„My naród”

0
324

„My naród”

Powodem tego, że postanowiłem podjąć tu zagadnienie pojęcia narodu jest artykuł Michała Gostkiewicza noszący tytuł „Leszczyński: Nie ma żadnego „My naród”. Dzieje Polski to historia emancypacji ludu na jaki natrafiłem w magazynie Wirtualnej Polski.

Pomijam już samo sformułowanie nie ma żadnego „My naród”, które brzmi nieco nie po polsku. „My naród” nie jest bytem, pojęcie naród jest ideą i istnieje tylko jako taka i tylko o takiej możemy dyskutować. Powiedzieć nie ma żadnego „My naród”, to tak jakby powiedzieć: nie ma żadnego „miłość”.

Pojęcie naród ma wiele definicji. Według koncepcji naturalistycznej, prawie powszechnie już zarzuconej, przyjmowano, że naród jest grupą genetycznie uwarunkowaną właściwościami środowiska. Zgodnie z koncepcją politologiczną, naród jest wspólnotą identyfikującą się z państwem. Dziś przyjmuje się jego koncepcję kulturową, zgodnie z którą naród tworzy społeczność ukształtowana historycznie i  kulturowo.

Mógłbym przytoczyć bardzo wiele definicji narodu i dokonać ich analizy. Zwrócę tu uwagę jednak tylko na kilka  z nich.

Naród – ogół mieszkańców pewnego terytorium mówiących jednym językiem, związanych wspólną przeszłością oraz kulturą, mających wspólne interesy polityczne i gospodarcze.

Naród – wspólnota ludzi, cechująca się odrębnością etniczno-kulturową i językową względem innych narodów, wytworzona przez wiele pokoleń we wspólnych losach historycznych, językowych, terytorialnych itp.

Naród – ukształtowana w procesie politycznym grupa społeczna  zajmująca określone terytorium, odwołująca się do wspólnej tradycji historycznej i mająca wiele elementów wspólnych w zakresie kultury, ale przede wszystkim mająca poczucie swej wspólnoty.

W drugiej definicji podkreśliłem słowa etniczno-kulturową, gdyż jej autor popełnia tu błąd. Etniczny = kulturowy, chyba że autor ujmuje pojęcie etniczny w sensie genetycznym, a takie ujęcie już dawno uznano za niewłaściwe.

Kwestia terytorium też wymagałaby dopowiedzenia, gdyż nie wiemy w jaki sposób określić przedstawicieli wielu narodów żyjących w diasporze lub na emigracji, np. Polaków, Żydów, Rosjan, Niemców…

Nie chcę tu wchodzić w głębsze rozważania na temat pojęcia narodu. Zwróćmy jednak uwagę na cztery ważne elementy w jego definiowaniu: terytorium, historia, kultura, a zwłaszcza poczucie wspólnoty. Uznajmy ponadto, że proces kształtowania się wspólnoty narodowej we wszystkich społeczeństwach trwał setki lat. Francuzi określili się pojęciem „my naród” dopiero pod koniec XVIII wieku. Większość społeczeństw Europy tę świadomość uzyskała dopiero w wieku XIX, co ciekawe wiele z nich dopiero w tym czasie zaczęła tworzyć swe języki narodowe.

Często szokują mnie zauważane podczas kwerendy polskiej prasy w wypowiedziach polskich naukowców wypowiedzi, których zamierzonym lub nieświadomym celem jest dyskredytowanie własnego narodu i państwa. Czy autorzy ci chcą w ten sposób pozyskać czytelników, zdobyć popularność, czy tylko zasłużyć na poklepanie po plecach przez swych mocodawców. W tym celu używają skrótów myślowych, niedopowiedzeń. Jakiż jest cel takiej publicystyki? Na pewno nie poznawczy.

Prześledźmy wspomniany wywiad Michała Gostkiewicza z Adamem Leszczyńskim, którego pretekstem jest książka tego ostatniego.

Historia Polski jest ludowa. Jest historią ludowej emancypacji, historią zwiększającego się bardzo powoli – w konwulsji buntów, protestów, rozlewów krwi, zdrad, niespełnionych obietnic – zakresu wolności – mówi dr Adam Leszczyński. Wydał właśnie książkę „Ludowa historia Polski”. Daje w niej głos tym warstwom społeczeństwa, których głosu nie było dotąd słychać. Bo im go odebrano.

Historia polityczna Polski, tak jak historia polityczna innych państw europejskich, a i Świata była przez długi czas historią dynastyczną, tworzoną przez władców. Historia jako nauka dzieli się na wiele działów: historia polityczna, gospodarcza, kultury… Dzieje zaś Polski (czy społeczeństw żyjących na obszarze Polski) nie są ani ludowe, ani szlacheckie, ani królewskie… Ktoś mający tytuł doktora powinien te różnice dostrzegać. Owszem możemy jak Hegel ujmować Historię nie jako naukę lecz jako odrębną ideę, która niejako „materializuje się w czasie”, ale sadzę, że w XXI wieku takie rozumienie „Historii” to już anachronizm.

W kolejnych akapitach mówiąc o historii Polski Michał Gostkiewicz pyta: Jak się sprzedaje człowieka razem z dobytkiem, i ten człowiek potem pracuje za darmo dla tego, kto go kupił, to to jest niewolnictwo czy nie?

