Krzyżacy – stereotypy… uproszczenia i tzw. „polityka historyczna” / Piotr Kotlarz

0
30

To dość odległa historia, wydarzenie sprzed ponad 600 lat. Myślę tu bitwie pod Grunwaldem, a gdy spojrzymy na historię zakonu krzyżackiego na ziemiach dzisiejszej Polski mówimy o okresie pomiędzy 1226 a 1525 rokiem. 500. rocznicę tej ostatniej daty obchodzić będziemy za niespełna 4 lata. Wydarzenia, więc bardzo odległe, a mimo wszystko wciąż do nich wracamy, niestety często nie tylko w celu zrozumienia zachodzących w przeszłości procesów, ale w celu budowania na bazie wyrwanych z kontekstu informacji wciąż nowych „narracji”, prób wykorzystania ich w celu budowania różnych „polityk historycznych”.

Wyraźne działania w tym kierunku sięgają początków XIX wieku. Na naszym gruncie jednym z pierwszych utworów mających służyć tak pojętej polityce historycznej jest powstała w drugiej połowie lat dwudziestych tego wieku powieść poetycka Adama Mickiewicza „Konrad Wallenrod”. W naszych badaniach literackich sugeruje się, że dziełem tym nasz wieszcz chciał wskazać nam (Polakom) drogę walki o wolność – wallenrodyzm. Spójrzmy na ten utwór jednak i  z innej perspektywy. W drugim wydaniu „Konrada Wallenroda” car Mikołaj I nazywany jest przez poetę Ojcem tylu ludów. W jakim celu powstała ta „dedykacja”? Czym kierował się Mickiewicz pisząc ten utwór, kto był inspiratorem powstania tego dzieła? Moim zdaniem, nie możemy wykluczyć, że służyło ono ówczesnej rosyjskiej imperialnej polityce carów.

Kiedyś miałem możność poznać prof. Jerzego Skowronka. Trafiłem do niego poznawszy jego ważne dzieło „Antynapoleońskie koncepcje Adama Czartoryskiego”. Tam możemy dostrzec metody pracy administracji na dworze carów. Pracując krótko pod kierunkiem prof. Skowronka śledziłem (przeglądając zbiory Archiwum Czartoryskich) politykę Adama Czartoryskiego już w czasach emigracyjnych. To aż niewiarygodne w jakim stopniu politycy carscy (z ich doświadczeń korzystał później Adam Czartoryski na emigracji) wykorzystywali w swych działaniach politykę historyczną, jak grali na wszelkich odrębnościach kulturowych (etnicznych, religijnych, stanowych).  Już wcześniej, pisząc pracę magisterską dostrzegłem macki tej polityki w środowiskach Wielkiej Emigracji.

Moim zdaniem „Konrad Wallenrod” wpisywał się imperialną politykę carskiej Rosji, której jednym z celów była ekspansja na Zachód. Młody Mickiewicz mógł o tym nie wiedzieć, wokół niego kręcili się jednak bardziej przebiegli gracze.

Podobnie „Krzyżacy” Henryka Sienkiewicza. Ta  publikowana w latach 1897–1900 w „Tygodniku Illustrowanym”, wydana w 1900 w Warszawie przez wydawnictwo „Gebethner i Wolff” powieść historyczna powstała już w czasach zbliżającego się kresu imperiów. Ich przyszłe zwarcie było nieuchronne. To tej przyszłej walce miała służyć (teraz już bardzo wyraźnie) budowana wówczas polityka historyczna. Krzyżak – Niemiec – wróg. Czy Sienkiewicz zdawał sobie sprawę z tego w jakiej grze uczestniczy? Nie wiem, mam nadzieję, że nie.

Podjętą przez Sienkiewicza interpretację kontynuowała propaganda PRL-u. To bardzo ciekawe pytanie, w jakim celu pod koniec lat pięćdziesiątych podjęto decyzję o ekranizacji powieści Sienkiewicza? Przecież nie z powodu jej wielkich wartości artystycznych. Komuniści rosyjscy przejęli od wcześniejszych władców Rosji ideę imperializmu. Chcieli pod hasłem „ludowej, światowej  rewolucji” narzucić swe władztwo światu. To przecież czasy „zimnej wojny”.

Na szczęście dzieje potoczyły się inaczej. Historia jest wypadkową wielu spiskowych, ale też i jawnych działań. Wiele planów kończy się skutkami zupełnie przeciwnymi od tych, o jakich myśleli ci, którzy je tworzyli. Carat i inne imperia (cesarstwo Prus później Cesarstwo Niemieckie, cesarstwo Austrii – później Austro-Węgier, imperium osmańskie, Imperium brytyjskie, francuskie, wchodzące na drogę imperializmu Włochy, Japonia itd.) należą już do przeszłości. Świat organizuje się według nowych zasad.

