Wiersze / Danuta Sułkowska

0
117

Po powodzi

teraz wystarczy tylko posprzątać
opłakać i pogrzebać
zasiać posadzić wybudować
zastąpić
odzyskać jak najwięcej siebie
wznieść tamy

ślady wielkiej wody
przetrwają pod warstwami nowych zdarzeń
mówić się będzie
to było przed powodzią

może już nigdy
nie wejdziesz do strumienia

stary dom wypięknieje we wspomnieniach
wzniesiesz nowy za wysokim murem
albo staniesz się ptakiem
i tylko czasem pochwycisz kroplę wody
z bezimiennej rzeki

 

Problem

do przejścia na drugą
stronę zostało ci
kilka kroków
wokół jak zwykle zgiełk
towarzyszący wyrywaniu
sobie przez bliźnich
zdobyczy w postaci
lepszej posady
większych pieniędzy
wątpliwej sławy
niewiernej miłości
ktoś mówi ci
że znowu przekręcili
twoje nazwisko w gazecie
a ty rozważasz problem
czy nazwisko
będzie coś czuło
kiedy zostanie bez ciebie
może zasmuci się albo rozgniewa
z powodu takiej
pomyłki w gazecie
w takim razie trzeba by
wysłać jakiś protest
żeby na przyszłość
bardziej uważali

 

* * *

czasem masz ochotę
wniknąć w bezpieczną
twardość ziemi
przytulić się do korzeni
drzew podłożyć
pod głowę kamień
wrosnąć rozsypać się
w drobne grudki
pachnące letnią
podorywką

tylko czasem
czujesz że jesteś
bryłą ziemi która
nie wiadomo dlaczego
zachowuje się
bardzo dziwnie

 

Przed zachodem

Tuż przed zachodem
niektóre ścieżki przedeptane
przyjazne stałe użyteczne
zarastają znikają stają się
nieważne
niektóre
dotąd zarośnięte
odsłaniają się
widać na nich ślady stóp
odciśniętych pośpiesznie
aby zdążyć
jeszcze moment pochwycić
obecności

Tuż przed zachodem
ptaki zaśpiewają
bardzo głośno
niebo na wschodzie stanie się
turkusowo-szmaragdowe
a na zachodzie czerwono-złote
piękny rogacz wyjdzie
na skraj lasu
i będzie uważnym spojrzeniem
lustrował okolicę
w bajorze wokół źródła
odezwą się żaby

wiadomo
zawsze tak było

Tuż przed zachodem
odsłaniają się
dotąd nieuświadomione prawdy
widać niczym pestkę brzoskwini
po przegryzieniu się przez miąższ
pewnik
najważniejsza jedyna
najbardziej upragniona
jest ta chwila która właśnie trwa

Tuż przed zachodem
wiadomo
więcej
i tak wiele jest wciąż
niewiadomych

 

Zbieram

Rzeczy zdarzenia słowa i wrażenia
Przedmioty rozpychają szafy
komody kredensy kąty Masy słów
doznań wydarzeń tkwią w pamięci
schowane przyczajone Z upływem czasu
blakną Niektóre znikają bywa że pozornie
Wyskakują raptem niby króliki
z kapelusza Wyświetlają się niczym szyldy
migocą jak reklamy rozwijają się
na podobieństwo transparentów

Od czasu do czasu
robię przegląd rzeczy i pozbywam się
nieprzydatnych
Od tej chwili już ich nie ma

Niektóre stają się wspomnieniem dosyć obojętnym
przeważnie Drobna część jest rzadko powracającym
żalem że może istnieją nie dla mnie Poczuciem
straty niekiedy razem z pretensją do siebie
za pozbycie się ich jako zbytecznych
(Tym jest dziecinna rzeźba Dominika Od kiedy
jej nie ma JEST jakby bardziej i coraz ważniejsza)

Zbieram
Moje zbieractwo w znacznym stopniu
bywa przypadkowe
i nieuświadomione

 

Interwencja

rozsiewamy nienawiść gęsto sypiemy
jadowite nasionka sadzimy wrogość ziarnko
przy ziarnku podlewamy tę uprawę trującym jadem
zawiści nawozimy toksycznymi odżywkami wszelkich
odmian antagonizmu radośnie ochoczo
z wielkim zaangażowaniem
nieustająco
ciemność się powiększa gęstnieje zastyga
w twardą skałę wokół nas i w nas do samej
głębi ducha

w dziewiczych ostępach borów
nad rzekami strumykami jeziorami
na brzegu morza
mgła się podnosi srebrna i świetlista
wychodzą z niej świętowity (zwęglone twarze
ożywają ręce podnoszą się władczo)
za nimi zastępy słowiańskich bogów hufce boginek
dziwożony utopce strzygi syreny driady
rusałki bazyliszki wiły południce

ruszają
w sukurs bogom współcześnie wyznawanym a może
przeciwko ich zwalczającym się czcicielom

perun na razie tylko
sprawdza moc swoich błyskawic

 

Trwanie

Początek
Czas i przestrzeń

Wokół nas rozwijają się i zapadają galaktyki
Supernowe obejmują ognistymi ramionami
żywe światy
Czarne dziury pochłaniają materię
Horyzont zdarzeń ogromnieje
W Filarach Stworzenia rodzą się
nowe gwiazdy
Z rzadka wirują dyski planetarne

Wabi nas
ognista kula gwiazdy
Rosną nam płetwy, skrzydła
kopyta, rogi, szpony, zwoje mózgowe
Rozłupujemy orzechy, czaszki, atomy
Zapalamy światło jaśniejsze od słońca

Błądzimy
Przypadek znajduje nowe możliwości
Jak zawsze

……………………..

Mamy parę miliardów lat nowego czasu

                                             Danuta Sułkowska

 

Danuta Sułkowska – pisarka, krytyk literacki; autorka 6 tomów wierszy, aforyzmów i sarkazmów, 2 powieści, książki popularnonaukowej. Redaktor naczelna Literata Krakowskiego. Liczne publikacje w prasie literackiej i innej. Mieszka w Starym Sączu.