Kobiety, które wzbogaciły impresjonizm [Cz. 1 (Wstęp)] / Piotr Kotlarz

0
939
Autorstwa Berthe Morisot – WAE_4Ek4Dn6EnA at Google Cultural Institute maximum zoom level, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=21857470

Wstęp

Historia impresjonizmu należy do najczęściej opowiadanych historii w dziejach sztuki nowoczesnej. Zazwyczaj rozpoczyna się od paryskich bulwarów, pracowni malarskich i nazwisk, które na trwałe weszły do kanonu kultury europejskiej: Claude Monet, Edgar Degas, Pierre-Auguste Renoir czy Camille Pissarro. W tej narracji impresjonizm jawi się przede wszystkim jako rewolucja estetyczna — nowy sposób patrzenia na świat, światło, kolor i ruch. Jest opowieścią o artystach, którzy porzucili akademickie reguły, wyszli z pracowni w plener i postanowili uchwycić ulotność chwili. Jednak taka perspektywa, choć ważna, pozostaje niepełna.

Impresjonizm był bowiem nie tylko przełomem artystycznym, lecz także zjawiskiem głęboko zakorzenionym w przemianach społecznych XIX wieku. Epoka, w której się narodził, była czasem gwałtownej urbanizacji, rozwoju przemysłu, wzrostu znaczenia klasy mieszczańskiej oraz narodzin nowoczesnego społeczeństwa. Miasta zmieniały swój wygląd i rytm życia, pojawiały się nowe formy spędzania wolnego czasu, a granice między sferą prywatną i publiczną zaczynały stopniowo ulegać przekształceniom. Wraz z tymi procesami zmieniała się również pozycja kobiet. Choć nadal pozostawały one ograniczane przez normy obyczajowe, przepisy prawa oraz ekonomiczną zależność od mężczyzn, coraz częściej stawały się aktywnymi uczestniczkami życia społecznego i kulturalnego.

Współczesnemu czytelnikowi nie zawsze łatwo zrozumieć realia świata, w którym żyły kobiety XIX wieku. Od tamtego czasu minęło zaledwie kilka pokoleń, jednak przemiany dotyczące praw kobiet, edukacji, pracy zawodowej i społecznej niezależności były tak głębokie, że dawne normy wydają się dziś niemal niewyobrażalne. Kobiety przez większą część XIX stulecia miały ograniczony dostęp do wyższego wykształcenia, nie mogły swobodnie uczestniczyć w życiu politycznym, a ich możliwości rozwoju zawodowego pozostawały niewielkie. Dotyczyło to również sztuki. Chociaż wiele kobiet posiadało talent i ambicje artystyczne, droga do profesjonalnej kariery była dla nich znacznie trudniejsza niż dla mężczyzn.

Przez dziesięciolecia kobiety były wykluczane z najważniejszych instytucji świata sztuki. Nie miały pełnego dostępu do akademii, nie mogły uczestniczyć w zajęciach z anatomii opartych na studium nagiego modela, napotykały bariery w zdobywaniu mecenatu i wystawianiu swoich prac. Nawet wtedy, gdy osiągały sukces, ich twórczość często interpretowano przez pryzmat płci, a nie wartości artystycznej. Kobieta mogła malować, lecz rzadko postrzegano ją jako pełnoprawną artystkę. Historia sztuki tworzona przez kolejne pokolenia krytyków i badaczy utrwalała ten stan rzeczy, pozostawiając wiele utalentowanych malarek poza głównym nurtem narracji.

Na tym tle impresjonizm okazuje się zjawiskiem wyjątkowym. Nie dlatego, że zlikwidował istniejące nierówności, lecz dlatego, że stworzył kobietom przestrzeń większej artystycznej autonomii niż wcześniejsze nurty. Odrzucenie akademickich hierarchii, zainteresowanie codziennością oraz otwarcie na nowe formy twórczej ekspresji sprawiły, że kobiety mogły aktywniej uczestniczyć w życiu artystycznym. Nie były już jedynie modelkami, muzą czy żonami artystów. Coraz częściej stawały się samodzielnymi twórczyniami, współkształtującymi nowy język malarski.

