Koncepcje rozwoju dziejów świata w historiozofii / Piotr Kotlarz

0
405

[Wiele lat temu podjąłem jedno z wielu moich „szalonych wyzwań”, próbę napisania „dziejów świata”. Po prawie kilkunastu latach lektur, poszukiwań, napisałem pierwsze dwa tomy, dochodząc od początku powstania naszego gatunku do początków pierwszego tysiąclecia p.n.e. („Narodziny cywilizacji” i „Początki państwowości”). Publikowałem je w formie niedoskonałych e-booków na swoich domenach w Internecie, dziś czekają na profesjonalne wydanie. Musze zdobyć środki na adiustację i korektę.

Kolejny tom „Stracony czas imperiów” obejmujący okres od początku II tysiąclecia p.n.e. do VII wieku n.e. jest już dość zaawansowany, myślę jednak, że dalsze tomy (choć zebrałem już wiele do nich materiałów) pozostaną już tylko w sferze marzeń. To dość ciekawe zajęcie, dla już niemłodego człowieka, jakim w tzw. międzyczasie się stałem. Napisanie „Dziejów świata” przez jednego człowieka, dziś, sto lat od czasu, gdy podobnego wyzwania podjął się Herbert George Wells, jest jednak niemożliwe. Zbyt wiele informacji, a z drugiej strony ich brak, przede wszystkim zaś świadomość ich braku. Jakże często myśląc o wielu zagadnieniach z przeszłości muszę powiedzieć – nie wiem!

Niektóre z rozdziałów powstałych już książek służą mi do opracowania artykułów, które prezentuję w „WOBEC”, praca nad tą książką pomaga mi też w poszukiwaniu  własnej historiozofii. Tymi przemyśleniami pragnę również podzielić się z czytelnikami naszego pisma. Poniżej prezentuję jeden z pierwszych artykułów z tego cyklu (to fragment wstępu do książki „Początki państwowości”

O pewnych zagadnieniach chcę mówić w cyklu wykładów, które zacząłem ponad rok temu, a które musiałem przerwać z powodu obostrzeń sanitarnych wynikających z pandemii Covid19. Wrócę do tych wykładów już w przyszłym tygodniu. Chętnych zapraszam do Kawiarni Pellowski w Medisonie przy ul Rajskiej (I piętro) w przyszły czwartek (3 czerwca) o godz. 17.00. Tematem tego wykładu będą: „Początki państwowości” Wykłady te będą publikowane również na łamach naszej gazety WOBEC.]

***

Próby znalezienia kierunków rozwoju cywilizacji, poznania „sensu dziejów” podejmował człowiek od zarania cywilizacji. Spośród bardziej znanych z czasów tzw. starożytności są koncepcje Platona, o zagadnieniu tym pisałem m.in. w niewielkim eseju „Dostrzec sens dziejów”. Do najbardziej znanych koncepcji rozwoju społeczeństw powstałych w naszym kręgu kulturowym zaliczamy:

  1. Historiozofię chrześcijańską. Stworzoną przez św. Augustyna, który doszukiwał się w wydarzeniach historycznych zmagań wiekuistego państwa bożegopaństwem szatana. W XII wieku tę myśl historiozoficzną znajdujemy w dziele Ottona, biskupa Freising, brata przyrodniego Konrada III Hohenstaufa „Chronica, sive de duabus civitabus”.
  2. Historiozofię heglowską – idealistyczną – wywodzącą się od Vico[1]. Według tej koncepcji cywilizacje rozwijały się odrębnie i miały w różnych okresach do wypełnienia jakąś misję. Narody to idea, która wypełnia się w historii. W polskiej myśli idea ta przejawiła się w mesjanizmie, czyli koncepcji, wedle, której naród polski powołany jest do tego, by przez swoje cierpienie wypełnić misję zbawienia ludzkości. Reprezentując idealizm platoński, Hegel uważał, że idee istnieją niezależnie. Stąd jego koncepcja nawrotów w historii. Uważam, że wytworzone przez człowieka, a zapisane w jego świadomości (choćby w formie ustnych przekazów) idee, (często upraszczane, wynikającej ze zbyt nikłej znajomości dziejów i przez to fałszywe) trwają w świadomości społeczeństw i rzeczywiście zdarza się, że niektórzy do nich wracają (nawet do już odrzuconych). Nie znaczy to jednak, że idee istnieją niezależnie.

