Edmund Burke: Elokwencja i przekonanie / Lawrence W. Reed

0
71
Obraz: Impreza literacka u Sir Joshuy Reynoldsa.  Od lewej do prawej: James BoswellSamuel JohnsonJoshua ReynoldsDavid GarrickEdmund BurkePasquale PaoliCharles Burney, służący (prawdopodobnie Francis Barber ), Thomas WartonOliver Goldsmith. Z Wikipedii, wolnej encyklopedii

Prawdziwi bohaterowie: Edmund Burke

przycisk udostępniania poczty e-mail
Murray Rothbard, ekonomista szkoły austriackiej i uczeń Ludwiga von Misesa, w młodości uważał Edmunda Burke’a za libertarianina, a nawet filozoficznego anarchistę. Russell Kirk, znany literat i autor książki The Conservative Mind, postrzegał Burke’a jako protoplastę współczesnego ruchu konserwatywnego.
Rothbard i Kirk różnili się w wielu kwestiach, ale co do tego byli zgodni: Edmund Burke był jednym z największych myślicieli politycznych ostatnich 300 lat, człowiekiem, wobec którego miłośnicy wolności mają znaczny dług intelektualny.

„Prawdziwe niebezpieczeństwo pojawia się wtedy, gdy wolność jest skubana dla wygody i częściami”. — Edmund Burke

