Odzyskać spokój. Reportaż z rejsu Piotra Kotlarza kajakiem od źródeł Wisły do morza / Marek Baran

0
214

Rejs marzeń

O takiej przygodzie marzyli chyba wszyscy. Rejs rzeką jak w powieści przygodowej z lat dzieciństwa. Z jasno określonym celem ale i pełną swobodą co do tempa poszczególnych etapów trasy. Podróż w czasie której nie musimy podporządkowywać się narzuconym harmonogramom i schematom. Jednym słowem – przygoda życia.
Śledziłem ten rejs od samego początku. Trzymałem kciuki i niepokoiłem się w czasie każdego kryzysu, a były one dwa (o czym poniżej).
Piotra Kotlarza znam od lat i wiem, że jest twardym człowiekiem i że zawsze dobrnie do celu. Nawet jak napotka przeszkody lub gdy opuszczą towarzysze niedoli. Potrafi wytrwale dążyć do celu, co udowodnił swoim rejsem. Siedemdziesięciodwuletni mężczyzna przebył 940 kilometrów w samotnym rejsie. W ciasnym, dmuchanym kajaku i skromnym namiocie spędził trzydzieści jeden dni mogąc w tym czasie liczyć jedynie na swoje siły i nasze zaciśnięte kciuki. To wielki sukces i niesamowity wyczyn. Nie sposób znaleźć słów zachwytu i podziwu jakimi należałoby określić wyczyn Piotra. Zwykłe brawa jakie pojawiły się w komentarzach do tego rejsu to zdecydowanie za mało.
Cel
Po co w ogóle ponosić taki wysiłek? Po co rezygnować z wygodnego życia i narażać się na uciążliwości spartańskiego losu? Ideą Piotra było udowodnienie, że Wisła jest rzeką bezpieczną, przyjazną i bardzo ciekawą. Obrosła legendami za sprawą PR-owskich wypraw, które miały podwyższyć ego śmiałków podejmujących trud jej przepłynięcia i przestraszyć wszystkich, którzy zaczęli się jej bać.
Oczywiście nikt nie powinien bez przygotowania i pewnych umiejętności powtarzać wyczynu Piotra, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby ludzie uprawiający na przykład sport rowerowy zaplanowali jedno – dwudniowy spływ z Tczewa do Gdańska, albo z Torunia do Grudziądza. Wysiłek będzie porównywalny, a wrażenia dużo lepsze.
„Wokół Wisły krążą mity. Ludzie myślą kategorią wyczynu – jak niegdyś Marek Kamiński. Płynął w marcu w asyście samochodu. Słyszałem o tym na dwóch przeprawach. Traktowanie Wisły w kategoriach wyczynu jest złe, bo ludzie zaczynają się jej bać. Myślą, że jest niebezpieczna. Tymczasem Wisła jest niesłychanie przyjazna, spokojna. Nie jest rzeką trudną”.

Piotr Kotlarz

Początek

Najbardziej oczywistym początkiem byłyby faktyczne źródła Wisły. Jednak ze względu na sprzęt – spływ przez płytkie wody z wystającymi, ostrymi kamieniami mógł skończyć się przebiciem gumowego kajaka. Kajak taki nie jest też przystosowany do bardzo wartkich, górskich potoków.
Z tych powodów Piotr Kotlarz podjął decyzję, że rozpoczyna swój rejs w Oświęcimiu.

Przeszkody

Najczęstszą przeszkodą okazały się mielizny.
„Wisła jest bardzo bezpieczna rzeką. Jak są mielizny to trzeba wyjść z kajaku i przejść kawałek po mieliźnie, dotrzeć do głębszej wody i dalej kontynuować rejs”.

Piotr Kotlarz

Śluzy to na Wiśle normalne urządzenia. Nie jest ich dużo, a skorzystanie z nich jest bardzo dogodne. Nawet dla jednego kajaka jest ona uruchamiana, co może wydawać się ekonomicznie nieuzasadnione. Obsługa zwykle był życzliwa, poza dwoma przypadkami. Pierwszy to przekop za Krakowem, gdzie Wisła obniżyła poziom i konieczne są w tamtym miejscu inwestycje w urządzenia melioracyjne. Wody Polskie muszą w tamtym miejscu głębszą śluzę wybudować. To jest wielomilionowa inwestycja, ale jest konieczna. Miejmy nadzieję, że zostanie ona w miarę szybko zrealizowana. Jest to szczególne ważne, gdyż w okolicach Krakowa i Sandomierza Wisła jest intensywnie wykorzystywana.
Najmniej przyjemna była przeprawa przez śluzę we Włocławku:
„We Włocławku panowie zachowali się bardzo nieprzyjemnie. Początkowo chcieli odmówić możliwości uruchomienia śluzy. Kiedy jednak zobaczyli moją determinację i chęć przeniesienia kajaka – zgodzili się na warunkowe uruchomienie śluzy. Zrobili to na moją odpowiedzialność – tłumaczyli się godzinami w których śluza jest uruchamiana”.

