O dramatach Jeana Geneta / Piotr Kotlarz

0
362

Odkrycie podświadomości i uzyskanie świadomości wolności (egzystencjaliści twierdzili, że wręcz jesteśmy na nią skazani), prowadziło w konsekwencji do odkrycia nowych przestrzeni literatury. W historii rozwoju dramatu miejsce królów zajmowali „przeciętni” mieszczanie, później chłopi (w „Antygonie w Nowym Jorku” Głowacki bohaterami tragedii uczynił kloszardów). Bohaterami dramatów mogli stać się zwykli przestępcy. Zło i zbrodnia powszednieje. Początki twórczej penetracji tego świata wiążemy z dziełami Jeana Geneta (1910-1986), którego dramaturgię porównuje się czasami z egzystencjalistami, czasami zaś zalicza się ją do teatru absurdu. Sztuki tego pisarza były dla publiczności jego epoki tak szokujące, że jeszcze T. Kudliński określał je jako „chorobliwe”.

Opisywany świat był doskonale znany Genetowi, który pochodził z najniższych warstw społecznych i prowadził życie łamiąc zasady prawa i moralności. Twórczość literacką rozpoczął w więzieniu. Do jego najbardziej znanych dzieł zalicza się: „Pokojówki” (inne tłumaczenie Służące – Le bonnes, 1947), „Pod nadzorem” (La naute surveillance, 1949), „Balkon” (Le Balcon, 1956), „Murzyni” (Les Nègres, 1958), „Parawany” (Les Paravantes, 1966). W wyniku kontraktu z wydawcą, kilka lat po śmierci pisarza zostały wydane kolejne, zachowane w rękopisie, dzieła tego pisarza: „One” (1989), Splendid’s (1993) i wreszcie tom „Katorga” (Le Bagne, 1994) zawierający fragmenty dramatu i scenariusza pod takim tytułem.

Proza Geneta brzmi jak wyznanie, pozbawiona jest zupełnie jakiejkolwiek barwy moralnej; nie ożywiają jej ani wyrzuty sumienia, ani perwersyjne upodobania, ani litościwa chęć usprawiedliwienia. Tak, jakby nie istniała żadna moralność. Przyszły mi tu na myśl dwa skojarzenia. Słowa jednego z moich znajomych, który powiedział mi, że przestępca do końca życia pozostaje przestępcą oraz odwołanie do doświadczeń psychiatrii, według której istnieje takie zjawisko jak psychopatia lub socjopatia nabyta. Pobyt w więzieniu skutkuje niestety często również zanikiem uczuć wyższych.

W charakterach bohaterów sztuk Geneta dostrzegamy rozkojarzone jaźnie i nienormalne stany psychiczne. W Pokojówkach pisarz ukazuje dwie służące – siostry Claire i Solange, opanowane obsesją zazdrości wobec swej pani. Traktowane przez młodą, piękną i bogatą panią przedmiotowo, jednocześnie jej nienawidzą i podziwiają. W trakcie nieobecności pracodawczyni dwie pokojówki, inscenizują grę w panią i służącą. W czasie tej swoistej zabawy odgrywają sceny upokarzania jakich doznawały ze strony Pani, z prowadzonych przez nie rozmów dowiadujemy się również, że w akcie zemsty wysłały na policję anonim, oskarżając kochanka „Jaśnie Pani” o kradzież. W chwili, gdy okazuje się, że Jaśnie Pan zwolniony zostanie za kaucją, bojąc się odkrycia swoich intryg, przygotowują zamach na swoją Panią przez dolanie trucizny do jej herbaty. Próba otrucia Jaśnie Pani nie udała się. Gdy pracodawczyni wybiegła na spotkanie z ukochanym, pokojówki wpadły w popłoch. Miotały nimi uczucia strachu, nienawiści i rezygnacji:

SOLANGE Uciekajmy. Jedźmy, wszystko jedno dokąd? Wszystko jedno czym. (…) Przegrałyśmy. Za późno. Jak długo wytrzymamy tu pod strachem? Rano wrócą oboje. Dowiedzą się kto pisał anonimy. Dowiedzą się wszystkiego. Wszystkiego! Nie widziałaś jaka była rozpromieniona. Jak schodziła ze schodów! Schodziła jak zwycięzca! Okrutnie szczęśliwa! Cała jej radość będzie się żywić naszą hańbą. Jej triumf – to rumieniec naszego wstydu! Jej suknie – to rumieniec naszego wstydu! Jej futro – ach, jednak zabrała futro! CLAIRE Jestem taka zmęczona (…)[1]

Gra pokojówek zaczyna nabierać niepokojącego przebiegu, kompleks zastępczy pogłębił się tak dalece, że jedna siostra morduje drugą, widząc w niej znienawidzoną panią. Claire, odgrywając rolę Pani, wypija przygotowaną dla niej truciznę. W odgrywanej przez pokojówki grze miłości i nienawiści dostrzegamy wyraźne źródło erotyczne.

