Zdjęcia II / Piotr Kotlarz

0
116

Najważniejsze jest zaufanie. Musimy sobie wierzyć. Ja muszę założyć, że będziecie chcieli dostrzec sprawy, o których chcę wam opowiedzieć. Wy musicie mi uwierzyć, że adwokat, którego za chwilę spotkacie istnieje naprawdę, że tak a nie inaczej zachowuje się w tej chwili, że w tym a nie innym kierunku płyną jego myśli. Adwokat-emeryt. Zima. Nie dalej jak wczoraj spikerka w TV obwieściła wszem i wobec, że od ponad stu lat nie było w lutym tak wielkich mrozów. Może to i prawda, lecz nasz bohater już dawno nie wychodzi z domu, więc po prostu wierzył jej słowo.

Każdy ma swoje ulubione miejsce. Ulubionym miejscem mecenasa – jak my, Polacy, lubimy te tytuły –  był bujany fotel. Fotel, który stał w niewielkiej odległości od kominka. Kominek, wielka biblioteka, a w niej nie byle jakie zbiory, na ścianach obrazy, grafiki i rysunki. Czyż potrzeba jeszcze innych dowodów stabilizacji? Ciepło. Ogień, w który można patrzeć w nieskończoność. Ileż w nim ciągle nowych form, jakie bogactwo odcieni.  Od setek tysięcy lat ludzie patrzą w ogień, a wciąż nas fascynuje, wciąż nie jest nam obojętny. Patrząc weń odczuwamy i strach i pewność siebie. Naszą słabość i naszą siłę. Czy ogień nie jest najlepszym symbolem współczesnego człowieka? Człowieka przed, którym jest wszystko, i który wszystko może zniszczyć. Nie o tym jednak myśli nasz znajomy. Nie myśli o niczym, bawi się widokiem płomieni, odpoczywa. Nagle spostrzegł, że ogień w kominku wygasa. Wstał, podszedł do kominka i któryś już raz tego wieczoru wrzucił polana do ognia. Nie wrócił jednak na poprzednie miejsce. Podszedł do biurka i usadowił się w stojącym przy nim skórzanym fotelu. Początkowo nie zdawał sobie sprawy z tego, z jakiego powodu zmienił miejsce, gdy jednak rozsiadł się wygodnie, zrozumiał.

Zajrzał do szuflady ze zdjęciami. Kilkanaście pudełek, każde zawiera zdjęcia z innego okresu, z każdym związane są inne wspomnienia – jego wspomnienia. Dawno już wyłączył się z zawodowego życia, w miarę upływu lat jego znajomi wykruszyli się. Jedni odeszli na zawsze, inni nie mogąc znieść jego dziwactw i kaprysów, jeszcze innym on nie mógł wybaczyć jakichś drobiazgów. Był coraz starszy, miał coraz mniej energii na to, by mimo wszystko po kolejnym sporze wyciągnąć rękę. Zresztą, czy to nie wszystko jedno jak do tego doszło? Ważne jest jedynie to, że wreszcie został sam. Jedyny jego kontakt ze światem stanowił listonosz przynoszący raz w tygodniu gazety i raz w miesiącu pieniądze oraz sąsiadka, która przychodziła dwa razy w tygodniu, by pomóc w prowadzeniu jego „gospodarstwa”. Listonosz nie wzbudzał w nim żadnych emocji (prasę czytał raczej z przyzwyczajenia niż z rzeczywistym zainteresowaniem), odnośnie do sąsiadki, to zastanawiał się jedynie nad tym, czy nie za wiele jej płaci? Nie znosił jednak zmian, a przy tym dziś trudno o kogoś tak uczciwego i co najważniejsze, tak małomównego. Tak z listonoszem, jak i z sąsiadką prawie nie rozmawiał. Podobnie zresztą i z dziećmi, które odwiedzały go coraz rzadziej.

O właśnie! Znalazł. Zdjęcia dzieci. Krystyna – kiedyś Krysia. Jak ja nie znoszę jej kaprysów, pomyślał, lecz zaraz, widząc jej uśmiechniętą buzię (zdjęcie z wakacji w Krynicy), przypomniał sobie – jakież to było rozkoszne dziecko. Otworzył drugą szufladę. „Kochany dziadku, przesyłamy Ci pozdrowienia z Nałęczowa. Całujemy Cię mocno. Twoja wnuczka Basia i córka Krystyna”. Odwrócił kartkę… nawet ładny widoczek, pomyślał. Dziadku? No tak, był już dziś dziadkiem i to takim, jakich sam nie znosił w młodości. Nie, to nieprawda, to oni są winni. Dlaczego nie dają mi spokoju. Krystyna, tak wrażliwa w dzieciństwie, a później tak lakoniczne kartki. Kto zabił w niej uczucia lub spowodował, że ukryła je pod maską obojętności? O! Zdjęcie Pawła – ukończył szkołę. Zawsze był prymusem. Paweł został adwokatem, jak ja – pomyślał. Podobno jest w swym zawodzie dobry. Kiedyś przychodził, by się poradzić, robił to prawie zawsze, gdy miał jakiś trudniejszy problem. Ileż to razy dyskutowaliśmy o „Zbrodni i karze”, o Eichmannie, o moralnych aspektach zbrodni wojennych. Dyskusje i gra w szachy, ileż wspaniałych wieczorów. Niestety Paweł wyjechał do stolicy, przyjeżdża najwyżej raz w roku i w czasie dyskusji widać, że chce po prostu zrobić mi przyjemność. Nie angażuje się, jest sztuczny. Gdy wychodzi odczuwam ulgę, a później znów brak mi jego obecności. Mógłby chociaż napisać, pomyślał mecenas rozeźlony i zamknął to pudełko.

Zestarzał się. Dzieci odeszły, żona wprawdzie inaczej, ale też. A tak żartowali: kto odejdzie pierwszy. Zostawiła go na zawsze. Odeszła. Czasami zanosi jej kwiaty. Zawsze ją kochał. Tylko ją. Teraz został sam. Nie miała prawa odejść. Miał kilka pudełek ze zdjęciami z ich wspólnych wypraw i wycieczek. Nie otworzył dziś żadnego. Po cóż szarpać świeże rany? Cóż mi po wspomnieniach, skoro jej już nie ma, myślał. Wspomnienia. Początkowo, gdy wreszcie zrezygnował z praktyki adwokackiej próbował pisać pamiętniki. Myślał, że dobrze będzie, jeśli podzieli się z innymi swym doświadczeniem. Później doszedł do wniosku, że to jednak nic ważnego, że przekazuje wyłącznie suche fakty, a jakże dalekie są one od prawdziwego życia… jego pełni. Pisał coraz mniej, wreszcie zaprzestał zupełnie. Może źle uczynił, może powinien ukończyć rozpoczętą pracę, może… Jeszcze jest czas. Kilkaset zdjęć i spokojne miejsce na starość. I tak miał wiele szczęścia. Ma swoje wspomnienia. Zauważył, ze ogień w kominku znów wygasa, więc podszedł doń i wrzucił kilka polan.

Że pamięta coraz mniej, że cała przeszłość tak naprawdę utracił? Możliwe, że minęła, ale czy ją utracił? On tam był. Działał, pracował. Wszędzie zostawił swój ślad. Każdy zresztą, nawet ten wydawałoby się nikomu niepotrzebny żebrak jest potrzebny, zostawia ślad. Pomyślał, że być może nawet samobójcy nie umierają na darmo. Ich doświadczenie też wchodzi do skarbnicy świata. Pamiętnik? Może i byłoby lepiej, gdyby pozostawił po sobie i taki ślad, ale jego działania i tak nie zaginęły. Rozeszły się wśród ludzi. Może zresztą i dokończę ten pamiętnik, pomyślał. Był już bardzo zmęczony.

Rozłożył łóżko, wyjął pościel i przygotował sobie posłanie. Na szafce przy łóżku (dziś to już pretensjonalne) jeszcze jedno zdjęcie. Ich zdjęcie. Dlaczego ona odeszła pierwsza? Dlaczego?

                                                       Piotr Kotlarz

[Opowiadanie to ukazało się w tomiku „Odejście i inne opowiadania”, Gdańsk 1993]

Obraz wyróżniający: Obraz pasja1000 z Pixabay