Wysyp Herostratesów, czyli o ekologii inaczej

0
30

Herostratesów nam przybyło, osób, które dla zdobycia sławy są w stanie zniszczyć nawet świątynię. W 356 p.n.e. grecki szewc, Herostrates, podpalił efeski Artemizjon (Świątynię Artemidy), jeden z siedmiu cudów świata. Został za swój czyn skazany na śmierć, a jego imię miało być wymazane ze wszystkich pisanych dokumentów (damnatio memoriae). Procedura ta nie została jednak przeprowadzona wystarczająco dokładnie, gdyż historia o podpalaczu przetrwała w formie wzmianki, której autorem był Teopomp. Nie wiem, na jakie wyroki zostali lub zostaną skazani jego współcześni następcy. Sądy dziś działają bardzo powoli. Na szczęście jednak zadziała tu mechanizm inflacji i zjawisko to dość szybko wygaśnie (na szczęście, gdyż może to zniechęcić naśladowców tamtego głupca), choć co wydaje mi się bardziej prawdopodobne, głupców nigdy nie zabraknie.

Dziś Herostrates sławę mógłby zdobyć inaczej, choć może drogą nieco trudniejszą. Będąc szewcem wystarczyłoby, by zaprojektował najmodniejsze buty, by były one tak wygodne i piękne, że chciałby je mieć każdy i by związano je na zawsze z jego naziskiem. Ponad dwa tysiace lat temu, w świecie innych wartości, w któym zwykły szewc nie mial szansy na zaistnienie, temu choremu z ambicji człowiekowi wybrana przezeń droga wydawała się jedyną. Wybrał ją, choć zapewne wiedział, że spotka go za to okrutna kara.

Dziś dróg do sławy jest znacznie więcej, często wolimy jednak drogę na skróty, najczęściej wybieramy drogę do sławy dużo krótszą. Można na przykład pokazać ze sceny komuś „cztery litery”, można (to członkowie tej samej „artystycznej” grupy) publicznie jeść gówno – no, może tylko jego atrapę. Wszystko po to, by zaistnieć, by zdobyć sławę. Świadomie nie wymieniam tu nazwisk i nazw, które i tak już w większości przypadków zostały zapomniane. Wspomniane przypdki tych żałosnych naśladowców Herostratesa miały służyć jednak nie tylko zyskaniu sławy. Pozyskanie tejże miało się wiazać również z pozyskaniem pieniędzy. O, dla tych niektórzy są w stanie zrobić znacznie więcej, znacznie więcej nawet niż tylko spalić świątynię, są w stanie nawet zabić.

Ostatnio mamy wysyp kolejnej fali Herostratesów. Ci łączą swą chęć zdobycia sławy z rzekomą walką o środowisko człowieka. Uderzają na przykład w muzea i znajdujące się w nich dzieła sztuki. Coraz to inna osoba, lub grupy osób wkraczają do muzealnych sal i np. przyklejają się ręką, rękoma lub czołem do jakiegoś obrazu. Tym wpradzie (najczęściej zabezpieczonym ochronymi szybami) nic złego raczej się nie staje, szkody są niewielkie. Przez kilka tygodni zwiedzający nie będą mogli obejrzeć tych dzieł, szybę się wymieni. Pytani o cel takiego działania, ci – często aktywiści jakichś grup ekologicznych – odpowiadają, że chcą zwrócić uwagę na zachodzące zmiany klimatyczne, im przeciwdziałać. Nikt nie uświadamia im, że w ten sposób są po prostu śmieszni, żałośni, jak wspomniani wyżej artyści. W celu swych protestów korzystają ze zdobyczy współczesnej chemi, poprzednią szybę trzeba będzie zastąpić nową, do wyprodukowania której trzeba będzie wykorzystać jeno z kopalnych paliw, a przy tym sam cel – czy rzeczywiście jest dziś na świecie jeszcze ktoś, kto nie wie o tym, że zmiany klimatyczne są oczywiste, że powinniśmy dbać o naturę? Choć tu właśnie potrzebne jest sprostowanie, nie o naturalne środowisko człowieka, a o naturę właśnie.