Dlatego celem tej książki nie jest dopisanie kilku kobiecych biografii do historii impresjonizmu. Jej ambicją jest pokazanie, że historia tego ruchu wygląda inaczej, gdy spojrzymy na nią z perspektywy kobiet. Artystki takie jak Berthe Morisot, Mary Cassatt, Eva Gonzalès czy Marie Bracquemond nie były postaciami drugoplanowymi. Współtworzyły estetykę impresjonizmu, eksperymentowały ze światłem i kompozycją, rozwijały nowe sposoby przedstawiania codzienności oraz wnosiły do sztuki doświadczenia, które wcześniej rzadko znajdowały miejsce w malarstwie. Ich obrazy ukazywały świat widziany z perspektywy kobiet — przestrzeń domu, relacje rodzinne, macierzyństwo, intymność i prywatność. Nie oznaczało to ograniczenia tematycznego, lecz stworzenie nowego wymiaru nowoczesności.

Szczególnie interesujące jest to, że kobiety doświadczały nowoczesnego miasta inaczej niż mężczyźni. O ile impresjoniści chętnie przedstawiali kawiarnie, teatry, bulwary czy nocne życie Paryża, o tyle artystki często obserwowały rzeczywistość z pozycji bardziej ograniczonej społecznie. Ich twórczość rozwijała zatem „wewnętrzny” wymiar impresjonizmu, koncentrując się na doświadczeniach pomijanych przez dominującą narrację. Dzięki temu dzieła kobiet nie stanowią jedynie uzupełnienia impresjonizmu, lecz pozwalają lepiej zrozumieć jego różnorodność i społeczne znaczenie.

Książka podejmuje również temat związku między sztuką a emancypacją. Dla wielu kobiet możliwość tworzenia była czymś więcej niż działalnością artystyczną. Stanowiła formę walki o podmiotowość, niezależność intelektualną i ekonomiczną. Każdy obraz wystawiony publicznie, każda zdobyta nagroda czy uznanie krytyki oznaczały przekraczanie granic wyznaczanych przez tradycyjne role społeczne. Choć proces emancypacji przebiegał nierównomiernie i w różnych krajach Europy przyjmował odmienne formy, sztuka stała się jednym z ważnych obszarów, na których kobiety mogły stopniowo budować własną pozycję.

Perspektywa przyjęta w tej pracy wykracza ponadto poza granice Francji. Impresjonizm był zjawiskiem międzynarodowym, a jego wpływ szybko rozprzestrzenił się po Europie i Ameryce Północnej. W różnych krajach przybierał odmienne formy, zależne od lokalnych tradycji artystycznych, warunków społecznych i stopnia emancypacji kobiet. Dlatego obok malarek francuskich ważne miejsce zajmują tutaj również artystki amerykańskie oraz twórczynie związane z kulturą polską.

Szczególną rolę odgrywa w tym kontekście odzyskiwanie pamięci o polskich malarkach. Artystki takie jak Olga Boznańska, Anna Bilińska-Bohdanowicz czy Zofia Stryjeńska funkcjonowały nie tylko w warunkach ograniczeń wynikających z płci, lecz także w rzeczywistości kraju pozbawionego niepodległości i naznaczonego silnymi normami konserwatywnymi. Ich biografie pokazują, że historia sztuki Europy Środkowo-Wschodniej nie może być rozumiana wyłącznie przez pryzmat doświadczeń zachodnioeuropejskich.

Niniejsza książka jest więc próbą spojrzenia na impresjonizm z innej perspektywy. Nie kwestionuje znaczenia wielkich mistrzów ani nie proponuje odrębnej „kobiecej historii sztuki”. Jej celem jest raczej ukazanie pełniejszego obrazu epoki oraz mechanizmów, które przez dziesięciolecia decydowały o tym, kto zostaje zapamiętany, a kto skazany na zapomnienie. Marginalizacja wielu artystek wynikała bowiem częściej z funkcjonowania instytucji społecznych i kulturowych niż z jakości ich twórczości.

