Kobiety, które nie potrafią kochać / Katarzyna Fląt

0
740

Kobiety, które nie potrafią kochać / Katarzyna Fląt

Podciągam spódnicę a dopiero później zakładam koronkowe, czarne majtki.
– Ale zaprosisz mnie na swój ślub w tę sobotę? – pytam zupełnie poważna.
– Chcesz to przyjdź, ale czułbym się niezręcznie mając Cię blisko…..
– Nie pieprz. Ciekawie ile z sześciu druhen, które wybrała, leżało tu z tobą w łóżku? – uśmiecham się i w kącikach jego ust również widzę delikatny uśmiech.
– Po co sobie psujesz życie? – pytam, tym razem wkładając stanik.
– Po co sobie psujesz jakimś nic nie dającym ślubem?
– Monika chce….. Kocham ją. Tak mi się wydaje.
– Obudź się. Miłości nie ma. Jest przeterminowana. Ma krótki okres ważności w dzisiejszych czasach. Ludzie idą na łatwiznę, szybko składają reklamację. Tylko Ty chyba zapomniałeś paragonu…… Jesteś pewien, że ją kochasz? – pytam, ale mnie nie słucha.


– Halo? – odbiera telefon. Zawsze to robi.
– Misiaczku oczywiście…… Tak, kupię Ci takie jak lubisz. Jestem na lunchu w pracy, niedługo wychodzę – obserwuję go jak chodzi po moim pokoju, zupełnie nagi, no może przyodziany w sam zegarek. Lubię jego delikatny zarost na klacie i na brodzie.


– O co mnie pytałaś? – odkłada telefon i wraca w końcu myślami do mnie. Mierzy mnie długim spojrzeniem, jak schylam się w samej bieliźnie po czarną bluzkę, którą zrzucił ze mnie kilkanaście minut temu w pośpiechu.
– O nic ważnego – odpowiadam a w głowie mam natłok myśli. Jedyne co przychodzi mi na myśl to, że miłość to ostatnia istotna rzecz na tym świecie, w dodatku dawno przegrała bitwę z uczciwością i przyjemnościami. Tym razem wkładam grubą kurtkę. Tak żeby zakryć te wszystkie kłamstwa, wszystkie pocałunki jakie złożył dziś na moim ciele, zanim to ja pójdę złożyć jego żonie najlepsze życzenia w sobotę. Zanim przejrzę się w lustrze, jak wyglądam odarta z miłości.

***

Siedzę w kościele w ostatniej ławce. Bezbłędny makijaż i oczywiście nie weselna sukienka powinny być moim znakiem rozpoznawczym na takich imprezach. Zawsze dziwię się kobietom, jak mogą upychać swoje wdzięki w atłas? Do czerwonej sukienki i opalenizny z wakacji, złota szpilka zrobiła dobrą robotę na tyle, że czułam już spojrzenia nie tylko mężczyzn.
– Czy bierzesz oto tego Piotra za męża……? – słucham i uśmiechem się  widząc jego spięcie. Na pewno ma jeszcze w głowie natłok myśli albo żyje naszym spotkaniem sprzed trzech dni.

Fakt, było wyjątkowo miło. Może oboje podświadomie czuliśmy, że jak założy obrączkę coś się może zmienić. Ale nie zmieni się nic. Jemu taki układ odpowiada, taki ma temperament, musi mieć kobietę, która nie potrafi kochać, która będzie pewniakiem, gdy już Monika założymy tę obrączkę i zajmie się dziećmi. Musi mieć pewność, że nie będę tej obrączki próbowała przejąć. Nie zamierzam. Nie taka kobieta jak ja. Jestem jedną na milion. Wiem, czego chcę, na pewno nie miłości. Nie wierzę w miłość. Wierzę za to w spełnienie swoich wyimaginowanych pragnień. Pracuje z jego, od pięciu minut żoną, w jednej firmie. Wiem, że jest zupełnie inna ode mnie, że lubi kwiaty, których ja nie znoszę. Że naciska go na romantyczny film w kinie, gdy ja zabieram go na boks, bo lubię. Że pyta go często czy ją kocha, jakby czuła, że jest coś czego mu brakuje. Ja jestem tym brakiem, ja jestem tym czego ona mu nie daje. Nie wiem, czy będę okrutna jeśli powiem, że dzięki mnie trzyma się jej związek.


***
Podchodzę do pary młodej, próbuje złożyć im życzenia.
– Miłości wam życzę – wymawiam szybko te słowa, jakby mnie parzyły. Nie wiem, co mi przyszło do głowy, żeby w ogóle coś takiego powiedzieć. Piotr stara się nie patrzeć, ale widzę, że poprawia krawat na widok moich szpilek. Przepraszam ich przy okazji, że nie mogę zostać na przyjęciu. Widzę zawód w oczach pana młodego. Nie wiem czy jest to zawód, że dopasował się do małżeńskiego schematu czy że nie obejrzy dziś tych szpilek od tyłu.

***

Mija dokładnie miesiąc od ślubu Piotra. Dostaję wiadomość, bo nigdy nie piszę pierwsza. Nie zabiegam, nie namawiam, nie zależy mi na tym aż tak, jak jemu.
– Na Filtrowej o 20.00? Włóż te złote szpilki….. Śnią mi się do dziś.

Kasuję wiadomość i wyglądam przez okno. Widzę, jak jakiś mężczyzna otwiera drzwi do samochodu swojej kobiecie, a potem nerwowo rozłącza setne, meczące go połączenie. Praca, kochanka, konsultant? Zerkam jeszcze raz na swój telefon, ale nie zmieniam decyzji. Przecież jak mu zależy to poczeka. Ubieram szpilki, które zrobiły taką furorę i wychodzę na spacer.