Piotr Kotlarz

Awaria sprzętu

W czasie tej przeprawy kajak był narażony na wiele kontaktów z nabrzeżem, w wyniku których doszło do awarii. Sprzęt został uszkodzony na tyle mocno, że żadne próby naprawy nie dały rezultatu. W wyniku tego rejs musiał zostać na chwilę przerwany – konieczny był zakup nowego kajaka. Na szczęście firma zaopatrująca w sprzęt wywiązała się szybko z zadania i możliwa była kontynuacja rejsu.
Mimo tego incydentu Piotr bardzo mile wspomina miasto, w którym doszło do największego kryzysu na jego trasie.
„Włocławek stał się miastem bardzo przyjaznym i otwartym na wodę, na Wisłę. Pobudowano piękny obiekt z domkami kempingowymi, z basenem – kuchnie, łazienki, prysznice. Wszystko o bardzo wysokim standardzie. Bardzo dobre miejsce do biwakowania pod namiotem. Do tego niedrogo – dwadzieścia złotych za dobę”.

Piotr Kotlarz

Biwakowe życie

Piotr zwykle nie korzystał z pól namiotowych. Do mycia wykorzystywał głównie wodę z Wisły, która jest czysta i w miarę ciepła. Oczywiście może być lepiej, bo „dopóki w Wiśle nie ma raków to nie jest dobrze”.
Najlepiej rozbić jest biwak za grodzią. Tam można spokojnie spędzić noc, albo niebezpieczny moment jakim jest burza. Wisła tworzy wydmy, do których można podpłynąć – niektóre są nawet porośnięte zielenią. Na tej przestrzeni można rozbić namiot i biwakować. Są to jakby małe wysepki.

Trasa

Przez cały czas spływu nie zdarzyły się żadne niebezpieczne momenty. Jeden kamienny jaz za Krakowem był najniebezpieczniejszym wyzwaniem.
Oświęcim – Kraków – Płock
Chełmno – Grudziądz – Kwidzyn – Tczew – Sobieszewo

Grupa wsparcia

W planie tego rejsu było wsparcie Piotra przez zaprzyjaźnioną grupę gdańskich artystów. Mieli mu towarzyszyć od Torunia. Niestety, w ostatnim momencie przestraszyli się wysiłku i trudów rejsu i Piotr cały rejs przebył samotnie.
W zamierzeniu miał to być całkiem duży spływ. Miało wziąć w nim udział dwunastu śmiałków. Skończyło się na samotnej ekspedycji.

Burze

W czasie całego rejsu Piotra pięć (albo sześć) razy zaskoczyła burza. Zdarzały się one zarówno w nocy jak i w ciągu dnia.
„Jak się zbliżała burza – dopływałem do brzegu, znajdowałem jakiś krzew do przycumowania kajaka. Trzeba było ją przeczekać. Zewnętrzną powłokę od namiotu wykorzystywałem jako pelerynę, która chroniła mnie i kajak”.

Piotr Kotlarz

Z niezbyt dużą prędkością

Średnia prędkość jaką Piotr Kotlarz płynął to niespełna kilka kilometrów na godzinę. Wydaje się to stosunkowo małą prędkością. Z tego powodu rejs trwał miesiąc.
„Nurt nie jest zbyt bystry, maksymalnie udawało mi się osiągnąć prędkość siedmiu -ośmiu kilometrów na godzinę. To jest dmuchany kajak, który nie pozwala na osiąganie sportowych wyczynów”.

Piotr Kotlarz

Najcięższych było sześć pierwszych dni

Początki są zawsze najgorsze. Naszemu bohaterowi doskwierał najbardziej upał, jaki mu towarzyszył na samym początku rejsu. Błędem okazała się koszula z krótkim rękawem. Na dodatek była w kolorze czarnym – na szczęście szybko wypłowiała. Intensywne słońce spowodowało, że spalił sobie ręce, a przede wszystkim nadgarstki.
Na szczęście w Warszawie udało się pozyskać koszulę w jaśniejszym kolorze z długim rękawem. W zakupie nowej koszuli niezbędna była pomoc znajomego, który przyniósł ją Piotrowi, kiedy ten przepływał przez Warszawę.