Dziś na większości obszarów, na których toczyły się losy bohaterów dzieła Mickiewicza, a później Sienkiewicza, istnieją suwerenne państwa narodowe. Może takiej suwerenności nie uzyskali jeszcze w pełni Białorusini, ale i oni zamieszkują niepodległe państwo. Suwerenność pozostałych państw, na których terenach kiedyś mieszkały ludy Prusów, Litwinów, Polaków (choć ówczesne podziały kulturowe były odmienne, świadomość narodową pojmowano inaczej)… suwerenność tę gwarantuje dziś przynależność do uznającej za swe podstawowe zasady idee wolności, demokracji i solidarności Unia Europejska i sojusz NATO.

Mimo tego jednak, zamiast korzystając z obecnej wolności zająć się solidnym badaniem historii, próbą jej zrozumienia, niektórzy historycy  wciąż uprawiają politykę historyczną. Czyżby nie mieli świadomości, że  służą swymi działaniami pogrobowcom idei imperializmu?

Może się mylę, może moje zaniepokojenie jest bezzasadne. Jak jednak zrozumieć to, z jakiego powodu niektórzy wykształceni przecież na polskich uczelniach historycy używają stereotypu krzyżacy – Niemcy. Komputer podkreśla mi słowo krzyżacy czerwoną linią. Zdaniem autorów programu, w którym piszę, powinienem był napisać – Krzyżacy, a przecież pisząc krzyżacy mam na myśli zakonników. O tym jednak poniżej.

Do dzisiejszych rozważań skłonił mnie wywiad w „Rzeczpospolitej” z 11 lipca br. „Krzyżacy. Wstęp do demitologizacji”, który Bogusław Chrabota przeprowadził z  prof. Januszem Trupindą. Tytuł sugerowałby, że w wywiadzie tym, spotkam się choćby z próbą takiej demitologizacji. Niestety, czytając tekst widać wyraźnie, że moje oczekiwanie było częściowo złudne.

Po nadaniu ziemi chełmińskiej zakonowi krzyżackiemu ściągnęło tam początkowo dwóch rycerzy, którzy zajęli gródek Vogelsang. Dopiero w roku 1230 przybył do Prus właściwy oddział 7 braci rycerzy pod dowództwem Hermana Balka. Oddział ten, dzięki wsparciu papiestwa, a także oddziałów polskich, śląskich, pomorskich i zachodnioeuropejskich, podbił Pomezanię i kolejne ziemie pruskie. W roku 1233 biskup Chrystian dostał się do niewoli pruskiej na Sambii, a uwolniony został dopiero w roku 1238, kiedy biskupstwo pruskie dostało się pod władzę papieża i Krzyżaków. W roku 1233 Chełmno i Toruń otrzymały nowe prawo chełmińskie od Hermana von Salza i Hermana Balka, które stało się podstawą regulacji miejskich i administracyjnych w przyszłym państwie krzyżackim. W 1234 roku Krzyżacy otrzymali znaczną militarną pomoc od książąt polskich w wyprawie przeciwko Prusom. W roku 1235 Krzyżacy wchłonęli zakon braci dobrzyńskich, a w roku 1237 inflancki zakon kawalerów mieczowych. W roku 1236, pod nieobecność Chrystiana, legat papieski Wilhelm z Modeny otrzymał polecenie podziału Prus na 3 diecezje i mianowania 3 biskupów z zakonu dominikanów. Pomimo oporu uwolnionego Chrystiana w roku 1243 powstały 4 diecezje. Chrystian umarł w roku 1245.

Próba tworzenia państwa zakonnego, państwa krzyżaków, trwała niespełna trzysta lat. W tym czasie kształtowały się jego terytorium i administracja, prawo. Zmieniała się struktura zaludnienia, gospodarka, kultura. Jak się okazało był to okres zbyt krótki, a sąsiedzi byli zbyt potężni, by krzyżacy zdołali utworzyć suwerenne państwo. Państwo krzyżackie już od roku 1466, w którym zawarto II pokój toruński, było lennem polskim. Wprawdzie krzyżacy próbowali tę zależność podważać, niemniej jednak nie udało im się to i wreszcie w 1525 roku zależność lenną pozostawionej w ich władztwie części tzw. państwa krzyżackiego, będących lennem króla polskiego uznał władca już świeckiego państwa Albrecht Hohenzollern. Państwo to było ponadto od 1466 roku już znacznie okrojone, gdyż w II pokoju toruńskim krzyżacy musieli zgodzić się na oddanie królowi Polski Pomorza Gdańskiego, ziemi chełmińskiej  i michałowskiej, a także Warmię i stolicę Malbork, które nazwano Prusami Królewskimi. Nieco dłużej przetrwało władztwo krzyżackie na wschodzie.  W 1561 Kawalerowie Mieczowi zostali sekularyzowani. Północno-wschodnia część Inflant przeszła pod wspólne zarządzanie Korony i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Natomiast z reszty ziem utworzono Księstwo Kurlandii i Semigalii, które otrzymał ostatni mistrz zakonu Gotthard Kettler jako dziedziczne lenno.

