Wiersze / Paweł Lewandowski

0
662

***

dom był na końcu ulicy
staroświecki z czerwonej cegły
stoi na drodze marzeń
ścinano właśnie przy nim drzewa

kiedyś wieszano na nich dłużników
pijaków kurwy i inne szemrane towarzystwo

wyrosła zgrabna paczka
pełna gama gróźb
i niespełnionych potrzeb

dziś mijam go mimo woli
mimo wszystko

aby więcej nie myśleć
nie przetwarzać informacji o miejscach zapominanych

zresztą słusznie
ktoś z przechodniów tylko splunął
na samą myśl

jest ich tak wiele
wiszą jak stare ciuchy

na pohybel przyjezdnym
na pohybel tobie

 

 

Ona wciąż to same ma imię

siedzisz leżysz oddychasz
lecz coraz słabiej
wdech wydech
nieskończony taniec

szukasz aby nigdy nie znaleźć
jakiejkolwiek drogi
celu
sensu współżycia ze sobą
bo społecznie to już się przejadło

wody w ustach jest tak wiele że szkoda budować kolejne tamy
a z drugiej strony
ty wciąż nachalnie nagminnie i punktowo

stajesz w szranki z myślą że to na prawdę nie ma sensu
że lepiej się zabić

jesteśmy tylko kropką
być może zatartym powoli przecinkiem

wobec

no właśnie
wobec czego
nie będziemy
nie mogliśmy

nie dałem rady

 

Co będzie a być może być powinno

transhumanizm w najlepszym wydaniu
to taki zbiór nas
wydanych i wybitych na plikach
tekstowych
obrazach
czy filmach

tylko czy ten wybiórczy zestaw zawierałby wszystko
nawet tą tak przecież lekką duszę

i choćby miał przyjść rok 2325 to może będziemy tylko zapisem danych
bez ciał
bez możliwości ruchu

za to nieśmiertelni
stworzeni by być

mimo tego że kolejny bezpretensjonalny wybuch
ruch ciał niebieskich

również o nas zapomni
wszystko zawsze wraca do początku
bądź do końca

 

Nie trzeba

poeta nie musi być wciąż smutny
zadowolony bez powodu jest jedynie głupiec
nie musi tworzyć aby móc wszystko przeliczyć
przepisać
przepalić

i mimo że napisałem o wiele za dużo zadań
w tym o wiele za mało prawdy

to wciąż mam coś sobie do przekazania

nie muszę się trudzić aby czytelnik mnie zrozumiał
aby za każdym razem trafić w jego sedno

tak na prawdę piszę bo nic innego nie potrafię
i nic ponadto
nie daje mi wewnętrznego spokoju

siedzę przecież w martwej
zmartwionej przestrzeni

między wszystkimi słowami
których jeszcze nie napisałem
a które kiedyś wypłyną na powierzchnię

jak w utytłany nieporządek brudu dnia

wszędzie tam
gdzie komuś coś nie przypadnie do gustu
gdzie wielcy i mali albo się pomylili

albo słusznie mieli to w dupie


***

za każdym razem gdy patrzę na ciebie jak zwinięta w kulkę płaczesz z mojego powodu
to gasnę o kolejny rok
wchodzę w rolę potwora

to tak jakbym podpalał nasz dom
naszą sypialnię
i przyszłość

z każdym kolejnym kłamstwem
które przychodzą mi coraz łatwiej
czuję że tracisz ze mną czas

że nie wystarczy go dla nas dwojga

lecz potrafię jeszcze sobie wyobrazić
że panuję nad moim władcą
zrzucę go z tronu
obalając nieporządek życia

i już nie będę upadał

nie wierzę w drogi krzyżowe
we wszelakie rozwidlenia

jedyne co jest mi potrzebne to jakiś wspólny mianownik
punkt
do którego płynę

przecież
zawsze gdzieś w oddali
gdzieś na krańcu świata
pali się kontrolka

według jej instrukcji
tylko sam mogę objąć właściwy kurs   

                           Paweł Lewandowski

 

Paweł Lewandowski – urodzony w 1990 r. i całe życie związany z Olsztynem. Uczestnik wielu slamów poetyckich. Publikowany parokrotnie w czasopismach literackich. Prywatnie tata 8-letniego Cezarego.