Hegel uważał, że dzieje polegają na pogłębianiu świadomości i coraz doskonalszej realizacji wolności; obecnie [w jego epoce] realizacją wolności jest państwo, które przestało być własnością władcy, a jego ludność nie składała się już z poddanych, lecz z obywateli. Zamiast mozaiki przypadkowych zdarzeń Hegel widział w dziejach przejaw tego, co nazwał duchem, a co było jednolitością kultury; w każdej epoce ducha reprezentuje jakiś jeden naród, który zachowuje prymat do chwili wypełnienia swej misji, podczas gdy „bytowanie” innych narodów jest bez znaczenia. W czasach sobie współczesnych widział kończenie się przewagi Germanów, ale nie był w stanie rozstrzygnąć, czy przyszłość należy do Ameryki czy Rosji, do czego chyba bardziej się skłaniał idąc za tradycją Johanna Gottfierda Herdera (1744-1803)[2]. Świadomie przytoczyłem tu analizę poglądów Hegla w interpretacji Krasuckiego chcę, bowiem wskazać, że zarówno Hegel jak i jego czytelnicy błądzą nie precyzując pojęć. Słowo „Germanie” jest określeniem ponadnarodowym, rasowym (w tym sensie dziś, co najmniej, wątpliwym). Rosja XIX wieku była państwem wielonarodowościowym, a Ameryka (USA) swego rodzaju tyglem, w którym w krótkim okresie mieszały się z sobą kolejne fale imigrantów z różnych kontynentów i z ludnością rodzimą. Warto zauważyć, że już Hegel dostrzegał rozwój idei wolności i własności w ramach państwa. Ulegając jednak idei supremacji narodów nie zastanawiał się nad przyczynami tych zmian we wszystkich społeczeństwach i nie potrafił przewidzieć kierunku rozwoju państw i tworzenia organizacji ponadnarodowych.

  III. Historiozofię marksistowską – odwołującą się do walki przeciwieństw (walki klas). Zdaniem marksistów w bliżej nieokreślonej przeszłości istniała jakaś forma wspólnoty pierwotnej, a przyszłości miałoby powstać społeczeństwo bezklasowe, miałby wówczas nastąpić powrót do wyidealizowanej przeszłości, gdy rzekomo istniało tzw. gminowładztwo (społeczeństwo bezklasowe, w którym obowiązywała zasada wspólnej własności). Używają oni określenia „przekształcanie się społeczeństw” właściwie nie wyjaśniając tego procesu, jego przyczyn i skutków. Niektórzy historyków marksistowskich uważają, że źródłem tego procesu było postępujące powolne różnicowanie własności oraz późniejsze narzucenie władzy przez bogatszych biedniejszym. Tu też miałaby być geneza późniejszej walki klas. Klasy posiadającej i nieposiadającej, biednej (tu zaliczali np. niewolników, którzy w okresie imperializmu rzymskiego przecież nie tylko pozbawieni byli własności, ale i wolności, nawet prawa do życia, później klasę tą mieli stanowić chłopi, wreszcie robotnicy). Wprowadzili w związku z tym podział na epoki: wspólnoty pierwotnej, niewolnictwa, feudalizmu i kapitalizmu.

To bardzo schematyczne, wręcz niemożliwe do rzetelnego opisania koncepcje. Badania historyczne dowodzą, że zmiany organizacyjne i przejście od społeczeństw egalitarnych do zhierarchizowanych następowało w sposób nagły. Idea własności jest bardzo wczesna i to właśnie ona miała decydujący wpływ na tworzenie się pierwszych państw. Mając wypracowaną na etapie wspólnoty rodowej ideę własności, która należała do przywódcy rodu, (z którym wraz z rozwojem wiary w życie pozagrobowe chowano nawet znaczną część jego stada), społeczeństwa będące na etapie organizacji rodowej przeniosły ją na podbite społeczeństwa plemienne (egalitarne), pozbawiając je wolności oraz własności terytorialnej. Pisząc w jednym z kolejnych tomów o znacznie późniejszym podboju Bizancjum przez Turków Osmańskich zauważyłem, że ludność podbitą określili oni mianem „stado”. Tak długo trwały idee, których początki sięgają około trzeciego tysiąclecia p.n.e.