Odzyskiwanie pamięci o malarkach impresjonizmu nie jest zatem próbą dopisywania kobiet do historii. Jest próbą opowiedzenia tej historii uczciwiej. Dopiero wtedy można dostrzec, że impresjonizm był nie tylko historią światła i koloru, lecz także historią kobiet, które w świecie pełnym ograniczeń odważyły się zostać artystkami.

[To dopiero wstęp. Artykuły będę publikować na łamach WOBEC kolejno w następnych tygodniach. Dopiero powstają, ale lubię taki cykl pracy, lubię stawiać przed sobą wyzwania. Mam nadzieję, że sam temat, jak i moje do niego podejście wzbudzą zainteresowanie  Czytelników WOBEC. Wspomniane artystki naprawdę zasługują na to byśmy szerzej poznali ich twórczość.
Powyższy temat podjąłem zainspirowany jakimś powierzchownym artykułem na jednej ze stron polskich portali internetowych (już nie pamiętam, w wyborczej.pl, a może na onet.pl). Dotyczył tylko jednej z impresjonistek, – kobieta wśród malarzy impresjonizmu. Czy to tylko jedna z ciekawostek?
Postanowiłem przyjrzeć się temu tematowi bliżej, później samemu napisać do WOBEC jakiś krótki artykuł o większej liczbie kobiet impresjonistek. W trakcie pracy artykuł się rozrastał, rozrastał… odkrywałem tak wiele dotąd mi nieznanych informacji i zagadnień… i tak powstała ta praca. Myślę, że wciąż niewyczerpująca, nie jestem niestety historykiem sztuki i w nawale innych prac nie mam też zbyt wiele czasu. Może jednak na jakimś uniwersytecie lub jakiejś akademii sztuki ktoś podejmie ten temat. Zasługuje na niejedno magisterium lub niejeden doktorat. Jeśli o mnie chodzi to niewielka zmiana, pojawi się w moich planach jeszcze jeden artykuł, może nieco bardziej obszerny, może niewielka książeczka. Cóż, kilka książek nad którymi pracuję nieco się znów opóźni.
Dlaczego jednak temat ten uznałem za ważny. Sztuką, zwłaszcza malarstwem interesuję się od bardzo dawna. Kiedyś nawet marzyłem by samemu malować, na szczęście jednak w miarę szybko dostrzegłem, że nie mam wystarczającego talentu. Ten posiadają nieliczni. Ucząc w wielu szkołach, zwłaszcza w pierwszych latach w szkołach podstawowych czasami prowadząc zastępcze lekcje w zakresie zajęć plastycznych, dostrzegłem, że ten możemy dostrzec zaledwie  u co setnego ucznia. Wyobraźnia przestrzenna, koordynacja wzrokowo ruchowa, wyczucie koloru. Jeden z moich przyjaciół też marzył o malarstwie, miał wielką wyobraźnię, był mądrym człowiekiem, niestety cierpiał na dość znaczny daltonizm. Później poszedł w tzw. konceptualizm, sztuki performatywne. Nawet miał w tym zakresie dość znaczne osiągnięcia, wciąż jednak pamiętałem o przyczynie jego niepowodzeń w malarstwie. Terminy, którymi się posługuję zapewne nie są zbyt poprawne, oddaję tu jednak tylko swoje odczucia.
Później, wciąż obcując z historią sztuki (jedną z moich specjalizacji jest muzealnictwo), również z obrazami oraz ich twórcami, jednym z pierwszych elementów, na który zwracałem uwagę był talent. Wiedziałem już, że ten możemy dostrzec spoglądając na to w jaki malarz tworzy portret, czy maluje dłoń. Jednej z uzdolnionych uczennic, którą uczyłem w szkole na Stogach załatwiłem nieodpłatne korepetycje u mego przyjaciela Buniego Tuska. Pierwszą rzecz, jaką jej Buni kazał wyrzeźbić, był zwykły, zniszczony but. Buni (Bronisław) prowadził dla niej później wspomniane zajęcia z wielką przyjemnością. To nie jest czas zmarnowany, twierdził,  wskazując na rzeźbę buta. Ona rzeczywiście ma talent – mówił. Ten posiadał również Buni. Do dziś pamiętam, jak w czasie jednego z naszych licznych spotkań (niestety pijaliśmy wówczas zbyt dużo i zbyt często) na kilku serwetkach narysował portrety pozostałej piątki z uczestników naszej „biesiady” oddając znaczne podobieństwo i charakter. Niestety, Buni swój talent roztrwonił