Niestety, wielu tego nie rozumie, w pewnych środowiskach tych współczesnych Herostratesów czeka nie infamia, a krótkotrwały środowiskowy poklask. Działa tu zasada psychologii tłumu, poziom odbiorców tych aktów i „bohaterstwa” tych czynów jest taki, jak poziom najgłupszego z nich. Zauważył to zjawisko i opisał, już w początkach XX wieku, francuski badacz, Le Bon. Młodym ludziom wystarcza ten chwilowy poklask, będą zapewne żyć wspomnieniami tej „sławy” przez lata, często jednak w ich ślady idą i starzy durnie. Tak, durnie, gdyż ludzie ci powinni już wiedzieć, że droga do osiągniecia ich rzekomych proekologicznych celów powinna być zupełnie inna. Można nagłaśniać problem w mediach, lobbować w parlamentach za zmianą przepisów prawnych, szukać (choćby w Internecie) przykładów jak w takim wypadku postępują bardziej postępowe społeczeństwa, czy wreszcie włączyć się do rzeczywistych proekologicznych działań. Zamiast iść w ślady wspomnianych naśladowców Herostratesa w ich niedojrzałych działaniach, wspierać proekologiczne inicjatywy własnymi finansami lub własną pracą (na przykład wspierać projekty zasadzania drzew, czy sprzątania lasów lub plaż).

Niestety, za inicjatywami współczesnych Herostratesów stają często przedstawiciele (agenci) różnych lobby przemysłowych lub politycznych. Można w ten sposób np. próbować powstrzymać gospodarcze inicjatywy konkurenta (np. nasyłając ekologów na budowy ważnych gospodarczo dla konkurencyjnego państwa inwestycje), można destabilizować sytuacje polityczną w kraju przeciwnika. Dla polityków i różnych kręgów gospodarczych cena różnych szkodliwych działań i ich skuteczność nie ma znaczenia. Tu liczy się zysk. Wspierając na przykład program budowy elektrowni wiatrowych, rzekomo mogących rozwiązań problemy klimatyczne, walczą tak naprawdę o wielomiliardowe zyski (i to liczone w setkach miliardów euro). Nie jest tu ważna merytoryczna dyskusja, to że ilość tej energii jest i będzie zbyt niewielka, by mogła mieć istotny wpływ na zmiany klimatyczne, to że skutki uboczne są wielkie, że w wyniku tychże elektrowni giną np. ptaki. Oczywiście nie jestem całkowicie przeciwny temu sposobowi pozyskiwania energii, ale trzeba przy okazji ich budowy dokonać mi in. inwestycji w systemy ochrony przed tymi elektrowniami ptaków, wprowadzić odpowiednie przepisy prawne. Być może wówczas (przy zlikwidowaniu wywalczonych przez lobby tego przemysłu ulg) pozyskiwanie energii w ten sposób okaże się mniej opłacalne niż głoszą jego zwolennicy.

Szlachetne intencje młodych ludzi i ich durnowatych starszych naśladowców mają często tzw. „drugie dno”. Na szczęście i w tym wypadku działa zjawisko inflacji. Kolejne tego typu działania będą spotykać się z coraz mniejszym zainteresowaniem, i zostaną zaprzestane. Tym bardziej, że  z czasem i media przestną się nimi interesować. Dziś zwłaszcza media, działając odwrotnie niż w wypadku Herostratesa jemu współcześni, nie próbują zachować milczenia wobec tych głupich czynów, lecz przeciwnie – je nagłaśniają. Być może zresztą, właśnie działając na rękę różnym lobby przemysłowym. Jeśli tak, to choć działania takie potępiam, rozumiem je. Zysk jest dla nich najważniejszy. Jeśli jednak nikt im za to nie płaci? Cóż, są w takim razie pożytecznymi dla niektórych idiotami. 

                                                                           Piotr Kotlarz

Licencja Creative CommonsTen utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 4.0 Międzynarodowe.

Obraz wyróżniający: Turbiny wiatrowe i linia wysokiego napięcia w East Sussex w Anglii. Autorstwa Diliff – Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=6636203