Wolność własność solidarność. Recenzja filmu Piotra Kotlarza „Walka pokoleń” / Marian Walczak

0
117

Nie lubię musicali

Przede wszystkim muszę się przyznać, że nie lubię musicali. Ostatni musical jaki widziałem to było „Chicago”- byłem jedynym widzem na balkonie nieistniejącego już dzisiaj kina „Neptun”. Komfort oglądania miałem znakomity za to filmu nie wspominam dobrze. Duże wrażenie natomiast zrobił na mnie „Hair” Milosa Formana. Do grupy musicali, które mile wspominam muszę dorzucić „Parasolki z Cherbourga”- obejrzany w zaciszu prywatnej sali kinowej w rocznicę powstania filmu. Dlatego też z wielkim niepokojem rozpocząłem seans filmu Piotra Kotlarza i Adama Ghukasyana pod tytułem „Walka pokoleń”, który reprezentuje mniej lubiany przeze mnie gatunek. 

Tytuł

W pieśni „Chcemy wolności” pojawia się refren „Chcemy wolności/ chcemy własności/ Chcemy decydować sami o tym gdzie i jak żyć”. Jest to chyba najmocniejszy akcent i najważniejsze przesłanie tego filmu, stąd też tytuł mojej recenzji musicalu Piotra Kotlarza.

Film bez aktorów

Film Piotra Kotlarza jest pierwszym, pełnometrażowym filmem stworzonym przy wykorzystaniu sztucznej inteligencji jaki widziałem. I nie chodzi tu o efekty, którymi od lat wspomagają się twórcy kina, ale o film w całość stworzony przy zastosowaniu sztucznej inteligencji. W filmie nie wystąpili w ogóle aktorzy, nie stworzono dla niego scenografii, nie pracowali na planie oświetleniowcy, dźwiękowcy, bo nie było ani jednego dnia zdjęciowego. Film stworzyło dwóch ludzi – Piotr Kotlarz: scenarzysta, autor słów piosenek i Adam Ghukasyan: reżyser. Muzykę do piosenek „napisała” sztuczna inteligencja, która jest odpowiedzialna również za scenografię i wykreowanie wizerunków postaci.
Fabuła musicalu, czyli spoiler
Niemal wszystkie fabuły musicalu są nieco uproszczone. Wynika to z charakteru tego gatunku. Nie sposób w końcu pokazać głębi przeżyć bohaterów w scenach śpiewanych. W przypadku musicalu Kotlarza akcja rozpoczyna się w latach sześćdziesiątych dwudziestego  wieku. Bohaterami są młodzi ludzie z epoki post wojennej. Żyją za Żelazną Kurtyną w Polsce, która jest szara a nawet prymitywna. Marzą o konsupcjonizmie, który jest dla nich niedostępny. W zamian za to mają potańcówki i tanie wino. Między dwojgiem młodych ludzi nawiązuje się uczucie, którego owocem jest mała córeczka. Idylliczną atmosferę burzy SB- cka intryga zakończona tragedią. Okazuje się, że w totalitarnym państwie niemożliwe jest życie według własnych zasad, zwłaszcza, gdy żąda się wolności.

Uniwersalny przekaz

Wbrew opisanej tu fabule nie jest to film historyczny. Bazuje on na trudnej polskiej historii, ale dzięki głównemu przesłaniu „wolność- własność- solidarność” – odnosi się również do świata dzisiejszych wartości. Jest to widoczne w przywołaniu kultury współczesnych korporacji. Słowo „korporacja” pojawiające się w filmie z czasów PRL-u powinno razić, ale właśnie dzięki niemu film nabiera współczesnego brzmienia. Autor sugeruje, że nie ma wolności bez własności. Dzisiejsi młodzi ludzie, pracujący w nowoczesnych korporacjach, nie są wolni. Są obciążeni kredytami hipotecznymi, systemami ratalnych spłat dóbr konsumpcyjnych i drżą o to, żeby nie stracić posady, z którą łączy się wszystko co mają. W takich warunkach nie mogą swobodnie wyrazić swoich opinii, bo grozi im ostracyzm a w konsekwencji odrzucenie i utrata wszystkiego. Jedno z powiedzeń mówi, że odległość między klasą średnią a bezdomnością wynosi trzy raty niespłaconego kredytu za mieszkanie. Żyjąc pod taką presją nie sposób być wolnym i móc swobodnie wyrażać swoje poglądy.

