Omamiona opiniami / Oliwia Szlak

0
60
Rozalia była studentką trzeciego roku psychologii. W niedalekiej przyszłości czekało ją pisanie pracy magisterskiej, którą postanowiła oprzeć na doświadczeniach zdobytych w trakcie praktyk. Studentka zdecydowała, by odbyć je w jednym ze szpitali psychiatrycznych, który niestety nie cieszył się zbyt dobrą opinią, zarówno wśród wykładowców dziewczyny, jak i pacjentów placówki. Było to jedyne takie miejsce w pobliżu, więc nie miała innego wyboru. Zważając na komentarze dotyczące tego szpitala, nie nastawiała się do przyszlej praktyki zbyt pozytywnie. Bała się tego, co tam zastanie, czy będzie miała możliwość się czegoś nauczyć, czy nie będzie to dla niej traumatyczne przeżycie. Zaczęła się nawet zastanawiać, czy aby na pewno nadaje się do tego zawodu, skoro tak wyglądają realia… Dziewczyna pochodziła ze średnio zamożnego domu, jej rodzice zawsze dbali o to, by niczego jej nie brakowało, jednak zarówno mama, jak i tata pracowali fizycznie w jednej z fabryk zajmujących się produkcją mebli. Bardzo zależało im na tym, by dziewczyna wykształciła się i miała lepszy start od nich. Właśnie przez to nie chciała podzielić się z rodzicami dręczącymi ją myślami. Byli oni pewni, że ich córeczka robi to, co sprawia jej przyjemność i w czym się odnajduje. Rzeczywiście, Rozalia od dawna marzyła o tym, by zostać psychologiem klinicznym, jednak fala negatywnych komentarzy o psychiatrii stopniowo zaczęła ją zniechęcać. Jedyną osobą, z jaką mogła podzielić się swoimi obawami, był jej kolega – Kostek, który studiował ten sam kierunek, jednak o innej specjalizacji, a mianowicie psychologię społeczną. Chłopak od miesiąca słuchał o lękach koleżanki związanych ze zbliżającym się pierwszym dniem praktyk. Próbował wesprzeć Rozalię, jednak jego starania były syzyfową pracą. Długo zastanawiał się, jak mogłoby pomóc studentce zmierzyć się z jej lękiem. Stwierdził, że najlepszym pomysłem będzie szczera rozmowa. Kostek zapytał Rozalię, dlaczego zdecydowała się właśnie na taki kierunek studiów.
– Zawsze czułam, że chcę pomagać ludziom. Zaczęłam interesować się psychologią, bo sama miałam problemy i chciałam zrozumieć, co się ze mną dzieje. Wtedy też poczułam, że psychologia jest coś, w czym mogę się odnaleźć. Lubiłam o tym czytać, rozmawiać z bliskimi o ich problemach, oglądać filmy o podobnej tematyce. -odparła.
– No właśnie – rozpoczął swoją wypowiedź – i znam cię już na tyle, żeby stwierdzić, że naprawdę się do tego nadajesz. Każdy miewa wątpliwości, to naturalne. Dlatego warto czasem się zastanowić, skąd w ogóle w naszym życiu wzięły się te decyzje, które podjęliśmy, jakie mieliśmy do nich podstawy i co chcieliśmy przez to osiągnąć. Wiedziałaś, jak wygląda poziom opieki psychiatrycznej w Polsce.
– A jednak zdecydowałaś się na te studia.
– Ale… gdy ma się z tym już bezpośredni kontakt, to uderza jakoś mocniej. Wcześniej myślałam, że ludzie przesadzają, że nie może być wcale tak źle. – przerwała nieśmiało.
– Myślę, że obiektywne zdanie wyrobisz sobie, jeżeli sprawdzisz to na własnej skórze. Pamiętaj, że każda opinia jest subiektywna, a część z tych, które czytaliśmy na stronie tego psychiatryka, była sprzed kilku lat. Przez ten czas na pewno częściowo zmienił się personel i jego standardy. Podejdź do tego neutralnie, z czystą głową i pozwól na to, by Twoje zdanie wyrobiło się z czasem. Jeśli okaże się, że rzeczywiście jest kiepsko, to zdobędziesz dobre doświadczenia, bo będziesz wiedziała, czego w przyszłości unikać. Pamiętaj, jestem przy tobie i będę cię wspierał. Dobrze? – ze spokojem zapytał chłopak.