W oparciu o tę koncepcję wśród marksistowskich historyków przyjął się podział dziejów na szereg epok: wspólnoty pierwotnej, niewolnictwa, feudalizmu, kapitalizmu, socjalizmu, komunizmu, (który nastąpić miał w przyszłości) w zależności od tzw. stosunku do środków produkcji. Epoka wspólnoty pierwotnej – zdaniem tych badaczy – składa się z dwóch okresów: dzikościbarbarzyństwa, które dalej dzielili na trzy kolejne stopnie: niższy, średniwyższy. Podział ten znany jest w nauce, jako periodyzacja Morgana-Engelsa[3].

  Uproszczona koncepcja walki klas, sprowadzająca w konsekwencji obraz społeczeństwa do dwóch klas: klasy posiadaczy i klasy wyzyskiwanych (właściciele niewolników – niewolnicy; właściciele ziemi – chłopi; burżuazja – robotnicy) oraz odrzucanie przez marksistów prawa własności (uważali oni, że w okresie wspólnoty pierwotnej, aż do gminowładztwa, i – w przyszłości – w komunizmie, społeczeństwo może istnieć bez własności), są głównym powodem błędów marksistowskich historiografii.

Struktura powstałych w wyniku podboju społeczeństw była oczywiście znacznie bardziej skomplikowana, od przyjętego przez marksistów podziału na dwie klasy. Jak postaram się wykazać w omawianym w tym tomie okresie wewnątrz społeczeństw, które powstały w wyniku utworzenia państw doszło do podziału na trzy główne grupy: panujący (władca i jego rodzina oraz ich potomkowie), ludność zależna i ludność poddana. Wśród dwóch ostatnich grup z czasem dochodziło również do podziału zawodów. W tym czasie istniała wprawdzie idea niewolnictwa, powstała już w społeczeństwach rodowych, ale niewolnicy stosunkowo szybko zmieniali swój status, wchodząc do grupy ludności poddanej (byli osadzani na zagospodarowywanych przez władcę ziemiach lub będących w ich posiadaniu wielkich warsztatach rzemieślniczych), albo do grupy ludności zależnej. Co ciekawe, często jeńcy byli wcielani do służącej władcy armii. W ten sposób dysponując armią obcą w stosunku do ludności poddanej, władcy mogli utrzymywać posłuszeństwo ludności poddanej. W każdej ze wspomnianej wyżej grup dochodziło z czasem do zróżnicowania majątkowego. Następowała wprawdzie powolna humanizacja idei niewolnictwa (np. zaprzestawano ich oślepiania), choć niekiedy z różnych przyczyn (np. psychopatycznych skłonności niektórych władców, czy deprawacji spowodowanych długotrwałymi wojnami) dochodziło i tu do nawrotu do wydawałoby się już odrzuconego skrajnie przedmiotowego traktowania niewolników lub jeńców wojennych.

Walka wewnątrz państw toczyła się głównie wewnątrz rodzin panujących, były to walki wewnątrz dynastyczne. Wprawdzie walczący szukając wsparcia odwoływali się do poddanych, obiecywali im  np. zniesienie długów, czy też zmniejszenie obciążeń (obniżenie podatków, opłat za dzierżawę gruntów, zwierząt, a wcześniej nawet narzędzi, które były własnością władcy, ale czynili to tylko w celu przejęcia władzy.

Błędną była wynikająca ze zbyt nikłej wiedzy o przeszłości (w czasie powstawania teorii marksistowskiej) interpretacja dziejów ludzkości, utopią była koncepcja komunizmu w przyszłości. Część marksistów świadomie dokonywała nadinterpretacji niektórych wydarzeń, by dopasować je do przyjętych teorii.

  1. Historiozofię cywilizacyjno-imperialną (tak określam koncepcję wyrażoną przez Imanuela Geissa, który w pewnej mierze nawiązuje do Hegla). W swej koncepcji historiozoficznej koncentruje się ona na wymianie między próżnią władzy a centrum władzy. Nowe centra władzy powstają najczęściej na obrzeżach starych centrów i z peryferii rozpoczynają ekspansje ku centrum władzy. Zdaniem Geissa dialektyka sukcesu i porażki zewnętrznej (wojny), jedności i konfliktów wewnętrznych (wojny domowe, powstania, rewolucje) odgrywa dużą rolę w wyjaśnieniu wzlotów i upadków państw i ruchów politycznych. Zwolennicy tej koncepcji za podstawowy czynnik zmian uważają również konflikty między władzą centralną a siłami odśrodkowymi i walkę o bogactwa (woda, ziemia, surowce naturalne) oraz kontrolę nad handlem (drogi, mosty, przesmyki, cieśniny, przejścia, wyspy). Ich zdaniem, dla zrozumienia historii niezbędna jest trafna interpretacja konfliktów interesów w schematach: tarcie – napięcie – eskalacja – konflikt; powstanie – konsolidacja – ekspansja – kryzys – zderzenie się politycznych struktur władzy od mocarstwa do państwa plemiennego i miasta państwa[4].

