„Biblijne powodzie” i moje zdziwienie / Piotr Kotlarz

0
411

Informacje o ogromnych powodziach zajmują pierwsze strony światowych mediów już od wiosny 2022 roku. „Potopowe” powodzie dotykały Australię, Republikę Południowej Afryki, Brazylię, Chiny, Pakistan i ostatnio Nową Zelandię. Wymieniam tylko te kraje, w których kataklizm ten był najbardziej zauważalny, największy, i to często od ponad kilkudziesięciu, a nawet 100 lat.

Z jakiego powodu doszło i dochodzi obecnie do tak wielkich opadów, których skutki odczuwają dziś bezpośrednio nimi dotknięci, a których skutki odczujemy choćby przez wzrost cen żywności w bieżącym roku i latach najbliższych my wszyscy?

Zdaniem większości publicystów, którzy powołują się na opinię różnych badaczy odpowiadają za to zmiany klimatyczne, nasza ludzka działalność, czyli mityczne produkowane przez nas CO2.

Badania atrybucyjne pokazały, że jeśli chodzi o RPA zmiana klimatu podwoiła prawdopodobieństwo wystąpienia takiego zdarzenia (z 1 raz na 40 lat do 1 raz na 20 lat) i nasiliła jego intensywność o ok 4-8%. W przypadku Brazylii oszacowano, że tego typu zdarzenie jest ekstremalnie rzadkie nawet w obecnym klimacie (1 raz na 500-1000 lat), jednak bez wzrostu temperatury Ziemi opady byłyby 5 razy mniej intensywne. Choć w przypadku RPA nie określono wpływu tegorocznej silnej La Niñy, to we wschodniej części Brazylii, gdzie znajduje się stan Pernambuco, znacznie przyczyniła się do wzrostu wilgotności atmosfery.

Wszystkie te zdarzenia łączy wpływ zmiany klimatu, a według raportu Counting the Cost organizacji Christian Aid, większość znalazła się też na liście najkosztowniejszych w 2022 katastrof związanych z ociepleniem klimatu.

Rząd Pakistanu domaga się w związku z tym nawet odszkodowań od państw, które jego zdaniem odpowiadają za zmiany klimatyczne. Premier Pakistanu Shehbaz Sharif poruszył drażliwy dla bogatych krajów temat „reparacji” za zmiany klimatyczne w czasie swego wystąpienia na posiedzeniu Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku.

Część publicystów pisząc o tak znacznym wzroście opadów i powodzi powołuje się na opublikowany 20 lat temu trzeci raport IPCC, który wskazywał, że konsekwencją rosnącej temperatury Ziemi jest m.in. bardziej intensywny cykl hydrologiczny, co w niektórych regionach świata zwiększy liczbę silnych ulew i powodzi. Naukowcy przewidywali, że w XXI w. będzie to miało miejsce m.in. w tropikalnej części Afryki oraz latem w południowej i wschodniej części Azji. Większej liczbie powodzi towarzyszyć miały liczniejsze lawiny błotne, osunięcia ziemi, zniszczenia gleby oraz rosnąca presja na rządy i ubezpieczycieli odnośnie wypłaty rekompensat.

Na związek wzrastających opadów i powodzi ze zmianami klimatycznymi wskazuje też Kimberley Reid, fizyczka atmosfery z Uniwersytetu Monasha.

To tylko wybrane przykłady tych jednostronnych opinii.

Właściwie wypadałoby tylko je przytoczyć, przyklasnąć, może nawet przykleić swe czoło do jakiegoś działa sztuki w proteście przeciwko naszej ludzkiej działalności i zamknąć temat.

Z jakiego powodu jednak go nie zamykam? Cóż, nie pozwala mi na to prosta logika. Proces ocieplenia i wzrostu CO2 w atmosferze przebiega stosunkowo wolno, w miarę systematycznie, tymczasem mamy do czynienia ze zjawiskiem gwałtownym, wyjątkowym.

Nie pozwala mi na to też pozyskana wiedza. Zajmując się wulkanizmem i wpływem tegoż na zmiany klimatyczne nie mogłem nie śledzić informacji odnoszących się do erupcji wulkanu Hunga Tonga, największej erupcji – bo jak wykazano o skali aż 6 VEI – na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat. Zwracając uwagę na skalę tej erupcji wieszczyłem, że czeka nas długa i mroźna zima. Będzie dłuższa niż zwykle, gdyż zaczęła się już w listopadzie, czy będzie mroźna? Zależy gdzie? W niektórych stanach USA już taka jest, na dalekiej Syberii mamy mrozy największe od 50-60 lat.

Dopiero w kwietniu dotarła do mnie jednak kolejna ważna informacja. Erupcja Hunga Tonga była erupcją podwodną. Doszło do niej 150 metrów pod powierzchnią oceanu i w jej wyniku do atmosfery dostały się ogromne ilości pary wodnej. Czytałem o wzroście tej ilości w atmosferze nawet o 10%.

Para wodna podobno ma nawet większy wpływ na efekt cieplarniany niż CO2.. Mówimy o wzroście aż o 10%. Proszę pamiętać, że ilość CO2 w atmosferze na przestrzeni ostatnich 150 lat wzrosła tylko o 0,02%, dziś stanowi on 0,04% zawartości atmosfery.

Na pewno wiec erupcja wulkanu Hunga Tonga miała wpływ na efekt cieplarniany i z tego powodu przewidywany efekt ochłodzenia (spowodowany wulkanizmem) nastąpi z pewnym przesunięciem. Czytając jednak o wzroście w atmosferze ilości pary wodnej dowiedziałem się, że ta stosunkowo szybko opadnie.

Właśnie opada, stąd gwałtowne deszcze i powodzie.

Nie jestem specjalistą w kwestii zmian klimatycznych, wulkanizmu itd. Niemniej jednak nauczyłem się łączyć fakty, wyciągać z nich wnioski. Może mylę się przytaczajc za powszechnie dostępnymi mediami pewne dane liczbowe. Niemniej jednak dziwi mnie to, jak można zapomnieć o tak spektakularnym wydarzeniu jak erupcja Hunga Tonga, nie postawić choćby pytania o to, czy to właśnie ona nie ma znaczącego wpływu na klimat i skutki jego zmian (w tym powodzie). Na szczęście po raz pierwszy w dziejach – dzięki satelitom – możemy obserwować, a dzięki komputerom notować i analizować rozkład pyłów w stratosferze, przeprowadzamy i inne badania… Może wreszcie skończy się czas owczego pędu w nauce i powtarzania utartych stereotypów.

                                                       Piotr Kotlarz

Obraz wyróżniający: Błyskawiczna powódź spowodowana ulewnym deszczem padającym w krótkim czasie. Z Wikimedia Commons, repozytorium wolnych multimediów