Zresztą i początki powstawania tej państwowości były bardzo złożone. Przejmowanie w dzierżawę ziemi chełmińską oraz ziemi michałowskiej  obfitowało w konflikty i nadużywanie prawa, a nawet fałszerstwo (antydatowanie „Złotej bulli), później zagrabienie Pomorza Gdańskiego (1309), bo przecież nie tylko na ziemiach Prusów budowali swe władztwo krzyżacy. Zagarniali również inne ziemie, w tym należące wcześniej do władców korony polskiej.

Krzyżacy byli zakonnikami, ale w warunkach monarchii feudalnych budowali swe władztwo posługując się wypracowanymi w ramach feudalnych monarchii zasadami i prawami. Wokół nich istniały wchodzące w etap feudalizmu monarchie (odchodzące już w z od zasad monarchii patrymonialnych, z rozwijającym się mieszczaństwem). Ich państwo od pozostałych ówczesnych państw feudalnych różniło się przede wszystkim osobą władcy. W monarchiach feudalnych był nim dziedziczny król, z każdym pokoleniem coraz większą władzę uzyskiwała arystokracja, później i rycerstwo (wreszcie szlachta). Naturalny proces dziedziczenia władzy i własności musiał z czasem, po kilku pokoleniach prowadzić do zacierania się różnic wewnątrzspołecznych. W państwie krzyżaków to właśnie oni (zakonnicy) stali się „zbiorową głową państwa”. Jak pisze w swym artykule prof. Trupinda: z czasem Krzyżacy przestali rozumieć kim są: zakonnikami zarządzającymi olbrzymim terytorium czy władcami państwa. Na zamku pojawiły się niemal galerie dynastyczne wielkich mistrzów, podobnej nomenklatury używano na monetach. Dynastii jednak zbudować nie mogli, przecież byli zakonnikami, obowiązująca w kościele katolickim zasada celibatu uniemożliwiała im posiadanie potomstwa. Wprawdzie przy pomocy rodzin z jakich się wywodzili niektórzy z wielkich mistrzów próbowali zbudować dynastie, ale były to przecież tylko próby. To przyjęty przez krzyżaków model państwa musiał doprowadzić do jego upadku. Władcy państwa byli wciąż obcy wobec społeczeństwa, nad którym panowali. Państwo krzyżackie nie tylko utraciło suwerenność (od 1466 roku), ale przestało istnieć w 1525 roku.  Późniejsze próby do niego nawiązywania, budowania w oparciu o jego historię tożsamości mieszkańców tych zajmowanych przez krzyżaków krócej lub dłużej obszarów to tylko historyczna ekwilibrystyka.

Pytanie, kim byli krzyżacy jest bardzo ważne. Odpowiedź na nie od razu obala ważny stereotyp:  krzyżacy  to Niemcy. Podkreślam, byli oni wyłącznie zbiorową głową państwa, umierali bezpotomnie. Jaką mieli tożsamość narodową trudno dziś określić (możemy co najwyżej określić kraj ich pochodzenia), nie wiemy ponadto czy tożsamość kulturowa była dla nich istotna. Liczba tych zakonników była stosunkowo niewielka, w szczytowych okresach liczyli oni do 500 osób. Nie byli oczywiście Niemcami w dzisiejszym, a nawet osiemnastowiecznym tego słowa znaczeniu. Albrecht Hohenzollern był siostrzeńcem Zygmunta Starego.  Był synem Fryderyka Hohenzollerna i Zofii Jagiellonki. Dzisiejsze poczucie tożsamości narodowej kształtowało się dopiero od XIX wieku. Wcześniej do narodu Niemców lub Polaków zaliczano tylko niemiecką i polską szlachtę. W Polsce tę ostatnią wywodzono od Sarmatów. Warto też pamiętać, że w kościele katolickim obowiązywał celibat. Zakonnicy ci umierali wiec bezpotomnie. Nawet więc, jeśli znaczna część owych zakonników miała swe korzenie w ówczesnych państwach uważanych dziś za „niemieckie”, to przecież nie tą drogą dochodziło do tworzenia się „niemieckości” tego zakonu. Warto też zauważyć, że mimo nazwy zakon ten nie mógł być „narodowym”. Nie zezwalały na to założenia ideowe chrześcijaństwa. Kościół ten jest ponadnarodowy. Gdy w XIX wieku chcieli utworzyć zakon polski zmartwychwstańcy, nie otrzymali na to zgody papieża, właśnie odwołującego się do tego argumentu.

