Wokół libretta „Życie za życiem” – teatr tańca / Piotr Kotlarz

0
35

Żadne społeczeństwo nie zgodzi się trwale z utratą takich wartości jak prawo do wolności, prawo własności i poczucie równości wobec prawa. To ostatnie wymaga jeszcze doprecyzowania, wiąże się mianowicie również z poczuciem godności. Jesteśmy ludźmi, bywa że dzielą nas różnice majątkowe, ale są one bardzo umowne, niestałe. Wczorajsi bogacze tracą swe majątki, inni zdobywają fortuny. Ważne, by ci którym się to udaje wciąż pamiętali, że w gruncie rzeczy niczym się nie różnią od innych. Nie bogactwo świadczy o naszym człowieczeństwie. Wszyscy marzymy o szczęściu własnym i szczęściu swych bliskich. Może niepotrzebnie dodałem tu tę dygresję, ale widać uznałem ją za konieczną w związku z tym, że nasze ludzkie losy wciąż się toczą, że walka o wspomniane na początku wartości wciąż trwa i trwać będzie.

Zwracam tu też uwagę na zróżnicowanie majątkowe i z tego powodu, że są i tacy, którzy sądzą, że to ono może uczynić ich kimś lepszym i dążą do zawłaszczenia majątku drogą zabierania go innym. Temu celowi służyły wojny i imperializm, a także rewolucje. Kosztem ogromnych ofiar społecznych, śmierci i zniszczeń swe fortuny budował np. ród napoleonidów, podobnym kosztem próbowała później budować swe fortuny hitlerowska klika, czy rewolucjoniści w Rosji (tzw. komuniści). Warto tu zwrócić uwagę również na to, że w swej walce posługiwali się oni terrorem i propagandą. Głoszone przez nich idee, w żaden sposób nie łączyły się z ich faktycznymi celami. Warto też zauważyć, że w gruncie rzeczy wszyscy oni tak naprawdę przegrali. Napoleon, Hitler, Lenin, Stalin i im podobni oraz ich kliki zazwyczaj żyli bardzo krótko i trudno ich życie nazwać szczęśliwym. Podobnie nie uważam za godne zazdrości życie wielu oligarchów i miliarderów, ich prywatne życie bywa często bardzo smutne…

Zostawmy jednak te dygresje. Wróćmy do wspomnianych we wstępie wartości. Pozbawieni ich ludzie walczyli i walczą o nie od pokoleń, niewielu zdaje sobie sprawę z tego, że właściwie od tysięcy lat. Tak, to już tysiące lat temu popełniliśmy pewien błąd, organizacyjny błąd założycielski. Zaczęliśmy budować państwa drogą podboju. Wcześniejsze egalitarne społeczeństwa przekształciliśmy w społeczeństwa zhierarchizowane. Ludy podbite zostały zniewolone i pozbawione własności, nawet do posiadania takiej w przyszłości prawa. Takimi były u zarania wszystkie monarchie starożytne. Budowanie państw drogą podboju kontynuowane było budowaniem imperiów (jedne państwa zagarniały inne). Z czasem jednak zawsze dochodziło do rozpadu tych imperiów, a wewnątrz państw do przemian, stopniowego podziału własności i władzy. Mówiąc w skrócie, po najczęściej kilkuset latach każde społeczeństwo przechodziło lub przejdzie drogę od monarchii patrymonialnej do demokracji. Od zawłaszczenia władzy i majątku przez jednostkę (monarchie patrymonialne), do uzyskaniu tej władzy i majątku przez szerokie rzesze społeczeństwa (prawa do nich wszystkich). Dochodzi do powstania demokratycznych republik. Podkreślam tu te dwa słowa, gdyż chodzi o to, że władzę w państwach przejmują wszyscy obywatele, ale też i to, że stają się one własnością wszystkich. Nie może być pełni demokracji np. w państwach oligarchicznych.

Droga do powrotu idei egalitaryzmu, do przywrócenia ludziom prawa do wolności, posiadania własności, równości wobec prawa, wreszcie do odzyskania godności była zawsze bardzo długa, często krwawa. Zauważyć w niej możemy też pewne wyraźne etapy, cezury. Tak w ramach poszczególnych państw, jak i niekiedy wielu społeczeństw (np. Wiosny Ludów, czy Jesieni Ludów). Idee rozchodzą się bowiem bardzo szybko. Przy tym nasza pamięć bywa dość wybiórcza i często zapominamy o zasługach poprzedników.