Urodzony w 1729 r. w Dublinie w Irlandii, Burke już po trzydziestce zyskał reputację obiecującego pisarza i komentatora politycznego. Po przeprowadzce do Anglii w 1750 roku, aby studiować prawo, uważał się za Anglika co najmniej w takim samym stopniu jak za Irlandczyka. Rozpoczął długą karierę jako członek Izby Gmin wigów w 1766 r., a pierwszą poważną kwestią, którą poruszył, był zbliżający się kryzys w koloniach amerykańskich. Historyk Jim Powell pisze:
Burke nie był wielkim mówcą – w istocie jego przemówienia, trwające czasami trzy godziny, opróżniały miejsca w parlamencie. Jednak Burke zdobył głęboką wiedzę historyczną, która dała mu cenną perspektywę, i rozwinął pióro z pasją. Nawoływał do tolerancji religijnej dla irlandzkich katolików. Popierał wolny handel. Opowiadał się za zniesieniem tajności obrad parlamentu. Wyraził swoje oburzenie, gdy tłum zamordował dwóch mężczyzn skazanych za kontakty homoseksualne. Bronił prawa wyborców Middlesex do wyboru swojego przedstawiciela, radykalnego Johna Wilkesa.… Burke sprzeciwiał się planom opodatkowania amerykańskich kolonistów, ponieważ uważał, że proponowane podatki są niesprawiedliwe, przynoszą niewielkie dochody i wywołują bunt. Po wejściu w życie planów Burke wezwał do ich uchylenia.
Początek panowania Jerzego III w 1760 roku oznaczał koniec długiego okresu brytyjskiego „zbawiennego zaniedbania” kolonialnej Ameryki. Nowy król, jego ministrowie i większość parlamentu zamierzali dać Amerykanom do zrozumienia, kto tu rządzi. Rosnące napięcia doprowadziły bezpośrednio do „strzału, który usłyszał cały świat” pod Lexington w 1775 roku, a rok później do Deklaracji Niepodległości i otwartych działań wojennych. Dopiero pod koniec wojny, która formalnie zakończyła się w 1783 roku, brytyjska opinia publiczna zwróciła się przeciwko brutalnej polityce rządu w Londynie. Tak więc przez prawie wszystkie lata, kiedy Burke bronił Ameryki i sprzeciwiał się konfliktowi, był w mniejszości.
W 1774 roku Burke wystąpił w parlamencie z elokwentnym apelem. Wezwał Londyn do pozostawienia kolonistów w spokoju w kwestii „opodatkowania bez reprezentacji”:
Raz po raz powracajcie do swoich starych zasad – szukajcie pokoju i dążcie do niego; zostawcie Amerykę, jeśli ma w sobie podatki, aby sama się opodatkowała. Nie zajmuję się tutaj rozróżnianiem praw ani próbą wyznaczenia ich granic. Nie wchodzę w te metafizyczne rozróżnienia; nienawidzę samego ich dźwięku. Pozostawmy Amerykanów takimi, jakimi byli w starożytności, a te rozróżnienia, zrodzone z naszej nieszczęśliwej rywalizacji, umrą wraz z nią….. Bądź zadowolony z wiązania Ameryki prawami handlu; zawsze to robiłeś…. Nie obciążaj ich podatkami…. Ale jeśli nieumiarkowanie, nieroztropnie, fatalnie, będziesz sofistycznie i zatruwał samo źródło rządu, nakłaniając do subtelnych dedukcji i konsekwencji odrażających dla tych, którymi rządzisz, z nieograniczonej i nieograniczonej natury najwyższej suwerenności, nauczysz ich tymi środkami kwestionować samą suwerenność…. Jeśli tej suwerenności i ich wolności nie da się pogodzić, co wybiorą? Rzucą ci suwerenność w twarz. Żaden naród nie da się przekonać do niewolnictwa. Sir, niech panowie po drugiej stronie… powiedzą mi, jaki charakter wolności mają Amerykanie i od jakiego rodzaju niewolnictwa są wolni, jeśli są związani w swojej własności i przemyśle wszelkimi ograniczeniami, jakie można sobie wyobrazić w handlu, a jednocześnie są końmi jucznymi każdego podatku, który zdecydujesz się nałożyć, bez najmniejszego udziału w ich przyznawaniu. Kiedy zniosą ciężary nieograniczonego monopolu, czy sprowadzisz na nich również ciężary nieograniczonego dochodu? Anglik w Ameryce poczuje, że jest to niewolnictwo; że jest to legalne niewolnictwo, nie będzie rekompensatą ani dla jego uczuć, ani dla jego zrozumienia.
Rok później, gdy więzi między Wielką Brytanią a Ameryką szybko się rozpadały, ponownie wezwał do pokoju i pojednania. W przejmujący sposób przypomniał swoim kolegom w Izbie Gmin, że Amerykanie są Anglikami:
