Wisłą z Oświęcimia do Gdańska / Piotr Kotlarz

0
439
Właściwy spływ rozpocznie się dopiero za trzy dni, ale moja obecna przygoda z Wisłą zaczęła się już kilka dni temu. Przecież do trwającej około 20 dni podróży trzeba się co nieco przygotować, sprawdzić sprzęt i wyposażenie. W tym celu postanowiłem odbyć i odbyłem dwa nieco krótsze spływy. Pierwszy w dniach 3-4 sierpnia z Warszawy do Wyszogrodu oraz kolejny 6 sierpnia, również z Warszawy, ale tym razem tylko do Modlina.
Decyzja o podjęciu tych prób okazała się słuszna. Uzyskane doświadczenie zmusiło mnie do weryfikacji początkowych założeń. Po pierwsze postanowiłem nieco skrócić planowaną trasę. Początkowo zamierzałem rozpocząć planowaną podróż w Goczałkowicach-Zdroju. Płynąc jednak już tylko z Warszawy zauważyłem, że Wisła jest wciąż jeszcze rzeką bardziej „dziką”, nieuregulowaną, niż sądziłem wcześniej. W czasie spływu trafiłem na niespodziewane mielizny, czy kamienne progi. Znalazłem też film na YouTube z relacją ze spływu z Goczałkowic Zdroju i zauważyłem, że pierwsze kilometry Wisły są naprawdę trudne. Postanowiłem, że mój spływ rozpocznę w Oświęcimiu. Taką trasę (ok. 959 km) w 2010 roku przepłynął Marek Kamiński. Jego spływ odbywał się jednak pod koniec zimy i miał charakter wyczynu. Mnie zaś nie chodzi o wyczyn, lecz raczej o realizację dawno już powstałego planu.
Po raz pierwszy płynąłem Wisłą już prawie sześćdziesiąt lat temu. Kto dziś pamięta, że jeszcze w latach sześćdziesiątych latem kursowały z Warszawy do Gdańska tzw. bocznokołowce. W taką podróż z Warszawy do Gdańska zabrała mnie i mojego brata nasza babcia. Takie przeżycie pamięta się latami. Po raz drugi poznałem Wisłę zaraz po maturze. Chciałem wówczas (młodzieńcze marzenia) być marynarzem i przygotowując się do studiów w Szkole Morskiej podjąłem się pracy w Żegludze Gdańskiej. Zostałem młodszym marynarzem na jednej z jej barek. Jeszcze wówczas Wisła była w miarę żeglowna (zwłaszcza przy jej ujściu). Piękno krajobrazów, przyrody. Coś wspaniałego, znów niezapomniane przeżycia, choć praca marynarza (na barce) okazała się na tyle nudna, że moje marzenia o tym, że zostanę marynarzem porzuciłem.
W czasach „gierkowskich” głośne były plany regulacji Wisły, przymierzano się do jej regulacji, budowy kolejnych zapór. Sądziłem, że to ciekawy plan, tym bardziej, że w rozmowach z fachowcami (m.in. z jednym z prof. Politechniki Gdańskiej, polskim przedstawicielem do spraw energetyki wodnej przy ONZ) dowiedziałem się, że inwestycje w energetykę wodną rekapitalizują się już w ciągu 7 lat.
W latach gospodarczego marazmu i kryzysu lat dziewięćdziesiątych, wynikłego z procesu tzw. transformacji gospodarczej naszego kraju, pomyślałem, że może warto wrócić do tej idei. Działałem wówczas w PPS-ie i postanowiłem propagować ją na łamach wydawanego w latach 1995-1997 przeze mnie „Robotnika”. Artykuły na ten temat pisał wówczas do tego miesięcznika wspomniany profesor. Pomysł wsparł wówczas wiceprzewodniczący PPS dr Andrzej Lipski i to z nim planowaliśmy zorganizowanie spływu, który miał propagować tę ideę.
Niestety Andrzej Lipski zmarł, a moje drogi z PPS-em się rozeszły. Zbyt wielu było w nim marksistów, ludzi, którzy nie odróżniali socjalizmu od komunizmu. Wciąż marzyła im się jakaś rewolucja, wciąż nie rozumieli jak ważna jest w życiu każdego społeczeństwa idea własności. Daleko im było do idei Ignacego Daszyńskiego, czy Lidii Ciołkoszowej.