Przyjmowany stereotyp, który utrwala się w naszej świadomości lub, który niektórzy chcą utrwalić, chce sugerować, że krzyżacy to wszyscy mieszkańcy ich państwa. Wszyscy oni byli lub mieli stać się Niemcami! Brzmi to jak bzdura, a jednak zakorzenia się w wielu umysłach.

Drugie pytanie, które musimy sobie postawić brzmi, kim byli poddani krzyżaków? Jakie było i jak zmieniało się ich poczucie tożsamości? Tu odpowiedź musi być znacznie bardziej złożona. Przecież wówczas ludzie nie posiadali tożsamości narodowej w dzisiejszym sensie. Posiadali tożsamość stanową i regionalną (czasem głównie religijną – Żydzi). Na Pomorzu Gdańskim, które krzyżacy zagarnęli w 1309 roku swe włości miało np. rycerstwo polskie, swe włości posiadali i inni zakonnicy: cystersi, dominikanie, biskupi. Części tego rycerstwa krzyżacy potwierdzili ich prawa. Podobnie z mieszkańcami różnych miast lub osad w zajętych miastach, którzy również zabiegali o potwierdzenie wcześniej pozyskanych praw. Z czasem znaczną część ludności (poddanych) państwa krzyżaków zaczęli stanowić zniewoleni, podbici, Prusowie oraz przybyli z różnych obszarów osadnicy (z Królestwa Polski, później Polski i Litwy, z Rzeszy, z Danii, innych obszarów). Zwłaszcza zaludniane przybyszami były miasta portowe, które zawsze mają charakter kosmopolityczny.

Tu ważnym zagadnieniem jest kwestia zmiany tożsamości podbitych Prusów. Podbój Prus został przerwany kilkoma powstaniami pruskimi trwał ponad pół wieku. Za ostateczną datę podboju przyjmuje się rok 1283, gdyż według krzyżackiego kronikarza Piotra z Dusburga rozpoczęły się wówczas walki na Litwie i Żmudzi.

Podbitym Prusom narzucono język i kulturę niemiecką, natomiast na wschodzie zasymilowali się z Litwinami, a na południu z Mazurami. [Ten fragment cytuję za Wikipedią, z której korzystam dla celów tego artykułu, ale i tu dokonuję pewnych zmian. Przecież Prusom narzucono język niemiecki, a nie przyjęli go,  jak sugerują autorzy Wikipedii]. Szacuje się, że w sumie nawet 15 tysięcy Prusów mogło opuścić swoją ojczyznę. Część z nich w następnych latach powróciła do Prus w związku z możliwością otrzymania nowych nadań. Pozostali osiedlili się na wcześniej wymienionych terenach. Nieliczni Prusowie zamieszkali również w Wielkopolsce, Małopolsce i na Lubelszczyźnie. Ilu ich poległo w walkach, ilu oddano w niewolę? Takich danych nigdy nie poznamy. Według szacunków opartych na źródłach historycznych walki z Krzyżakami przetrwało ok. 100 tysięcy Prusów. Na podstawie liczby wsi zakładanych na tzw. prawie pruskim szacuje się, że na początku XV wieku na terenie Prus mieszkało ok. 150 tysięcy [?] Prusów, blisko 40% ludności. Zamieszkiwali przede wszystkim Sambię (95–100%), Natangię (90%), na Warmii stanowili ok. 60%, między 30 a 50% w Pomezanii, Pogezanii i Barcji. Pozostali byli rozproszeni na innych terytoriach plemiennych. W następnych wiekach zasymilowali się z ludnością napływową z Polski, Niemiec, Litwy i innych.

Prusowie (wraz z Jaćwięgami) zostali poddani przesiedleniom, głównie na tereny Warmii, Pomezanii oraz Sambii. Uważa się, że doprowadziło to do powstania tzw. pustki osadniczej na terenie Jaćwieży, Sasinii i Galindii, choć istnieją również głosy twierdzące, że tereny te nie mogły stać się zupełnie bezludnymi, czego dowodem ma być pruska proweniencja części toponimii na terenach objętych akcją wysiedleńczą. Niewykluczone również, że pruskie nazwy są w istocie nie tyle spadkiem po pierwotnych mieszkańcach, a efektem kolonizacji wewnętrznej. W okresie względnej stabilności państwa zakonnego Prusowie przeżywając swoistą demograficzną rekompensatę powojenną, uczestniczyli w ponownym zasiedlaniu opuszczonych ziem.

