Ireneusz Iredyński

0
465

Lata 1971 – 1989.

W historii Polski „rok 68” kojarzony jest z „wydarzeniami marcowymi”, których bezpośrednią przyczyną było przedstawienie „Dziadów” w Teatrze Narodowym, jednym ze źródeł zaś walka frakcyjna w ramach PZPR.

Wydarzenia te kojarzone są w pamięci społecznej najczęściej z antysemityzmem i opuszczeniem Polski (często w wyniku nacisku władz i prześladowań) przez ludność o żydowskich korzeniach. To kolejny cios, jaki spotkał nasze społeczeństwo, gdyż wyjazd tysięcy często wykształconych, zajmujących ważne funkcje publiczne polskich Żydów wpłynął na obniżenie poziomu polskiej kultury (wśród intelektualistów, którzy opuścili wówczas Polskę, byli m.in. Henryk Grynberg i Leszek Kołakowski). Dramat tysięcy rodzin żydowskich, ale i dramat dla całego społeczeństwa.

Koniec lat sześćdziesiątych był również okresem wchodzenia w dojrzałe życie pokolenia tzw. „wyżu demograficznego”. Pokolenia ludzi urodzonych już po wybuchu wojny, którzy poszukiwali miejsc pracy, dostępu do uczelni (5-10 chętnych na jedno miejsce) i mieszkań. To główne przyczyny późniejszego przewrotu grudniowego (1970) i zmiany kierunku polityki polskiej w czasach „gierkowskich”.

W latach siedemdziesiątych nastąpiło otwarcie na Zachód. Polska zaciągała kredyty, dzięki którym próbowała nadrobić zapóźnienie cywilizacyjne wobec wysokorozwiniętych państw Świata. Niestety zapóźnienia były tak wielkie, że wiele podejmowanych działań nie przynosiło spodziewanych efektów, tym bardziej, że brak wolności hamował inicjatywy społeczne. Kontrolowana gospodarka pod koniec lat siedemdziesiątych załamała się. Doszło do wydarzeń „Sierpnia 80” i narodzin „Solidarności”. Kryzys gospodarczy i społeczny był tak wielki, a mechanizmy polityczne na tyle niereformowalne, że w kraju wprowadzono „stan wojenny”. Jedna z hipotez zakłada, że wprowadzono go również w celu utrzymania u władzy wcześniejszych elit. Zniesiony po kilku latach pozwolił na utrzymanie komunistycznej dyktatury aż do roku 1989. Od końca lat siedemdziesiątych z Polski emigrowały setki tysięcy Polaków. Emigracja ta trwa do dziś, przyczyniając się znacznie do osłabienia potencjału twórczego naszego społeczeństwa. Lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte to okres łagodniejszej, ale wciąż jeszcze silnej dyktatury tzw. realnego socjalizmu. Dyktatury, która kontrolowała również rozwój kultury, nie tylko narzucając jej kierunek, ale nawet niszcząc jednostki, o których sądziła, że nie wpisują się w obowiązujący nurt. Przykładem może być sytuacja Jasienicy, któremu aparat bezpieczeństwa podsunął żonę-agentkę, czy los, który spotkał jednego z najwybitniejszych dramaturgów powojennej Polski, Ireneusza Iredyńskiego.

Ireneusz Iredyński

Ireneusz Iredyński (1939-1985), prozaik, dramaturg, poeta. Debiutował swoimi wierszami na łamach prasy literackiej mając 17 lat. Pierwszy tom wierszy „Wszystko jest obok” wydał w 1959 roku. Sławę zyskał powieścią „Dzień oszusta” (1962). Z uznaniem krytyki spotkały się też jego następne książki: „Ukryty w słońcu” (1973), „Człowiek epoki” (1971) i „Manipulacja” (1974). Największe sukcesy odniósł jednak w teatrze. Jego sztuki („Trzecia pierś”, „Żegnaj Judaszu”) wystawiano w Szwajcarii i („Jasełka – moderne”) w Niemczech. Ostatnim sukcesem teatralnym Iredyńskiego był „Ołtarz wzniesiony sobie”, wystawiony przez Teatr Polski w Warszawie w gorącym czasie 1981 roku. Pisał też scenariusze do filmów: „Kardiogram” (1971), „Anatomia miłości” (1972), „Niedziele pewnego małżeństwa w mieście przemysłowym średniej wielkości” (1977), „Roman i Magda” (1978), „Magiczne ognie” 586 wydawnictwo e-bookowo Historia polskiej dramaturgii (1983). Był też autorem wielu słuchowisk radiowych. Część jego wcześniejszych dramatów wciąż jest pomijana i nie funkcjonuje w świadomości społecznej („Dacza”, „Ołtarz wzniesiony sobie”, „Teatr”, „Kreacja”).