Dlatego są oni nie tylko oddani wolności, ale wolności zgodnej z angielskimi ideami i angielskimi zasadami. Ludzie są protestantami… przekonania te nie tylko sprzyjają wolności, ale są na niej zbudowane….. Moja więź z koloniami polega na bliskim przywiązaniu, które wynika ze wspólnych nazwisk, pokrewieństwa krwi, podobnych przywilejów i równej ochrony. Są to więzy, które choć lekkie jak powietrze, są mocne jak żelazne ogniwa. Niech kolonie zawsze zachowują ideę swoich praw obywatelskich związanych z waszym rządem – będą do was lgnąć i chwytać się was, a żadna siła pod niebem nie będzie w stanie oderwać ich od ich wierności. Ale niech raz zostanie zrozumiane, że wasz rząd może być jedną rzeczą, a ich przywileje inną, że te dwie rzeczy mogą istnieć bez żadnego wzajemnego związku – cement zniknie, spójność zostanie rozluźniona, a wszystko przyspieszy rozkład i rozpad. Tak długo, jak masz mądrość, aby utrzymać suwerenną władzę tego kraju jako sanktuarium wolności, świętą świątynię poświęconą naszej wspólnej wierze, gdziekolwiek wybrana rasa i synowie Anglii czczą wolność, zwrócą swoje twarze ku tobie… Niewolnictwo mogą mieć wszędzie. To chwast, który rośnie na każdej glebie. Mogą ją mieć z Hiszpanii, mogą ją mieć w Prusach. Ale dopóki nie stracisz poczucia swojego prawdziwego interesu i swojej naturalnej godności, wolności nie mogą mieć od nikogo innego, jak tylko od ciebie”.
Wojna z Ameryką, zdaniem Burke’a, mogła doprowadzić jedynie do katastrofy. Nawet gdyby Wielka Brytania odniosła sukces, wiązałoby się to z ogromnymi kosztami w postaci istnień ludzkich, skarbów i dobrej woli. „Samo użycie siły jest tylko tymczasowe” – ostrzegał. „Może ujarzmić na chwilę; ale nie usuwa konieczności ponownego ujarzmienia; a nie można rządzić narodem, który ma być nieustannie podbijany”. Otwarcie oświadczył, że wspieranie wojny oznacza „życzenie sukcesu niesprawiedliwości, uciskowi i absurdowi”.
Burke krytykował nadmierną władzę rządu we wszystkich sferach, argumentując, że traktowanie ludzi jako pionków władzy rodzi jedynie przemoc i nieporządek. „Ludzie zmiażdżeni przez prawo”, rozumował, „nie mają innej nadziei niż władza. Jeśli prawa są ich wrogami, będą wrogami praw; a ci, którzy mają wiele nadziei i nic do stracenia, zawsze będą niebezpieczni”. W swoim słynnym liście do szeryfów Bristolu z 1777 r. zauważył, że wolność zwykle traci się nie za jednym zamachem, ale po jednym kawałku: „Prawdziwe niebezpieczeństwo jest wtedy, gdy wolność jest skubana, dla celów i przez części”. Był liderem w debatach parlamentarnych – być może najważniejszych w jego czasach – na rzecz wprowadzenia konstytucyjnych ograniczeń władzy rządowej, niezależnie od tego, czy pochodziła ona od króla, czy od samego parlamentu.
Anglikański Burke bronił niepopularnej sprawy emancypacji katolików, wspierając prawo katolików do zajmowania stanowisk w rządzie i sprzeciwiając się przeznaczaniu funduszy publicznych na wsparcie Kościoła anglikańskiego w Irlandii.
Był zagorzałym zwolennikiem wolnego handlu w czasach, gdy idee Adama Smitha przeciwko protekcjonizmowi dopiero zaczynały się zakorzeniać: „Wolny handel nie opiera się na użyteczności, ale na sprawiedliwości”. Mówił o „korzyściach płynących z wolnych stosunków między wszystkimi częściami tego samego królestwa”, a także o „złu związanym z ograniczeniami i monopolem”. Nawiązując do Smitha, stwierdził, że „zysk innych niekoniecznie jest naszą stratą, ale wręcz przeciwnie, korzyścią, ponieważ powoduje większy popyt na towary, które mamy na sprzedaż”.
Ciesząc się specjalnymi przywilejami nadanymi przez rząd brytyjski, Wschodnioindyjska Kompania Herbaciana zdominowała życie polityczne i gospodarcze Indii w latach osiemdziesiątych XVIII wieku. Nadużycia wobec Hindusów były powszechne, co skłoniło Burke’a do opowiedzenia się za impeachmentem Warrena Hastingsa, brytyjskiego gubernatora generalnego Bengalu. Piers Brendon, w swoim The Decline and Fall of the British Empire: 1781-1998, wspomina, że przeszywający, dobrze udokumentowany akt oskarżenia Burke’a nazwał Hastingsa „kapitanem-generałem nieprawości”; człowiekiem, „który nigdy nie jadł bez wywoływania głodu”; czarnoksiężnikiem, „którego serce było” zgangrenowane do rdzenia „i niszczycielem, który przypominał zarówno „pająka z piekła rodem”, jak i „wygłodniałego sępa pożerającego zwłoki zmarłych”. Choć Izba Gmin postawiła Hastingsa w stan oskarżenia, jego przyjaciele w Izbie Lordów odmówili skazania.
