Wiersze / Agnieszka Smugła

0
252
dav

Dzień jak co dzień

Rankiem odpływam
bo moja przystań
nie jest bezpieczna
W dzień rozbita
dryfuję po oceanie
kawy

Wieczorem próbuję dobić
do brzegu
Bezskutecznie dobijam się
do drzwi snu
Dobija mnie
bezradność

Zapada głęboka noc
a ja wciąż nie mogę zapaść
w sen
Coraz głębiej zapadam się
w sobie

Z odrętwienia budzi mnie strzał
w dziesiątkę
To maksimum skali
paniki

 

Tkwię tępo

W skroniach pulsuje strumień słów
Porozwiązywały się i szumią
Mogą znaczyć tak wiele
Wiele albo prawie nic

Sens umknął mi w popłochu
ściskając w pięści dostęp
do źródła siły

A ja
skrępowana
tkwię tępo
w kłębowisku
w bolesnym bezruchu

 

***

Przykryte
prześcieradłem z fizeliny
brudne niebo

Prowizoryczne
jak kuszetka
Zimne
jak nieogrzewany wagon
w nocnym pociągu

Księżyc nie patrzy na mnie
Chyba też się gniewa

 

Eureka

kiedy uchylam rąbka
tajemnicy złożonej
w kostkę
całujesz mnie jedną
a po chwili drugą

wkraczasz
do świata pragnień
przed światem
skrywanych

lekko dotrzymujesz kroku
roztańczonym fantazjom

bez trudu wciskasz głodne
spragnione ego
w soczystą szczelinę między
jawą i snem

wgryzasz się w pikantne
niuanse
coraz głębiej

rozgryzasz mnie
zalewa cię fala
krzyczysz

nie boisz się że utoniesz
mój oddech jest płytki

 

Zdecydowanie pod

Dmucham na zimne
ołowiane drzwi.
Brak mi tchu,
a one
ani drgną.
Chciałabym rzucić
odrobinę światła
na podłogę;
namalować obraz –
lekką kompozycję
z promieni.
Zdecydowanie postawić
kropkę
pod i.
Tak.
Zdecydowanie pod.

 

Korci mnie

zbyt już dla mnie obszerna dusza wciąż mi pączkuje
jak ten worek pokutny w szwach mi pęka od grzechów
serce znowu okrawam bo obite się psuje
a od twarzy odkleja się atrapa uśmiechu

pod nogami z ołowiu droga plącze się w supeł
korci mnie by go posłać aż do diabła kopniakiem
by wyjść z siebie już wreszcie
by rozsadzić skorupę
by pokazać
to ja
figa z makiem

 

Początek jesieni w Sopocie

na skwerku jak kołek w płocie
w Sopocie
na ławce tkwił gość pod wpływem
wraz z piwem
i uparł się we mnie wlepiać
swe ślepia
gdy tam godzinę siedziałam
bez mała

spotkanie z miłą osobą
tuż obok
zaplanowałam po pracy
i cacy
umilić chciałam czekanie
czytaniem
ale zaczęłam się zwijać
bo pijak

posyłał mi wciąż buziaki
przez krzaki
mamrotał ochrypłym głosem
pod nosem
i z ławki powstał on w końcu
ku słońcu
do mnie udając się w drogę
po ogień

zadziwił się że nie palę
tak wcale?
i dodał jako suplement
komplement
żem najpiękniejszym z odcieni
jesieni…

…tutaj nastąpił moment poetyckiej zadumy mojego rozmówcy, który zaowocował głębokim, niemal egzystencjalnym pytaniem:

październik listopad… wrzesień
to jesień?

        Agnieszka Smugła

 

Agnieszka Smugła urodziła się w 1973 roku, mieszka w Gdańsku.
Jest aktywną uczestniczką akcji „Wiersze na murach” prowadzonej przez Michała Zabłockiego za pośrednictwem serwisu eMultipoetry. Dotychczas wybrano i wyświetlono na fasadzie kamienicy na rogu ulicy Brackiej i Rynku Głównego w Krakowie blisko 200 jej tekstów.
Jest członkiem zarządu stowarzyszenia Gdański Klub Poetów.
Jej wiersze publikowano w antologiach Klubu, a także w pismach literackich i artystycznych, takich jak m.in. „Czas Literatury”, „Neony Tożsamość”, „Pisarze.pl”, „Post Scriptum” czy „ReWiry”. Tłumaczono je m.in. na język angielski, fiński, grecki, niemiecki, rosyjski i ukraiński.