Wokół zniszczonego miasta / Piotr Kotlarz

0
252

Tym razem kilka uwag na temat zniszczonego Mariupola. W czwartek 21 kwietnia prezydent Rosji ogłosił zdobycie tego miasta. Widocznie efekty dotychczasowej blokady informacji i propagandy rosyjskiej okazały się mimo wszystkich zabiegów na tyle nieskuteczne, że po raz kolejny władze Rosji musiały uciec się do kłamstwa. Mariupol wciąż się broni, wprawdzie siły ukraińskie zostały w nim zamknięte w ostatnim punkcie obrony terenie zakładów Azowstal, ale przecież do kapitulacji tego miasta jeszcze nie doszło.

Zresztą czy nawet po ewentualnej kapitulacji będziemy mogli mówić o „zdobyciu” Mariupola? Czy miasta? W mojej ocenie nie. Zdobyć, zająć, można miasto, które jeszcze istnieje, którego potencjał w jakiś sposób można w przyszłości wykorzystać. Rosjanie Mariupola już zdobyć nie mogą, oni to miasto już zniszczyli. W jakiejś mierze nasuwa się tu porównanie Putina do XIV-wiecznego władcy Tamerlana (Timura Kulawego, bandyty z mongolskiego plemienia Barłasów, zdobywcy większości Azji Środkowej, Iranu, Iraku i Zakaukazia, zbrodniarza który zmarł w 1405 roku), który w czasie swych podbojów niszczył wiele miast Azji. W jakiejś mierze, ale podobieństwo odnosi się tylko do zniszczenia, do mordowania obrońców i zniewolenia mieszkańców. To jednak tylko zewnętrzne podobieństwo, jakkolwiek bowiem byśmy oceniali działania Tamerlana, to jednak pewnego racjonalizmu odmówić im nie sposób. Wprawdzie z punktu widzenia historiozofii jego polityka była błędna, doprowadziła do powstrzymania rozwoju cywilizacji na znacznych obszarach, ale jego egoistyczne cele wydają się zrozumiałe. Chęć zdobycia władzy, majątku… jeszcze większej władzy i jeszcze większego majątku… to każdy jest w stanie zrozumieć. To ludzkie choć niekiedy bezsensowne, nawet głupie. Tamerlan zmarł w trakcie kolejnej wyprawy (tym razem na Chiny), a imperium jego rozpadło się zaraz po jego śmierci.

Uderzenia na Ukrainę, napaść na wiele jej miast, a później ich zniszczenie w przypadku Putina i rządzonej przez niego Rosji, nie da się jednak wyjaśnić w żaden logiczny sposób. Przecież „zdobywcy”, uczestniczący w niszczeniu tego miasta rosyjscy żołnierze (rosyjscy i ich najemnicy) w żaden sposób nie mogli się wzbogacić. Żenująco niskie uposażenie walczących w żaden sposób nie rekompensują ich „pracy” i ryzyka jakie ponoszą. Co również w wyniku zniszczenia np. Mariupola może zyskać putinowska Rosja, sam Putin? Przecież ten ostatni nawet obecnie posiadanego  majątku nie jest w stanie zmierzyć, a tzw. Rosja swych zasobów zagospodarować. Putin może zyskać w wyniku tej wojny zaspokojenie swej wątpliwej mani wielkości. Podobno szykuje w zrujnowanym, zniszczonym Mariupolu jakąś defiladę. Rosyjscy najeźdźcy, jeśli ich plan zdobycia miasta się powiedzie, chcą oczyścić centrum Mariupola ze zwłok i gruzu, by urządzić tam paradę wojskową na obchodzony w Rosji 9 maja Dzień Zwycięstwa. Kto miałby być odbiorcą tej defilady? Przecież nie mieszkańcy, którzy albo zostali ewakuowani (w głąb Ukrainy lub poza jej granice w wyniku wojennego uchodźstwa), albo zostali deportowani w głąb Rosji. Część z tych mieszkańców została wymordowana. Mer Mariopola poinformował, że w masowych grobach w pobliskim Manhuszu mogą spoczywać zwłoki 3-9 tysięcy mieszkańców tego miasta. Inne szacunki wskazują nawet na 20 tys. ofiar. Media opublikowały zdjęcia satelitarne firmy Maxar Technologies, na których widać około 300-metrowy rów, zbiorową mogiłę poległych. Podaje się, że spośród mieszkańców Maripola w mieście pozostało jeszcze jakieś 100 tys. osób. Możemy jednak z wielkim prawdopodobieństwem założyć, że po ostatecznym zakończeniu w nim walk i ci (którzy przeżyją) opuszczą zrujnowane miasto.