W końcu nadszedł moment, w którym rozpoczynały się praktyki. Studentka nie przespała nocy, gdyż po jej głowie krążyły przeróżne wizje pierwszego dnia w nowym otoczeniu. Po wielu godzinach rozmyślań dziewczyna zmusiła się do podniesienia z łóżka i wyszykowania. Każda czynność, rozpoczynając od wyboru ubrań, przez mycie zębów i twarzy, po zrobienie sobie śniadania, sprawiała jej niesamowitą trudność. Jedynym jej marzeniem w tamtym momencie był powrót do łóżka. Na co dzień takie aktywności były dla niej rutyną, jednak tego dnia było to niczym przebiegnięcie maratonu. W trakcie przygotowywania śniadania o mało co nie wylała na siebie kawy. Ubierając rajstopy, zrobiła w nich dziurę, co zmusiło ją do zmiany stylizacji. Poparzyła się nawet lokówką. A na koniec kreski, które zawsze robiła idealnie za pierwszym razem, poprawiała trzy razy. Pomimo napotkanych przeszkód udało się jej w końcu wyjść z mieszkania i dotrzeć do szpitala.
Rozalia weszła do środka i podeszła do recepcji, by dowiedzieć się, do kogo ma się kierować. Wskazano jej biuro psychologa, pod którego okiem miała zdobywać nowe doświadczenia. Nieśmiało zapukała do drzwi, które praktycznie w tej samej chwili z impetem otworzył szeroko uśmiechnięty mężczyzna i zmierzył ją wzrokiem, przez co poczuła się bardzo zmieszana. Ubrany był w zwykłe dżinsy  i bluzę, czego absolutnie się nie spodziewała. W jej pamięci widniały sceny z filmów psychologicznych, w których bohaterowie byli ubrani bardzo elegancko bądź w scrubsy. Nie pomyślała o tym, że może to być wyidealizowany obrazek na potrzeby akcji. Ona sama ubrała się więc pretensjonalnie – w granatową marynarkę, czarną, długą sukienkę oraz wysokie buty – twierdziła, że na takim stanowisku należy wyglądać na osobę godną zaufania i profesjonalną. Jednak wygląd mężczyzny ją speszył i poczuła się niekomfortowo. Psycholog zaprosił dziewczynę do środka i energicznie rozpoczął zadawanie pytań.
– Dlaczego wybrałaś akurat nasz szpital na praktyki? Zastanawiałaś się nad innym miejscem? Dlaczego w ogóle takie studia? Ludzie na psychologii zazwyczaj unikają psychiatryków. No, chyba że nie dostali się na medycynę i przez to nie mogli zostać psychiatrami. U ciebie też tak było? Masz ochotę się czegoś napić? Jakie się nastawiasz na pracę w naszym wesołym zespole? – wyrzucał z siebie pytania z prędkością światła.
Rozalia spojrzała na niego z przerażeniem, a w głowie próbowała znaleźć odpowiedź na jakiekolwiek z zadanych pytań. Gdy mężczyzna spostrzegł zmieszanie na jej twarzy, domyślił się, że przytłoczył ją ilością poruszonych kwestii.
– Przepraszam, źle zacząłem. Nazywam się Norbert, jestem psychologiem i psychoterapeutą. W zawodzie pracuję już piętnaście lat, z czego dwanaście spędziłem właśnie tutaj. Zajmuję się głównie terapiami grupowymi wśród naszej młodzieży, a jeśli chodzi o pojedyncze zaburzenia, to najczęściej mam do czynienia z depresją, stanami lękowymi i zaburzeniami odżywiania. Powiedz mi proszę, jak się dzisiaj czujesz? Stresujesz się? – mówił już wypracowanym, miarowym tonem głosu.
Dziewczyna odrobinę się uspokoiła, a nawet poczuła sympatię do Norberta.
– Bardzo się stresuję. – wypaliła. – Nie za bardzo wiem, czego się spodziewać. – skierowała niespokojny wzrok na mężczyznę. – Moi wykładowcy nie polecali tego miejsca – poinformowała drżącym głosem.
Psycholog uśmiechnął się zagadkowo i przez kilka bardzo długich dla dziewczyny sekund nic nie mówił.