Sztuka „Pod nadzorem”[2], to studium psychozy więziennej. Jest ona odbiciem autentycznych przeżyć autora. Genet chce, by sztuka ta była grana w konwencji snu lub fantasmagorii. Akcja tylko pozornie odgrywana jest w celi więziennej. Bohaterami sztuki są więźniowie – homoseksualiści. Sny zmieniają więzienie w rodzaj pałacu królewskiego, w którym wszyscy dążą do zajęcia wyższego miejsca w hierarchii pałacowej. Postać posiadająca najwyższą rangę jest autentycznym mordercą, którego się gloryfikuje, ale który jest niewidoczny. Drugi w hierarchii to skazany na karę śmierci Zielonooki (Yeux Verts), bardzo piękny morderca drugorzędny, który zabił w sadystycznym amoku prostytutkę. Kolejna postać, Lefranc, wysoki, piękny, jest tylko złodziejem, który chcąc zbliżyć się do swych idoli, dusi młodego przestępcę Maurice’a. Nie wystarcza to jednak, by uznano go za prawdziwego mordercę. Pragnął dokonać zbrodni, działał świadomie, nie mógł więc zostać uznany za spontanicznego twórcę. Był tylko pospolitym imitatorem. Odtrącony, popada ponownie w zupełną samotność.

Problem rozdwojenia jaźni i ludzi pospolitych, udających dostojników świeckich i duchownych w imaginacyjnym a podejrzanym domu iluzji, podejmuje Genet w „Balkonie”. Sztuka ta bywa odczytywana jako ostra satyra obyczajowa, skierowana przeciw społeczeństwu mieszczańskiemu. W zniszczonym rewolucją społeczeństwie przebierańcy (goście burdelu, Wielkiego Balkonu) stają się realnymi odtwórcami przyjętych wcześniej ról: Sędziego, Króla, Generała… Wcześniej przyjęli te role gdyż ekskluzywny domu schadzek pani Irmy, oferował klientom nie tylko młode dziewczęta, ale również możliwość przeżycia przeróżnych wcieleń w postaci ze „świecznika władzy”. W wyniku rewolucji zawalił się poprzedni porządek, a Iluzja i gra zawładnęła nową porewolucyjną rzeczywistością. Przebierańcy zajmują miejsce prawdziwych luminarzy, gdyż, zdaniem Geneta, wszelkie zaszczyty i urzędy są tylko rytuałem, w którym ludzie odgrywają swe z góry ustalone przez tradycję role. Genet podaje w wątpliwość istnienie jakiejkolwiek prawdy obiektywnej, w społeczeństwie niezdolnym już do odróżnienia rzeczywistości od wszechogarniającego, skostniałego rytuału. Ucieczka od odpowiedzialności za rzeczywistość i brak konsekwencji podejmowanych działań prowadzą do globalnego koszmaru egzystencji według reguł narzuconych przez nowe „elity”.

Tematem „Murzynów” jest ucisk i wyzysk kolonialny połączony z nienawiścią rasową, autor wraca tu do relacji między katem a ofiarą. Akcja rozgrywa się w konwencji rytualnego teatru egzotycznego. Sztuka Geneta to parodia procesu sądowego, w którym zadaniem Czarnych jest odegranie swojej winy przed kolonizatorskim trybunałem. Podczas procesu muszą oni ucieleśnić kolejno wszystkie cechy przypisane im przez białych i wymyślić scenariusz przypisanej im zbrodni. Zgadują, co siedzi w głowach białego trybunału aż do momentu, w którym perfekcyjnie jego wizję zrealizują. Dopiero wtedy proces się skończy[3].

Genet w „Murzynach” rozbija jednocześnie dwa mity: powszechnie przyjęte fałszy­we wyobrażenia białych o Murzy­nach oraz konwencjonalne obiego­we i schematyczne wyobrażenia Murzynów o białych. Buduje więc ja w oparciu o Pirandellowską tezę: jesteśmy nie takimi jakimi jesteśmy, lecz takimi, jakimi wy­dajemy się innym. W sztuce jego występują wyłącznie Murzyni, z tym, że część ich („Dwór”) gra w maskach, udając „białych”, ty­powych reprezentantów kolonial­nego systemu w Afryce. Murzyń­scy „komedianci” odgrywają przed „dworem” schematyczną sztukę z życia Murzynów, zbudowaną na tradycyjnych wyobrażeniach bia­łych o Murzynach.

 Jest więc od­tworzenie rzekomego „rytualnego” zabójstwa białej kobiety, dokona­nego przez Murzyna z pobudek rasowej nienawiści z domieszką elementu seksualnego, jest Murzyn­ka prostytutka z domu publicz­nego dla białych, jest sentymen­talna miłość Murzyna do tej pro­stytutki, a przy okazji wygłasza się wiele różnych obiegowych opi­nii oraz sądów o białych i Mu­rzynach. Obrana konwencja sztu­ki jest dla autora bardzo wygod­na, może bowiem zawsze ukryć się za nią wtedy, gdy ktoś chciał­by te opinie i sądy przyjmować dosłownie jako kontrowersyjne, może też odrzucić konwencję wte­dy, gdy komuś sądy te i opinie dogadzają, jako słuszne i uzasad­nione. Ten sam klucz przydatny jest również do rozszyfrowania „białego dworu”. I w tym właśnie chyba trzeba widzieć ideową sła­bość „Murzynów”, w tej wielo­znaczności spowodowanej założe­niami formalnymi[4].