Ziemie Prusów zostały podbite, zajęte. Nasuwa się tu podobieństwo do innych podbojów. Podobnie ginęli później Indianie w Ameryce. Zbrodnie towarzyszyły powstawaniu prawie wszystkich państw.

Wiele spraw musimy nazwać od nowa. Zbrodnię nazwać zbrodnią. Nasza (ludzka) przeszłość niestety nie była taka jaką sobie wyobrażali wcześniejsi dziejopisarze. Szczątkowa wiedza sprzyjała powstawaniu stereotypów, niestety takie tworzone są i dziś, choć mamy znacznie większy dostęp do źródeł, znacznie większą wiedzę. Wywiad Bogusława Chraboty z prof. Trupindą nosi tytuł: … Wstęp do demitologizacji, a już pierwsze zdanie to próba stworzenia nowego mitu.

 We wstępie prof. Trupinda stwierdza: Średniowieczne bitwy toczone były w większości dla łupów. Krzyżacy walczyli dla idei, nie dla indywidualnego zysku. Czyjego zysku i co pojmujemy za „zysk”? Cóż, podobnie możemy twierdzić, że i dzisiejsze kariery w hierarchii kościelnej, czy państwowej nie uwzględniają pojęcia „zysk”. Możemy przyjąć, że np. biskupi przyjmują tę funkcję tylko z tego powodu, że aż tak bardzo poświęcają się idei. Oczywiście w polu walczyli nie tyle krzyżacy, co głównie pozyskani przez nich rycerze, w końcowym etapie zaciężni żołnierze. Rycerze (w tym na przykład władca Czech Przemysł Otokar II, sojusznik zakonu krzyżackiego, który brał udział w latach 1254-1255 w krucjatach w Prusach) na pewno nie walczyli w tych krucjatach „dla idei”, choć takimi w swej propagandzie zapewne posługiwali się krzyżacy. Być może nawet wierzyli w to, że mordując i zniewalając ludy Prusów i inne ludy, grabiąc ich dobytek, uwożąc niewolników i zapewne również gwałcąc pruskie kobiety, zasługują sobie na „lepsze miejsce w niebie”. Czyli znów „zysk”.

Walkę tę opisuje prof. Trupinda tymi słowy: Ale rycerstwo europejskie chciało przyjeżdżać do Prus i walczyć dla zakonu, potrzebowało poczucia, że walczy w dobrej sprawie. Dokładnie, nie Prus, lecz tereny zamieszkane przez ludy pruskie. Prusowie nigdy nie stworzyli organizacji państwowej, pozostając na etapie związków plemiennych. Przy tym rycerze ci przybywali na tereny podległe jurysdykcji zakonu krzyżackiego nie tylko w celu podboju ziem Prusów, ale również walki z np. Litwinami, czy Królestwem Polskim. Zapewne i dziś niektórzy najemnicy z Dombasu również twierdzą, że walczą tam „dla idei”. Zawsze można znaleźć jakąś ideologię za pomocą, której ukryjemy nasz właściwy cel. Wojny dla wielu są po prostu rodzajem zawodu, sposobu na życie. Używając pojęcia Prusy do czasów podboju Prusów tworzymy również pewien stereotyp, fałszując historię. Wpisujemy się w pruską „politykę historyczną”. Pojęcie Prusy już zostało zakorzenione, choć dziś niewiele ma wspólnego z Prusami, jego pierwotnymi mieszkańcami, właścicielami tych terytoriów. Właściwszym określeniem dla owego okresu byłoby – ziemie zamieszkiwane przez Prusów. To dość trudne zagadnienie.

Już w trakcie zmagań z ludem Prusów dochodziło do starć wojsk zakonnych i litewskich. Po zdławieniu powstania pruskiego nastąpiła eskalacja konfliktu. W latach 1283-1325 krzyżacy 75 razy wtargnęli na Żmudź, Litwę i Ruś Czarną. Litwini odpowiedzieli 44 atakami na ziemie zakonu w Prusach i Inflantach. W wyniku konfliktu pogranicze żmudzkie uległo wyludnieniu, ale Żmudzi nie udało się krzyżakom zdobyć.

W trakcie walk powstała na obszarach zamieszkiwanych wcześniej przez Prusów świetnie zorganizowana sieć zamków i twierdz krzyżackich, wokół których zaczęły powstawać rolniczo-leśne latyfundia zarządzane przez rycerzy zakonnych. Czy nie było to swego rodzaju „zyskiem”? Pozbawieni w swych rodzinach możliwości dziedziczenia rycerze zyskiwali „nowe dziedzictwo”. Ceną za to było zrzeczenie się praw do potomstwa. Cóż instynkt przetrwania często jest silniejszy od instynktu zachowania gatunku. Dobre życie, władza – to „zysk”, za którym dążyli zakonnicy. Włości te nie były dziedziczne. Zapewne z tego powodu wielu zakonników snuło plany jak tę sytuację zmienić, jak na wspólnym zakonnym majątku uwłaszczyć się na pokolenia.

