Wiersze / Robert Gawłowski

0
134
Dośpiew

Razem jesteśmy świtem, cieniem tego dnia,
a pewnego ranka przylecą po nas ptaki,
i zamknie się koło.

Znów wstanie dzień i wszystko inne będzie
tak jak było, cud czasu nie przestanie
zwodzić i uwodzić.

Gdzie nie pójdę, spotykam prawo i przyczynę,
zamyka się we mnie i otwiera śmierć,
jaką już poznałem.

Kiedy to mówię i kiedy się poruszam, jestem
jeszcze sobą i prowadzi mnie ścieżka,
której nie pojmuję.

Skoro już dałeś mi głos, otwieram go na wiatr,
wrzosom i sosnom zostawiam wersety
nabrzmiałe jesienią.

Nic ich już nie zmieni, ani wspak nie odwróci,
bo to cienie i odgłosy, cienie i odgłosy
na ziemi pod słońcem.

Oni

Nasze wspomnienia są splątaną gęstwą,
światłość oddziela je od siebie.

Głaszcząc twoje włosy, patrzę ci w oczy,
staję na skraju ciemnego lasu.

Oni już tak dawno weszli miedzy drzewa,
błądzą, nie mogą się wydostać.

Ich cienie żywe przechodzą przez ciebie
i przeze mnie, słyszymy szepty.

Mówią, że to poezja, ale to także śmierć,
w świecie naszym i nie naszym.

Elipsy

Syciłem się światłem tego poranka,
cisza wietrzała, chrzęściła ściółka.

Szedłem oniemiały przez wycinkę,
oddychałem sokiem ściętych kłód.

Potykałem się o sterczące korzenie,
o gałęzie i cienie martwych drzew.

Usiadłem na pniu pośrodku zagłady,
nie mogłem wydobyć z siebie słowa.

Nie były to metafory, a elipsy zbrodni,
zimna miazga, naga biel, suche łyko.

Obrzmienie

Doszliśmy do granicy, obrzmiały
słowa,

tężeje i tęchnie miękkie, mgliste,
bagno,

ścięte pnie, obłe konary nasiąkają
ciszą,

ranią nas kolczaste zasieki, zwoje
drutu,

umilkły trzciny, ucichły ptaki, giną
ludzie,

truchło bielika wynurza się z toni
ciemnej,

czegóż więc szukać mamy w tej
jesieni?

Na pożegnanie Poety Adama Zagajewskiego

A kiedy przejdziesz, na tamtą niewidzialną stronę,
twój katafalk obstąpią wszyscy akolici,
ci, co wielbili i sarkali.

Na bok będą odłożone racje, słowa na słowach,
słowa pod słowami zbudują ci nagrobek,
choć niewystygłe ciało.

Patrz, oto już niosą twoje portrety, kondukt
idzie i idzie, a chóru podniesione głosy
pieśń o tobie wznoszą.

Przy muzyce, która wcale nie jest niebiańską,
pośród codziennej wrzawy, przywołują
zasługi, głoszą chwałę.

I, już, już wybierają, co się świeci, co przypiąć
można jak broszkę, i każdy pilnuje swego
blasku i nim błyska.

A ty, nie wiedziałeś, ile to jest i będzie twarzy;
tłum gapiów rośnie, tłum, któremu byłeś,
a nie jesteś obojętny.

Prawda, to nie ich dziedzina, ale wypada przecież
coś rzec, podejść ze swoim wspomnieniem,
oddać cześć sobie.

Kto, jak nie oni, powiedzą o tobie; i ciesz się,
że powiedzą, chociaż tak szybko kamienieje
ciemna mowa.

                             Robert Gawłowski
Wrocław, 22 marca 2021 roku.

ROBERT GAWŁOWSKI – urodzony 7 czerwca 1957 roku w Mierczycach. Absolwent wrocławskiej polonistyki. Poeta, prozaik, krytyk literacki, dramaturg, scenarzysta, a także autor audycji i słuchowisk radiowych, w przeszłości związany z Polskim Radiem we Wrocławiu. Jako poeta debiutował w roku 1977. Opublikował tomy wierszy: Nie ukrywajmy tego szaleństwa (1983), Ograniczony wybór (1984), Marko Polo szuka nowej drogi (1984), Marko Polo (1987), Podróż chroniczna (1997), Georg – ostatnie chwile, ostatnie błyski (1998), Pył (2020), Dotknięcie (2020), Wieża wiatrów (2021) oraz esej Książeczka o poezji (1997). Jest też autorem sztuki teatralnej o Edycie Stein zatytułowanej Droga w ciemności (1992 – premiera radiowa, 1997 – premiera teatralna) i zbioru opowiadań Pan Świat (2018). Wiersze, recenzje, szkice i eseje drukował w wielu czasopismach literackich w Polsce i za granicą. Należy do Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Laureat nagrody I stopnia w dziedzinie literatury im. Stanisława Wyspiańskiego (1988) oraz nagrody Fundacji Kultury (1994). Współtwórca Międzynarodowego Forum Sztuk Akustycznych pro arte acustica MACROPHON (1991, 1994) oraz artystycznego Radia Copernicus (2005), honorowo wyróżnionego podczas światowego festiwalu sztuk multimedialnych Ars Electronica (2006).