Utalentowanym był też inny z moich przyjaciół, Mieczysław Czychowski. Jego talentu nie powstrzymała nawet utrata prawej ręki. Mietek malował, a nawet rzeźbił. Był niezwykle utalentowany nie tylko plastycznie, ale również miał niezwykły słuch poetycki. Był wybitnym poetą, pomagał w tej dziedzinie i innym m.in. Stachurze, Milczewskiemu-Bruno, w jego otoczeniu rozwijało się później wielu młodych twórców. Mietek był moim przyjacielem i mimo tego, że sam byłem w dość trudnej sytuacji, to jednak znalazłem się w gronie tych, którzy w jakiejś formie starali się by mu pomóc. Dopiero znacznie później zrozumiałem, że ta pomoc była… pomyłką? Nie to złe słowo, niemniej jednak problem nie leżał w tym, że Mietek potrzebował pomocy innych. Tak naprawdę jego miesięczne dochody były porównywalne z moimi, a biorąc pod uwagę ich stałość nawet większe. Mietek nie potrafił po prostu pomóc sobie sam. Był chory. Tak, alkoholizm jest chorobą. Tu kolejny czynnik istotny w sztuce, a także w innych dziedzinach naszej ludzkiej działalności. To powiedzenie przypisywane Picassowi: „by odnieść sukces potrzebujemy pięć procent talentu i dziewięćdziesiąt pięć procent pracy”. Może Picasso nieco  się mylił w proporcjach, ale sens jego wypowiedzi jest oczywisty. To właśnie ta kwestia spowodowała, że wspomniani moi przyjaciele nie wykorzystali swego talentu. Mieczysław Czychowski pozostawił po sobie znacznie więcej niż Buni, ale niestety i jego puścizna nie wniosła do historii tak poezji, jak i malarstwa zbyt wiele. Jego wiersze będziemy cytować, jego pastele pozostaną w różnych kolekcjach, ale tylko jako jedne z wielu dzieł ludzi utalentowanych. Jest ich niewielu, ale ich liczba jest wciąż ogromna.
Talent, pracowitość… to podstawa, czego jednak potrzebujemy ponadto by odnieść w sztuce jeszcze większy sukces? Myślę, że kolejnymi ważnymi elementami jest świadomość. Samoświadomość i świadomość świata w jakim jesteśmy. Tę przynosi życie, doświadczenia. To ona powoduje, że nie oglądamy się za modą, że nie gonimy za sukcesem, popularnością. To dopiero ją posiadając jesteśmy wnieść do rozwoju sztuki coś nowego. Wnieść do niej nowe wartości.
W miarę poznawania twórczości wspomnianych w moje pracy impresjonistek stało się dla mnie oczywiste, że każda z nich posiadała wszystkie wspomniane cechy: talent, pracowitość, świadomość. Dzięki tym cechom wniosły do historii malarstwa, do tej dziedziny sztuki wiele nowego. Prace ich cenimy nie tylko za ich piękno, ale i za odkrywczość. A jednak są wciąż niedoceniane. Dlaczego?
Myślę, że tu dochodzimy do kolejnego elementu. Do naszych uprzedzeń, do kwestii pozycji społecznej kobiet w naszej świadomości. Pozycja społeczna, ekonomiczna i polityczna kobiet jest już dziś prawie równa z taką mężczyzn. Dziś są równorzędnymi partnerami w wielu dziedzinach, również w nauce i sztuce. W czasie gdy do tej ostatniej swe odkrycia wnosiły impresjonistki tak jeszcze nie było. Myślę, że z tego powodu warto przypomnieć ich dzieła. Ich pracę i ich zmagania z ówczesnymi uprzedzeniami, a zwłaszcza ich nowatorstwo, ich odkrycia.
          Piotr Kotlarz

 

Powyższy artykuł jest opublikowany na podstawie licencji Creative Commons Attribution International License CC BY-NC-ND 4.0.Licencja Creative Commons Uznanie autorstwa Międzynarodowa