Najbardziej gościnne miasto – Grudziądz

W Grudziądzu spotkaliśmy się po raz pierwszy. Wyjechałem na spotkanie z Piotrem z wielkim niepokojem. Byłem ciekawy w jakiej jest kondycji po tak długim rejsie. Jego zapewnienia telefoniczne mogły nie być zgodne z faktyczną jego kondycją.
Spotkaliśmy się w grudziądzkiej marinie. Miejscu, które jest nowe, komfortowe, ale źle oznakowane. Z perspektywy wody nie ma oznakowania i można ją ominąć. Odniosłem wrażenie, że dawane przeze mnie znaki z lądu pomogły Piotrowi w nawigacji do tego miejsca.
W marinie czekała na Piotra delegacja w osobach Zastępcy Prezydenta Miasta Szymona Gurbina z żoną Beatą – kandydatką na Sejm w zbliżającej się kadencji. Pani Beata obdarowała Piotra grudziądzkimi smakołykami:
„Mamy wspaniałą firmę Wisła, która produkuje śliwki w czekoladzie, bombonierki o adekwatnej nazwie –Wisełka, sękacze. Poza tym polecamy pomidory grudziądzkie i najlepszy majonez na świecie z firmy Ocetix. Grudziądz słynie z pomidorów. Ostatnio Prezydent Glamowski pojechał do Gdańska i razem z panią Prezydent Dulkiewicz rozdawał grudziądzkie pomidory. Grudziądzkie pomidory są dla nas cenne – są naszą dumą”.
Beata Gurbin – kandydatka na posła do Sejmu
Sam Prezydent Maciej Glamowski nie przybył do mariny na spotkanie. Próbowałem osobiście go zaprosić, ale miał wyjątkowo napięty terminarz tego dnia.
Grudziądzka marina według oceny Piotra jest jednym z najbardziej zadbanych miejsc tego typu jakie spotkał na swojej trasie.
Rozmowa z osobami zarządzającymi Grudziądzem sprowokowały Piotra do zaproponowania im nowej atrakcji miejskiej, która spotkał się z ich zainteresowaniem:
„Proponowałbym zorganizowanie zawodów wioślarskich między dwoma miastami nad Wisłą. Spowoduje to ożywienie wioślarstwa”

Piotr Kotlarz

Pomysł chyba się spodobał, bo padła nawet pewna deklaracja:
„Pan staje się dla mnie inspiracją do działania na rzecz tego, żeby miasta nadwiślańskie pomyślały o tym jak wykorzystać cudowną, piękną, polską Wisłę”.
Zastępca Prezydenta Miasta Grudziądza Szymon Gurbin
Z rozmowy dowiedzieliśmy się o historii mariny:
„Połączyliśmy tu historię z nowoczesnością. Pierwszy z budynków jest budynkiem historycznym – ma ponad sto lat, podobnie jak samo miejsce z zatoczką, w której mieści się marina. Obok znajduje się nowy kompleks, który wybudowaliśmy obecnie”.
Zastępca Prezydenta Miasta Grudziądza Szymon Gurbin
Grudziądz okazał się bardzo przyjaznym miejscem dla wioślarzy:
„W Grudziądzu mamy świetne dokonania jeśli chodzi o wioślarstwo. Mamy klub, w którym trenuje olimpijka. Jesteśmy z niej dumni – zdobyła srebrny medal!”
Beata Gurbin – kandydatka na posła do Sejmu
Grudziądz był na osiemset trzydziestym kilometrze odległości jaką przebył Piotr od początku swojego rejsu.

Samotność długodystansowca

Rejs obserwowałem od Grudziądza. Oczywiście wyłącznie z brzegu i dojeżdżając na kolejne etapy w Tczewie i wielki finał na Wyspie Sobieszewskiej. Zdziwił mnie totalny brak innych kajakarzy. W Grudziądzu oczekiwałem na Piotra prawie cztery godziny i przez ten czas obserwowałem Wisłę. Nie spotkałem żadnego kajakarza, poza dwójką wyczynowców wypływających na codzienny zapewne trening z tamtejszej mariny. Poza tym miałem „szczęście” zaobserwować dwie jednostki motorowe, które sprawiały wrażenie inspekcyjnych. Oprócz nich nikogo żywego na wodzie – jedynie cisza i spokój.
Piotr w czasie swojego rejsu spokój odczuwał jeszcze bardziej – całymi godzinami nie spotykał nikogo. Taka atmosfera prowokowała do refleksji i życiowych przemyśleń.

