Wolne wybory (Z cyklu: Manifest Demokratyczny / Marek Weiss Grzesiński

0
33
To fundament DEMOKRACJI. Niby sprawa jest prosta – uprawnieni do głosowania zgłaszają się do komisji, dostają listę, zakreślają swój wybór i wrzucają do skrzynki. Komisja po zamknięciu lokalu liczy głosy i przesyła je razem z wynikami do okręgu, a tam zatwierdza się liczenie kolejny raz i wysyła do centrali. Po kilku dniach Państwowa Komisja Wyborcza, która nie wzięła się z powietrza, tylko ktoś ją wybrał, ogłasza wyniki. Sąd Najwyższy, też przez kogoś wybrany, te wyniki zatwierdza i zbiera się pierwszy Sejm, który przyjmuje przysięgę poselską. Prezydent zatwierdza wybór premiera, który przedstawia skład swojego rządu i machina państwa rusza w czteroletnią podróż. Odległość od suwerennego obywatela do tej machiny, rozpędzającej się jak tuwimowska lokomotywa, jest straszliwa. Niby jedziemy razem w podoczepianych do niej wagonach, ale po pierwsze połowa często podróżuje na gapę, bo nie brała udziału w głosowaniu. Część drugiej połowy chciałaby jechać w odwrotnym kierunku, a innej części kierunek odpowiada, ale już maszynista nie. Żeby było jeszcze smutniej, tylko znikoma część wyborców orientuje się na kogo faktycznie głosowała. Wiedzę swoją czerpią z mediów, które jak wiadomo nie bujają swobodnie w przestrzeni, tylko są na uwięzi konkretnych partii, korporacji, czy indywidualnych potentatów. Ta wiedza wyborcy jest więc ułomna i tylko najbardziej zdeterminowani poszukiwacze prawdy z różnych źródeł, potrafią się dowiedzieć, ile faktycznie jest wart ten, czy ów poseł i jak wygląda busola moralna danego premiera. Od niej przecież zależy wykorzystywanie całego instrumentarium kłamstw, interpretacji, inwektyw i przechwałek dostępnych każdej osobie występującej publicznie. Tę wyborczą rzeczywistość zaciemnia dodatkowo działalność Kościoła. Z większości ambon, w krajach z przewagą ludzi wierzących, leją się nie tylko wskazówki na kogo zagłosować, ale często oskarżenia i obelgi pod adresem tych, którzy postulują rozdział świeckiego państwa od potężnych organizacji zbudowanych na oszustwie i utrwalaniu zabobonów. Jeśli jednak w tej ciemnej rzeczywistości jakoś dowiemy się kim jest dany kandydat, na którego postanowiliśmy zagłosować, i co nam może w przyszłości zaoferować, to nie mamy pewności, czy po pewnym czasie nasz wybraniec nie przeniesie się do innej partii i nie zacznie głosić haseł, które są nam obce. Jak więc w tych wszystkich okolicznościach wierzyć w sens DEMOKRACJI, skoro zbudowana jest na tak niepewnym fundamencie jak „wolne wybory”?
Po prostu należy nie poprzestawać na biernym zawierzeniu, tylko aktywnie ulepszać ten fundament. Interesować się polityką, bo od niej zależy nasz byt. Słuchać poszczególnych wystąpień i wiedzieć kto jest kim. Obdarzać zaufaniem ludzi sprawdzonych i sceptycznie odnosić się do pojawiających się co chwila nowych demagogów. Wstępować do ulubionej partii, żeby na tej płaszczyźnie mieć wpływ na późniejsze decyzje wybierania tych, a nie innych kandydatów. Rozwijać wszędzie gdzie się da społeczeństwo obywatelskie, które poprzez samorządy ma coraz większy wpływ na konkretne decyzje wokół nas. Wspierać ludzi słabszych, którzy odruchowo wycofują się z życia publicznego zawstydzeni swoimi ograniczeniami i traktowaniem ich przez władzę lekceważąco. Pomagać im odzyskać poczucie godności i powrót do pełnoprawnego udziału w DEMOKRACJI. A kiedy przyjdzie czas, kontrolować w miarę możliwości uczciwość przebiegu wyborów, żeby żadna manipulacja rządzących w tym czasie nie zakłóciła ich prawidłowego wyniku. Im wyraźniejsza dyktatura w danym kraju, tym więcej ma sposobów na to, żeby nie ustępować i tak psuć fundament DEMOKRACJI jakim są wolne wybory, żeby rządzić dalej bez przeszkód. Są państwa, gdzie aktywność obywatelska jest tak rozwinięta, że ta odległość, o której była mowa na początku, pomiędzy suwerenem a parlamentem jest naprawdę niewielka. Może z czasem przestanie być przepaścią, tylko będzie umowną granicą, dopuszczającą wzajemny szacunek tych zbiorów wyborców i wybrańców?
                                                       Marek Weiss Grzesiński
[Tekst publikowany był pierwotnie na Facebooku pana Marka Weiss Grzesińskiego. Tu za zgodą autora.]
Obraz wyróżniający: Zdjęcie autorstwa Edmond Dantès z Pexels: https://www.pexels.com/pl-pl/zdjecie/ludzie-mezczyzni-kobiety-grupa-7103110/