Wiersze / Danuta Sułkowska

0
330

Nieskończoność

Nigdy nie rozumiałam pojęcia nieskończoność
To coś czego nie ogarnia wyobraźnia

Mogę sobie wyobrazić że idę z punktu A do punktu B
A potem dalej
I dalej
I tak okrążam kulę ziemską
Wracam do punktu wyjścia

A wędrówka w nieskończoności?
Dalej
I dalej
Wreszcie znikam
A może jestem?
Gdzie?

Człowiek musi mieć punkt zaczepienia
Miejsce o którym powie
Moje

 

Buty

Ojciec starannie pastował buty
Kolistymi ruchami mazaka
równomiernie nakładał pastę
Potem czekał kilkanaście minut
i miękką szmatką polerował je do połysku
W butach trzeba się przejrzeć
Mówił oglądając z zadowoleniem swoje dzieło

Próbuję się przejrzeć
w swoich butach

 

Drzewa

Za zakrętem tłoczy się tłum młodych brzóz
Rosną szybko
Szybko
Trzeba wydostać się z cienia sędziwych sosen
Skrzypią coś o dawnych czasach
Monotonnie ostrzegawczo pouczająco
Powoli

Życie to pośpiech
W górę
Do słońca do swobodnego tańca z wiatrem

Halny szedł tuż nad nami

Ocalałe wybiją w słońce
Spod powalonej sosny

 

Czas krogulca

Spadł śnieg i zaczął się dla mnie czas krogulca
(Taki czas jak wszystkie inne
jest przeważnie porą czegoś jeszcze
niekiedy wielu spraw rzeczy osób równocześnie
dobrych niepomyślnych obojętnych
cyklicznych zaskakujących)

Czas krogulca to ciągła gotowość na gwałtowny popłoch
w karmniku, furkot małych skrzydełek i przerażone głosy
ptasiej drobnicy A potem nastaje cisza i tylko ON
siedzi ze szponiastą łapą na zdobyczy

Krogulec albo przyleci w tę zimę albo nie

Jeśli będzie miał tu czatownię to zjawi się dzisiaj
albo nie Ta niepewność podobna jest do innych
niepewności
Czy coś się stanie
Czy nie
Napięcie oczekiwanie
Czasem z nadzieją na TAK
Innym razem na NIE

Nieustannie jest czas jakiegoś krogulca

Prawdziwy krogulec jest niczym śnieżna zawieja
szept potoku lasu milczenie przed burzą
pełnia księżyca

 

Kamień na polnej drodze

Najczęściej potyka się jedna z dwóch obutych
w tenisówki stóp Inne rzadziej albo raz
Czasem psy zostawiają ślad
Sygnał: Tu byłem podążaj za mną
Albo: Strzeż się to moje terytorium
Znaki te zawsze idą seriami Jeśli zacznie
jeden inne czują się zobowiązane

Czasem podskakuje na kamieniu koło roweru
albo motocykla Bywa że z tragicznym skutkiem
Wtedy przychodzą ludzie z narzędziami
i próbują usunąć zawalidrogę
a przecież od bardzo dawna wiedzą
że jest wierzchołkiem
skrytej pod ziemią
ogromnej góry

rysy i inne skaleczenia na skórze głazu
z czasem się wygładzają

 

Pada

Pada
a rzeka myśli że to tylko dla niej
te muskania i chłostania z góry
do dreszczu do pulsowania dygotania
do fali drobnej jak łuska ryby i do huczącej
groźnie skręconej w spiralne wiry wężowo lejowato
na wskroś od grzbietu w pianach do dna zmąconego
Pada
a rzeka myśli że to tylko dla niej
te miliardy kropel wnikających z góry w jej zachłanne wnętrze
i te strumienie wezbrane spieszące z szumem
tęsknoty do niej
zawsze do niej
Pada
zieleń coraz bujniejsza wszędobylska zuchwała
drzewa zrzucają konary zboża się kładą z przepicia
na podwórku sześcioletni Jasiek próbuje nie spaść ze starej
opony i wygrać zawody w pływaniu ze stadem kaczek
Pada
a rzeka myśli że to wszystko dla niej

 

Złoty cielec

ma zawsze postać najdoskonalszą
dla swoich czcicieli
czy jest ich rzesza
garstka
czy tylko jeden

oto złoty cielec w girlandach zachwytów
w wonnych dymach uwielbienia
niewzruszony wśród pląsów i pokłonów
obojętny na hymny uroczyste
na radosne okrzyki nieczuły
martwy?
zbyt ważny?
nieistotne
skutki jego kultu
są niezwykle wstrząsające
zawsze
jak przystało na istotę o niezwykłych mocach

znów uderzają o ziemię święte tablice

 

Żaba

żaba wie że ten daleki szum to rzeka

czasem ogarnia ją gwałtowne pragnienie
by pójść do niej dać się porwać
nurtowi w nieznany świat
radośnie rusza w stronę kuszącego dźwięku
jednakże po kilku metrach ogarnia ją lęk i znużenie
(potężne lenistwo żab nie zostało dotąd opisane tylko
z powodu jeszcze większej gnuśności żabologów)

żaba mocniej wydyma gardło bardziej niż zwykle
wytrzeszcza oczy co jak się zdaje jest przejawem
intensywnego namysłu a ten męczy płazy
niemal bezgranicznie
wreszcie wzdycha boleśnie
i człapie z powrotem
do bezpiecznej i swojskiej kałuży

 

Z rejestru spraw niemiłych

do najgorszych
zalicza się
łaskawa serdeczność

przemawia
słodkim głosem
protekcjonalnie gładzi po głowie
pochylając się coraz niżej
z wielką troską
pewna
że bliźni przy niej
maleje

a on tylko
uchyla się
kucając

 

W cieniu

wielcy
rzucają duży cień
gniewa to i napawa goryczą
spragnionych blasku

zaradni dostrzegają okazję:
można się w nim czuć
bezpiecznie
a nawet
być dostrzeżonym
przy okazji podziwiania olbrzyma

 

Z dziejów dyskusji

gdy był niewinny jak zwierzęta
wymyślił przedłużenie ręki
aby dosięgnąć owocu
wroga i niewiadomego

pewnego dnia
roztrzaskał maczugą
głowę towarzysza
który myślał

inaczej

maczuga jest teraz
skomplikowana
i doskonała

będzie jeszcze lepsza

przybywa
odmiennych poglądów

         Danuta Sułkowska

 

Danuta Sułkowska – pisarka, krytyk literacki; autorka 6 tomów wierszy, zbioru aforyzmów i sarkazmów, 2 powieści, książki popularnonaukowej. Redaktor naczelna Literata Krakowskiego. Liczne publikacje w prasie literackiej i innej. Mieszka w Starym Sączu.