Rewolucja francuska, która rozpoczęła się w 1789 r., postawiła Burke’a przed kwestią, która z pewnością zdefiniowała jego i jego filozofię polityczną bardziej niż jakakolwiek inna. Jego potężny traktat z 1790 r., Refleksje na temat rewolucji we Francji, jest prawdopodobnie najbardziej znaną współczesną krytyką rewolucji i głównym źródłem twierdzenia Russella Kirka, że ​​Burke jest ojcem współczesnej konserwatywnej teorii politycznej. Chociaż pochwalał ducha wolności, który wywołał przewrót, szybko zorientował się, dokąd Francuzi tragicznie zmierzali. Stawali się, według jego słów,
najzdolniejszymi architektami ruiny, jacy istnieli dotychczas na świecie. W tak krótkim czasie całkowicie zrównali z ziemią swoją monarchię; ich kościół; ich szlachtę; ich prawo; ich dochody; ich armię; ich marynarkę wojenną; ich handel; ich sztukę; i ich wytwórców… […]istniało niebezpieczeństwo] naśladowania ekscesów irracjonalnej, pozbawionej zasad, zakazującej, konfiskującej, grabieżczej, okrutnej, krwawej i tyrańskiej demokracji.
Kiedy w połowie lat dziewięćdziesiątych XVIII wieku Francuzi dodali do swojego wachlarza tyranii hiperinflację i kontrolę cen, Burke dał się poznać jako zagorzały obrońca zdrowego pieniądza. Zganił Francuzów za niszczenie własności prywatnej i porządku handlowego, które spowodowało ich deprecjacja pieniądza papierowego:
Wasi prawodawcy, we wszystkim co nowe, są pierwszymi, którzy utworzyli wspólnotę gier i tchnęli w nią tego ducha jako życiowy oddech. Wielkim celem tej polityki jest przekształcenie Francji z wielkiego królestwa w jeden wielki stół do gry; zamienić swoich mieszkańców w naród graczy; … Przy Tobie człowiek nie może bez spekulacji ani zarobić, ani kupić sobie obiadu. To, co otrzyma rano, nie będzie miało tej samej wartości wieczorem…. Przemysł musi obumrzeć. Gospodarka musi zostać wypędzona ze swojego kraju. Ostrożne zaopatrzenie nie będzie istniało.
Burke rozumiał kardynalną zasadę społeczeństwa, którą wyraźnie podkreślam w tej serii „Prawdziwi bohaterowie”: istotny związek między wolnością a charakterem osobistym. „Wszyscy, którzy kiedykolwiek pisali o rządzie, są jednomyślni” ​​– napisał – „że wśród narodu ogólnie skorumpowanego wolność nie może długo istnieć”. Jego najbardziej wymowne stwierdzenie na temat tej zasady pojawiło się w liście do członka Zgromadzenia Narodowego w 1791 roku:
Ludzie kwalifikują się do wolności obywatelskiej dokładnie proporcjonalnie do ich skłonności do nakładania łańcuchów moralnych na swoje własne apetyty – proporcjonalnie, jak ich umiłowanie sprawiedliwości przewyższa ich z achłanność – proporcjonalnie, jak ich zdrowy rozsądek i trzeźwość umysłu przewyższają ich próżność i zarozumiałość, – w miarę, jak są bardziej skłonni słuchać rad mądrych i dobrych, zamiast pochlebstw łotrów. Społeczeństwo nie może istnieć, jeśli nie zostanie umieszczona gdzieś władza kontrolująca wolę i apetyt; a im mniej tego jest w środku, tym więcej musi być na zewnątrz. Odwieczny porządek rzeczy nakazuje, że ludzie o nieumiarkowanych umysłach nie mogą być wolni. Ich namiętności zakuwają ich w kajdany.
Burke zmarł w 1797 roku w wieku 68 lat, pozostawiając po sobie dziedzictwo elokwencji w obronie wolności i osób uciskanych przez władzę, od katolików, przez Amerykanów, po Hindusów. Myślę, że Winston Churchill dobrze go podsumował, pisząc:
Z jednej strony jawi się jako czołowy apostoł Wolności, z drugiej jako niewątpliwy orędownik Władzy. Jednak zarzut niekonsekwencji politycznej zastosowany w tym życiu wydaje się rzeczą podłą i małostkową. Historia łatwo dostrzega przyczyny i siły, które nim kierowały, oraz ogromne zmiany w problemach, przed którymi stanął, które wywołały w tym samym głębokim umyśle i szczerym duchu te całkowicie przeciwne przejawy. Jego dusza zbuntowała się przeciwko tyranii, niezależnie od tego, czy objawiała się ona w aspekcie dominującego monarchy i skorumpowanego systemu sądowego i parlamentarnego, czy też wypowiadając hasła nieistniejącej wolności, wystąpiła przeciwko niemu pod dyktando brutalnego tłum i niegodziwych sekt. Nikt nie może czytać Burke of Liberty i Burke of Authority bez poczucia, że ​​jest to ten sam człowiek dążący do tych samych celów, poszukujący tych samych ideałów społeczeństwa i rządu oraz broniący ich przed atakami, to z jednej skrajności, to z drugiej.