Pierwsze dramaty Iredyńskiego przedstawiały obraz rzeczywistości widzianej w kategoriach uniwersalnych, człowieka w wymiarze abstrakcyjnym. Wyrażone w nich prawdy zawsze miały charakter uogólnienia. „Dacza” jest rodzajem pamfletu społecznego, krytyczną analizą polskiej małej stabilizacji. Obrazem przegranej pokolenia pionierów, które zatraciło własną twarz, zagubiło swoją ideowość, aktywność i uczciwość. […] Iredyński pokazuje całą nieautentyczność tego świata, świata masek, pozornej harmonii i chwiejnej równowagi. Pokazuje agresywną codzienność niszczącą wyższe wartości[1].

W dramacie „Teatr” (1979) bohater zanurzony w podobnej rzeczywistości dojrzewa do sprzeciwu. Przyjmuje czynną postawę odmowy, dokonuje sądu nad otoczeniem155[2].

Bohaterem „Kreacji” jest artysta, który pragnie podmiotowości, a zostaje uprzedmiotowiony. Potrzebuje wolności, a zostaje ubezwłasnowolniony, ma pasję tworzenia, a staje się obiektem kreacji i manipulacji[3].

„Ołtarz wzniesiony sobie” to dramat polityczny, rozrachunkowy. „Głosy umarłych” to wizyjny dramat o nazistowskim terrorze.

Dziwnym trafem pierwszą sztuką Iredyńskiego, którą przeczytałem były „Jasełka – moderne”. Wywarła na mnie ogromne wrażenie.  Uznałem, że dramaturg ten zasługuje na ważne miejsce w historii dramaturgii europejskiej i dziwiłem się (a było to już w drugiej połowie lat osiemdziesiątych), że pisarz ten jest aż tak niedoceniony,

W sztuce „Jasełka – moderne” Iredyński wykorzystuje formę jasełek po to, by na jej bazie wystąpić z krytyką wartości, kultury i cywilizacji, krytyką narzucającą się, jego zdaniem, w wyniku okrucieństw ostatniej wojny. Rzeczywiście, często zapominamy jak ogromną traumą była ona dla naszego społeczeństwa, jak ogromne spustoszenie przyniosła, jak wielki był jej wpływ na zanegowanie wielu, wydawałoby się, nawet podstawowych wartości.

Sztuka opowiada o grupie więźniów obozu zagłady, którzy zostali zgromadzeni w jednej sali w celu przygotowania przedstawienia. Autorem sztuki, nad którą pracują, okazuje się ich oprawca, komendant (strażnik). Reżyser i aktorzy pracują nad sztuką i jednocześnie uświadamiają sobie, że są nie tylko aktorami, ale i realnymi uczestnikami opisywanych w niej, w konwencji jasełek, wydarzeń. Mówiąc inaczej, treść przygotowywanej przez nich sztuki opowiada o ich losie.

Iredyński w nowatorski sposób wykorzystuje konwencję „teatru w teatrze” a przy tym stosując boski mechanizm szopki wypełnia go krańcowo przeciwną treścią. W jego sztuce nie zwycięża miłość, lecz zło. Ginie nawet komendant (bóg – autor sztuki), a zwycięża Herod grany przez pospolitego, zimnego mordercę, uosobienie beznamiętnego zła.

Kataklizm okupacji i jej wpływ na świat wartości i postawy moralne dostrzegamy również w innych sztukach pisarza (np. „Sama Słodycz”). Bohaterami tej sztuki są pacjenci sanatorium, którzy z powodu choroby są izolowani od otaczającego świata i w konsekwencji tworzą własną autoprzestrzeń, w której obowiązują stworzone przez nich własne specyficzne reguły. Wola grupy stanowi prawo. Przyjęty regulamin obowiązuje wszystkich. Z inicjatywy despotycznego osobnika, zwanego Mistrzem Ceremonii, zorganizowali dziwaczny klub samoudręczeń psychicznych. Nowa pensjonariuszka, która dołączyła do grupy – „Sama Słodycz”, ma zostać przyjęta do klubu i w tym celu przejść przez rytuał wtajemniczenia. Szybko orientuje się w mechanizmie perwersyjnej społeczności i zostaje nowym przywódcą grupy. Jej perwersje nie są jednak już tylko grą. To właśnie odejście od konwencji zabawy powoduje, że inni jej ulegną. Pierwszą ofiarą będzie pokonany Mistrz Ceremonii.