Pisząc o pojawieniu się stereotypu Krzyżaka prof. Trupinda zwraca uwagę tylko na próbę propagandowego wykorzystania ich etosu przez dynastię Hohenzollernów, która uznała ich za swoich ideowych poprzedników i która wykorzystywała ich mit do legitymizacji swej obecności w Prusach, ale też do coraz bardziej antypolskiej retoryki. Tak, przecież nie tylko władcy Rosji, ale i władcy Królestwa Pruskiego, a później Cesarstwa Niemiec prowadzili swoją „politykę historyczną”. Ich ekspansja była skierowana na wschód, dążyli do powiększenia swego terytorium kosztem dawnych ziem polskich.

Z problemem legitymizacji swej władzy musieli wcześniej borykać się i krzyżacy, ale w ich epoce prawo siły było wystarczające, przy tym prawo stanowił Kościół (papież), cesarz, królowie, że w stosunku do Prusów, Jaćwingów… najazdów na Żmudź, Litwę… prawa te były bezprawiem… Kto miał to rozstrzygnąć? Prawo międzynarodowe dopiero się zaczynało kształtować. Idea wojen sprawiedliwych Pawła Włodkowica była ideą znaną tylko niewielu.

W swym artykule prof. Trupinda wspomina o tym, że po 1525 roku pamięć o Krzyżakach przetrwała jedynie w wielkich miastach Prus Królewskich, które celebrowały okrągłe rocznice ich wypędzenia.  Tu jednak, by uniknąć utworzenia kolejnego stereotypu należy pewną kwestię wyjaśnić. Prusy Królewskie (Prusy Polskie) to nazwa prowincji przyłączonej do Polski po wojnie trzynastoletniej postanowieniami pokoju toruńskiego z 1466 r.  Gdy w początkach  wojny trzynastoletniej, w lutym 1954, zamek krzyżacki w Gdańsku poddał się bez walki gdańszczanom,  zamek główny (bez podzamcza) rozebrany został w ciągu miesiąca. Gdańszczanie nienawidzili swych „władców”, ciążyły im ponoszone na ich utrzymanie podatki, narzucane przez krzyżaków prawa. Aż do czasu rozbiorów trudno przypuszczać, że mieszkańcy miast Prus Królewskich celebrowali okrągłe rocznice wypędzenia krzyżaków. Takie zachowania mogły być inspirowane później, w epoce rozbiorowej przez władze królewskie Prus, później cesarskich Niemiec, które tak jak i inne imperia przygotowywały się do dalszej ekspansji i na której drodze stały ziemie polskie zaboru rosyjskiego. Mit krzyżacki, nadanie w czasach Królestwa Pruskiego zakonowi charakteru „niemieckiego” miało swój wyraźny cel propagandowy.

Budowie mitów służą uproszczenia, uogólnienia. Po pierwsze – państwo zakonu krzyżackiego. W encyklopedii znajdujemy taką definicję: Państwo zakonu krzyżackiego w Prusach (niem. Deutschordensland), potocznie państwo krzyżackie w Prusach, określane również od czasów II pokoju toruńskiego jako Prusy Zakonne lub Prusy Krzyżackie – suwerenne państwo Szpitala Zakonu Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie założone w latach 1226–1232 na ziemi chełmińskiej (między rzekami: Wisłą, Drwęcą, Osą i Małą Osą). Istniało od początku lat 30. XIII w. do 1525 r. w Prusach i do 1561 r. w Inflantach. Państwo krzyżackie w średniowieczu było państwem, które przez setki lat obejmowało nie tylko ziemie Prusów, ale także dzisiejszą Łotwę i Estonię (w średniowieczu i w czasach nowożytnych nazywane Inflantami). Znacznie ograniczone i podporządkowane Królestwu Polskiemu od 1466 r. były tzw. Prusy Królewskie, w skład których wchodziły: Warmia, ziemia chełmińska, Prusy Zachodnie z Malborkiem oraz Pomorze Gdańskie.