Piosenki

Teksty piosenek zwykle mają stosunkowo prostą strukturę literacką, by dotrzeć ze swym przekazem do słuchacza. Przykładem może być hymn promujący akcję telewizyjnego konkursu Justyny Lew- Machnickiej „Polska na tak”. Jego charakter pokazuje przykład pierwszej zwrotki- „Miejmy serca otwarte/ Drzemią w nas więzi pokoleń/ Życie jest tyle warte/ Ile się dobra spotka przy stole”. Podobnie jest z refrenem, w którym autor operuje skrótem: „Teraz Polska na tak!/ Śpiewaj: Polska na tak!/ Od Bałtyku do Tatr!/ Polska na tak! Na Tak!”. Tekst piosenki, bazujący na uniwersalnych emocjonalnych odniesieniach, nie zawiera ani wyszukanych metafor, ani nieoczekiwanej dla odbiorcy perspektywy spojrzenia.
Wbrew tej zasadzie piosenki Piotra Kotlarza są dużo bardziej wysmakowane literacko i trafiają dużo głębiej w sedno opisu trudnej historii Polski.

Moja ulubiona scena

Mam nadzieję, że kontrowersyjna scena z romantycznym śniadaniem nie zostanie usunięta z ostatecznej wersji musicalu. Wiem, że autorom nie do końca się ona podoba i może się zdarzyć, że w czasie premierowego pokazu jej nie zobaczymy. 
Mowa o scenie, w której dwoje młodzi ludzie leżą na pięknej leśnej polanie („Pieśń rozpaczy”). Scena ta jest podobna do znanych obrazków z reklam amerykańskich płatków śniadaniowych i ma dla mnie znaczenie symboliczne. Poza wizualnym pięknem, niemalże ocierającym się o kicz, ja zobaczyłem w niej wielkie pragnienie młodych ludzi żyjących w PRL-u o egzystencji w dobrobycie, który byłby codziennością. Myślę, że wielu ludzi w ówczesnej Polsce utożsamiało raj ze światem oglądanym w zachodnich reklamach.

Song SB-ka („Znów coś knują”)

Współczesna kultura w dość „ciepły” sposób poradziła sobie z opisem najbardziej zbrodniczych osobowości XX wieku. Jeden z głośnych filmów pokazał nawet stonowane, racjonalne, ludzkie oblicze twórcy niemieckiego obozu koncentracyjnego. Nie ma natomiast żadnej próby zmierzenia się z postawami pracowników Służby Bezpieczeństwa. A byli to inteligentni ludzie, którzy stanowili całkiem sporą część społeczeństwa. Od dziesięcioleci nie udało się pokazać ich obiektywnego wizerunku. Film Kotlarza uświadamia nam, że oni żyli, sumiennie wykonywali swoją pracę i traktowali ją poważnie. Przynajmniej do pewnego momentu. W filmie nie ma oceny moralnej postaci funkcjonariuszy systemu represji- jest zwrócenie uwagi na ich istnienie. Dla mnie song o SB- ku był powodem do zastanowienia się nad ich dalszymi losami, czy dzisiaj są może liderami lokalnych społeczności, czy rozliczyli się przed samymi sobą z krzywd wyrządzonych innym. I najważniejsze – dlaczego nigdy nie przeprosili, nie przyznali się do popełnionych win. SB-cka zmowa milczenia trwa i ciągle nie ma perspektywy sprawiedliwej oceny ludzi żyjących przez lata w systemie zdrady i antywartości.

Zbyt dużo „piękna”

Myślę, że niektórych widzów mogą razić zbyt piękne kadry i zbyt idealni wizerunkowo aktorzy. Mnie zdziwiły „postaci” SB-ckich kilerów wykreowanych w stylu Jamesa Deana w nienagannie dopasowanych ramoneskach. To chyba jest największe niebezpieczeństwo tej technologii. Wybierać ona będzie przede wszystkim obrazy ładne. Na niedoskonałości cery Roberta Więckiewicza w filmach tworzonych przez sztuczną inteligencję nie będzie miejsca. A od postaci wykreowanego kata spodziewałbym się, żeby miał jakieś niedoskonałości wyglądu. Inaczej można odnieść wrażenie, że oglądamy rekonstruktorów a nie dramatyczne wydarzenia historyczne.
Z drugiej strony- dobrze ubranych świetnie wyglądających młodych zabójców na usługach państwa totalitarnego można odbierać symbolicznie. Byli dobrze opłacani i bezkarni. W ówczesnych czasach prawdopodobnie byli postrzegani jako królowie życia: mogli zapijać stres związany z brudną robotą w najlepszych orbisowskich hotelach i sprawiać wrażenie ówczesnych ludzi sukcesu.