– Wiem, jakie opinie krążą o naszym psychiatryku. Rzeczywiście, kiedyś nie działo się tu dobrze, jak w większości szpitali psychiatrycznych w tamtych czasach. Natomiast teraz wiele się zmieniło, o większości personelu mam bardzo dobre zdanie, choć wiadomo, jak wszędzie, zdarzają się wyjątki – stwierdził, rzucając porozumiewawcze spojrzenie na Rozalię i mrugnął do niej okiem.
– Za chwilę pójdziemy na obchód, zobaczysz, co w trakcie tego jest najważniejsze, jakie powinno się zadawać pytania, na co zwracać uwagę, a przede wszystkim poznasz pacjentów. Później wspólnie zaplanujemy zajęcia na terapię grupową, a w międzyczasie postaram się pokazać tobie oddział, żebyś mogła się tutaj odnaleźć. Akurat dziś mamy mało czasu. Poniedziałki zawsze są intensywne, wtedy mamy najwięcej nowych pacjentów i częste interwencje po weekendowych przepustkach.
Na oddziale znajdowali się głównie nastolatkowie z zaburzeniami, które wcześniej wymienił. Łącznie było ich około trzydziestu.
– Przy przyjmowaniu na oddział zabieramy wszystkie rzeczy, jakimi można sobie zrobić krzywdę, z oczywistych powodów. Musimy też przeszukiwać torby  i walizki, bo nie wszyscy, którzy tu są, chcą się leczyć, dlatego często chowają w ubraniach czy kosmetykach różne ostre narzędzia. I tak nigdy nie mamy pewności czy zabraliśmy wszystko. Ważne jest, żeby obserwować każdą widoczną część ciała, czy nie ma tam przypadkiem nowych ran. Pamiętaj, że obgryzione do krwi usta, policzki, skórki wokół paznokci, czy rozdrapana skóra to też samookaleczanie. Gdyby coś cię zaniepokoiło, to zawsze mi to zgłaszaj. Tutaj naprawdę ważne jest, żebyśmy upewniali się po kilka razy, czy pacjentom nic nie grozi lub czy ich stan się nie pogarsza. Izolacja od świata zewnętrznego nie jest łatwa, szczególnie dla młodych ludzi w obecnych, szybkich czasach, gdy przyzwyczajeni są do życia nie tylko realnego, ale wirtualnego. My jesteśmy tu zaledwie kilka godzin, nawet jeśli w domu myślimy o sytuacjach, które się tu działy, to jesteśmy w bezpiecznym i komfortowym dla nas miejscu. Oni są tutaj dwadzieścia cztery godziny na dobę przez kilka dni, tygodni, a nawet miesięcy. Cały czas mają do czynienia z cierpieniem, nie tylko swoim, ale też osób, z którymi tu są i które często stają się dla nich dużym wsparciem i dodają im otuchy. – stwierdził, szykując wszystkich potrzebnych dokumentów do porannego obchodu.
Sal, w których znajdowali się młodzi pacjenci, było osiem, po trzy lub cztery osoby w każdej. Na początku korytarza, najbliżej świetlicy, gdzie odbywały się terapie grupowe oraz zajęcia, były dwa pomieszczenia, które nie miały przeszklonych drzwi, tak jak reszta pokoi, tylko małe okienko i w przeciwieństwie do innych miały zamki. Rozalia domyśliła się, że są to izolatki, postanowiła zajrzeć przez to okienko, by zobaczyć, jak one wyglądają. Były praktycznie puste. Okna oprócz tego, że nie posiadały klamek, jak w całym szpitalu, miały też kraty. Na podłodze zamiast płytek była wykładzina, jedynym meblem, jaki się tam znajdował, było łóżko wyposażone w pasy. Dziewczyna wyobraziła sobie dziecko, które musi tam przebywać tylko dlatego, że nie potrafi sobie poradzić z własnymi myślami i musi być odizolowane w obawie o zdrowie jego i innych pacjentów. Zrobiło jej się przykro, nie potrafiła sobie wyobrazić, że ktoś, kim by się zajmowała, miałby się tam znaleźć.
– Co dzieje się, gdy potrzebna jest kolejna izolatka, a obie są zajęte?
– Wtedy najstarszą osobę przynosimy na oddział dla dorosłych. – odpowiedział Norbert.
– A jeśli tam też nie ma miejsca? – dopytywała przejęta.