Cóż, definicje ze swej natury muszą być dość zwięzłe. Gdy mówimy jednak o państwach, ich powstawaniu musimy jednak uwzględniać czynnik czasu i zachodzących w nim zmian.  Te dotyczyły zarówno terytorium, jak i struktury organizacyjnej. Do schyłku XIII w. Zakon nie traktował jeszcze mimo wszystko Prus jako swojej siedziby docelowej. Jego władze rezydowały w  tym czasie w Wenecji. Tam znajdowało się centrum organizacyjne wszelkich przedsięwzięć związanych z  utrzymaniem Królestwa Jerozolimskiego. Do 1285 roku podbili terytoria zamieszkiwane wcześniej przez ludy Prusów. Kiedy jednak w  1291  r. Jerozolima upadła, a  Krzyżacy opanowali w  1309  r. Pomorze Gdańskie, zapadła decyzja o przeniesieniu głównego zainteresowania Zakonu na wschód Europy. Siedziba władz zakonu, Malbork, była również stolicą państwa, które stało się już znaczącym podmiotem w  Europie. [Czyli o państwowości krzyżaków możemy mówić właściwie dopiero od początków XIV wieku] Decyzji tej towarzyszyło reorientowanie dotychczasowego profilu Zakonu – przestała dominować orientacja związana z misją religijną [czy wyłącznie religijną?], a w to miejsce na czoło wysunęły się zagadnienia związane z organizacją państwa. Doprowadziło to też do zmiany w  dotychczasowych rozwiązaniach ustrojowych. W początkowej fazie struktura Zakonu miała kształt wzorowany na innych zakonach rycerskich. Podstawowym dokumentem były Statuty, które po ostatecznym zatwierdzeniu ich w 1244 r. przez papieża jako Statutów braci domu niemieckiego Panny Marii w Jerozolimie były swoistą konstytucją Zakonu, a  później państwa zakonnego. Statuty składały się z  trzech części: reguły, ustaw przyjętych przez kapitułę oraz orzeczeń interpretujących sytuacje sporne. Statuty szczegółowo określały ustrój władz Zakonu i  zakres ich kompetencji, ale także zasady członkostwa, obowiązki wojskowe rycerzy, zasady dotyczące praktyk religijnych i prowadzenia działalności charytatywnej. Najwyższą władzą był wielki mistrz oraz Kapituła Generalna. Kapituła Generalna była corocznym zgromadzeniem wszystkich urzędników Zakonu i  mistrzów krajowych. Wraz z  rozwojem terytorialnym pojawiły się jako dodatkowa forma reprezentacji opinii braci zakonnych Kapituły Prowincjonalne. Głównym zadaniem Kapituł Generalnych był wybór wielkiego mistrza, jako najwyższej władzy w Zakonie. Wybrany pełnił ten urząd dożywotnio, a jego władza miała w istocie nieograniczony charakter. Jedynie w  pewnych kwestiach finansowych oraz w  zakresie stanowienia przepisów wewnętrznych głos miała Kapituła Generalna[1].

Wielki mistrz zarządzał Zakonem za pomocą scentralizowanego aparatu administracyjnego, którego wierzchołkiem był swoisty „rząd” Zakonu, składający się z  jego najbliższych współpracowników  – najwyższych urzędników zakonnych. Byli nimi: wielki komtur, będący zastępcą wielkiego mistrza (kierował całą administracją wewnętrzną oraz sprawami gospodarczymi Zakonu), wielki marszałek (odpowiedzialny za sprawy wojskowe), wielki szpitalnik (odpowiedzialny za działalność charytatywną), wielki szatny (odpowiedzialny za sprawy zaopatrzenia rycerzy) oraz wielki skarbnik (odpowiedzialny za sprawy finansowe i zarządzający skarbem zakonnym). Po zainstalowaniu Zakonu w  Prusach pojawiły się jeszcze dwa urzędy ministerialne: mincerz (odpowiadający za politykę monetarną Zakonu) oraz wielki szafarz (odpowiadający za politykę handlową). Ów „rząd” wspierał wielkiego mistrza, zwłaszcza zaś współdziałał z nim w określaniu polityki zagranicznej Zakonu. Posiadłości terytorialne Zakonu (będące tak efektem określonych nadań, jak i  zdobyczy) nazywane były prowincjami  – baliwatami. U  schyłku XIII  w. Zakon posiadał takie prowincje w  cesarstwie, Włoszech, Francji, Hiszpanii, Grecji i Syrii. Z uwagi na liczbę tych baliwatów, zarządzanych przez komturów krajowych, dla usprawnienia zarządu utworzono nowy urząd  – mistrza krajowego niemieckiego. Jednocześnie dla zdobytych obszarów Prus i Inflant ustanowiono wtedy porównywalne rangą urzędy mistrza krajowego Prus oraz mistrza krajowego Inflant. Najniższą jednostką administracyjną Zakonu była komturia (komenda) z komturem na czele. Komturia była obszarem wokół zamku lub domu zakonnego, będącego centrum życia danej jednostki terytorialnej. W Prusach i Inflantach komtur był równocześnie zwierzchnikiem administracyjnym i wojskowym określonego obszaru. U boku komtura działał konwent, który według reguły składać się miał przynajmniej z 13 rycerzy (dopuszczano tu odstępstwa). Po usadowieniu się w  Prusach istotnym novum było ograniczenie dotychczasowej pewnej autonomii komturii, zwłaszcza w sprawach gospodarczych i finansowych. Ponadto komturowie uzyskali władzę sądowniczą nad zamieszkującymi obszar komturii poddanymi, a od sądu komtura można było apelować do sądu mistrzów krajowych, a nawet sądu wielkiego mistrza. Władzom zakonnym ściśle podporządkowano też organizację kościelną, uzależniając od wielkich mistrzów biskupów, a od komturów proboszczów powstających parafii. Dalszy rozwój sieci komturii w  Prusach, jak również nadmierna rola mistrza krajowego Prus spowodowały, że ustanowiono też w to miejsce dwa nowe stanowiska – komtura krajowego chełmińskiego oraz komtura krajowego pomorskiego. Intensywna kolonizacja spowodowała bardzo znaczący rozwój gospodarczy i wzrost bogactwa Zakonu. Jednak rosnący fiskalizm, a zwłaszcza brak jakichkolwiek form dopuszczania do współudziału w decydowaniu o sprawach publicznych czynników pozazakonnych musiał w epoce rosnącej roli różnych form reprezentacji poszczególnych grup społecznych być istotną anomalią. Stąd wzbogacone stany pruskie, zwłaszcza ludność mających pewien zakres autonomii miast pruskich, nie mogąc uzyskać żadnych cesji w  tym zakresie od władz Zakonu, w  naturalny sposób zaczęły orientować się na rozwijające te formy Królestwo Polskie. Kiedy z czasem okazało się też, że istniejące ramy organizacyjne państwa zakonnego blokują dalszy rozwój ekonomiczny, doprowadziło to do buntu społecznego, a w konsekwencji rosnącego kryzysu wewnętrznego Zakonu[2].

