Czy już zaczął się okres ochłodzenia klimatu? / Piotr Kotlarz

0
49

Tak to bywa z przewidywaniami, czasami się sprawdzają, bywa, że nie. Obserwując zmiany klimatyczne naszych czasów i wiążąc je z wulkanizmem próbuję niekiedy wysnuwać wnioski na temat przyszłości. Tak więc, widząc znaczny wzrost wulkanizmu, który trwa już od 2021 roku, postawiłem hipotezę, że ubiegłoroczna zima będzie stosunkowo chłodna, że czeka nas takaż wiosna i lato. Tu, jak się okazało, moje przewidywania w jakimś stopniu się sprawdziły. Tegoroczny kwiecień był np. o około 2 0C chłodniejszy od średniej za lata 1991-2020. Z drugiej strony obserwując skutki obecnego ocieplenia (m.in. skalę topnienia lodowców) nie przewidywałem, że dojdzie do wybuchu wulkanu o skali aż 6 VEI. Badania (obliczenia) skali skutków ocieplenia (wzrostu poziomu wód mórz i oceanów) obecnie i w przeszłości są dopiero na początkowym etapie i trudno na bazie dzisiejszych pomiarów budować dokładne prognozy.

Nie doceniłem skali ocieplenia i pomyliłem się. Skala ocieplenia i czas jego trwania były już na tyle znaczne, że jednak doszło do wybuchu wulkanu o skali 6 VEI[1]. Mówię tu o erupcji wulkanu  Hunga Tonga-Hunga Ha’apai. Naukowcy opracowali nowy model, z którego wynika, że jego erupcja była najsilniejszym tego typu zdarzeniem w XXI wieku. Według badań, których wyniki opublikowano na łamach pisma „Geophysical Research Letters”, w wyniku erupcji wulkanu Hunga doszło wyrzucenie materiału o objętości około 10 kilometrów sześciennych, wygenerowania  atmosferycznej fali uderzeniowej, która kilkukrotnie okrążyła świat oraz wytworzenie pióropusza popiołu o wielkości połowy Francji, wybuch ten dorównał siłą kataklizmowi, jakim była erupcja wulkanu Pinatubo na Filipinach w 1991 roku. Naukowcy z NASA ustalili, że kolumna erupcyjna z wulkanu Hunga Tonga-Hunga Ha’apai sięgnęła wysokości 58 km, czyli mezosfery. Wciąż nie mamy jednak danych (nie są dostępne w Internecie) jaki procent tych pyłów trafił do stratosfery, jaki tylko do troposfery i już zdążył opaść na Ziemię. Nie znamy też dokładnego składu wyrzuconych pyłów wulkanicznych, choć z jednego z materiałów zorientowałem się, że są w nim i związki siarki. Wspominam o tym, gdyż związki siarki w stratosferze mają udowodniony już wpływ na klimat.  Dla porównania potężna erupcja wulkanu Pinatubo w 1991 roku wygenerowała obłok erupcyjny o wysokości 35 km.

Jak się okazało znaczny wzrost wulkanizmu przejawił się nie tylko w postaci wspomnianej wielkiej erupcji wulkanu Tonga-Hunga, ale również wybuchami wulkanów praktycznie na wszystkich kontynentach, w różnych częściach naszego globu (oczywiście w strefach wulkanicznych). Nie potrafiłem znaleźć dokładnych informacji o skalach VEI tych erupcji, ale ich wysokość często sięgała stratosfery. W czasie wybuchu wulkanu Etna kolumna erupcyjna nad wulkanem sięgała wysokości 10 km. Wulkan ten wybuchał później wielokrotnie. W marcu tego roku doszło do potężnej erupcji wulkanu Manam, na północnym wybrzeżu Papui Nowej Gwwinei, słup dymi sięgał wówczas (według różnych źródeł) od 13.5 km do 15 km.   Już w marcu zauważono wzmożoną aktywność wulkanu Bezimienny na Kamczatce, do jego silnej erupcji doszło 22 maja b.r. Kolumna erupcyjna sięgała wówczas do wysokości 15 km. Wcześniej, bo już w kwietniu inny kamczacki wulkan, Karymski, wyemitował obłok erupcyjny na wysokość ok. 10 km. Wciąż aktywny jest wulkan Szywiełucz (ros. Шивелуч), którego okres wzmożonej aktywności rozpoczął się w 1999 roku i trwa do tej pory.