Aby uzyskać więcej informacji, zobacz:

Opublikuj ponownie ten artykuł

Ta praca jest objęta licencją Creative Commons Uznanie autorstwa 4.0 International License, z wyjątkiem materiałów, do których prawa autorskie są zastrzeżone przez stronę inną niż FEE.

Proszę nie edytować artykułu, pamiętaj o podaniu autora i wspomnieniu, że artykuł został pierwotnie opublikowany na FEE.org

https://fee.org/articles/among-a-people-generally-corrupt-liberty-cannot-long-exist/

 

Edmund Burke (/ːrk/; ur. 12 stycznia 1729 w Dublinie, zm. 9 lipca 1797 w Beaconsfield) –irlandzki filozof i polityk, twórca nowoczesnego konserwatyzmu, krytyk rewolucji francuskiej, wolnomularz.
Urodził się w adwokackiej rodzinie w Dublinie. Uczył się w szkole w Kildare, a potem w Trinity College w Dublinie, który był bastionem kościoła anglikańskiego w Irlandii. W 1756 ożenił się, a w 1758 urodził mu się syn. Od 1759 przez trzydzieści lat współpracował z rocznikiem „The Annual Register”. W 1766 został wybrany do parlamentu. Jego przełożonym w partii wigów był Charles Watson-Wentworth, 2. markiz Rockingham, jednak Edmund Burke szybko stał się jednym z czołowych polityków wigowskich i miał na tyle wpływu w jej szeregach, by wprowadzić więcej dyscypliny do pracy gabinetu. Przykładowo markiz Rockingham nie widział nic przeciwko oglądaniu ulubionych wyścigów konnych w czasie ciężkiego kryzysu rządowego.

1775-1790

Burke próbował zrozumieć pobudki kierujące amerykańskimi buntownikami przeciw Koronie Brytyjskiej. Uważał, że rewolucja amerykańska powołuje się na anglosaskie tradycje prawne. On i brytyjscy wigowie jednak nie do końca rozumieli amerykańskie postulaty. Zakładali, że Amerykanie żądają swej reprezentacji w parlamencie, podczas gdy oni tak naprawdę chcieli, by uznano ciała ustawodawcze poszczególnych kolonii za równorzędne parlamentowi brytyjskiemu. Kult parlamentaryzmu wśród wigów przeszkadzał im w zrozumieniu amerykańskich postulatów. Kolonialny sposób myślenia bezskutecznie próbował wyjaśniać w Londynie Benjamin Franklin. Wigowie niechcący pogrzebali możliwość ugody z Ameryką.
Przeciw wigowsko-proamerykańskim artykułom Burke’a wystąpił z serią własnych torys Samuel Johnson, który dowodził, że nie można uprawiać „częściowego nieposłuszeństwa” wobec Korony, jak to robili koloniści, ponieważ z zasady każda władza jest absolutna i można się jej albo podporządkować albo nie.