Niestety również pytania Bogusława Chraboty niosą pewne uproszczenia i mogą służyć powstaniu stereotypów. Pyta on profesora: Jak teren podbity przez zakon stał się suwerennym państwem? Suwerenność ta trwała tylko do 1466 roku. W innym pytaniu Chrabota sugeruje, że państwo zakonne było „ultranowoczesne”. Jak pojmujemy nowoczesność? Ustroje państwowe ewoluują. Model państwa zakonnego taką ewolucję uniemożliwiał. Droga do równości praw jego mieszkańców, do uzyskania przez nich praw obywatelskich, demokracji była niemożliwa. Państwa, których władcy nie rozumieją procesów społecznych, nie próbują za nimi nadążyć, muszą upaść. Rozbudowana administracja nie stanowi o „nowoczesności” państwa.

Oczywiście ma rację prof. Trupinda uderzając w mit tzw. misji kulturowej krzyżaków. Przecież byli oni tylko zakonnikami. Owszem stworzyli w swym państwie bardzo rozbudowaną administrację, pozostały po nich wielkie zamki, ale to zbyt mało by mówić o „kulturowej misji”. Bardzo słusznie prof. Trupinda podkreśla w zakończeniu, że dorobek cywilizacyjny krzyżaków należy odróżnić od dorobku ich poddanych. Ci jednak eksploatowani przez zakon, któremu przez cały okres przyświecała bardzo kosztowna imperialna polityka, z pewnością nie mogli w pełni wykorzystać swych możliwości. Oczywiście były to czasy braku wolności idei. Dominował katolicyzm. Po sekularyzacji luteranizm i zasada „czyja władza tego religia”.

To tylko kilka wstępnych przemyśleń na marginesie przytoczonego wywiadu „Krzyżacy. Wstęp do demitologizacji”. Mimo powstania już ogromnej literatury na temat krzyżaków pozostaje jeszcze wiele zagadnień do wyjaśnienia, wiele mitów do obalenia. Myślę też, że warto przyjrzeć się dokładniej temu jak funkcjonowały te mity w przeszłości, w jaki sposób były wykorzystywane przez różne ośrodki (o czym wspominałem na początku) – imperialną, a później komunistyczną Rosję, Królestwo Prus, Cesarstwo Niemiec, czy nazistowskie Niemcy?

                                               Piotr Kotlarz

 

[1]  Grzegorz Górski, Historia ustrojów państw,  Warszawa 2001, s. 147

[2] Grzegorz Górski, dz. cyt. S. 148.

 

Obraz wyróżniający: Zamek w Malborku – widok od strony wschodniej. Autorstwa Tsca at the Danish language Wikipedia, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=6866575