Odwracanie ról, posługiwanie się paradoksem to ważne elementy warsztatu Iredyńskiego. Dostrzegamy je w większości jego sztuk. W dramacie „Wierny Judasz” miłość okaże się zwykłą zdradą. Tytułowy bohater, którego nie złamią żadne tortury, nie skuszą pieniądze, jednak zdradzi kierując się miłością, która zrodzi się w nim pod wpływem wspomnień z dzieciństwa i litości. Judasz, Jan i Piotr to działacze tajnego stowarzyszenia, które walczy z reżimem policyjnego państwa. Obiekt miłości i poświęcenia Judasza, Młodziutka Blanka okaże się dobrze opłacaną konfidentką tajnych służb[4]. Sztuka ta podejmuje problem wartości natury ludzkiej, wierności samemu sobie i lojalności wobec innych. Pisarz jednak nie mówi niczego wprost, nie moralizuje, nie daje żadnych wskazówek głosem któregoś z bohaterów. Do refleksji zmuszają nas bezpośrednio opowiadana historia i los bohaterów. Dostrzegamy tu mistrzostwo warsztatowe Iredyńskiego. Pisarz doskonale stopniuje napięcie – sceny brutalne, drastyczne korespondują z lirycznymi, a ustawiczne zmienianie masek przez bohaterów trzyma w niepewności. Wyraziście nakreślone postacie są zindywidualizowane pod względem językowym. Iredyński nie stroni od wulgaryzmów, zawsze są one jednak funkcjonalne i służą charakterystyce postaci. Odmiennie ocenia twórczość Iredyńskiego Tomasz Kozak, który pisał: Czytam ostatnio tego pisarza zachłannie – zwłaszcza Dziewięć wieczorów teatralnych (Kraków 1986) – z ambiwalencją, jakiej często doświadczam w kontakcie ze sztuką z gruntu mi obcą, drażniącą, a zarazem fascynującą swoją obcością. Ależ niedobre są te dramaty! Źle napisane, koślawo skonstruowane, pełne mechanicznych gestów, uproszczeń, truizmów. Dziewięć wieczorów… potraktować można jak swoistą antologię grzechów głównych polskiej literatury. Pierwszy z nich to intelektualna płycizna, drugi – uległość wobec ducha epoki.

Literatura popełniająca te grzechy reprodukuje dyżurne tematy, forsuje sztampowe diagnozy, będące wypadkową potocznych mniemań, zwulgaryzowanej wiedzy naukowej oraz zamówień formułowanych przez przemysł kulturalny i administrację państwową. Oprócz przewinień powyższych Iredyński ma na sumieniu też inne. Należą do nich: mechaniczne pobudzanie emocjonalnego dygotu bohaterów i czytelników, bezrefleksyjne kondensowanie beznadziei (wszystko zawsze kończy się źle, wszyscy obowiązkowo kończą tragicznie), kumulowanie prostackiego brutalizmu (w świecie przedstawionym trwa nieustanny gwałt fizyczny i psychiczny: autor chłoszcze ludzi penisami po twarzach [Głosy umarłych], chlasta mojkami po oczach [Ofiara w bóstwo przemieniona], miażdży jądra [Sama słodycz], rozpruwa prącia wiertłami dentystycznymi [Głosy umarłych], krzyżuje protagonistów [Kreacja], karmi ich własnymi przyrodzeniami [Terroryści], zmusza do koprofagii [Ołtarz wzniesiony sobie]). Do tego dochodzą maczystowskie schematy i replikacja mizoginicznych klisz [kobiety to fałszywe kurwy i śmiertelnie groźne manipulantki] [Żegnaj, Judaszu, Jasełka – moderne, Sama słodycz, Trzecia pierś, Kreacja, Ofiara w bóstwo przemieniona)… Uff… Można jeszcze poszerzyć listę win? Zapewne, ale już na podstawie tych wymienionych łatwo dałoby się Iredyńskiego skreślić i zostawić w lamusie, w jakim tkwi od trzydziestu lat[5].

Osobiste losy Iredyńskiego pozwalają dostrzec wpływ systemu na rozwój intelektualny i twórczość żyjących w tamtej epoce twórców. Inwigilacja środowisk artystycznych, prowokacje policyjne to ówczesna codzienność, którą ośmieszył Mrożek w „Policjantach”, a z którą zmagał się w życiu Iredyński.