– Zależy od przypadku, ale nie zdarza się to często. – Norbert z zupełnym spokojem odpowiadał na te pytania, przyglądając się badawczo dziewczynie. W jego głowie pojawiły się myśli czy aby nie jest ona zbyt wrażliwa, by objąć takie stanowisko.
– A co, jeśli zamknięcie tutaj pacjenta, pogorszy jego stan? – Rozalia nie dawała za wygraną. Pytania piętrzyły jej się w głowie, a natłok myśli nie pozwalał odpuścić.
– Przenosimy tutaj tylko osoby, które grożą, że zrobią krzywdę komuś lub samemu sobie. Wtedy musimy zadbać przede wszystkim o nasze i ich bezpieczeństwo, inaczej nie będziemy w stanie im pomóc.
– Dlaczego nie zrobicie czegoś, by to wyglądało przyjaźniej? To mogłoby pomóc chorym.
– Lub wręcz przeciwnie, rozproszyć ich i przytłoczyć. – wtrącił psycholog.
Rozmowę przerwał huk dobiegający ze środkowej części korytarza, prowadzącego do sal. Był to dźwięk przypominający stłuczenie szklanego naczynia.
– Nie ruszaj się stąd !– rzucił, kierując się w stronę hałasu mężczyzna.
Gdy dobiegł do miejsca, z którego dochodził krzyk była tam już jedna z pielęgniarek, trzymająca około trzynastoletnią dziewczynkę za nadgarstki, utrudniając jej w ten sposób wykonanie jakiegokolwiek ruchu.
– Co się stało? – zapytał.
Jego oczom ukazały się drzwi z rozbitą szybą, a wokół pełno jej odłamków.
– Byłam w sali obok. Gdy tu przyszłam, chwytała właśnie szkło. Ma skaleczoną dłoń. – odpowiedziała pielęgniarka, podnosząc rękę młodej dziewczyny.
Pacjentce po palcach spływały krople krwi, którą ubrudzona była nie tylko ona i pielęgniarka, ale także spory kawałek podłogi.
– Niech pani ją opatrzy i zaprowadzi do pierwszej izolatki. – poprosił Norbert zupełnie beznamiętnym tonem.
Zawołał do siebie Rozalię i pokierował ją do ordynatora oddziału -Teodora, by zgłosiła mu, co zaszło i poprosiła o dalsze polecenia. Całą grupę pacjentów zabrano do świetlicy, by zadbać o ich bezpieczeństwo do momentu, w którym szkło nie zostanie posprzątane, a drzwi zabezpieczone.
– Chodź za mną, pójdziemy pogadać z tą dziewczyną. Ma na imię Łucja, jej ojciec był alkoholikiem, znęcał się nad nią i jej matką, gdy udało im się od niego uciec, mała zaczęła mieć ataki paniki i myśli samobójcze. Podejrzewamy u niej zespół stresu pourazowego, ale jest u nas zbyt krótko, żebyśmy mogli to jednoznacznie stwierdzić. – opowiedział psycholog.
– Jeśli będziesz miała jakieś wątpliwości, to resztę wytłumaczę ci później.
Przez pierwsze dziesięć minut dziewczyna płakała i nie była w stanie wydusić
z siebie żadnego słowa.
– Pamiętaj, że nic ci tu nie grozi, wszyscy chcemy tobie pomóc. – zapewniał psycholog. – Powiedz nam, co się stało.
– Pozwólcie mi wrócić do sali, chcę pójść spać – wymruczała Łucja.
– Najpierw musisz mi opowiedzieć, co się stało. Wiesz, jakie są zasady.
– Ale ja nie chcę! – zaszlochała.
– Możesz tutaj chwilę poleżeć, ale wrócę za piętnaście minut i będziesz musiała ze mną porozmawiać. Dobrze? – upewnił się Norbert.
– Pozwólcie mi wrócić, nic sobie nie zrobię, obiecuję… Jeśli mi nie pozwolicie, to wtedy rozdrapię sobie rany! – wykrzyczała czerwona od płaczu pacjentka.
– Łucja, wiesz, z czym będzie wiązało się takie zachowanie.
– Więc pozwólcie mi stąd wyjść! – nie ustępowała dziewczyna.
Rozmowę przerwało wejście ordynatora.
– Mogę Cię prosić, Norbert?
Mężczyźni wyszli z pomieszczenia i zaczęli rozmawiać o sytuacji pacjentki.
