jakub Żulczyk nie jest debilem, on po prostu się myli…. lub „tylko” próbuje obrażać innych aby zyskać wątpliwą popularność.

Jeśli w podobny sposób Jakub Żulczyk traktuje swoją twórczość literacką, to znaczy, że nie jest ona warta zainteresowania.

                                                   Piotr Kotlarz

Licencja Creative Commons

Ta praca jest dostępna na
licencji Creative Commons Attribution International License CC BY-NC-ND 4.0.

Obraz wyróżniający: Autorstwa User:Darwinek – Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=11139577

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj