Wiersze / Paweł Artomiuk

0
584

Z samego dna

łatwo skręcić w złą drogę idąc po omacku
łatwo znów błagać o ostatnią szansę
przestałem pisać porzuciwszy samoocenę
łąki pełne rachunków łąki martwego sumienia

moje lęki stały się monotonne nie mam siły ich słuchać
kolejna fikcyjna postać podtrzymująca na duchu
w fenickim lustrze dar widzenia śmierci
płytki oddech próba zepchnięcia spowiedzi
na dalszy plan próba rozmowy z Bogiem przy pomocy alter ego
noc pełna szeptów tworzących zaledwie zarys
prawdy dotkliwszej niż przemoc

próbuję zrozumieć jak mało dla mnie znaczysz
samobójcze myśli zwisające z sufitu
podnoszę głowę a one opadają
w czyich jestem ustach
kto się mną zaciąga

 

Przynieś

wstęp o niczym ponieważ przytłoczony
newsami nie umiem ich oddać ale próbuję
prowadzisz na manowce dobry pan powinien
wiedzieć że gubię potrzebne słowa

jak ten patyk który tak bardzo kochałem
aż żal mi go było zjeść

stan nienazwany między snem a śmiercią
gdy zamykasz drzwi a ja mogę odpocząć
od tej całej miłości w którą zaczynam wątpić
nie mając nigdy innego właściciela

prosisz o więcej kontrolując mnie przez uległość
a ja nawet kurwa nie umiem odkręcić kranu
ty znów pijany przewracasz się o mnie
co było później zapytasz nad ranem

koniec a raczej schyłek gdy jutro zaczyna siwieć
kilka lat słabości poukładane w kostkę
zbyt wiele teraz – ja cieknący przez palce
potrafię dopisać pointę którą mi wypłaczesz

niewinna śmierć
wysłana jak pies po patyk

 

Ścieżki

ta co prowadzi do boga
zawsze jednorazowa
wydeptać inne błądzić
wciąż od nowa próbować

ta która wiedzie przez piekło
moja międzymiastowa
we mnie i nadaremnie
kryształowa królowa

i ta najdłuższa do ciebie
nigdy nie ukończona
skoro ty także błądzisz
skoro znikasz jak ona

 

Sabotaż

wylogowałem Facebook z życiorysu
470 kontaktów widmo
zostawiłem swój numer telefonu
i jestem spokojny bo widma nie dzwonią

duszę się
jedna wielka perwersja
stania w miejscu

widma zostawiają fotki
biorą śluby posiadają koty
ich wiersze dostają nagrody
wszędzie lans i lans

przepraszam wymiękam
w starych podartych spodniach
kolejna książka
zbyt ciężka by do was wyjść

nie mogąc zbuntować się
przeciw partiom
i pridupcom z wieczorków poetyckich
w pierdolonej Warszawie
buntuję się przeciw sobie
najmniejszemu z najmniejszych
zakładając kołdrę na głowę

dość poetów
komponujących obrazy
obrazy komponują mnie
wiele bym dał
aby skomponowały mnie na nowo

za chwilę spierdoli autobus
całe życie spierdoli
skąd ta cała przewrotność
być w jednym a czuć drugie
jak łóżko wypełnione tobą
gdy obok obleśny starzec

moje życie jest pełne kurew
moje myśli kurewskie
moja poezja skurwiona

czekam
na zstąpienie z piekła
boga skurwysyna
którego modły nie ruszą
którego nic nie powstrzyma

na granicy pewności i lęku
skaczące tętno

śmierć
matka spokoju
trzymam ją w dłoniach
obrazy za oknem znikają

kocham cię mamo
kiedy pójdziemy na cmentarz?

zatrzymał się we mnie dzieciak
ma przejebane pręgi na plecach rosną
a on dalej łeb w chmury

autobus stanął w korku obserwuję
twarze po chwili zapomnę
po chwili wszystko nieważne

dwa przystanki od śmierci
jeden
przycisk STOP

dobrze że chociaż zmarli
nie muszą przepraszać
za bycie sobą

 

Powolność

czym jest teoria jak nie próbą opanowania
wewnętrznych głosów podpowiadających inaczej
Ziemia przestała się kręcić wzięła uspokajający proszek
zapach świeżego związku zatkał moje nozdrza

uciekam od wiedzy pozwalając sobie
na powolność zdarzeń hamuję w ostatniej chwili
on słucha uważnie z miłości majaczy
mógłbym mu tyle powiedzieć ale cedzę słowa

czasami światła są wbrew drodze
im dłużej myślę tym mniej czuję
powolność zaczyna osłabiać może jednak warto
zakręcić raz jeszcze tą błękitną kulą

 

Drżenia

ludzi dzielę na nałogowców
i jeszcze nie nałogowców

(kryształowy dekalog
spisany w przegrodzie nosowej
rozpuszczony w soku
pomarańczowym
palec boży
w odbycie)

niczym się nie różnimy
poza skalą ucieczki

jak przebić się przez tę ludzką chmarę
przejść na drugi brzeg dnia
nienaruszony waszą beznamiętnością
obejść ten spierdolony cyrk
bez szwanku
nie gubiąc przy tym
żadnej części siebie

(bez znieczulenia
w epicentrum
przerażająco głośnej
nicości)

prawda to puls zła
punkt wyjściowy do zbrodni
fundament grzechu

wszyscy jesteśmy
mordercami
zabijamy się sami

odpowiedzi na niezadane pytania
nie wiadomo skąd

pajęczyna
utkana z nut
i my skazani na siebie

prawda
jesteśmy kopiami zmarłych

śmierć
to utrata pamięci

miłość – resztki pamięci
które zbliżają nas do siebie

 

Carpe Noctem

to był najdłuższy rok
wliczając kilkadziesiąt zarwanych nocy
kończyłem na łańcuchu
ty miałeś niebieskie włosy
na moich dłoniach kręciły się mandale

to była poezja przeżywana co oddech
wraz z innymi outsiderami
wylogowanymi z systemu
pisaliśmy spermą pakty pokojowe
równoległych światów

armia ućpanych serc
walcząca o wieczny orgazm
nieprzytomnieć ze szczęścia
nieprzytomnieć w tobie
oświetlać miasto poezją dotyku

tak długo aż traciliśmy nogi
uzależnieni od tanich taryf
mokre łóżko jedyne miejsce
w którym można przeleżeć
przetrwać wyścigi samolotów pasażerskich

świat głośny i nieistotny
świat dobrze ubranych niewolników
pojawiał się wstyd za oba równolegle światy
nauczono nas wstydzić się i cierpieć
za każdą skradzioną noc

nieraz nie było czasu na przerwę
słońce wypalało wzrok 
tłumy stawały się gęste 
z nosa krew wycierana kolejną 
paczką chusteczek 

przetrwać nie męczyć się 
nie rozmawiać nie tracić sił
na to co nieważne a przecież 
tych nieważnych rzeczy jest większość 
bycie śmieciem wśród śmieci 

z bombą zegarową w głowie 
wszystko od do - przetrwać
a potem znów udać się na orgię
ożywić miłość zacząć ją tworzyć na nowo
być jeszcze piękniejszym niż ostatnio 

tworzyć najlepszą wersję siebie 
najlepszą wersję nas
nagie szczęście 
poezję uzyskanego czasu 
a nie utraconej chwili
              Paweł Artomiuk 

Paweł Artomiuk – w roku 2012, nakładem krakowskiego wydawnictwa Miniatura, wydany został zbiór jego poezji zatytułowany „Utopia”. W 2014 r. ukazał się jego drugi tomik poetycki zatytułowany „Sztuka umierania”. Publikował w „Angorze”, „Gazecie Kulturalnej”, „Nowej Gazecie Literackiej”, „Poezji dzisiaj”, wi internetowym wydaniu „Odry”, kwartalniku kulturalnym „Kozirynek” oraz w „Antologii Klubu Poszukiwaczy Słowa”, którego był członkiem, a także w innych antologiach m.in. „Postscriptum”. „Oazie szeptów”, „Portretowych Ogrodach”. Mieszka i pracuje w Warszawie.