Po co to wszystko? „Po nic” [Wojna w Ukrainie] / Piotr Kotlarz

0
113
File: Zaporoże po rosyjskim ostrzale , 2022-10-09 (41) (cropped).jpg. Z Wikipedii, wolnej encyklopedii
Tytuł dzisiejszego felietonu wziąłem za jakimś artykułem informującym o stratach wojennych Rosji w czasie trwania obecnego etapu jej wojny z Ukrainą, które przytacza z kolei jakaś francuska gazeta. Sięgają one ogółem około pól miliona rosyjskich żołnierzy, w tym aż 150 tysięcy zabitych. Do wspomnianych strat dodać trzeba straty żołnierzy (w zabitych i rannych) po stronie Ukrainy, straty wśród ludności cywilnej, ogromną emigrację (ukraińską, ale też mieszkańców Federacji Rosji), wielkie straty finansowe. Po stronie Rosji jeszcze inne straty: rynków zbytu, polityczne (np. z jej punktu widzenia taką stratą jest rozszerzenie NATO)… również stratę czasu. Wiele rozpoczętych wcześniej inwestycji, jak choćby budowa „jedwabnego szlaku”, zostało odłożonych na bliżej nieokreśloną przyszłość. W tym ostatnim przypadku wbrew lansowanym teoriom, że szlak ten może służyć tylko Chinom, uważam, że będzie służyć nam wszystkim. Konkurencja, pokojowa rywalizacja, służy rozwojowi społeczności całego świata. Nie sposób jej powstrzymać, zresztą powstrzymywanie jest błędem. Należy ją przyjąć i rywalizować, pracą, rozwojem własnej myśli technicznej, nauki i kultury.
Pozwoliłem sobie sięgnąć po zamieszczony w tytule cytat, gdyż piszę o tym już od lutego 2024 roku. Rosja, wbrew temu co piszą niektórzy polscy i światowi tzw. analitycy, wojny z Ukrainą wygrać nie może i przegrała ją już z chwilą tej wojny rozpoczęcia w 2014 roku. W 2024 roku nie tyle pojawiła się szansa na jakiekolwiek zwycięstwo, co zwiększyła się tylko skala przyszłej klęski.
Po co to wszystko? W celu zmiany granic jakiegoś państwa? Czy rzeczywiście rządzą nami idioci? Czy tak trudno dostrzec kierunek w jakim zmierza świat? Przecież nadeszła epoka znoszenia granic. Dla mnie jest rzeczą oczywistą, że idea znoszenia granic, jaką przyjęliśmy w strefie Schengen będzie się w przyszłości rozszerzać. Nie tylko wraz z powiększającą się Unią Europejską, ale i między wielkimi międzynarodowymi blokami. Już dziś coraz bardziej rozluźniana jest polityka wizowa. Oczywiście wielu może wydawać się to nieprawdopodobne, karmieni jesteśmy w mediach pesymistycznym obrazem przyszłości. Spójrzmy jednak na to szerzej. Kto w XVIII wieku mógł przypuszczać, że to właśnie Immanuel Kant (zmarł w 1804 roku) nie mylił się, twierdząc, że w przyszłości świat zorganizowany będzie w demokratyczne społeczeństwa). Dziś jest tak zorganizowana większość społeczeństw świata. Łącznie z Indiami, wówczas kolonią w ramach imperium Królestwa Wielkiej Brytanii, a dziś suwerennym państwem i największą demokracją współczesnego świata.
Oczywiście proces ten będą próbować powstrzymywać lub nadawać mu inny kierunek kolejni niedouczeni idioci (jak w przeszłości: Napoleon, Hitler, Stalin, obecnie Putin i im podobni), niemniej jednak kierunek jest widoczny i oczywisty.
Jestem optymistą. Dostrzegam więc również pozytywny aspekt obecnej wojny, choć koszt jaki społeczeństwa całego świata w związku z nią ponoszą jest ogromny. Obecna wojna jest dla ludzkości kolejną lekcją, mam nadzieję, że jedną z ostatnich, że idea imperializmu nie jest w stanie nikomu przynieść korzyści.
Rosja wojnę z Ukrainą przegrała już z chwilą jej rozpoczęcia i niech różni domorośli „analitycy” nie próbują wmawiać nam innych ocen biorąc pod uwagę tylko kwestię ewentualnego przesuwania granic i strasząc nas próbą kontynuowania tej wojny przez Rosję w przyszłości. Liczące zaledwie 140 milionów ludności społeczeństwo nie stanowi takiej groźby. Rosję czeka kilka pokoleń leczenia powojennych ran (przez co najmniej 50 lat będą musieli np. ponosić ogromne koszty na leczenie rannych), szukania środków na inwestycje w naukę, kulturę ( w czasie gdy cena ropy będzie spadać – odkryto np. jej nowe wielkie źródła w Namibii, a przecież rozwijają się wciąż alternatywne źródła energii).
Proponuję, by ci tzw. analitycy (tak z kręgów dziennikarskich, jak i wojskowych) zamiast epatować opinię publiczną analizą wydarzeń na froncie (zajmowania przez siły rosyjskie jakiejś wioski, osady, czy nawet miasteczka) i wieszczenia tzw. „sukcesu Rosjan”, czy możliwej „klęski Ukrainy” zaczęli ukazywać szerszy obraz wojny w Ukrainie. Apel ten skierowuję zwłaszcza do wojskowych. Przecież wiedzą, że Federacja Rosji, aby odnieść na froncie z Ukrainą jakiś znaczący sukces musiałaby skierować na ten front siły co najmniej dwu a nawet trzykrotnie liczniejsze od sił ukraińskich, czyli około dwóch, a nawet trzech milionów żołnierzy, a to jest niemożliwe. Zresztą nawet zajecie Kijowa tej wojny nie może zakończyć, gdyż w tym wypadku Rosja będzie miała kolejny Afganistan. Rosja tej wojny wygrać nie może, a każdy dzień tylko powiększa jej straty.
Nie tylko Rosji zresztą, nie tylko Ukrainy. Straty nas wszystkich.
       Piotr Kotlarz

 

Międzynarodowa licencja Creative Commons Uznanie autorstwa

Ten utwór jest objęty
licencją Creative Commons Uznanie autorstwa CC BY-NC-ND 4.0.