1790-1797

Wydane w 1790 Rozważania o rewolucji we Francji można uznać za początek doktryny konserwatyzmu-ewolucjonizmu i koniec epoki oświecenia. Jednocześnie znajdujemy w jego doktrynie elementy, które sprawiają, że można go uważać za liberała i demokratę (popieranie zasady równowagi sił politycznych, niezależność parlamentu, prawa kolonii amerykańskich do niepodległości). Jego twórczość wywarła poważny wpływ na ideologię romantyzmu niemieckiego. Burke był zwolennikiem ewolucyjnych zmian, szacunku dla twórczości i dziedzictwa wcześniejszych pokoleń. Uważał, iż pozbawione sensu jest niszczenie i budowanie świata od zera.
Według Burke’a człowiek jest istotą rozumną. Rozumowi nie można jednak bezwzględnie ufać, ponieważ człowiekiem targają liczne żądze i namiętności, które generowane są przez sprzeczne interesy. Ponieważ owe interesy zderzają się ze sobą i wywołują liczne napięcia, naturę ludzką należy oceniać negatywnie.
Burke rewolucję traktował jako niedozwolone zerwanie ciągłości historycznej. Naród jest dziełem wielu generacji, tych przeszłych, obecnych i przyszłych. Żadna generacja nie ma prawa podejmowania decyzji w imieniu pozostałych. Rewolucja jest właśnie taką nieuprawnioną decyzją. Burke godził się jednak, z pewnymi „zdobyczami rewolucji” i zamierzał włączyć je do wartości mających zostać konserwowanymi, z czym nie zgadzał się Joseph de Maistre (konserwatyzm tradycjonalistyczny).
Pisał o tym w 1790 roku, jeszcze zanim jakobini urządzali swe masowe mordy, lecz wiedział z pism Rousseau i Holbacha, że francuskie wizje polityczne, jako zbyt abstrakcyjne, wyrozumowane i pełne pogardy dla tradycji są skazane na niepowodzenie.
W Anglii polemizowali z nim prorewolucyjni pisarze jak Thomas Paine.
Zmarł w roku 1797. Kazał swe prochy rozsypać, by jakobini, którzy – jak wierzył – zwyciężą i przybędą mordować Anglików, nie zbezcześcili jego grobu. Mimo to został pochowany na Cmentarzu Świętej Marii i Wszystkich Świętych w Beaconsfield, South Bucks District, Buckinghamshire w Anglii.
Nie mamy żadnej władzy arbitralnej, którą moglibyśmy dać, ponieważ władza arbitralna nie jest rzeczą, którą jakikolwiek człowiek może posiadać, ani też taką, którą jakikolwiek człowiek może dać.
Irlandzki myśliciel był zdania, że żadna świecka władza nie może być absolutna. Aby to osiągnąć, chciał przeciwstawić sobie władze króla i parlamentu. Król powinien być tylko symbolem państwa, strażnikiem jego ciągłości i gwarantem umowy między rządzącymi a rządzonymi. Lojalność wobec króla musi być fundamentem państwa, ale nie znaczy to, że rząd musi być od niego bezpośrednio uzależniony.
Burke chciał zmienić nastawienie ludzi do partii politycznych. Rządzący mieli się kierować interesem narodowym, a nie chwilowymi zachciankami obywateli.
Burke nie uważał, żeby każdy człowiek miał prawo do udziału we władzy, ale tylko że każdy ma prawo być dobrze rządzony. Wyborcami mogą być więc tylko ci, którzy mają odpowiednie kwalifikacje. Według Burke’a kluczowa w tym aspekcie jest własność ziemska.