W „Parawanach” na przykładzie beznadziejnych losów izolowanej społecznie pary arabskiej rozwija Genet problem osamotnienia człowieka. Twórca, sięgając do problemu konfliktu islamu z kulturą francuską ukazuje niemożność porozumienia się. Uniemożliwiają je ukryte za parawanami różnice kulturowe, przyzwyczajenia i wzajemny brak zrozumienia. Wszelkie wysiłki zmierzające do zmiany sytuacji zawodzą, pozostaje tylko okrutne doświadczenie wyobcowania, kompleks zła i samozniszczenia. Główny bohater sztuki, Said, jest nie tylko zwykłym złodziejaszkiem i zdrajcą, ale też człowiekiem, który świadomie wybrał grzech, nienawiść i okrucieństwo. Ubogi Said, poszukując żony, może pojąć za żonę, zgodnie z tradycją arabską jedynie Leli – najbrzydszą dziewczynę w okolicy. By móc poślubić piękniejszą kobietę będzie się starał, wszelkimi sposobami, zdobyć więcej pieniędzy. Tłem jego zmagań jest początek skierowanej przeciwko wyzyskującym i pomiatającym Arabami Europejczykom rewolucji. Dramat ten powstał w przeddzień wyzwolenia Algierii (1961), odnosił się zaś do konkretnych działań z 1954 roku, kiedy to walka o niepodległość właśnie się rozpoczynała.

Tematem dwuaktowej sztuki „Splendid’s” jest sytuacja osaczenia. Zbrodniarze (siedmiu gangsterów z grupy Rafale), którzy porwali dla okupu córkę milionera, w wyniku jej niezamierzonej śmierci, (trzasnęła nam pod palcami), znajdą się w beznadziejnej sytuacji. Osaczeni w pokoju na siódmym piętrze hotelu Splendid’s mają do wyboru trzy możliwości: mogą poddać się otaczającej ich policji, zabić się samemu lub też pozwolić się zabić policjantom. W dramacie tym Genet oczyścił schemat sensacyjnej intrygi, rezygnując z typowych dla niej elementów, zastępując je działaniami drobnymi i miałkimi. Dążył do tego, aby czas fikcyjnych wydarzeń zrównać z czasem ich odbioru. Chciał maksymalnie przybliżyć widzom świat przedstawiany na scenie. Genet odrzuca wszelkie intencje dydaktyczne. Konfrontuje widza z jego samotnością i okrutnymi realiami tego trudnego świata. Rezygnuje z prezentacji intrygi od początku sztuki do jej zakończenia, odrzuca też tradycyjną koncepcję postaci i jej motywacji. Interesują go raczej stany psychiczne człowieka i podstawowe uwarunkowania ludzkie[5].

Geneta w świat literatury wprowadził Sartre, który dostrzegł w jego twórczości wiele nowatorstwa, dostrzegł wartość w postrzeganiu rzeczywistości z jeszcze jednej perspektywy. Świat przedstawiony przez Geneta musi niepokoić… to trudne w odbiorze sztuki. Nadmierne uproszczenie podejmowanych zagadnień wprawdzie razi pewnym schematyzmem, obecnie jednak tworząc musimy wiedzieć, że ludzkie działania mogą mieć aż tak złożone motywacje, że nasz świat jest aż tak bogaty… bogaty również i w zło, myślę jednak, że chcąc czasem za wszelką cenę szokować swą publiczność, Genet – moim zdaniem – niesłusznie pomija istnienie dobra, przedstawiany w jego sztukach obraz jest zbyt jednostronny.

                                                                     Piotr Kotlarz

Przypisy:

[1] J. Genet, Pokojówki, przełożył Jan Błoński, [w:] J. Genet, Teatr, Warszawa 1970, s. 98.

[2] Józef Heinstein podaje tytuł: „Ścisły nadzór” (La saute surveillance, 1949).

[3] Anna Zawadzka, Niech się Murzyni murzynią, https://www.nigdywiecej.org/pdf/pl/pismo/22/niech_sie_murzyni_murzynia.pdf

[4] Murzyni Geneta, Encyklopedia Teatru Polskiego, http://www.encyklopediateatru.pl/artykuly/62704/murzyni-geneta

[5] Por.: T. Kudliński, Vademecum teatromana, Warszawa 1985, s. 102; por. też: J. Adamski, Historia literatury francuskiej, Wrocław 1989, s. 328; J. Heinstein, Literatura francuska XX wieku, Warszawa 1991, s. 495-503; M. Sugiera, Potomkowie króla Ubu. Szkice o dramacie francuskim XX wieku, Kraków 2002, s. 260 i dalsze.