Przeznaczenie (Z cyklu: Cienie na ścianie) /   Marek Weiss Grzesiński

0
451
Każdy człowiek dysponuje jakimś dowodem z własnego życia, że istnieją zjawiska nadprzyrodzone. Niektórzy mają imponującą ich kolekcję. Dadzą sobie rękę uciąć, że spotkali ducha, albo że byli świadkami cudownego uzdrowienia kogoś znajomego, bliskiego, czy wręcz siebie samego. Dowodzą, że niesamowity zbieg okoliczności, jaki przeżyli, musiał być wynikiem ingerencji siły wyższej, bo takie przypadki się nie zdarzają samoistnie. A przecież się zdarzają. Rachunek prawdopodobieństwa jest oczywiście bardzo skomplikowany i operuje w obszarach wielkich liczb. Jednak wygrane na loterii, w ruletkę, czy w totka zdarzają się często i wyższa siła musiałaby być szalonym wirtuozem, żeby je wszystkie obsłużyć. Uzdrawianie śmiertelnie chorych, lub niepełnosprawnych nie wydaje się dowodem na łaskę opatrzności, bo trzeba by ją również obwinić o wywołanie danej choroby, albo kalectwa.
Oczywiście liczni wyznawcy sił wyższych mają logikę za nic i nie rozumiejąc niczego ze związków przyczyn ze skutkami, uważają, że sił wyższych żadne zasady nie obowiązują. To nic, że woda przy temperaturze stu stopni Celsjusza zawsze zaczyna wrzeć, a samolot przy odpowiedniej wysokości wzbija się niezawodnie w niebo. To nic, że wiemy dzisiaj prawie wszystko o powstawaniu i leczeniu chorób, o powstaniu i prawdopodobnym końcu wszechświata. To nic, że znamy prawdę o śmierci, z którą nikt jeszcze nie wygrał, bo kiedy życie zakończy się definitywnie i materia, z której jesteśmy zbudowani zacznie się rozkładać, żadna siła, choćby nie wiem jak wysoka, nie będzie w stanie przywrócić nas do życia. Dla wielbicieli metafizyki wszystkie te zdobycze myśli ludzkiej zbierane w sensowną całość przez tysiąclecia nie mają żadnego znaczenia, skoro wierzą, że wystarczy pomodlić się do Boga, a on pochyli się nad naszym indywidualnym losem i zakwestionuje dla nas prawa fizyki, chemii i biologii. Potężnym wsparciem tej wiary jest przekonanie, że istnieje coś takiego jak przeznaczenie. To jakiś wielki plan sił wyższych, którego wpływu doświadczamy w naszym życiu w gąszczu niezliczonych przypadków.
Mało kto się zastanawia, że gdyby istniał taki plan, musiałby ogarniać wszystkie zdarzenia od początku świata, wszystkie istoty uzurpujące sobie posiadanie własnej wolnej woli i wszystko, co się wydarzy za chwilę, jutro za rok i do dnia naszej śmierci, a potem dalej w niekończącej się przyszłości. Taki niezwykle precyzyjny plan musiałby uwzględniać wszystkie powiązania światowych struktur i ich wzajemny wpływ na siebie. Przecież każde odstępstwo od planu na poziomie poszczególnych jednostek musiałoby spowodować niezliczone konsekwencje w najbliższym otoczeniu, a te w dalszych i jeszcze dalszych. Te konsekwencje rozchodziłyby się jak fale, a odstępstwa u innych wywoływałyby ich fale, i tak razy miliony istnień odstępstwa burzyłyby ustalone plany w niemożliwy do przewidzenia sposób. Wierzący upierają się, że te odstępstwa też zostały przewidziane i siła wyższa kontroluje całość bez trudu. Znaczyć by to musiało, że wolna wola nie istnieje i w związku z tym nie mamy wyboru między dobrem i złem. A to by znaczyło, że Bóg tworzy dobro jak i zło w równym stopniu. Te sprzeczności wywołują wrażenie, że nie da się pogodzić wiary we wszechmoc siły wyższej i wiary w przeznaczenie. Ale ludzie to godzą i to tak powszechnie, że wydaje się jakby metafizyka była tablicą, na której każdy wypisuje sobie co chce nie dbając o zgodność jednego z drugim. Snucie fantazji przez miłośników wschodnich religii o karmie, w której zawarte jest przeznaczenie, nigdy jakoś nie uwzględnia, że musiałaby ona być karmą totalną, ogarniającą losy milionów tak, żeby nie doszło do katastrof sprzecznych ze sobą karm.
Powie ktoś, że byt nie jest całością, tylko istnieją oddzielne byty nie powiązane ze sobą, a każdy z nich ma swoje przeznaczenie. Ale jeśli X zabije Y, to obaj muszą mieć wspólną karmę w dodatku połączoną z przeznaczeniem rodzin i szerokiego kręgu osób wokół obydwu osobników. Załóżmy, że zgodzimy się z faktem, że jeśli wszystko zapisane jest w wielkiej księdze losów i wolna wola nie istnieje, a więc bez sensu męczymy się z wyborem dobra lub zła. Wtedy jednak odezwą się uczeni i uświadomią nam, że biologia obliczyła ilość milionów plemników atakujących jajeczko po jednym wytrysku bez żadnego planu, aż jakiś z nich przypadkiem wbije się pierwszy. Fizyka kwantowa wykluczyła istnienie totalnego planu bytu już na poziomie najmniejszych cząstek materii. Widzimy tam chaos przypadków, jak w naszej ludzkiej rzeczywistości. A zwieńczeniem tego chaosu nieprzewidywalnych zdarzeń jest otchłań kosmosu. Szkoda, bo cud przeznaczenia wydaje nam się taki piękny! Większość z nas pragnęłaby spotkać wróżkę, która umiałaby czytać w księdze losu i przepowiedziała nam naszą przyszłość ze szczególnym uwzględnieniem daty śmierci. Czy jednak nie warto dostrzec większe piękno, jakim jest wolna wola każdego z nas, nawet ograniczona tysiącami utrudnień, ale jednak zezwalająca nam zdecydować o tym, czy pójdziemy w lewo, czy w prawo, czy chcemy żyć dalej, czy już umrzeć. Wolności nie musimy nazywać cudem. Nie jest ponad prawami świata. Jest realnym dobrem każdego człowieka. Może nawet największym?
                          Marek Weiss Grzesiński  (23 lipca 2013)

[Tekst publikowany był pierwotnie na Facebooku pana Marka Weiss Grzesińskiego. Tu za zgodą autora. Grafika za Facebookiem pana Marka Weiss Grzesińskiego]