Charakter władzy

Burke odmawiał  ludziom prawa do wypowiedzenia posłuszeństwa prawowitemu rządowi pod wpływem chwilowego nastroju. Uważał, że człowiek w okresie przedspołecznym ma dwa prawa wynikające z nieograniczonej wolności: do samozachowania i samoobrony. Jednak jako istota rozumna wybiera życie w społeczności. Wówczas jednak wolność jednostki musi zostać ograniczona, a prawo do samoobrony odebrane, ponieważ nie można mieć jednocześnie praw stanu przedspołecznego i przywilejów stanu społecznego.
Umowa społeczna nie ma charakteru jednostronnego, bowiem obie strony posiadają dzięki niej zarówno prawa, jak i obowiązki. Władza – prawo do domagania się posłuszeństwa od rządzonych i obowiązek dbania o ich interes. Społeczeństwo – obowiązek lojalności wobec władzy i prawo do zagwarantowanych swobód.
Burke uważał cywilizację za wielkie dobro, ponieważ dzięki wytworzonym w niej instytucjom człowiek jest w stanie opanować swoją złą naturę.
Stan społeczeństwa obywatelskiego jest stanem natury – i to znacznie prawdziwiej niż dziki i bezładny sposób życia. Człowiek jest z natury rozumny i nigdy nie będzie w pełni zadowolony w swym naturalnym stanie, a tylko wtedy, gdy umieszczony zostanie tam, gdzie rozum może być najlepiej kultywowany i gdzie najbardziej on dominuje.
Dobrowolna umowa społeczna z czasem traci swój dobrowolny charakter. Rodząc się, stajemy się członkami społeczeństwa, a zobowiązania z tej umowy wynikające zostają na nas nałożone bez naszej zgody. Stajemy się częścią narodu, łańcucha pokoleń złączonego powinnością wypełnienia umowy, powinnością życia w cywilizacji. Bycie członkiem takiej wspólnoty przynosi liczne korzyści, choćby możliwość z korzystania z nagromadzonego przez wieki doświadczenia, ale i konkretne obowiązki: nieprzeciwstawianie się tradycji i zachowywania osiągnięć przodków dla przyszłych pokoleń.
Jedną z pierwszych i najważniejszych zasad uświęcających państwo i prawa jest bowiem zasada głosząca, że jego przejściowi właściciele i dożywotni dzierżawcy nie powinni działać tak, jakby byli jego wyłącznymi panami, niepomni na to, co otrzymali od przodków i co winni są potomnym.
Burke więc stanowczo opowiada się przeciw temu, aby każde pokolenie na nowo określało warunki społecznego kontraktu.
Nakaz szacunku do tradycji, dla ukształtowanych instytucji ustrojowych, dla naturalnie powstałych wspólnot i więzi społecznych wynika z przekonania o ograniczonych możliwościach rozumu jednostki. Rozum nie może objąć swoim wąskim spojrzeniem całego bogactwa rzeczywistości. Dlatego nad wszystkie abstrakcyjne, aprioryczne teorie należy przedłożyć to tradycję.
Burke nie odmawia jednak obywatelom prawa do zmieniania czegokolwiek w państwie, rozumie konieczność dokonywania reform. Lecz muszą być one cząstkowe, rozważne i odwoływać się do przeszłości.
Skłonność do zachowywania i zdolność ulepszania wzięte razem – oto wzór męża stanu.
Prawdziwą moc posiadają tylko te instytucje i prawa, które opierają się na zwyczaju. Rząd powinien więc dbać by nie stały się martwe i jednocześnie nie uśmiercać ich własną działalnością. W dobrym społeczeństwie nic nie jest ani zupełnie nowe, ani zupełnie stare. Nic nie powinno dziać się nagle, zmiany musza następować, lecz prawie niedostrzegalnie – nie zniszczą wtedy misternej sieci społecznych powiązań, trudnej do stworzenia, a tak prostej do zerwania.

Relacja jednostki i społeczeństwa

Główną ideą Burke’a jest harmonia. Równowaga rządzących i rządzonych, interesu prywatnego i publicznego, struktury społecznej etc.
Wszelkie tendencje ujednolicające są szkodliwe. Obywatele są równi wobec prawa i obowiązuje ich jedna moralność. Żadna inna równość nie istnieje. Nie jest to niesprawiedliwe, ponieważ wyższa pozycja nie gwarantuje większego szczęścia. Arystokracja jest czynnikiem konstytuującym naród. Jej przypadają największe przywileje, ale i największa odpowiedzialność. Burke’owi chodzi o naturalną arystokrację – cnoty i rozumu. Uszczypliwie wypowiada się o arystokracji z urodzenia. Przyznaje, że nie należy przeciwstawiać się naturalnemu procesowi selekcji elit. Wejście do niej powinno być możliwe, co nie znaczy, że proste.
Droga owa powinna być tym trudniejsza, że arystokracja wiąże się dla Burke’a z własnością. Własność jest najpożyteczniejszą podstawą rządzenia, dlatego struktura parlamentarnej reprezentacji powinna odwzorowywać strukturę własności. Własność jest z natury rzeczy „bojaźliwa i opieszała”, więc łączy się raczej z umiarkowaniem i zachowaniem ciągłości, niż  z pragnieniem zmiany.
W takim naturalnie ukształtowanym, hierarchicznym społeczeństwie relacja między władzą a obywatelem nie jest jedyna i w żadnym razie nie najważniejsza. Na społeczeństwo składają się bowiem niezliczone ciała pośredniczące: od rodziny i społeczności lokalnej zaczynając. Prawo i siła nie są tu jedynym spoiwem, ważniejsze są więzi nieformalne, zwyczajowe lojalności czy wspólne wierzenia.
Mówiąc, że każdy człowiek ma swoje zadanie do spełnienia, kładzie się nacisk na jego społeczną naturę, Burke jednak wcale nie zmierza w stronę przekonania o konieczności ubóstwienia państwa. Nie przedkłada on zbiorowości ponad jednostkę – jej szczęście jest dla niego wciąż ważne. Szczęście nie sprowadza się tylko do realizacji potrzeb wiążących się ze wspólnotą, ale tylko w niej wolność może być trwała. Osiągnięta zostały w nim odpowiednie proporcje przymusu i wolności.
Porządek owocuje bezpieczeństwem i poczuciem pewności. Ogranicza anarchiczne i destrukcyjne instynkty wolności. Burke zawsze przedstawiał się jako jej obrońca, ale nie  tej abstrakcyjnej. W oczach Burke’a społeczeństwo ze swoimi nakazami i zakazami, prawami i obowiązkami nie jest wrogiem wolności.
Wolność bowiem możliwa jest nie wbrew społeczeństwu, ale dzięki niemu. Prawdziwa wolność to wolność społeczna, cywilizowana, ograniczona i rozumna, nie skrajnie indywidualistyczna i samolubna. Tak pojmowana wolność nie jest wartością, której należy strzec.
Nie znaczy to jednak, że to jedyna wartość warta uwagi. Porządek, własność, tradycja, moralność to sprawy równie ważne, których nie należy poświęcać w imię wolności.