Mając świadomość tej walki i tego, że trwa ona pokoleniami. że dzieje tej walki, jej sens, można zrozumieć tylko patrząc na nasze dzieje z perspektywy pokoleń stworzyłem już kilkanaście lat temu libretto „Życie za życiem”. W alegorycznej formie ukazuję w nim (za pomocą dwudziestu paru scen) historię tej walki. Trwa ona tu dwa pokolenia, choć w historii trwała znacznie dłużej, ale myślę, że to uproszczenie, ten skrót nie zaciemnia obrazu.  Bohaterami tego libretta (później powstających na jego bazie dzieł) są ludzie. Nie jacyś bohaterowie, liderzy… a po prostu ludzie, wszyscy. W Sierpniu 80. roku i zaraz po nim do „Solidarności” wstąpiło podobno aż 10 milionów, ruch ten poparło praktycznie całe społeczeństwo. Nie tylko w Polsce zresztą, w wielu innych państwach Europy, a i Świata. Nie miejsce tu, by pisać o tym, że byli i tacy, którym przyświecały inne cele, którzy chcieli wywołać kolejną rewolucję, uwłaszczyć się na majątku rzekomo wspólnym. Zostawmy to, tu dla mnie ważna jest walka całego społeczeństwa o wolność, własność, równość wobec prawa… o godność.

Moje libretto „Życie za życiem” jest swego rodzaju alegorią walki o wspomniane idee, a z drugiej strony hołdem dla milionów ludzi, którzy o nie walczyli. Anonimowych ludzi, gdyż jak wspomniałem liderom często przyświecały różne cele (np. tym, który prowadził manifestację w Petersburgu w 1905 roku, manifestację, której celem było wymuszenie na carze Rosji reform politycznych i społecznych, był pewien pop, jak się okazało później agent carskiej ochrany).

Od czasu powstania tego libretta podejmuję działania, których celem jest powstanie różnych dzieł: teatru tańca, musicalu, filmu. Niektóre z tych działań, mimo wielu trudności udało mi się w miarę zaawansować. Tak np. do teatru tańca powstała już muzyka autorstwa Cezarego Paszkowskiego (można znaleźć ją wraz z tzw. żywymi obrazami w WOBEC), a nawet samo przedstawienie teatru tańca. Wystawione z okazji rocznicy „Solidarności” w 2011 roku. Na dość zaawansowanym etapie są przygotowania do wystawienia musicalu…

Niestety, jak dotąd nie znalazłem dla moich działań wsparcia władz, ani państwowych, ani samorządowych, nie znalazłem też wsparcia środowisk biznesu, ludzi zamożnych i w związku z tym często napotykałem i napotykam na wiele przeszkód. Sam jestem przy tym niebyt zamożnym intelektualistą i artystą i moje środki są bardzo skromne. Próbując realizować moje projekty czasami wpadam nawet w długi, które później z trudem spłacam. Tak też było z przedstawieniem teatru tańca „Zycie za życiem”. Po wielu perypetiach, próbach wyłudzenia moich do libretta praw majątkowych, innych przygodach, udało mi się je wystawić na wpół amatorskimi siłami. Udało mi się jednak trafić do kilku ludzi z pasją (zwłaszcza młodzież), a przede wszystkim na bardzo utalentowaną choreografkę, Annę Baranowską. To z jej inicjatywy muzykę Cezarego Paszkowskiego w dwóch scenach wzbogacił swą aranżacją (może właściwszym byłoby tu słowo odrębną kompozycją) zespół Aiodine. Z braku środków i pomocy, a nawet prób sabotażu (światło, które miał robić wybitny specjalista robili zwykli amatorzy, scena walki robotnika z Zomowcem została zniekształcona przez ujednolicenie ich kostiumów), przedstawienie to zakończyło się pewnym sukcesem artystycznym. Może jeszcze ja, a może ktoś w przyszłości ponownie sięgnie po ten scenariusz i ten utwór ponownie wystawi (poprawiając mankamenty).  Na szczęście dziś żyjemy w świecie techniki. Chwile udaje się uwiecznić. Zadbałem o to, by wspomniane przedstawienie zostało nagrane.

Film z przedstawienia zamieszczam tu w czterech częściach, później spróbuję zrobić tak, by płynnie się one łączyły. Na razie przepraszam za utrudnienie w jego odtwarzaniu.

                                                   Piotr Kotlarz