Artystka z pracowni Marka Modela – Marina Shavlovska

0
771

Czasy tzw. bohemy artystycznej Gdańska powoli odchodzą w zapomnienie. Nie wiem z jakiego powodu, ale młode pokolenie nie potrafi stworzyć w tym mieście środowiska porównywalnego z tym, jakie istniało tu w latach siedemdziesiątych, osiemdziesiątych, istniejącego aż do drugiej połowy lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Później doszło do kryzysu. Być może spowodowały go represje stanu wojennego i ogromna emigracja będąca jego wynikiem, a której przyczyną było także to, że kilkudziesięcioletni brak wolności podróży spowodował, że z chwilą pojawienia się takiej możliwości wielu spróbowało z niej skorzystać. Niestety, wówczas na wiele lat musiała to być podróż tylko w jedną stronę. Na zmianę form życia społecznego miał zapewne też wpływ gwałtowny wzrost konsumpcyjnego modelu życia. Być może i to, że moje pokolenie, w jakiś sposób przetrzebione właśnie emigracją nie wprowadziło do życia artystyczno-intelektualnego aż tak wielu osób, co pokolenie poprzednie. Między np. mną, a artystami, naukowcami i dziennikarzami, którzy tworzyli ówczesną bohemę była różnica prawie pokolenia, około 20 lat. Owszem i dziś są w Gdańsku, tak jak i w innych polskich miastach, kręgi artystów o wspólnych zainteresowaniach, artyści, którzy robią nawet międzynarodowe kariery. Bywając jednak na różnych spotkaniach, wernisażach, czy w kawiarniach nie napotykam już od bardzo wielu lat na takie grona, jakie mogłem spotkać w czasie mej młodości. Gdy prawie codziennie w określonych miejscach spotykali się artyści, dziennikarze i naukowcy, a wokół nich kręciło się grono sympatyków i w jakiejś mierze uczniów. W środowisku tym, w Gdańsku, jedne z czołowych miejsc zajmowali: Mieczysław Czychowski, Bronisław Tusk, Zbyszek Żakiewicz, Ryszard Stryjec, Maciej Gieysztor… było też wielu innych.

Jednym z najmłodszych wśród tego grona był rozpoczynający w 1980 roku studia na Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Gdańsku (Później ASP) Marek Model. Początkowo spotykaliśmy go tylko sporadycznie, głównie w jednym z lokali przy ulicy Piwnej. Z czasem jednak, to on zaczynał w środowisku gdańskim odgrywać jedną z czołowych ról. Artyści starszego pokolenia odeszli, taka jest już kolej życia, Marek zaś, z każdym rokiem ugruntowywał swą pozycję. To założone i prowadzone przez niego lub takie, których był współzałożycielem, galerie (Galeria Rysunku „Nowa Oficyna”, Galeria „Baszta”,  Galeria „Biuro”) stawały się coraz częstszymi miejscami spotkań, z czasem Marek Model zaczął też odgrywać coraz większą rolę w bardzo aktywnym w latach dziewięćdziesiątych i pierwszej dekadzie XXI wieku Gdańskim Towarzystwie Przyjaciół Sztuki. Co bardzo ważne, Marek Model związał swą karierę ze swoją uczelnią, gdzie pracował jako asystent, później adiunkt, wreszcie samodzielny profesor. Kariera artystyczna Marka Modela była wręcz imponująca, widząc tłumy na kolejnych jego wystawach wieszczyłem mu międzynarodową karierę. Niestety nikt z nas nie jest w stanie przewidzieć kolei życia. Okrutna choroba spowodowała, że dziś już Marka Modela wśród nas nie ma. Pozostały po nim jego bardzo liczne prace (obrazy, rysunki, szkice), miałem to szczęście, że udało mi się jeszcze współpracować z Markiem przy opracowaniu graficznym książkowego wydania mojego dramatu „Imperator”, do którego Marek dał swoje jakże wymowne, pełne wyrazu, rysunki. Dorobek Marka Modela nie przepadnie, jak wiem dba o to Gdańskie Towarzystwo Przyjaciół Sztuki.

