***
dom był na końcu ulicy
staroświecki z czerwonej cegły
stoi na drodze marzeń
ścinano właśnie przy nim drzewa
kiedyś wieszano na nich dłużników
pijaków kurwy i inne szemrane towarzystwo
wyrosła zgrabna paczka
pełna gama gróźb
i niespełnionych potrzeb
dziś mijam go mimo woli
mimo wszystko
aby więcej nie myśleć
nie przetwarzać informacji o miejscach zapominanych
zresztą słusznie
ktoś z przechodniów tylko splunął
na samą myśl
jest ich tak wiele
wiszą jak stare ciuchy
na pohybel przyjezdnym
na pohybel tobie
Ona wciąż to same ma imię
siedzisz leżysz oddychasz
lecz coraz słabiej
wdech wydech
nieskończony taniec
szukasz aby nigdy nie znaleźć
jakiejkolwiek drogi
celu
sensu współżycia ze sobą
bo społecznie to już się przejadło
wody w ustach jest tak wiele że szkoda budować kolejne tamy
a z drugiej strony
ty wciąż nachalnie nagminnie i punktowo
stajesz w szranki z myślą że to na prawdę nie ma sensu
że lepiej się zabić
jesteśmy tylko kropką
być może zatartym powoli przecinkiem
wobec
no właśnie
wobec czego
nie będziemy
nie mogliśmy
nie dałem rady
Co będzie a być może być powinno
transhumanizm w najlepszym wydaniu
to taki zbiór nas
wydanych i wybitych na plikach
tekstowych
obrazach
czy filmach
tylko czy ten wybiórczy zestaw zawierałby wszystko
nawet tą tak przecież lekką duszę
i choćby miał przyjść rok 2325 to może będziemy tylko zapisem danych
bez ciał
bez możliwości ruchu
za to nieśmiertelni
stworzeni by być
mimo tego że kolejny bezpretensjonalny wybuch
ruch ciał niebieskich
również o nas zapomni
wszystko zawsze wraca do początku
bądź do końca
Nie trzeba
poeta nie musi być wciąż smutny
zadowolony bez powodu jest jedynie głupiec
nie musi tworzyć aby móc wszystko przeliczyć
przepisać
przepalić
i mimo że napisałem o wiele za dużo zadań
w tym o wiele za mało prawdy
to wciąż mam coś sobie do przekazania
nie muszę się trudzić aby czytelnik mnie zrozumiał
aby za każdym razem trafić w jego sedno
tak na prawdę piszę bo nic innego nie potrafię
i nic ponadto
nie daje mi wewnętrznego spokoju
siedzę przecież w martwej
zmartwionej przestrzeni
między wszystkimi słowami
których jeszcze nie napisałem
a które kiedyś wypłyną na powierzchnię
jak w utytłany nieporządek brudu dnia
wszędzie tam
gdzie komuś coś nie przypadnie do gustu
gdzie wielcy i mali albo się pomylili
albo słusznie mieli to w dupie
***
za każdym razem gdy patrzę na ciebie jak zwinięta w kulkę płaczesz z mojego powodu
to gasnę o kolejny rok
wchodzę w rolę potwora
to tak jakbym podpalał nasz dom
naszą sypialnię
i przyszłość
z każdym kolejnym kłamstwem
które przychodzą mi coraz łatwiej
czuję że tracisz ze mną czas
że nie wystarczy go dla nas dwojga
lecz potrafię jeszcze sobie wyobrazić
że panuję nad moim władcą
zrzucę go z tronu
obalając nieporządek życia
i już nie będę upadał
nie wierzę w drogi krzyżowe
we wszelakie rozwidlenia
jedyne co jest mi potrzebne to jakiś wspólny mianownik
punkt
do którego płynę
przecież
zawsze gdzieś w oddali
gdzieś na krańcu świata
pali się kontrolka
według jej instrukcji
tylko sam mogę objąć właściwy kurs
Paweł Lewandowski
Paweł Lewandowski – urodzony w 1990 r. i całe życie związany z Olsztynem. Uczestnik wielu slamów poetyckich. Publikowany parokrotnie w czasopismach literackich. Prywatnie tata 8-letniego Cezarego.