– Musimy dobrać Łucji nowego psychologa. Wiesz, że ze względu na jej traumę powinna być to kobieta. Została nam tylko Antosia, która ma już komplet podopiecznych, a dla tych dzieciaków każda zmiana to dodatkowy stres. Nie chciałbym jej nikogo zabierać. Dopóki nie rozwiążę tego problemu damy jej tę twoją praktykantkę.
– Z całym szacunkiem, doktorze, ale nie sądzę, żeby to był dobry pomysł. Ona jest pierwszy dzień na praktykach, jeszcze nawet nie zdążyłem jej poznać. To zbyt duże ryzyko. – odparł rzeczowo psycholog.
– Szanuję twoje zdanie, ale pracuję dwa razy dłużej niż ty i wiem, że ona nie otworzy się przed mężczyzną, przynajmniej na razie.
– Ale… – próbował przerwać Norbert.
– Nie ma żadnego ,,ale”. Decyzję już podjąłem, tylko cię o niej informuję. – stanowczo odparł, otwierając drzwi ordynator.
– Pani Rozalio, poproszę panią na chwilę.
Dziewczyna zestresowała się, jednak zrobiła tak, jak poprosił Teodor.
– Pani Rozalio, mam do pani nietypową prośbę. Wiem, że jest to pani pierwszy dzień praktyk, jednak chciałbym, aby porozmawiała Pani z Łucją na osobności, tak jakby to była Pani pacjentka. Będzie pani w trakcie praktyk pełniła rolę jej psychologa – poinformował.
Studentka spojrzała na swojego opiekuna i zauważyła jego niepewny wzrok skierowany w jej stronę. Poczuła stres, a w głowie zaczęły pojawiać się jej najróżniejsze czarne scenariusze. Trzęsły się jej ręce, a w gardle poczuła gulę, która utrudniała jej oddech.
– Jest mi bardzo miło, że uznał pan, że sobie poradzę, jednak nie jestem pewna czy to dobry pomysł. Nie czuję się gotowa na prowadzenie terapii samodzielnie.
– Nie zostaje pani z tym sama. Ma pani do dyspozycji grono specjalistów, których może pani pytać o radę. Rzucam panią na głęboką wodę, ale wierzę, że sobie pani poradzi. – uciął dyskusję.
– Mogę chociaż przed tym z nią porozmawiać? – wtrącił się Norbert.
– Tylko się pospieszcie. A gdy skończycie, przyjdź do mnie, proszę. Musimy nadrobić poranny obchód – stwierdził Teodor.
Terapeuta udzielił praktykantce kilka cennych rad, powiedział, o co powinna zapytać, a czego unikać i jak się zachowywać przy pacjentce.
– Trzymam za ciebie kciuki, a w razie czego szukaj mnie na którejś z sal. – dodał jeszcze niepewnie.
Dziewczyna z głową pełną czarnych scenariuszy zaczęła się kierować do izolatki, w której wciąż przebywała Łucja. Przed wejściem do sali przypomniała sobie słowa jednego z jej wykładowców, który powiedział, że jeśli oni sami nie będą sobie ufali, pacjenci to wyczują i tym bardziej nie obdarzą ich swoim zaufaniem. Wzięła więc głęboki oddech i z nieśmiałym uśmiechem weszła do sali, siadając naprzeciwko dziewczyny.
– Witaj, słońce. Wiem, że się nie znamy, ale chcę z tobą porozmawiać. Mam na imię Rozalia i przez kilka najbliższych dni to ja będę się tobą zajmowała. Możesz mi zaufać, jestem tu po to, aby ci pomóc poczuć się lepiej. Jesteś tu w pełni bezpieczna i nie zamierzam cię oceniać. Spróbujemy współpracować?
Studentka dała pacjentce czas i przestrzeń, by ta mogła się poczuć komfortowo. Nie rozpoczęła od zadawania pytań, ale poczekała, aż Łucja sama się odezwie. I po około pięciu minutach osiągnęła swój cel.
– Ile ma pani lat? – zapytała nieśmiało pacjentka.
Praktykantka uśmiechnęła się do dziewczynki, gdyż wiedziała, że to krok do przodu, by zyskać zaufanie.
– Niedługo skończę dwadzieścia dwa. A ty? – odpowiedziała już pewna siebie Rozalia.