  Geiss używając określenia władza, koncentruje się na władzy jakiegoś centrum nad prowincjami, lub innymi strukturami zależnymi. Stawia, więc tezę o konieczności cyklu imperialnego. Wzorem historiozofów z końca XIX i początków XX wieku szuka centrów cywilizacyjnych, pomija kwestię ewolucji władzy wewnątrz powstałych w procesie historycznym państw. Nie dostrzega, że kolejne podboje opóźniają procesy ewolucyjne, które – mimo opóźnień – wciąż postępują, choć ich przebieg jest nieco odmienny. Geiss posługuje się też pojęciem kultury peryferyjne. Mianem tym – za niemiecką nauką o starożytności – określa społeczeństwa istniejące na skraju antyku europejskiego (grecko-rzymskiego), które już (albo jeszcze) znajdowały się w okresie przejścia pomiędzy barbarzyństwem[5]oddziaływaniem cywilizacji klasycznej. Należą do nich między innymi Trakowie, Celtowie i Scytowie. Na zasadzie analogii określenie to można przenieść na cały kontynent euroazjatycki, a nawet i na Czarną Afrykę i stosować je wobec wszystkich okresów rozwoju cywilizacji[6]. To oczywiście błędna europocentryczna interpretacja. Warto zauważyć, że Celtowie byli ludem rolniczym (lub dokładniej ludem, w którego gospodarce rolnictwo odgrywało znaczącą rolę), a Scytowie nomadami. Zresztą pojęcie Celtowie wymaga dopracowania, często mianem tym określamy tylko warstwę panującą zróżnicowanego społeczeństwa. Jeśli zaś chodzi o Scytów, to Herodot dzieli ich właśnie z powodu przyjmowanej przez różne ich odłamy odmiennych form gospodarki. Moim zdaniem nie było żadnego przechodzenia od barbarzyństwa do cywilizacji, była tylko nieustanna walka o przetrwanie miedzy ludami o różnych formach gospodarki, a później o różnej kulturze; w wyniku tej walki powstawała jedna ogólnoludzka cywilizacja. Poziom cywilizacyjny określa stopień dostosowania się do środowiska. Za typowy układ oddziaływania uważa Geiss relacje między: centrum cywilizacyjnym – kulturą peryferyjną. Jako przykład kultury peryferyjnej podaje w Afryce – Nubię, która balansowała pomiędzy okresami stopniowego podboju przez Egipt faraoński (po szóstą kataraktę) i okresami niepodległości w czasach upadku Egiptu. (…) Z Nubii kultura egipska promieniowała na Czarną Afrykę, a za pośrednictwem Meroe i Aksum także na Etiopię. W momencie kryzysu Egiptu obserwuje się przypadek jego restaurowania przez Nubijczyków (panowanie dynastii nubijskiej, 715-671 p.n.e.)[7]. Moim zdaniem, nie było to restaurowanie, lecz podbój, po którym w Egipcie powstaje po raz kolejny relacja panujący – poddani, czyli właściwie nowe państwo. Dorobku cywilizacyjnego nie może sobie zawłaszczać żadne państwo. Powstawał on w długotrwałym procesie dziejowym i jest własnością wszystkich ludzi. Praca Geissa „Dzieje świata”, wydaje się rzeczywiście tylko spisem dat w dziejach ludzkości.