Mało komarów, dzikich zwierząt nie ma wcale

Można się spodziewać, że nad Wisłą spotkać można wiele dzikich zwierząt. Nie jest to prawdą. Piotr nie zetknął się z nimi wcale na swoim szlaku. Jest to zaskakujące, zwłaszcza, że w miastach coraz częściej mamy szanse je spotkać.
Nie było też w czasie rejsu kłopotu z komarami. Trudno powiedzieć na ile było to spowodowane specyficznymi warunkami atmosferycznymi a na ile szczęścia podróżnika.
„Komarów, o dziwo, było bardzo mało. Miałem namiot z moskitierą, którą na noc zakładałem. Zdarzały się nieliczne miejsce, gdzie było ich więcej. Pod tym względem to był bardzo korzystny rok”.

Piotr Kotlarz

W jednym z miejsc podróżnik spotkał stado krów, które sprawiało wrażenie dzikich. Jednak nie można mieć pewności, czy nie były to swobodnie pasące się krowy, którym po prostu nie towarzyszył człowiek. Było na wysepkach w okolicach Płocka w miejscach bardzo rozłożystej Wisły.
Koło Krakowa jest stadnina koni, ich widok sprawia niesamowite wrażenie.
Natomiast tereny nad Wisłą obfitują w ptactwo – zwłaszcza czaple siwe. Do ich obserwacji warto zabrać ze sobą teleobiektyw. Dzięki niemu można mieć rewelacyjne możliwości obserwacji tych płochych stworzeń.

Hałaśliwa Warszawa

Nasz bohater bardzo źle wspomina nocleg w Warszawie. Miasto w nocy żyje swoim intensywnym życiem, co utrudnia spokojnym ludziom sen na brzegu Wisły. To jedyny przypadek miasta, które pod tym względem nie jest przyjazne. Na szczęście można temu łatwo zaradzić.
„Dopłynąłem do Warszawy około dwudziestej drugiej. Rozbiłem się za drugim mostem. Myślałem, że będzie spokojne, bo był tam wędkarz, który jednak wkrótce poszedł sobie. Około północy przyszła grupa młodzieży słuchająca bardzo hałaśliwej, wulgarnej muzyki. Obudzili mnie tą muzyką. Jedna z dziewczyn obchodziła osiemnaste urodziny. Jubilatka poprosiła mnie o możliwość popływania moim kajakiem. Odmówiłem – cała grupa była lekko pijana. Odniosłem wrażenie, że sytuacja staje się niebezpieczna więc po północy odpłynąłem kawałek dalej. Chyba nawet nie zauważyli, że ich dyskretnie opuściłem. Byli zajęci piciem alkoholu. Przeniosłem się pod kolejny most. Okazało się to bardzo dobrą decyzją, bo chwile później rozpętała się burza. Pod tym mostem też był duży hałas. Warszawska kultura młodzieżowa polega na słuchaniu bardzo głośnej muzyki i piciu bardzo dużej ilości piwa”.

Piotr Kotlarz

Bogaci i biedni nad Wisłą

Oglądając Polskę od strony wody można zauważyć duże dysproporcje w zamożności nadwiślańskich mieszkańców.
„W rejonie Płocka widziałem bardzo bogate, oszklone wille. Jak z amerykańskiego filmu. Wiele jest w tamtej okolicy takich zamożnych, kilkusetmetrowych domów postawionych na działkach o powierzchni kilku tysięcy metrów kwadratowych”.

Piotr Kotlarz

Natomiast okolice Wyszogrodu prezentują się zgoła odmiennie. Podobne wrażenie można odnieść w okolicach Torunia.

Szczęśliwy finał w Sobieszewie

Koniec rejsu początkowo był zaplanowany na Motławie- w centrum Gdańska. Jednak ostatecznie meta została ustalona na nabrzeże na Wyspie Sobieszewskiej.
Na mecie rejsu Piotra pojawili się najintensywniej kibicujący mu przyjaciele i rodzina. Pojawiła się też telewizja, której relacja wyemitowana została na antenie ogólnopolskiej.
W czasie swojego rejsu trwającego od 11 sierpnia do 10 września Piotr Kotlarz przepłynął Wisłą 940 kilometrów.

                                  Marek Baran