Nie możemy mieć dziś pewności, czy to na skutek prowokacji czy też degrengolady moralnej ówczesnych środowisk Iredyński został skazany za gwałt i trafił do więzienia. Ze sporządzanych przez oficerów MSW analiz dotyczących literata Iredyńskiego dowiadujemy się, że: posiada skłonność do picia alkoholu, gry w karty. WKR Kraków – Zwierzyniec stwierdza, że uchylał się od powszechnego obowiązku wojskowego i jest poszukiwany; Bez stałego miejsca zamieszkania. Prowadzi hulaszczy tryb życia. Jego sąsiad (obaj mieszkali w sublokatorskich pokojach) opowiada, że Iredyński po przepiciu całego zapasu pieniędzy w 2 dni, całkowicie głodował, aż wreszcie poprosił gospodynię o kawałek chleba” (Z doniesienia źródła „Literat”, 8 marca 1961); „Na przestrzeni lat 1959 – 66 w stanie nietrzeźwym spowodował kilka awantur chuligańskich, m.in. w kawiarni ZLP, Domu Dziennikarza; Notowany w komendzie MO jako alkoholik i awanturnik, prowadzący chuligański tryb życia. W grudniu 1965 roku znaleziono na Iredyńskiego „haka”. W jego teczce wylądował „meldunek specjalny” komendanta MO o zatrzymaniu Literata i Reżysera na próbie gwałtu. Jest też „informacja” naczelnika Wydziału IV Departamentu III przypominająca, że już w przeszłości Iredyński dokonał „szeregu burd i czynów nierządnych”. Wolna Europa i prasa niemiecka (Iredyński był w Niemczech znany) podawały informacje o gwałcie bez gwałtu, była to bowiem jedynie próba, zamiar z dyskusyjną brutalnością, skoro oskarżeni nie zamknęli nawet drzwi i oskarżająca mogła uciec, a głównym dowodem okazały się pozostawione przez nią ubrania. Jak twierdziła, poznała Iredyńskiego w pociągu z Sopotu do Warszawy, podała mu swój telefon, a gdy zadzwonił, umówili się w „Arkadach”, gdzie towarzyszył mu reżyser. Wypili pół litra wódki (jak utrzymywała, bez jej udziału), po czym poszli do mieszkania, którym Iredyński się opiekował, kupując po drodze alkohol. Od razu zaczęli jej stawiać propozycje, a gdy się nie zgadzała, rozebrali ją do majtek. Pod pretekstem pójścia do łazienki uciekła, pomocy udzielił jej palacz kotłowni mieszczącej się w piwnicy, który wezwał milicję.

Zarówno opisana sytuacja (według wielu będąca prowokacją SB), jak i późniejszy proces urągały wszelkim zasadom sprawiedliwości. Iredyńskiego skazano na trzy lata więzienia, później zaś nie przyjęto możliwości skrócenia kary zarówno po odbyciu połowy, jak i dwóch trzecich wyroku. Po odbyciu kary w jednym z najcięższych wówczas więzień w Sztumie Iredyński nie odzyskał już poprzedniej weny twórczej. Nie wspominał nigdy procesu, więzienia, obwiniając siebie, że się zagapił, pozwolił złapać tym, którzy na niego polowali[6]. Nadłamany więzieniem nie dotykał już tematów politycznych, jego twórczość stała się znacznie mniej drapieżna i odkrywcza. Zmarł w wyniku choroby alkoholowej, mając zaledwie 46 lat[7].

[1]       S. Bardijewska, Moralista a’ rebours, „Teatr” 1987, nr 3, s. 27.

[2]       Por.: tamże; por. też: I. Iredyński, Teatr, „Życie literackie” 1979.

[3]       S. Bardijewska, dz. cyt., s. 28.

[4]       Por.: L. Eustachiewicz, Dramaturgia współczesna 1945-1980, Warszawa 1985, s. 340 i n.

[5]       Tomasz Kozak, IREDYŃSKI. LUMPENLITERATURA I KRYPTOTEOLOGIA. [Tu za Internetem].

[6]       Inne światło na opisywane wyżej wydarzenia rzuca wywiad z Witoldem Kaczanowskim, który ukaz się na łamach „Rzeczypospolitej” w 2015 roku. Zdaniem Kaczanowskiego (malarza i rzeźbiarza, który emigrował z Polski w 1964 roku) aresztowanie Iredyńskiego było rzeczywiście wynikiem prowokacji, doszło do niej jednak z powodu działań Olgierda Mackiewicza, ojca Anny Mackiewicz, żony Kaczanowskiego, która wcześniej została brutalnie pobita i zgwałcona przez Iredyńskiego. Nieudana próba oficjalnego śledztwa w tej sprawie, a także innych podobnych będących dziełem Iredyńskiego wpłynęła na decyzję o prowokacji. To jeszcze jeden z obrazów tzw. socjalistycznej rzeczywistości. Kaczanowski w wywiadzie przywołuje również postać Romana Śliwonika, którego poznałem osobiście. Moim zdaniem obraz ten odpowiada prawdzie. Pewnym potwierdzeniem świadectwa Kaczanowskiego są też wyznania byłej żony Iredyńskiego Jadwigi Staniszkis. [Por.: W. Kaczanowski, Losy Polski ważyły się w domu wariatów, „Rzeczypospolita- Plus Minus” 8-9 sierpnia 2015, s.20-21.

[7]      Informacje o życiu osobistym Iredyńskiego por.: Joanna Siedlecka, Zabaletowany, „Rzeczpospolita” 19-20 marca 2005.

Obraz wyróżniający: Wikipedia – Ireneusz Iredyński, zdjęcie z archiwum rodzinnego