W 2021 roku Mariupol zamieszkiwało 431 tys. mieszkańców. Był to znaczący port handlowy oraz ośrodek przemysłu metalurgicznego. Według danych z 2002 roku 48,7% mieszkańców stanowili Ukraińcy, 44,4% Rosjanie, a 4,3% Grecy, przy czym jednocześnie aż 89,64% mieszkańców jako języka ojczystego używało języka rosyjskiego, a tylko 9,92% ukraińskiego, zaś greckiego 0,20%. Według greckich źródeł Mariupol to największe na Ukrainie skupisko rosyjskojęzycznej diaspory greckiej. Tak ruskojęzyczność to oczywiście nie rosyjskość. Poczucie tożsamości narodowej nie zawsze pokrywa się z językiem. Nie tu zresztą miejsce, by to rozważać. Odnośnie do mieszkańców Mariupola to już przeszłość. Tego miasta już nie ma. Może kiedyś powstanie w jego miejscu kolejne, może nawet zachowa swą poprzednią nazwę…, ale obecnego Mariupola już nie ma. Nie odbudują go też Rosjanie, nawet jeśli wygrają tę wojnę, co wydaje się niemożliwe. Przecież nie są w stanie zagospodarować nawet swych ogromnych obszarów i znajdujących się na nich bogactw. Kiedyś carat wykorzystywał w tym celu zesłańców, jeńców z różnych wojen, dziś jest to mrzonką. Wprawdzie, jak dowiadujemy się z mediów (choć nie do końca można im wierzyć), i dziś Rosjanie próbują deportowaną z zajętych obszarów Ukrainy ludność osiedlać gdzieś na Sachalinie itp., ale (jeśli to prawda), to tylko mrzonki, nie do zrealizowania we współczesnym świecie.

Wojna o Mariupol zaczęła się już 24 stycznia 2015 roku. Wówczas to na dzielnicę mieszkalną miasta spadły pociski z wyrzutni rakietowej typu Grad zabijając 30 osób cywilnych i raniąc prawie 100. Wydarzenie to było częścią ofensywy prowadzonej przez prorosyjskich rebeliantów w ramach wojny we wschodniej Ukrainie. Już wówczas raczono nas rosyjską quasi mową. „Ofensywa prowadzona przez prorosyjskich rebeliantów”, to przecież nazwa wojny prowadzonej przez Rosję za pośrednictwem jej najemników (opłacanych i uzbrojonych przez Rosję i kierowanych przez rosyjskich wojskowych i ich tajne służby). Atak ten spotkał się z oburzeniem i słowami potępienia ze strony UE, NATO, OBWE i Stanów Zjednoczonych. Na oburzeniu i słowach niestety wówczas się skończyło. Może to zbyt łagodna reakcja…, może gdyby już wówczas zastosowano ostrzejsze sankcje, nie pozwolono Rosji odzyskać sił… przygotować się do pełnej wojny. Może?

Tak się nie stało, kolejna odsłona tej zaczętej już w 2014 roku zajęciem Krymu wojny rozpoczęła się 24 lutego tego roku. Propaganda rosyjska nazwała ją specjalną operacją i skrupulatnie ukrywa jej cele… Te zresztą wciąż ulegają zmianom. Z każdym kolejnym dniem obserwujemy bezsens tej wojny, jej zbrodnie graniczące z ludobójstwem. Symbolem tego bezsensu będzie Mariupol. Zrujnowane miasto. Już 17 marca 2022 roku zastępca mera Mariupola Serhij Orlen roku stwierdził, że 80-90 procent miasta zostało zbombardowane. Nie ma ani jednego budynku bez uszkodzeń. Wszystkie są zniszczone lub uszkodzone. Została zniszczona prawie cała infrastruktura. 27 marca w mieście nie było już dostępu do bieżącej wody, prądu czy jedzenia. Z każdym kolejnym dniem skala zniszczeń jeszcze się pogłębiała. W mediach społecznościowych pojawiło się nagranie z centrum oblężonego Mariupola. Na krótkim filmie widać czołg armii Putina. Pojazd niszczy główny plac, a rozwydrzeni najeźdźcy driftują bez opamiętania.

Dziwna to i niezrozumiała wojna. Wielu próbuje na niej zarobić, np. właściciele przemysłu zbrojeniowego. Zniszczony w czasie wojny sprzęt, nawet ten darowany, armie różnych państw będą musiały uzupełnić. Już dziś pojawiają się nowe zamówienia. Można też zarobić na spekulacjach cenami ropy i gazu, wejść na nowe rynki, te które opuści zmuszona do tego sankcjami Rosja… Możliwości zarobku jest wiele. To jednak, że ktoś na tej wojnie próbuje zarobić, próbuje wykorzystać czyjąś głupotę… Nie, to niczego nie wyjaśnia. Słowo głupota zresztą również nie… To tylko epitet.

