Apologia feminizmu 7 – konwencja anty przemocowa / Marek Weiss Grzesinski

0
68
fot. finał genialnego „Święta wiosny” Izadory Weiss w BTT, spektaklu opowiadającego o skutkach przemocy w przejmujący sposób
Jednym z najbardziej haniebnych wystąpień byłej premier Beaty Szydło (a miała ich wiele) było to w czasie wizyty na Podhalu, kiedy stwierdziła, że górale są odważni, bo nie dopuścili w Zakopanem do przyjęcia konwencji anty przemocowej. Szczęśliwa zapewne, że mąż jej nie bije, poparła odrzucenie fundamentalnego projektu, ku osłupieniu Europy, dla której ta konwencja była dokumentem zasadniczym w całym systemie demokratycznych wartości, z którymi Polska wstępując do Unii jakoby się utożsamiała. Pamiętam swoją rozpacz, że kochając Zakopane od dziecka i uważając naszych górali za jedno z najbardziej wartościowych plemion mojego narodu, dowiedziałem się właśnie, że ta piękna społeczność, tak umiłowana nie tylko przeze mnie, ale i liczne grono wielkich rodaków z Szymanowskim, Witkiewiczem, Chałubińskim i tysiącami mniej znanych, ma swoje ciemne strony i przemocowe geny we krwi fundujące jej zbójeckie zdolności.
Bicie kobiety, jak to już zapewne dało się nie raz u mnie wyczytać, budzi we mnie wstręt i pogardę wobec mężczyzny, który słabszą od siebie istotę potrafi skatować, mimo że niedawno zalecał się do niej, pieścił i całował, żeby tylko pofolgować natrętnemu testosteronowi. I takie czyny pani premier nazywa odwagą. Rozumiem, że przemawia przez nią wiara, jakże powszechna w naszym kraju, że rodzina to rzecz święta i wara każdemu, kto chciałby się do niej wtrącać, stosować prawa w obronie słabszych, czy nie daj Boże karać „pana i władcę” tej świętej rodziny za wymuszanie swojej fizycznej dominacji. Dla mnie słowo „święte” od dawna budzi podejrzenie, że za jego wzniosłą fasadą kryje się często poczucie bezkarności, które z reguły rozzuchwala skłonnych do agresji osobników, że można przemoc eskalować wedle własnej woli. Moja zacna przyjaciółka polemizująca ze mną na temat feminizmu uważa, że bicie kobiet to zjawisko marginalne. Widocznie jej tak jak Beaty Szydło, też żaden osiłek jeszcze nie pobił. Oby nie musiała nigdy tego doświadczyć. Ale nie może uważać za marginalne zjawisko, które w Polsce dotyczy tysięcy kobiet, a na świecie aż strach pomyśleć ilu. Nie ma na to zgody i ta konwencja dawała temu wyraz. Na szczęście wczoraj radni Zakopanego na fali kojących przemian w Polsce odrzucili sprzeciw wobec tej konwencji i jest nadzieja, że niejeden góral zostanie wezwany do opamiętania w kultywowaniu tej zbójeckiej tradycji. Dzięki inicjatywie kilku dzielnych podhalańskich kobiet (to one są odważne, pani premier) hańba, jaką w moim mniemaniu zafundował sobie przed laty ten najpiękniejszy zakątek Polski, została zmyta i mniej płaczu będzie pod tymi malowniczymi strzechami, tak bliskimi sercom wielu z nas. A moją przyjaciółkę i jej podobne panie, pragnę zapewnić, że feministki nie są zwariowanymi bojowniczkami o to, żeby spuszczać łomot facetom i odwrócić do góry nogami przewagę fizyczną, bo natura jeszcze długo na to nie pozwoli w swojej ślamazarnej ewolucji, tylko chodzi im o to, by prawo skutecznie broniło je przed przemocą i by było równe wobec wszystkich ludzi na świecie, a nie tylko wobec równiejszych. Wtedy jest szansa, że i gwałty, te najbardziej obrzydliwe formy przemocy, zaczną powoli znikać z ludzkiego krajobrazu, bo policja, w której mam nadzieję będzie coraz więcej policjantek, coraz skuteczniej zacznie eliminować z wolnego świata za kraty mężczyzn, którzy nie rozumieją słowa NIE wypowiadane przez te słodkie stworzenia powołane już przez Jehowę do usługiwania i dawania rozkoszy na żądanie, jak to niedawno postulował pewien obrzydliwy a jakże popularny kaznodzieja.
          Marek Weiss Grzesinski

[Tekst publikowany był pierwotnie na Facebooku pana Marka Weiss Grzesińskiego. Tu za zgodą autora.]

Obraz wyróżniający za Facebookiem pana Marka Weiss Grzesińskiego.