  1. Historiozofię produkcyjno-falową. Twórcami jej są Heidi i Alvin Toffler, autorzy książki pt. „Trzecia fala”. Jeszcze bardziej uprościli oni koncepcję Marksa, zwracając uwagę tylko na czynnik produkcyjny. Przyjęli oni od Marksa również teorię rewolucji. Ich zdaniem nastąpiła jakaś rewolucja rolnicza, później przemysłowa teraz następuje tzw. rewolucja postindustrialna. To bardzo uproszczone i powierzchowne podziały.
  2. Muszę tu wspomnieć też o rozmaitych koncepcjach rasistowskich, których autorzy wychodzą z założenia, że tylko pewne rasy (narody) posiadają cechy państwowotwórcze itp. i na tej podstawie budują swoje obrazy historii regionów lub świata. Oczywiście tak te bezwartościowe teorie, jak i w ogóle rasizm, dziś na szczęście lądują w koszu gdzie jest ich właściwe miejsce.

  Jestem zwolennikiem historiozofii, którą określam mianem „ewolucyjnej”. Sięgam w pewnej mierze do Karola Darwina[8] i Karola Marksa, ale odrzucam wiele z ich uproszczeń, ponadto w odróżnieniu od nich posługuję się pojęciami regresu oraz błędu w historii (mówimy, bowiem o działaniach ludzi, często już świadomych). Sięgam też do rozważań Herberta Georga Wellsa[9], choć ten (podobnie jak wielu innych intelektualistów końca XIX i pierwszej połowy XX wieku) popełnił straszliwy błąd; postrzegając dzieje zbyt wąsko, mając jeszcze stosunkowo niewielką wiedzę historyczną i znając zaledwie podstawy dopiero rodzącej się genetyki, opowiedział się za eugeniką i eutanazją, W powieści „Wehikuł czasu”, wydanej w 1895 r, przedstawił przyszłość gatunku ludzkiego, którego część, uznawszy niewinność i cnotę za cechy szczególnie pożądane zaczęła praktykować chów wsobny, aż uległa zwyrodnieniu i przekształciła się w wątłą, zdziecinniałą rasę, pozbawioną wszelkiej ciekawości i pasji. Wells podobnie jak Galton opowiadał się za potrzebą manipulowania dziedzicznością celem stworzenia „lepiej przystosowanego społeczeństwa”, uznał jednak, że drogą do tego nie może być instytucja małżeństwa, która paradoksalnie mogłaby doprowadzić do przyjścia na świat ludzi ułomnych i tępych. Wells zaproponował, więc inne makabryczne rozwiązanie: selektywne eliminowanie słabych. „Nie w doborze przypadków udanych, lecz w sterylizacji miernoty kryje się szansa poprawy gatunku ludzkiego”[10]. Konsekwencje tego poglądu poznaliśmy w straszliwych latach II wojny światowej, tak jak konsekwencje idei Marska w porewolucyjnej Rosji. Komuniści okresu międzywojennego odrzucili genetykę, założyli, że człowieka można zmienić drogą „reedukacji”, byli przekonani, że tą drogą można „człowieka stworzyć od nowa”. Jak pisze Siddhartha Mukherjee: tandetna nauka wspiera totalitarne reżimy, a totalitarne reżimy produkują tandetną naukę[11]. Czy jednak nauka? Może tylko ideologia. Przejęci ideami zawartymi w dziełach Platona niektórzy intelektualiści zamiast zajmować się poznaniem, zrozumieniem przyrody i dziejów postanowili – niczym jakiś Bóg – ją i je kształtować. Takie założenia przyniosły tylko zbrodnie. Nie „tworzenie historii”[12], lecz próba jej poznania jest zadaniem historyka.