Ekonomia

Burke broni też wolności jako podstawy działań ekonomicznych. Jest przeciwny obecności państwa w gospodarce. Uważa, że powinno się ono ograniczyć do zapewnienia uczciwości wymiany i ochrony własności. Bezwzględne poszanowanie własności jest absolutną koniecznością. Uważa bezpieczeństwo zachowania efektów swojej pracy i możliwość przekazania ich potomnym za główny bodziec do pracy. Nierówności społeczne nie są niesprawiedliwe, ale użyteczne, ponieważ właśnie różnorodność wyzwala inicjatywę jednostek. Gdyby nie ona, państwu zagrażałaby ekonomiczna stagnacja. Poglądy Burke’a są odzwierciedleniem zasady laissez faire.

Krytyka rewolucji

Edmund Burke nie akceptował rewolucji francuskiej. Potępiał ją, w imię tych samych zasad, które nakazywały mu bronić rewolucji amerykańskiej. W Ameryce przeszłość pozostawała ważnym układem odniesienia, we Francji nie. Rewolucja tam oznaczała zerwanie ciągłości i zniszczenie tradycji. Wyobrażała sobie ona, że społeczeństwo można skonstruować ad hoc, a wszystkie tradycyjne relacje można zastąpić jedną centralną – między władzą a ludem.
Wściekłość i szaleństwo mogą w pół godziny zniszczyć więcej, niż roztropność i przezorność potrafią zbudować w ciągu stu lat.
Przyznawał rację Tomaszowi z Akwinu, który twierdził, że tylko w porządku teoretycznym istnieje prawda, w praktyce natomiast celem powinno być dobro. Poszukiwanie prawdy nie powinno być celem życia społecznego. Jego zasadą jest bowiem kompromis, a roszczenia prawdy są zawsze absolutne.
Ponadto krytykował założenia racjonalistów dotyczące pozytywnej wizji natury ludzkiej. Według Burke’a człowiek jest niedoskonały i dlatego potrzebuje zewnętrznego, religijnego źródła moralności.

Prawa człowieka

Burke nie wierzył w naturalne prawa człowieka, a wręcz uważał je za wysoce szkodliwe, ponieważ prawa muszą wiązać się z obowiązkami. Obowiązki podtrzymują cywilizację, a to ona jest gwarantem praw. Stąd tak silna krytyka rewolucji francuskiej, bo abstrakcyjna idea praw człowieka wywłaszcza ludzi z ich rzeczywistych uprawnień. Prawa człowieka i jego wolności wynikają i są gwarantowane tylko przez wytworzone przez niego struktury społeczne i instytucje.

[Edmund Burke, https://en.wikipedia.org/wiki/Edmund_Burke]