Wiersze / Michał Kaczmarek

0
303

Pożegnanie z kawalerką

mężczyzna który tej nocy umrze
jest sam
zaplanowane
że zostawi go żona
wyprowadzi się syn

z żoną rozmawia przez telefon
o sprawach codziennych

kładzie się do łóżka
papierosy i zapalniczka

na pokrętłach radia
ciepło palców

w lodówce jedzenie
ustawione z nieznanym zamiarem

kroki choć wyczuwalne
nie ujawnią swoich kierunków

sufit mimo że patrzy z góry
nie mówi o ostatnim wdechu

okulary położone na skraju stolika
dowodem na słabą niepewną dłoń
może kierowane przypadkowo
aby nie zahaczyć o gazetę

nie odtworzy się
wieczór godzina po godzinie
przypomina znamię na białej skórze
plama w rogu
zamalowana po sprzedaży
córce policjanta i głównej księgowej

 

Kawalerka

nie miała w życiu łatwo
zbudowana w latach osiemdziesiątych
trzaskanie drzwiami
płacz dziecka

odwracała wzrok
od wersalki którą mdli
na widok plamy moczu
co działo się w łazience
nie chciały wiedzieć meble
kuchenne ani przedpokojowe
wystraszone odgłosami wymiotów

wasze relacje ociepliły się
kiedy zostałeś sam
żona i syn odeszli
piłeś rzadziej
mniej drastycznie

czyściłeś włosy z pająków
ozdabiałeś
do dzisiaj wspomina
szachownicę z pionkami przyklejoną do ściany

nowa właścicielka irytuje
wyrywa zęby
obdziera ze skóry

kawalerka tęskni
za wieczornym słuchowiskiem w radiu
nieudolną publicystyką
pisaną koniecznie piórem wiecznym
na kartkach rozdzieranych drugiego dnia

 

Ostatnie spotkanie

przyjechaliśmy po matkę
by nas odwiedziła
ojciec miał zostać
złe samopoczucie

siedzieliśmy w samochodzie
przywitał się
pomachał wnukowi
rzucił wesoło ja bym pojechał

matka nie chciała
po latach pijaństwa
kiedy się uspokoił
wolała go mieć pod kontrolą
w określonym miejscu
jak lampkę która na środek biurka
rzuca coraz słabsze światło

przed telewizorem
zadowolony z kilku dni samotności
w połowie niewidoczny
wysepka w deszczu
która grozi wypadkiem

 

Fotel który został w pamięci

wagarowicz chodzi po parku
myśli o samobójstwie
przykuwa wzrok

matka położyła głowę na twoich udach
szukała ucieczki od męża
twojego ojca
matczyny policzek
dotknął zbyt młodych kolan
zatrzymał ręce które nie rozumiały
nie pogładziły włosów
przyszło zbyt wcześnie
zaufanie

usiadłeś w fotelu
czekałeś na powrót pijaka
teraz się włóczysz

wyjdź z parku
dziecko
wstań z fotela
dlaczego nie zostawiłeś mieszkania
ścieżki były otwarte jak wystraszone usta

wrosłeś w oparcie
odebrano mowę
w czasie alkoholowej imprezy
odebrano zdolność ruchu
jestem po drugiej stronie
by ożywić płuca
wpuścić krew
w bladą skórę brzucha

zostaw dom
proszę
moje dziecko
uciekaj
ja
o którym zapomniałem

 

Strych
tam chodzą aniołowie stróże
wyrzucamy kłótniami

krzyk
płacz
kubek o ścianę
marsz schodami na górę

na drewnianych belkach
jeden obok drugiego
coraz słabsi

przez szpary w klapie
dźwięk rozbijanych przedmiotów
ucieczka dziecka

siwieją
wysychają
upadają bez słowa

zostają po nich kłębki
rozrzedzonej waty
kokony pająków
które raz w roku zamiatamy
za domem czyścimy szufelki
z oblepiających resztek

 

Mały

dojrzały na tyle by odczuwać
ale niewystarczająco dojrzały
by przyjmować ciosy
wymierzane przy alkoholu
który potęguje urazy
wobec żony czyli twojej matki
a także wobec ciebie gdy mówisz
niewykształconym logopedycznie językiem
tata cicho
tata cicho

 

przykład perfidii
czterolatek który nie ma umiejętności
stosowania cynizmu w celach obronnych
ty patrz na siebie
twój ojciec złotówki nie dał

bezruch
kapie ślina
żałosny obraz niemocy
celowo zmiażdżony ślimak
wyrywane owadom odnóża
dają nadzieję że usprawni
metody odparcia agresji
i stanie się jednym z nas

 

Michał Kaczmarek, ur. w 1986 w Głogowie. Z wykształcenia nauczyciel języka angielskiego. Publikował w pismach i na portalach, między innymi: „Afront”, „Akant”, „artPAPIER”, „eleWator”, „Migotania”, „Pro Libris”, „Protokół Kulturalny”, „Śląsk”, „Tlen Literacki”, „Wytrych”.