To tylko przykłady największych erupcji. Szczególnie zwracam uwagę na ich wysokość, gdyż uważam, że to właśnie zanieczyszczenie stratosfery ma największy wpływ na zmiany klimatyczne naszego globu. Zanieczyszczenia powodują ograniczenie odstępu promieni słonecznych. Wody mórz i oceanów absorbują mniejsze ilości ciepła i przesuwające się prądy oceaniczne będą miały mniejszy wpływ na lodowce. Wody mórz i oceanów, to również swego rodzaju akumulatory, a więc zimą oddadzą mniej ciepła.

W Internecie można znaleźć wiele informacji mówiących o wpływach niektórych wcześniejszych erupcji wulkanicznych na klimat. Większość tych informacji dotyczy jednak erupcji o skali poniżej 5 VEI, więc wpływ ten był zazwyczaj dość krótki (od roku do dwóch) i dotyczył niewielkiego obszaru. Skale tych zmian są zresztą prawie niezauważalne (warto również zwrócić uwagę na to, że nawet w czasach tzw. „zim tysiąclecia” wynosiły średnio niewiele więcej niż 1-2 0C.). Z taką skalą wulkanizmu, jak obecnie, już dawno nie mieliśmy do czynienia (ostatnia miała miejsce ponad 150 lat temu). Czy czeka nas w takim razie kolejna „zima tysiąclecia”? Nie wiem, trudno powiedzieć. Uważam jednak za niemal pewne, że obecny wzmożony wulkanizm znacząco wpłynie na klimat i dojdzie do ponownego ochłodzenia.

Już obecnie zauważamy tego oznaki. Wspomniałem o stosunkowo chłodnym kwietniu bieżącego roku. 6 czerwca znalazłem informację o tym, że: pomimo czerwca i zbliżającego się lata, na Syberii spadł śnieg, którzy przybielił tamtejszy krajobraz. W miejscowości Niżniewartowsk konieczne było ponowne rozgrzanie kaloryferów. Noce są bardzo zimne.

Proszę ponadto zwrócić uwagę na wciąż znaczny wzrost produkcji CO2, tak w wyniku naszej działalności, jak i w wyniku działań sił natury. Np. pożary lasów Syberii, gdzie płonie prawie 3 mln hektarów. Nie dość, że uwalniając ogromne ilości CO2, ale również zmniejszając na jakiś czas (zanim lasy się nie odbudują) możliwości jego późniejszej absorbcji. Podkreślam ten fakt, by wskazać, że produkcja CO2 nie ma większego wpływu na nasz klimat.

Doszło do wydarzeń (wzmożony wulkanizm), które możemy obserwować na bieżąco. Potrafimy dziś już śledzić zmiany w stratosferze. Moim zdaniem, pyły, które tam dotarły, zwłaszcza związki siarki pozostaną w niej dość długo, proces ochłodzenia potrwa wiele lat. W czasie ochłodzenia po 1600, czy 1709 roku (tzw. zimach tysiąclecia) przyrosty lodowców postępowały stopniowo. Znalazłem np. informację, że lodowiec alpejski przyrastał o ok. 300 m rocznie (strzał z muszkietu).  Podobnie więc, jak poprzednio, skutki kolejnego ochłodzenia nie będą aż tak drastyczne, niemniej jednak takie nastąpi.

Myślę, że obecne ochłodzenie będzie wystarczającym dowodem na to, że to nie CO2 wpływa na zmiany klimatyczne. Mam nadzieję, że śledząc obecne zmiany, wiążąc je z badaniami wulkanizmu, prądów oceanicznych, zasięgiem lodowców, zmianami w stratosferze i wielu innymi, zaczniemy wreszcie do procesu zmian klimatycznych podchodzić w sposób naukowy, racjonalny, że odrzucimy zaciemniające obraz ideologie.

                                                          Piotr Kotlarz

[1] Piszę o tym w innych artykułach. Wzrost powierzchni i masy wód i oceanów powodują ich nacisk na płyty tektoniczne. Te przemieszczając się powodują trzęsienia Ziemi i wzrost wulkanizmu.

Więcej na temat „zim tysiąclecia” w kolejnym artykule, który zamieszczę w najbliższym czasie (może już jutro).

Zainteresowanym polecam sięgnięcie do Facebooka i bloga pana Bartłomieja Krawczyka: Wulkany Świata.

Polecam też moją książkę „Klimat a wulkany”. https://www.e-bookowo.pl/self-publishing/klimat-a-wulkany,1,e-book-pdf.html

Obraz wyróżniający: Lodowiec górski Aletschgletscher – największy w Alpach. Plik:Aletschgletscher.jpg. Z Wikimedia Commons, wolnego repozytorium multimediów