Bohaterowie tamtych czasów

Film opowiada o bohaterstwie młodych ludzi w czasach pogardy i braku wolności. Dzięki swojej musicalowej formie jest pozbawiony patosu, który zwykle towarzyszy historycznym wydarzeniom. Widzimy ludzi z krwi i kości, którzy zmagają się z trudnościami ciężkiego życia za żelazną kurtyną. 

Pełna wolność tworzenia

Czy można sobie wyobrazić tworzenie filmu bez kosztownej ekipy zdjęciowej, bez ingerencji w scenariusz, poszukiwania producentów? Okazuje się, że tak. Film Kotlarza i Ghukasyana jest tego dowodem. Stworzyło go dwóch ludzi w ciągu trzech miesięcy, przy bardzo ograniczonym budżecie, pracując wyłącznie na darmowych programach. Pod tym względem jest to film super minimalistyczny. 

Szczęście osobiste kontra wolność

Dzisiaj takie stwierdzenie wdaje się paradoksalne. W czasach PRL-u obowiązywała prosta zasada – promowanie posłusznych i karanie niepokornych. Mając inne, niż komunistyczne, poglądy nie można było zrobić kariery: zostać dyrektorem przedsiębiorstwa a nawet w miarę dobrze funkcjonującym inżynierem. Na pewnym etapie trzeba było podjąć decyzję – tworzę i muszę zapisać się do komunistycznej partii albo rezygnuję z marzeń i żyję w świecie wolności. Takie wybory należą obecnie do przeszłości i mało kto już pamięta system upokarzania ludzi jakim był komunizm. Propaganda i pop kultura nie odnosi się do tej kwestii. I pod tym względem musical Piotra Kotlarza jest pierwszą próba podjęcia tego tematu.

Wolność tworzenia

Musical Piotra Kotlarza jest pod tym względem wręcz dziełem rewolucyjnym. Świadczy o tym, że talent staje się jedynym kryterium uprawniającym do tworzenia. Każdy kto zna proces produkcji filmu wie ile zabiegów, wysiłku i pieniędzy wymaga jego zrobienie. Młodzi reżyserzy opuszczający mury kilku polskich uczelni filmowych przez lata starają się zrobić swój debiutancki film. Zbierają fundusze, piszą kolejne wersje scenariusza, starają się napisać go pod konkretną komisję. Przykład tego musicalu dowodzi, że wystarczy dobrze napisany scenariusz, dialogi i talent. Reszta to kwestia nauczenia się obsługi najnowszej technologii, która z każdym miesiącem staje się coraz bardziej doskonała.
Obecnie coraz częściej to ludzie z małych ośrodków przebijają się do wielkiego świata show – biznesu. Przykładem niech będzie Alicja Szemplińska z Ciechanowa, która właśnie przeszła do finału tegorocznej Eurowizji. W momencie, kiedy kończę tę recenzję wszyscy czekamy na sobotni finał i życzymy nowej gwieździe z małego ośrodka miejskiego wielkiej kariery. Już jest przykładem tego, że nie potrzeba być w układzie, żeby przebić się do wielkiego świata. Szemplińska jest córką nauczycielki w liceum, a jej karierę wspiera ojciec. Najważniejszy jest talent i pomysł na siebie.

Mylić się jak Hitchcock w „Ptakach”

Odbiór filmu Piotra Kotlarza może być dwojaki. Można skoncentrować się na błędach, które w filmie są. A być może były, bo ja miałem możliwość obejrzenia filmu przed ostatnimi poprawkami. Niemniej błędy w kinie to norma. Hitchcock w „Ptakach” popełnił ich 552, czyli średnio 4,64 niedociągnięcia na minutę filmu. W filmie Piotra Kotlarza również mamy niedociągnięcia w fabule, problemy z rekwizytami, które znikają albo pojawia się ich za dużo w konkretnej scenie. W przypadku filmu Hitchcocka za błędy odpowiada niedoskonałość pracy ekipa, u Kotlarza niezbyt jeszcze dokładne algorytmy sztucznej inteligencji. 
Poza Hitchcockiem na podium filmów z największą ilością błędów znajdują się dwa inne arcydzieła – „Czarnoksiężnik z krainy OZ” i „Czas apokalipsy”.