Minęło kilkadziesiąt lat. Zdążyłem przejść już na emeryturę, dawno też już pożegnałem się z czynną działalnością polityczną. Ci jednak, którzy mnie znają, wiedzą, że swych planów nigdy nie zarzucam. Plan spływu Wisłą tkwił również  gdzieś z „tyłu mojej głowy”.
Postanowiłem, że popłynę Wisłą od źródeł do Gdańska, oczywiście już nie w celu propagowania idei jej regulacji. Uważam bowiem, że dziś takowa nie ma już sensu. Przez ostatnie kilkadziesiąt lat wynaleźliśmy tak wiele możliwości pozyskiwania energii, że energetyka, której źródłem są rzeki jest zbyt kosztowna (wymaga zbyt wielkiej ingerencji w środowisko (budowania tam). Znacznie korzystniejsze i mniej ingerujące w środowisko jest np. wykorzystanie fal wodnych, a zwłaszcza wodoru.
Zapóźnienie gospodarcze, którego źródłem były już rozbiory (Wisła płynęła przez ziemie wszystkich zaborców naszego kraju), spowodowało, że mamy w Polsce prawdziwy skarb. Największą nieuregulowaną rzekę w tej części Europy. Skarb wciąż niewykorzystany, wręcz zaniedbany.
Hasłem, ideą przewodnią mojego spływu jest propagowanie planu jej użeglowienia, wykorzystania w przyszłości jej walorów turystycznych.
Wisła to nasz ogromny skarb, czas najwyższy, by spróbować po niego sięgnąć. Zrobią to Polacy, ale niezbędna będzie jednak na początek pomoc państwa. Już moje pierwsze „próbne” spływy pokazały, że konieczne będzie wytyczenie szlaków żeglownych, pogłębianie (w określonych miejscach) jej koryta. Nie powinniśmy (broń Boże) w jakikolwiek sposób ingerować w jej brzegi, drogę przepływu, ale do tego, by umożliwić korzystanie z niej przez kajakarzy, czy w niektórych miejscach żeglarzy oraz (co uważam za najważniejsze) przywróconej żeglugi śródlądowej, konieczne są inwestycje. Płynąc z Warszawy do Wyszogrodu zauważyłem tylko dwie firmy pozyskujące piasek. Już on stanowi ważne dobro. Takich firm mogłoby być więcej. Są potrzebne, myślę, że w jakiś sposób (choćby przez ulgi podatkowe, czy politykę kredytową) mogłoby im pomóc państwo. To pierwsze przemyślenia, ż czasem pojawi się ich więcej.
Postaram się też, by z mojej podróży kajakiem powstało dość sporo zdjęć, może i krótkie relacje filmowe. Te zamieszczać będę na łamach „Miesięcznika WOBEC”, któy jest w jakiejś mierze jego organizatorem.
Spływ został objęty patronatem medialnym przez „Radio Gdańsk”, „Gazetę Gdańską” i Internetowy „Miesięcznik Kreatywni”, myślę, że współpraca z tymi mediami przyczyni się popularyzacji spływu, a przede wszystkim idei, którym ma służyć.
Z Oświęcimia do Warszawy będę płynąć sam, od Warszawy planuje do mnie dołączyć jedna, a może i więcej  osób, ale na razie nie podaję ich nazwisk. Jak wiemy plany ludzkie bywają zmienne.
                                                   Piotr Kotlarz

 

Autor zdjęć: Piotr Kotlarz

Autor plakatu – Jan-Jackowicz Korzczyński (Miesięcznik Kreatywni)

Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne 4.0

Ten artykuł został opublikowany na licencji Creative Commons Attribution-NonCommercial 4.0 International. Jeśli masz jakiekolwiek pytania dotyczące ponownej publikacji, skontaktuj się z nami. Sprawdź poszczególne obrazy, aby uzyskać szczegółowe informacje na temat licencji.