Będąc ostatnio w tym stowarzyszeniu zupełnie przypadkowo spotkałem bardzo młodą artystkę. Prowadzi tam, jak usłyszałem lekcje rysunku, może inne zajęcia. Nasze spotkanie, jak pisałem, było bardzo przypadkowe i rozmowa zdawkowa. Dostrzegłem jednak jedną z prac tej pani i zaproponowałem jej możliwość promocji w WOBEC. Dość spontaniczna reakcja. Jakież było jednak moje zdziwienie, że w ten sposób zyskałem możność bliższego zapoznania się z jedną z bardzo ważnych form aktywności Marka Modela. Wiedziałem, że miał bardzo dobry kontakt ze swymi studentami, teraz jednak uświadamiam sobie, że możemy powiedzieć, iż jest on tym profesorem malarstwa gdańskiego, który jako jeden z pierwszych (po prawie dwóch pokoleniach) będzie mógł być uznanym za twórcę pewnej szkoły. Bycie uczniem profesora Marka Modela będzie oceniane tak, jak kiedyś oceniano fakt bycia uczniami pierwszych profesorów Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Gdańsku.

Do takiego wniosku doszedłem widząc później jedne z prac wspomnianej artystki, pochodzącej z Białorusi Mariny Shavlovskiej.

Tak zgoda, to jej osobiste dzieło, jej świat, moim zdaniem jednak, wpływy Marka Modela są widoczne. Z tego co wiem, dawał on swym uczniom bardzo wiele swobody, dbał o to, by szukali formy i treści wypowiedzi głównie w sobie.

Marina Shavlovska pochodzi z niewielkiego miasteczka Wołożyn na Białorusi. Jej talent artystyczny dość szybko dostrzegli jej rodzice, którzy zapisali ją na kursy malarstwa. Później wstąpiła do szkoły artystycznej, gdzie studiowała klasyczne malarstwo akademickie. Zakochała się wówczas do szaleństwa w socrealizmie. Zdobyła wiedzę z podstaw klasycznego rysunku i malarstwa. W 2011 roku, z powodu swoich poglądów politycznych, uciekając przed reżimem Łukaszenki, Marina została zmuszona do opuszczenia ojczyzny. W wolnym europejskim mieście Gdańsku ukończyła Akademię Sztuk Pięknych, gdzie Marina na nowo odkryła zalety niezależnej twórczości. Jak pisze:  Na początku szalenie trudno było mi przełamać moją akademicką wizję. Spojrzenie na sztukę z innej perspektywy. Przyzwyczaiłem się do realizmu. Sposób nauczania na Białorusi był surowy, było dużo zasad i wszystko było zakute w ramy. W Polsce, kiedy dostałem tę swobodę w malarstwie, nie byłem gotowy, byłem zdezorientowany, ale z czasem zebrałem się w sobie i zacząłem uczyć się rysować od nowa, po swojemu. Podstawą jest akademizm, potem oczywiście wolność słowa. Tak pojawiły się na moich płótnach wizerunki Wenus, Dawida i Gracji, ale już w zupełnie innej nowoczesnej formie.

Dziś Marina Shavlovskaya jest już doświadczoną artystką, która umiejętnie łączy surowe prawa akademizmu z odważnymi nowoczesnymi metodami. Myślę, że w jej twórczości będą pojawiać się kolejne etapy. Interesowała i zapewne wciąż interesuje się tematem kultury słowiańskiej. Charakterystycznymi elementami jej twórczości są: figury, symbole i ornamenty. W pracach tych wyraża swoją fascynację światem mitów słowiańskich, ale wciąż poszukuje nowych tematów i form. Mówi też o miłości, kobiecości, magii kwiatów itd. W jednym z nią wywiadów przeczytałem, że myśli o litografii, technice, w której tak wspaniale wypowiadali się Alphonse Mucha, Salvador Dalí, a nawet Pablo Picasso.

Myślę, że Marina Shavlovskaya ma szansę na międzynarodową karierę, choć niestety, to nie wokół niej powstanie kiedyś kolejna gdańska bohema. Dorosłe ptaki muszą frunąć w świat. Czego Marinie Shlavovskiej  życzyłby zapewne również kochający wolność, jej profesor, Marek Model.

Do twórczości Mariny Slavlowskiej na łamach WOBEC wrócimy jeszcze niejednokrotnie.

                                                                       Piotr Kotlarz

Aby wesprzeć Marinę Shavlovskaya, śledź jej media społecznościowe lub KUP jej grafikę w YV Art Gallery:

instagram
https://www.instagram.com/art_by_shavlovskaya/

facebook
https://www.facebook.com/shavlovskayaart

💗 Galeria Sztuki YV

Licencja Creative CommonsTen utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 4.0 Międzynarodowe.                                                                                    [Nie dotyczy to ilustracji, które mogą być objęte innymi prawami.]

Marina Savlovskaya ART | Facebook