Pole do eksploracji

Musical Piotra Kotlarza pokazuje, że można wykorzystać sztuczną inteligencję w produkcji nawet klasycznie realizowanego filmu. Nie trzeba już angażować aktorów, ekipy filmowej do prób dialogowych. Wystarczy „włożyć” tekst w usta wygenerowanych sztucznie aktorów, żeby zobaczyć czy nie brzmią one sztucznie. W podobny sposób można zaplanować prace kamery- organizację planu, kontrplanu bez jakiejkolwiek ekipy. Można też zobaczyć scenografię bez jej budowania. Zastosowanie tych zabiegów zapewne wpłynie na powstanie jeszcze lepszych filmów przy coraz mniejszym ludzkim zaangażowaniu i redukcji kosztów.
Idąc dalej w rozważaniach na temat wykorzystania techniki sztucznej inteligencji w tworzeniu tradycyjnych filmów warto zastanowić się czy nie zastąpi ona ważnych dzisiaj narzędzi i twórców. Na przykład – czy storyboard przejdzie do lamusa i zastąpią go próbne sceny stworzone przez sztuczną inteligencję? Już dzisiaj oferty agencji reklamowych są wykonywane przez AI – przy rozpaczy dotychczasowych copywriterów.
Tworzenie musicalu to bardzo duży koszt zatrudnienia kompozytorów i orkiestry. W przypadku dzieła Piotra Kotlarza nakłady finansowe nie zostały poniesione: zarówno kompozycje jak i wykonanie „stworzyła” sztuczna inteligencja.
Czy możliwe jest wykorzystanie „tylnej projekcji” przy udziale AI? Odnoszę wrażenie, że już tak się dzieje tylko nikt nas o tym nie informuje. Pojemne hasło „efektów specjalnych” być może od lat oszukuje nasze zmysły. 

Kino pełnej iluzji

Musical Piotra Kotlarza jest pierwszym w pełni wykreowanym filmem. Jest to świat w pełni stworzony przez wyobraźnię, a zatem to dzieło prekursorskie i przełomowe. Ilu nowych twórców i kiedy podążą drogą Piotra Kotlarza czas pokaże. 

Streszczenie czyli spoiler

Każda tradycyjna recenzja powinna mieć zarys fabuły więc ostrzegając, że ją zdradzam w tym miejscu- jak ktoś nie chce mieć zepsutej zabawy, proszę nie czytać. W nawiasach tytuły piosenek i pieśni, które komentują wydarzenia.
To jest opowieść o młodych ludziach żyjących w PRL- u w latach 60. XX wieku. Mają swoje przyzwyczajenia i rozrywki- potańcówki i picie alkoholu („Bawić się”). Ich konsumpcyjny styl życia jest proporcjonalny do ówczesnych możliwości („Młodość”). Młody chłopak poznaje dziewczynę, z którą łączą go podobne ideały – walka o wolność („Na Ciebie czekam”). Biorą ślub, rodzi się im dziecko. Idyllę małżeńskiego życia burzą wynajęci przez aparat represji zabójcy, którzy mordują żonę bohatera („Pieśń rozpaczy”). Ciężar wychowania córki spoczywa na ojcu, który po drobnych problemach,  radzi sobie doskonale z wyzwaniami. Tragiczne wydarzenie nie zniechęca mężczyznę do dalszej walki („Chodźcie z nami”). Walka ostatecznie okazuje się zwycięska („Spełnione marzenie”).
Festiwale
Jestem ciekawy, czy musical Piotra Kotlarza przejdzie selekcję na tegoroczny Festiwal Polskich Filmów Fabularnych. Widziałem kilka bardzo eksperymentalnych filmów- na przykład „Nie panikuj” Bodo Koxa. 
Na pewno nie dostrzeżenie tego filmu na Octopus festiwalu w Gdańsku będzie potężnym niedopatrzeniem selekcjonerów tego gatunkowego przeglądu filmowego. Musical Piotra Kotlarza jest wydarzeniem godnym ważnych imprez. Udziału w nich życzę twórcom.
Poza festiwalami spodziewam się, że film może stać się viralem cytowanym poza jakąkolwiek kontrolą twórców. Zwłaszcza, że we fragmentach został już opublikowany na Yuotube na kanale Fundacji Wobec.

Marian Walczak