Mariupol to tylko najbardziej widoczny przykład bezsensu tej wojny. Ten widzimy w całym Dombasie. Publicyści i tzw. eksperci wskazują na to, że obecnym celem ukraińskiej wojny jest dążenie Rosji do opanowania obwodów donieckiego i ługańskiego. Górniczy i przemysłowy region Donbasu oraz tereny nad Morzem Czarnym wydają się ważne dla Moskwy, oprócz mostu lądowego do Krymu, przede wszystkim z tego powodu, że uważa się za istotne odebranie go Ukrainie i tym samym dalsze jej osłabienie. Czy jednak? Dziś Donbas jest niemal całkowicie zdewastowany. Nikt nie będzie odbudowywać tam przemysłu ciężkiego. Czytamy, że na zgliszczach Donbasu na pewno nie będzie odbudowywany ciężki przemysł. Ukraina stawia na nowe technologie, a w związku z tym na pewno nie będzie tam powrotu do gospodarki zdominowanej przez ciężkie sektory. Na pewno zyskają na tym huty, stalownie Europy Zachodniej, może i Polski, Czech… może i Rosji. Czy w takim razie chodziło o likwidację, usunięcie z rynku ukraińskiej konkurencji?  Odbywa się to kosztem mieszkańców Dombasu. W całym obwodzie donieckim, poza oblężonym Mariupolem, pozostało dziś już tylko 430 tys. z 1,67 mln mieszkańców. To dziwne… Kosztem uważanych przez Putina za Rosjan w większości rosyjskojęzycznych mieszkańców Dombasu? Czyżby rosyjski przywódca nie dostrzegł tego paradoksu?

Zdaniem rosyjskiego generała Minnekajewa: od początku drugiej fazy operacji specjalnej, która rozpoczęła się dwa dni temu, jednym z zadań armii rosyjskiej jest ustanowienie pełnej kontroli nad Donbasem i południową częścią Ukrainy … Minnekajew podkreślił, że dzięki kontroli nad Donbasem możliwe będzie utworzenie korytarza lądowego z Krymem. Z kolei kontrola nad południem Ukrainy ma zapewnić siłom rosyjskim 'punkt wyjścia do Naddniestrza, gdzie uciskana jest ludność rosyjskojęzyczna. Pełna kontrola Dombasu?  Cóż właściwie te słowa mają oznaczać. Opanowanie wyludnionych obszarów?  Oczywiście to tylko mrzonki, a może i zasłona dymna dla faktycznych celów tej wojny?

Wojny w Ukrainie wciąż nie rozumiem. Myślę, że zniszczenie Mariopola można porównać do zniszczenia kiedyś, bardzo już dawno jeszcze w czasach rzymskich – Alezji. Wówczas Rzymianie zwyciężyli, choć i to zwycięstwo było pyrrusowe. Podbijając Galię, niszcząc jej ośrodki gospodarcze zniszczyli swe przyszłe rynki zbytu, powstrzymali rozwój swojej gospodarki. Wdali się w kolejne wojny, które dziesiątkowały ich ludność. Wreszcie musieli przegrać. Imperium upadło. Również niszcząc Dombas, Mariupol, Rosjanie zniszczyli swe przyszłe rynki. Kilka też pokoleń będzie potrzebnych na to by Ukraińcy zapomnieli Rosjanom ich zbrodnie (tym bardziej, że teraz odżyła pamięć o poprzednich).

Życie nie znosi próżni… szczególnie gospodarka. Na wojnie w Ukrainie w jakiejś mierze wygra Europa… może i Chiny. Likwidacja ukraińskiego przemysłu stalowego i metalurgicznego skutkuje tym, że i na jakiś czas gospodarki tych państw zyskają możliwości uratowania swego przemysłu. Czyżby rosyjscy politycy, wojskowi rzeczywiście byli aż tak głupi, by tego nie przewidzieć? Nie pierwszy to zresztą przykład głupoty. Takie obserwujemy już od początków państwowości. Wiele społeczeństw ponosiło już koszty głupoty swych liderów i ich „strategów”. Głupoty m.in. Aleksandra Macedońskiego, Cezara, wspomnianego Timura Kulawego, Napoleona, Hitlera, Stalina… dziś głupoty Putina.

Cóż, próbując zrozumieć historię musimy przyjąć, że są wśród nas również ludzie głupi…, musimy też przyjąć i to, że wielu wciąż brakuje wystarczającego rozsądku, by tę głupotę rozpoznać. Pisząc wyżej o głupocie myliłem się… bez zrozumienia, że i taka miała i ma wpływ na nasze dzieje nigdy ich nie pojmiemy… nigdy też nie staniemy się mądrzejsi.

                                                              Piotr Kotlarz

 

Obraz wyróżniający: Mariupol. Autorstwa Mrpl.travel – Praca własna, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=98793858