Dr Adam Leszczyński: To jest rodzaj pracy niewolnej. System pańszczyzny w Polsce jednak się różnił od niewolnictwa takiego, jakie istniało np. na południu USA.

 – W jaki sposób? Szlachta przecież po prostu sprzedawała chłopów wraz z ziemią i nazywała to donacją, darowizną.

– Sprzedaż chłopa bez ziemi zdarzała się w przedrozbiorowej Rzeczypospolitej rzadko. Zazwyczaj sprzedawało się ziemię wraz z chłopem. Poddany wraz ze swoją pracą był składnikiem dóbr, którymi handlowała szlachta.

Można w publicystyce dokonywać takich przeskoków w czasie, takich porównań. Tylko w jakim celu? By siać jeszcze większe zamieszanie. Dzieje różnych społeczeństw w czasie to proces ogromnie złożony. Historia, jako nauka rozwija się dopiero od XIX wieku. Wiele zagadnień dopiero zaczynamy rozumieć, wiele praw historycznych dopiero powstaje. Jak i w innych naukach nie mogą one być falsyfikowalne, muszą odnosić się do wszystkich społeczeństw. Dziś już wiemy, że początkiem prawie wszystkich państw był podbój, że w jego wyniku dochodziło do wytworzenia się początkowej relacji: panujący – poddani. Potrafimy prześledzić zachodzące w ramach już utworzonych państw procesy migracji (przesiedlenia, osadnictwo, imigracja). Możemy śledzić w jaki sposób dochodziło z czasem do ujednolicania się tak kształtowanych społeczeństw tak pod względem prawnym, jak i kulturowym. Możemy też śledzić zmieniające się poczucie tożsamości, wiele innych skomplikowanych zagadnień.

Na przykład jeden z pierwszych polskich historyków, Joachim Lelewel zerwał z wcześniejszym wywodzeniem „Polaków” od Sarmatów i uznał on, że „polski lud” wywodzi się od Gotów. Jedno i drugie stanowisko, poczucie tożsamości, opierało się na błędnych przesłankach. Zresztą i pojęcia „Sarmaci”, „Goci” również wymagają doprecyzowania.

Pisze, mówi Leszczyński o karach jakie spotykały chłopów pańszczyźnianych, o relacjach panujący – poddani. Tak, rzeczywiście zanim doszło do ukształtowania się narodu (w nowożytnym sensie tego pojęcia) te podziały były ogromne. Panujący wymuszali posłuszeństwo poddanych w sposób okrutny. Tak było jednak wszędzie, bywały obszary, gdzie okrucieństwo było znacznie większe niż na ziemiach polskich. Do dziś nie mogę zapomnieć informacji o tym jak odbywało się to w Japonii. Tam zanim wrzucono zbuntowanego chłopa do garnka z wrzątkiem, kazano mu patrzeć na to, jak to samo spotyka jego żonę i dzieci. Dziś Polacy i Japończycy, po długiej i skomplikowanej historii zamieszkujących te kraje społeczeństw, stali się narodami.

W końcowym fragmencie wywiadu Michał Gostkiewicz stwierdza:  Na razie to cały czas mówi pan o szlachcie, o elicie, per „oni”.

A jak mam mówić? „My”? – odpowiada Leszczyński.

A to nie jest tak, że jedni i drudzy to razem „my, naród”? – dopytuje Goskiewicz.

Nie, właśnie nie ma żadnego „my” – odpowiada Leszczyński.

Nie wszyscy Polacy to jedna rodzina? Pyta Gostkiewicz.

Nie, nie jesteśmy jedną rodziną. Są różne grupy, one mają własne interesy, walczą o nie bez pardonu. Także dziś jedna ze stron mówi o drugiej, że to nie Polacy.

Jest taki list, który cytuję, ziemianina po powstaniu styczniowym. Ziemianin się skarży, jak jest źle traktowany przez administrację rosyjską, która sprzyja chłopom. Że Rosjanie zawsze słuchają się chłopów i uciskają tych biednych ziemian. Mniejsza o motywacje rosyjskie. Mniejsza o to, czy to była prawda. Ważne jest to, że on tak naprawdę myślał. Jego pozycja społeczna została zakwestionowana i on to odczytał jako atak na polskość i koszmarną niesprawiedliwość. Mówi Leszczyński.

Wywiad kończy pytanie Goskiewicza: Łatwo było panu wdrożyć dyscyplinę umysłową i czytając takie źródło, jak ten list, pamiętać, że to kolejne źródło stworzone przez przedstawiciela elity – podczas gdy pan musiał z niego wyciągnąć informacje o sytuacji czy sposobie myślenia nie-elity?

Pozostawiam tu już odpowiedź Leszczyńskiego. Widać, że nie było mu łatwo wdrożyć dyscyplinę umysłową, nie zastanowił się nawet nad tym, jaką krzywdę wyrządza własnemu narodowi wprowadzając te nieuzasadnione (gdyż odległe od siebie w czasie) podziały, skróty myślowe, uproszczenia.

Po przeczytaniu wywiadu Michała Gostkiewicza z Adamem Leszczyńskim na pewno nie sięgnę po książkę tego ostatniego. To tylko żonglująca wybranymi informacjami szkodliwa społecznie publicystyka. Na pewno nie wzbogaci w niczym naszej wiedzy.

Piotr Kotlarz