Ponownie o klimacie / Piotr Kotlarz

0
191

Nie potrafię zrozumieć, że do aż tak wielu nie potrafi przemówić prosta logika. Poświęciłem temu tematowi już kilka artykułów, powoływałem się na Beniamina Franklina, który jako pierwszy wskazał na tę zależność, sądziłem, że ukazane w dziejach naszej planety przykłady wyraźnych powiązań między erupcjami wulkanów a klimatem są na tyle oczywiste, że teza ta zostanie jednak przyjęta lub spotka się przynajmniej z jakimś zainteresowaniem. Niestety, widzę, że większość publicystów, a więc i badaczy, na których oni się powołują, wciąż pozostaje przy poprzednich hipotezach. Wciąż powtarzane są teorie o jakichś tam cyklach słonecznych (tworzone na bazie bardzo wątłych przesłanek i bardzo niewielkiej jeszcze wiedzy o przebiegu zmian klimatycznych na różnych obszarach naszej planety, a te przebiegały przecież bardzo nierównomiernie, zresztą również w oparciu o bardzo krótki okres badania aktywności Słońca), wciąż też dominuje teoria o tzw. „efekcie cieplarnianym” i wpływie naszej, ludzkiej aktywności na klimat. Jakby nie wystarczył tu jeden prosty argument, że zmiany klimatyczne w historii Ziemi są zjawiskiem istniejącym od jej zarania.

Zdaję sobie sprawę z tego, że portal WOBEC jest wciąż bardzo niszowy, że jego zasięg jest bardzo ograniczony, niemniej jednak myślałem, że do pewnych wniosków ludzie dochodzą niezależnie. Przecież w wielu miejscach można znaleźć informacje o tym, że jakiś konkretny wybuch wulkanu przyczynił się na jakimś tam obszarze do takiego to, a takiego okresowego ochłodzenia. Wystarczyłoby więc te informacje uporządkować, podjąć badania i wreszcie znaleźć metodę, która umożliwi tworzenie w miarę prawdopodobnych długoterminowych prognoz klimatu.

Klimat naszej planety jest uzależniony od stopnia zanieczyszczenia stratosfery. Zależy to od wielkich kataklizmów spowodowanych upadkami wielkich asteroid i wybuchów stratowulkanów. Zależność tę można prześledzić dziś już na przestrzeni miliardów lat. Ostatnie miliony, czy tysiąclecia pozostawiły swój zapis w rdzeniach lodowców.

W jednym z poprzednich artykułów dowiodłem, że tak zwane „zimy stulecia”, okresy ochłodzeń w XX i w początkach XXI wieku wiązały się zawsze ze wzmożonym wulkanizmem. W okresach ocieplenia zazwyczaj dochodziło do wybuchów 2-3 wulkanów rocznie, zaś z chwilą gdy co około 8-11 lat dochodziło do 6-8 takich wybuchów rocznie następowało na pewnych obszarach ochłodzenie. Tak było i w ostatnim roku, wzmożony wulkanizm mieliśmy też w roku obecnym. Nic więc dziwnego, że za nami była bardzo ostra zima, że wiosna i to chłodna przyszła tak późno, że sierpień był rekordowo chłodny, że czeka nas długa i ostra zima.

Skala wybuchów wulkanów (choć dość licznych) jest jednak niewielka i jeśli nie dojdzie do wybuchu wulkanu o większej skali (od 6 VEI w górę) to ochłodzenie potrwa co najwyżej dwa lata. Tak bywało w przeszłości i nie ma przesłanek wskazujących na to, że tym razem może być inaczej. Względnie niewielkie zanieczyszczenie stratosfery przeminie. Pyły opadną.  Ochłodzenie spowodowane obecnym wulkanizmem (wybuchają wulkany o skali 3-4 VEI) jest zbyt małe, by mogły ponownie rozbudować się lodowce. Prądy oceaniczne, które pod nimi się ochładzały wkrótce znów będą tracić znacznie mniej z pozyskanego w strefie między równikami ciepła. Ponownie postępować będzie ocieplenie.

To bardzo złożony proces. Związek między wulkanizmem, a prądami oceanicznymi i klimatem jest jednak oczywisty. Z jakiego powodu tzw. „naukowcy” nie chcą tego dostrzec.

Dziś czytam, że  amerykańska NOAA opublikowała pierwsze prognozy długoterminowe już na zimę. Grudzień może być chłodniejszy niż poprzednie, co wiąże się ze zjawiskiem La Nina. Modele matematyczne NOAA z prognozowaną anomalią temperatury na grudzień 2021 pokazują, że w naszym regionie ostatni miesiąc roku może być chłodniejszy niż w ubiegłym roku – informuje portal fanipogody.pl.

Serwis wyjaśnia, że tak może zadziałać, dość silne w tym roku, zjawisko La Nina. To dlatego zima może różnić się od tych, które obserwowaliśmy w ostatnich latach. Aktywność La Nina może sprawić, że zima na półkuli północnej może być chłodniejsza.