 Uważam, że w dziejach toczy się nieustanną walka ludzi o przetrwanie i zachowanie gatunku, w której ludzie dostosowywali i dostosowują się do zmieniającego się środowiska przyrodniczego – tu większość badaczy przychyla się do teorii mówiącej o ogromnym wpływie na ewolucję naszego gatunku zmian klimatycznych, ale i społecznego (zwłaszcza w ciągu ostatnich 10.000 lat). W wyniku zmian środowiskowych ukształtowały się (ludzie wytworzyli) różne formy społeczno-gospodarcze: zbieracko łowieckie, pasterskie, koczownicze, rolnicze, a także grupy zawodowe np. kupców lub zawodowych wojowników, np. piratów. Każda z tych form przyjmowała z czasem różne formy organizacyjne, choć w każdej, początkowe, były wspólne: ród, klan, plemię – później państwo i rozwijające się w czasie różne formy jego organizacji. Społeczeństwa zbieracko-łowieckie i pastersko-hodowlane doszły tylko do trzeciej formy[13]. Miedzy różnymi społeczeństwami toczyła i toczy się aż do XXI wieku walka o przestrzeń. Również walka demograficzna. Z chwilą ukształtowania się państw (powstających przede wszystkim w wyniku podboju, narzucenia zwierzchności jednym ludom przez drugie), wewnątrz tak zorganizowanych społeczeństw zachodziły i zachodzą procesy ewolucyjne. Społeczeństwa unifikowały się, w długotrwałym procesie historycznym kształtowały się narody. W ramach państw następował stopniowy podział własności i władzy. Następowały w nich zmiany formy organizacyjnej (ustroju), których przyczynami były czynniki wspomniane powyżej oraz zmiany form gospodarki i struktury (głównie zamieszkania i zatrudnienia, ale i pod względem posiadanej własności)[14]. W miarę przechodzenia kolejnych społeczeństw od gospodarki rolniczej do przemysłowej (uzyskiwania dominującej roli grup związanych z nowymi formami gospodarki) dochodziło do zmian ustrojowych (od monarchii patrymonialnej przez monarchię stanową, różne formy arystokracji, czasami rewolucje i dyktaturę do demokracji). Proces ten opóźniały podboje i rewolucje, gdyż w ich wyniku następowała ponowna zmiana struktury społeczeństwa, a zwłaszcza jego militaryzacja, w wyniku podbojów również zmiany terytorialne.

  Pisząc powyższe nieuchronnie i ja uległem tendencji do uproszczeń. Przecież nie tylko gospodarka się zmieniała, ale i wzrastała gęstość zaludnienia (ta w pewnych okresach niekiedy również malała, choćby w wyniku chorób zakaźnych), ulegał zmianie poziom i zakres wykształcenia. Zmiany ustrojowe są wynikiem zmian społecznych w bardzo wielu aspektach.

Uważam, że warto już tu zastanowić się nad konkluzją, którą sformułował Wells: dzisiejsza rzeczywistość ma wspólne źródło i rodowód, sprawy ludzkie stanowią wspólnotę interesów i celów[15]. Te przecież, nie są nam i chyba nigdy nie będą do końca znane, często określamy je tylko intuicyjne. Kosmos, przyroda, a i nasz rozwój postawi zapewne przed kolejnymi pokoleniami następne wyzwania (cele). Mało tego, realizując cele wspólne musimy brać pod uwagę cele jednostkowe, rywalizację tak między poszczególnymi ludźmi, jak i między różnymi społecznościami. Celem jednak bezdyskusyjnym – moim zdaniem – jest przetrwanie gatunku.  To – znów moim zdaniem – zapewnić może tylko przyjęcie podstawowych wartości, które wypracowaliśmy w czasie długich już naszych dziejach i historii: idei wolności, równości, poszanowania własności oraz demokracji, jako formy organizacyjnej społeczeństw.

                                                                                    Piotr Kotlarz

[1]  Gian Battisto Vico (1668-1744), autor dzieła „Cinque libri de principia di una scenza nova” (1730). dążył do tego, by historie różnych narodów ująć w obrębie danych epok. Pragnął odkryć plan idealnej historii wiecznej, na której kanwie toczą się w czasie historie wszystkich narodów. Swą „nauką” chciał dowieść istnienie Opatrzności, jako faktu historycznego. Vico jest twórcą teorii stałych nawrotów w historii (teoria cykliczna). Znane sobie dzieje ujął w trzech epokach (trzech okresach rozwoju: okres wyobraźni, woli i intelektu), które tworzą corso, po którego wyczerpaniu poczyna się na nowo ricorso.  Podobnie później Georg Wilhelm Friedrich Hegel (1770-1831) sądził, że Historia powszechna jest w ogóle przejawianiem się ducha w czasie, podobnież jak idea przejawia się w przestrzeni, jako przyroda […] Historia powszechna jest prawdziwą theodiceą, usprawiedliwieniem Boga w historii…. Hegel utworzył własną teorię nawrotów historycznych. Jego zdaniem czasy Karola Wielkiego stanowią nawrót państwa perskiego, światu greckiemu odpowiada czas przed Karolem V; okres wielkich odkryć geograficznych jest nawrotem czasów Peryklesa, myśl Sokratesa została wznowiona w Lutrze. Zdaniem Hegla przejawem mądrości bożej w historii był np. duch germański. [Por.: F. Koneczny, o wielości cywilizacji, Kraków 1935, s. 19-20.]