– Trzynaście. Jest pani młoda, wszyscy są tutaj od pani starsi. – rezolutnie zauważyła Łucja.
– Wiem, to dlatego, że ja się jeszcze uczę. – Rozalia wiedziała, że tylko mówiąc prawdę, zdobędzie zaufanie.
Dziewczyna zamyśliła się przez chwilę, zastanawiając się, czy to już odpowiedni czas na konkretne pytania.
– Powiesz mi, dlaczego zrobiłaś sobie krzywdę? – zapytała, przerywając milczenie.
Łucja spojrzała na nią speszonym wzrokiem, ale ku zdziwieniu studentki zaczęła opowiadać jej bardzo szczegółowo o swoich przeżyciach. Co prawda unikała kontaktu wzrokowego i nerwowo bawiła się dłońmi, ale Rozalia wiedziała, że to przełomowy moment. Wtedy jeszcze nie spodziewała się, że ten krótki dialog diametralnie zmieni jej najbliższy miesiąc i postrzeganie jej studiów. Zarówno Norbert, jaki i Teodor byli zaskoczeni, gdy minęło pierwsze pół godziny od czasu, kiedy studentka poszła do dziewczynki. Jeszcze większe było ich zdziwienie, gdy wróciła po godzinie i zaczęła opowiadać im wszystkie szczegóły, jakich dowiedziała się od Łucji. Próba okaleczenia się była wynikiem odczytania przez koleżanki z oddziału pamiętnika dziewczynki, w którym zapisane miała sytuacje z domu. Było to dla niej nie tylko wstydliwe, ale także bardzo prywatne. Pozwoliło to potwierdzić podejrzewaną diagnozę i rozpocząć prawidłowego leczenia, co przez ostatnie dwa tygodnie pobytu pacjentki w szpitalu próbowali osiągnąć doświadczeni psychiatrzy i psycholodzy. Dzięki tej sytuacji studentka zyskała duży szacunek wśród personelu. W ciągu swoich miesięcznych praktyk udało jej się nie tylko znacznie poprawić stan Łucji, ale także dowiedzieć się kilku ważnych informacji od innych pacjentów. Jak się później okazało, było to wynikiem młodego wieku dziewczyny, przez który dzieci czuły się zrozumiane, ale także tego, że dawała ona im przestrzeń, by sami zdecydowali o tym, kiedy się otworzą. Nie musieli robić to pod naciskiem, jak u wielu innych psychologów czy psychoterapeutów. Pod koniec praktyk Rozalia dowiedziała się, że od kiedy zmienił się dyrektor szpitala, który wymienił połowę personelu, pacjenci mogli poczuć się lepiej zaopiekowani i bezpieczniejsi, a tym samym opinie o tej placówce się poprawiły.
Dziewczyna opowiedziała tę historię swojemu przyjacielowi.
– Wiesz, co powiedzieli? – zapytała ucieszona. – Jak skończę studia, to mam u nich zagwarantowane miejsce pracy!
– Widzisz, mówiłem, że wszystko będzie dobrze i że nie warto opierać swojego zdania tylko i wyłącznie na opinii innych. – dodał z uśmiechem Kostek.
– I co, teraz czekasz, aż przyznam ci rację, jak zawsze? – przekomarzała się Rozalia.
– Być może… – odpowiedział, śmiejąc się.
Te praktyki dały Rozalii nie tylko cenną wiedzę i doświadczenie, ale pozwoliły jej przypomnieć sobie bardzo ważną rzecz. W jak dużym stopniu życie ludzi opiera się na opinii innych, stygmatyzowaniu i przysłowiowemu “ocenianiu książki po okładce”. Często psuje to marzenia, cele, zabiera wartościowe znajomości. Czy warto jest tak żyć? Może trzeba się odważyć i wyjść poza utarte schematy? Może dzięki temu osiągniemy coś, czego nie bylibyśmy w stanie osiągnąć, idąc za tłumem? Może odmieni to nasze życie tak, jak odmieniło życie Rozalii? Jak napisała Elisabeth Gifford ,,Wszyscy musimy znaleźć własną drogę. Odradzam kroczenie moją ścieżką. Ona była pisana tylko mnie”.
              Oliwia Szlak

 

Obraz wyróżniający: Lekarz, szpital. Obraz Gioele Fazzeri z Pixabay