Z prognoz długoterminowych służb amerykańskich wynika, że choć możemy liczyć na cieplejsze tygodnie, to do Polski spływać będą arktyczne masy powietrza. To oznacza, ze w grudniu nie zabraknie śniegu i mrozu.

Wszystko wskazuje na to, że La Nina zdaje się zapewnić nam chłodniejszy okres zimowy tylko pod koniec roku. Prognoza anomalii temperatury na styczeń 2022 zapowiada, że pierwsze tygodnie nowego roku będą cieplejsze niż norma wieloletnia.

„Widać, że w większości regionów Europy będzie cieplej o ok. 1 st. C niż w okresie referencyjnym” – zauważą portal fanipogody.pl, zaznaczając, że na wschodzie Polski może być to nawet o 2 st. więcej niż w ostatnich latach.

Jednocześnie z modeli NOAA wynika, że w styczniu może spaść jednak więcej śniegu, niż wskazuje średnia wieloletnia.

Amerykańskie modele pokazują, że luty i marzec mogą być o kilka stopni cieplejsze. To z kolei oznacza, że nad naszą część Europy będą częściej docierały niże znad Atlantyku, a w efekcie czeka nas bardziej dynamiczna aura.

Pojęcie zjawisko La Ninja niczego nie wyjaśnia. La Ninja to tylko nazwa, nie zawiera w sobie żadnego związku przyczynowo skutkowego. Podkreślam, samo stwierdzenie ocieplenia wody (El Ninjo), czy jej ochłodzenia (La Ninjo) niczego nie wyjaśnia.  Badacz powinien szukać zależności przyczynowo skutkowych. Autorzy tego hasła nie wyjaśniają nam też z jakiego powodu słabną wiejące ze wschodu pasaty i następuje zahamowanie upwellingu, które mają powodować to zjawisko.

Pojęcie „modele matematyczne” również niczego nie wyjaśnia. O jakie elementy opierają się te „modele matematyczne”, jakie zmienne są w nich brane pod uwagę. Przecież bez podania tych związków samo to pojęcie to tylko bełkot!  Powoli uczymy się w jaki sposób badać zanieczyszczenie stratosfery, dostrzegać związek między tym zanieczyszczeniem, a klimatem. Tylko w oparciu o ścisłe dane odnoszące się do tego zanieczyszczenia można budować jakiekolwiek modele zmian klimatycznych. Na pewno nie w oparciu o średnie wskaźniki temperatur na różnych obszarach.

Czeka nas dość długa i chłodna zima. Już mamy chłodny wrzesień. Oczywiście będą i dość ciepłe dni. Przecież średnie ochłodzenie w związku ze stosunkowo małą skalą wulkanizmu jest i będzie niewielkie od 0,5 do 1,5 maksymalnie dwóch stopni Celsjusza (wybuch są dość częste, ale niewielkie, dochodzące do 4 VEI).  Za dwa, trzy lata, gdy stratosfera znów się oczyści, gdy opadną na Ziemię wyniesione przez wulkanizm do stratosfery pyły, znów powróci okres ocieplenia. Przypuszczalnie Grenlandia znów stanie się „Zielonym lądem”. To oczywiście nie żaden „koniec świata”. Po prostu będziemy żyć ponownie w nieco cieplejszym klimacie i będziemy musieli się do nowych warunków klimatycznych dostosować.

Nie chcę tu niczego prorokować, ale już po ostatniej zimie pojawili się tacy „badacze”, którzy tworzą kolejne teorie „nadchodzącej epoki lodowcowej”, przypuszczam, że po drugiej z kolei ostrej zimie pojawi się ich jeszcze więcej… Od skrajności, do skrajności…  Aż dziw, że wciąż lubimy i bezkrytycznie przyjmujemy pozorne, niczego nie wyjaśniające odpowiedzi.

Mam szczerą nadzieję, że badacze klimatu przyjrzą się jednak bliżej teoriom Benjamina Franklina i wreszcie po ponad dwustu latach zaczną porządkować wiedzę na temat wulkanizmu, zanieczyszczenia stratosfery, jego związku z dostępem ciepła słonecznego do Ziemi, ocieplaniem prądów oceanicznych i zmianami klimatycznymi naszej planety.

                                                                           Piotr Kotlarz

El Niño – zjawisko pogodowe i oceaniczne, polegające na utrzymywaniu się ponadprzeciętnie wysokiej temperatury na powierzchni wody w strefie równikowej Pacyfiku. Powstaje, gdy słabną wiejące ze wschodu pasaty i następuje zahamowanie upwellingu. Zjawisko to otrzymało nazwę El Niño (po hiszpańsku chłopiecdzieciątko), z powodu jego związku z okresem Bożego Narodzenia i Dzieciątkiem Jezus. Jego przeciwieństwem jest zjawisko La Niña charakteryzujące się nadzwyczajnie niskimi temperaturami wody.

Obraz wyróżniający: El Niño zaobserwowany przez satelitę TOPEX/Poseidon w 1997. Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=4016575