oczy
nazywałem to obrazem
niedoścignioną paletą barw
zawsze po stronie krasy
owalność stron
zatacza kręgi codzienności
znaki żywiołów
jednak
nadal zachwycają mnie poranne zorze
wibracje żółto-pomarańczowych barw
porażone czerwienią zachody głębokiego słońca
mam to w sobie zrodzoną wrażliwość światła
pokrewne rozgałęzienia poświaty
inność
to co pozwala jednoczyć słowa
doświadczać muzycznej przestrzeni
nieskończoności
drgania neuronów
ten
wiem
powstaną ci co odeszli
co biwakują po własnej stronie
zbiorą swoją świadomość
przygarnie ich obecna niepewność wątpiących
to zapisane
wypełni się
ósmego dnia tygodnia
nowego kalendarza
ten z miasta Tamna
poprowadzi przez kręgi świetlistości
miara
każdy chwila nakłada się na zdarzenia
pamięć
zapomnienie
wydarzenie
ekstremizm
e – oczywistość
bezmiar
nawet jeśli
co dnia wyglądam na przyszłość
zakrzywiają się przestrzenne obramowania
diagramy liczb
szept nieskończoności
wrze elastyczna asocjacja
płynne strumienie
drga lawa
pulsator ponowoczesności
ten co o zmierzchu
przysiadł ten
co o zmierzchu
srebrzystym blaskiem
wypełnia puste miejsca
przykraca bezkształtność
spogląda zza cienia
schodzi do ludzi
oczekiwanie