[2]  J. Krasuski, Wyznaczniki biegu historii, Wrocław 2008, s. 19-20.

[3]  Por.: A. Smirnow, Scytowie, Warszawa 1974, s. 14. Smirnow odwołując się do tego podziału zestawia tę periodyzację z podziałem dokonywanym przez archeologów, którzy wprowadzili w swej nauce epoki: kamienia, brązu i żelaza. Smirnow wskazuje, że taki podział jest też u Marksa. Jego zdaniem początek epoki żelaza odpowiadałby w przybliżeniu wyższemu stopniowi barbarzyństwa; epoka brązu pokrywałaby się, mniej więcej, ze średnim stopniem barbarzyństwa. Moim zdaniem trudno takie poglądy uznać za naukowe. Por.: A. Smirnow, dz. cyt., s. 14-15.

[4]  Por.: I. Geiss., Dzieje świata, Daty i konteksty historii powszechnej, Katowice, 1997, s. 19.

[5]  Pojęcie „barbarzyństwo” całkowicie odrzucam. Pojawia się ono w tej pracy jedynie w charakterze cytatu innych autorów. Termin ten wprowadzony został przez społeczeństwa greckie, rzymskie, chińskie i inne, w celu określenia „obcych”, stojących niżej cywilizacyjnie ludów (subiektywnym zdaniem używających tego określenia). Pozwalało im to na zagarnianie terytoriów społeczeństw o innej formie gospodarki (uzasadnianie tej niewątpliwej grabieży), mało tego usprawiedliwiało zniewalanie a nawet fizyczną likwidację tych ludów. W niektórych dziedzinach techniki tzw. „barbarzyńcy” przewyższali tzw. społeczeństwa cywilizowane; np. Celtowie czy Germanie lepiej opanowali technikę wytapiania i obróbki żelaza niż Rzymianie. Obserwując dziś społeczeństwa, wśród których zachowały się relikty wcześniejszej kultury (np. obrządki inicjacyjne i grzebalne) często razi nas stosunkowo niski poziom materialny tych ludzi. Żyją oni jednak na peryferiach współczesnej już ukształtowanej cywilizacji i jej świata wartości. Cywilizacji, która zmieniła w czasie gospodarkę tych społeczeństw i która narzuciła i im swój świat wartości, w tym ceny za posiadane i wytwarzane przez te ludy dobra. Społeczeństwa te, będąc członkami wielkich innych społeczności nie są w stanie same rozwiązywać swych problemów (np. demograficznych) i rzeczywiście z czasem się degenerują. Jakiekolwiek porównywanie tych społeczeństw do ludów koczowniczych, pasterskich, zbierackich z przeszłości jest zupełnie nieuzasadnione.

[6]  I. Geiss., dz. cyt., s. 59.

[7]  I. Geiss., dz. cyt., s. 60.

[8]  W 1859 roku Karol Darwin opublikował swoje wiekopomne dzieło „O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego”, w którym przedstawiał mechanizmy powstawania jednych gatunków z innych i tworzenia się coraz doskonalszych przystosowań u roślin i zwierząt.

[9]  H. G. Wells, Historia świata, przekład Jan Parandowski, Wrocław 1983.

[10] Por.: Mukherjee Siddhartha, Gen. Ukryta historia, Wołowiec 2017, s. 85.

[11] Siddhartha Mukherjee, dz. cyt., s. 141.

[12] Marks był filozoficznym idealistą, nie pojmował historii, jako nauki, lecz jako ideę. Historia jest nauką o przeszłości. Nie można „tworzyć” przeszłości.

[13] Ludy nomadów z czasem tworzyły różnego rodzaju federacje zbrojne i później kaganaty, a nawet państwa, ale wówczas dochodziło do zmiany trybu gospodarki. Zdobywcy stawali się elitą panujących społeczeństw podbitych. W powstałym państwie dominowała gospodarka rolna, która dawała możliwość wytworzenia nadwyżek żywności.

[14] Inaczej organizuje się stosunkowo nieliczne społeczeństwo, którego gospodarka opiera się na uprawie roli, inaczej zaś zurbanizowane społeczeństwo industrialne.

[15] J. K. Palczewski, Wstęp, [w:] H. G. Wells, dz. cyt., s. LXII.