Wiersze / Marek Wołyński

0
460

GENESIS

Lepiłem człowieka z piasku
co chwilę podnosiłem
w obu dłoniach sypką substancję

Na porywistym wietrze

drobne kamienne nasiona
nie wiązały się w całość

Nie pomogła nawet woda
z pobliskiego źródła

Człowiek którego stworzyłem
nie posiada stałego ciała
jest podobny
do burzy piaskowej
widma karawany

 

ŁZY PANA BOGA

Mówią
że deszcz
to łzy Pana Boga

A to przecież banał –
zwykła woda

Łzy Pana Boga
mamy w oczach
kiedy nasze dziecko
robi pierwszy krok
dotykając ziemi

i kiedy widzimy
jak ta sama ziemia
staje się dla bliskich
wieczności
dachem

 

DROGA

Przeciskam się
przez wieczór

Sklepowe witryny
chcą mi podarować
całe swoje dobro –
dziękuję im

Idę dalej

Mijam ludzi
których za rękę prowadzi
mały ekran
wirtualnego świata

Liczę latarnie
przyciągając do nogi
wierny cień

Na końcu ulicy
zaczyna się noc

Wchodzę na nią
po schodach

Tak mogłaby wyglądać
zwykła droga
do Nieba

 

JESZCZE NIE CZAS

Górski szczyt
przykryła chmura –
wiatr mocuje się
z siwym warkoczem

chcąc rozjaśnić
zgarbiony wierzchołek
co niczym wdowa
na ławce

Niebo się wydaje
tak przezroczyste –
jakby w zaświaty

otwarta
droga

lecz kiedy Słońce
rozpala horyzont
wspomnienie
polnych kwiatów
nie pozwala
odejść

 

DOBRE ZDANIE
              Pamięci ukochanej siostry

Zamieszkała
na końcu
szpitalnego korytarza

Razem z nią –
oczy opisane
widokiem z okna
i słowa modlitwy
którą wymyśliła
sama

Kiedy
przytuliła się do mnie
ostatni raz –
prosiła
żebym pisał
jak najmniej
smutnych wierszy

Zanim zabrał ją
posłaniec
w białym fartuchu
mówiła
że w jego pokoju
jest czyściec
a później już tylko
prosta droga do Nieba
i że będzie pięknie

Później dodała
że jeśli jednak
napiszę o tym wiersz
to żeby on się skończył
jakimś dobrym zdaniem

Na przykład:
Śmierć też
potrafi kochać

 

DEPRESJA METAFOR

Metafory
też tracą równowagę –

wypełniają wtedy wiersze

matowym zmierzchem
a znaczenia rozrzuca
niespokojny wiatr

Niewiele mówią

Przyciskane piórem
zbierają się w sobie
na deszcz

Czasami
zamieniają kartkę
na grudkę ziemi
w dłoni

 

***
Jest we mnie
tyle samo smutku
co wschodu słońca

tyle pokory
co błyskawicy

tyle samo zgody
co ogromnej fali
bijącej o skały

Ale jest też
czegoś za dużo –

piasku
na dnie

                      Marek Wołyński

Marek Wołyński jest absolwentem Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Opolu (1985). Debiutował w 1981 r. w prasie studenckiej. W latach 80. publikował m.in. w „Szpilkach”, „Radarze”, „Integracjach” i miesięczniku „Opole”. W 1986 r. zdobył pierwszą nagrodę w ogólnopolskim konkursie Młodzieżowej Agencji Wydawniczej na książkowy debiut poetycki (zbiór Ściszonym głosem). W tamtym czasie ukazało się kilka jego książek poetyckich, m.in. tomik Arena (Wyd. WERS, 1992 r.) i pierwsze, bibliofilskie wydanie Miłosnego abecadła.
W 2017 roku – po blisko 20-letniej przerwie – wrócił do pisania, wydając nakładem Wydawnictwa ANAGRAM zbiory wierszy: Mój labirynt (2017), Miłosne abecadło (wydanie drugie, 2018), Moje legendy (książka wydana w 2019 r. została wyróżniona na liście „Książki dekady” portalu „Przeczytane. Napisane”), Pod ciężarem skrzydeł (2020) i Pajęcza harfa (2023). W roku 2021 wydał (również w ANAGRAMIE) dwie książki zawierające felietony, zapiski dziennikowe oraz krótkie formy literackie – Na różne tony i Dookoła głowy, a nakładem MARKETING I WIEDZA ukazał się jego zbiór wierszy Bez końca. Swoje utwory publikował ostatnio m.in. na łamach miesięczników „Odra”, „Śląsk” i „Akant”, w kwartalnikach „Postscriptum”, „Migotania”, „Liry Dram” (w numerze 34 Liry Dram znalazła się obszerna prezentacja jego twórczości), oraz na wielu portalach internetowych promujących literaturę piękną.
Okazjonalnie zajmował się i zajmuje także działalnością wydawniczą.