Jak zaradzić kryzysowi klimatycznemu?

0
166

Możemy się spierać o przyczyny obecnego ocieplenia, nie sposób jednak kwestionować zachodzenia takiego zjawiska w ogóle. Przyczyny, gdyż zmiany klimatyczne w skali globalnej są procesem bardzo złożonym i wpływa na nie bardzo wiele czynników, wśród których nasza, ludzka, aktywność z pewnością nie odgrywa roli najważniejszej.

Tym razem jednak pozostawmy z boku kwestię przyczyn. Pomyślmy o skutkach, a właściwie tylko kilku z nich. O podnoszeniu się poziomu wód i oceanów oraz o niemożności życia ludzi w miastach, w których temperatura sięga już dziś 520C .

Przeglądając portale internetowe tylko z jednego dnia trafiłem na dwie bardzo frapujące informacje:

Na skutek podnoszącego się poziomu wody w Zatoce Bengalskiej, pod wodą znalazła się wioska Kalabogi nad rzeką Shibsa w Bangladeszu. Zatoka Bengalska to część Oceanu Indyjskiego, bardzo od nas daleko, wspomniana wioska uległa zalaniu zapewne nie tylko z powodu podnoszenia się poziomu wód i oceanów, ale wszystkie prognozy dotyczące podnoszenia się poziomu wód są coraz bardziej krytyczne. Obecnie mówi się o wzroście poziomu morza o 1-1,5 m w ciągu 80 lat. Nie tylko wzrost poziomu morza jest niepokojący. W przypadku Polski problemem jest też osiadająca o 2 mm rocznie część wybrzeża. W lutym 2021 r. zespół doradczy ds. kryzysu klimatycznego przy prezesie PAN wydał raport, w którym prognozowane jest, że w ciągu 100 lat historyczne centrum Gdańska znajdzie się pod wodą, a w ciągu 30 lat znacząco wzrośnie liczba wezbrań na Bałtyku. Wszystkie nizinne obszary przy ujściu rzek są dziś poważnie zagrożone.

Druga informacja dotyczy miasta Jacobabad w Pakistanie, w którym z powodu gorąca zanika życie.  W mieście tym już obecnie odnotowuje się temperaturę powietrza wyższą niż 52 stopnie Celsjusza. Ludzie nie są w stanie na dłuższą metę wytrzymać takich warunków. Temperatura powietrza powyżej 52 stopni to warunki, w których człowiek nie jest w stanie funkcjonować. Jacobabad to drugie miasto na świecie, gdzie odnotowano aż takie upały.

Funkcjonowanie w Jacobabad jest dodatkowo utrudnione z uwagi na przerwy w dostawie prądu. Te uniemożliwiają korzystanie z klimatyzacji, która w tym regionie i tak jest tylko dobrem luksusowym. W statystykach widać już natomiast wzrost liczby udarów, innych chorób wynikających z przegrzania i finalnie zgonów. Aby ratować się przed upałami, niektórzy mieszkańcy decydują się na migrację do nadmorskiego Karaczi lub bliższej miejscowości Kweta – przynajmniej w czasie najwyższych temperatur. Inni ratują się instalacjami fotowoltaicznymi, by zapewnić sobie ciągłość w dostawie prądu na potrzeby działania klimatyzacji.

Równie wysokie temperatury są odnotowywane w mieście Has al Khaimah w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Tutaj jednak w praktyce mało kto odczuwa ich skutki, bo problemy z elektrycznością nie istnieją, a z uwagi na inne warunki finansowe, klimatyzacja jest w zasięgu znakomitej większości, jak nie wszystkich mieszkańców.

Klęska ocieplenia klimatu dotyka ludzkość nie po raz pierwszy. Odnotowujemy takie okresy również w czasach historycznych. To właśnie ocieplenie spowodowało na przykład przemieszczenie się znacznej części populacji w rejony nadrzeczne, a później również konieczność irygacji około 3 000 lat p.n.e., co wiąże się z początkami państwowości.

Wspominam o tym okresie z dwóch powodów. Po pierwsze, możemy zauważyć, że jednym ze sposobów ratowania się przed zmianami klimatycznymi już wówczas była migracja, ale – co ważniejsze – już wówczas ludzie (wprawdzie w skali lokalnej) podejmowali działania, których celem było zmniejszenie skutków ocieplenia. Takim działaniem była wspomniana irygacja oraz melioracja.

Zauważmy, że ówcześni ludzie nie podejmowali działań, których celem mogłoby być powstrzymanie zmian klimatycznych, choć już w starożytnej Grecji pojawiali się autorzy sugerujący, że za zmiany klimatyczne odpowiada nasza ludzka aktywność. Większość jednak uważała, że taka jest wola bogów (różnych bogów).

Dziś mamy już dość prawdopodobne hipotezy na temat zmian klimatycznych. Ja opowiadam się za tymi, które wskazują na to, że za procesy ochłodzenia klimatu odpowiadał i odpowiada wulkanizm i że jeśli nie dojdzie do wzmożonego wulkanizmu (erupcji wulkanów o sile 6-7VEI) to proces ocieplenia będzie postępować dalej. Zwolennicy wpływu na proces ocielenia klimatu uznają emitowanie w wyniku działalności ludzkiej do atmosfery CO2.

Nie mam tu zamiaru wdawać się w spór ze zwolennikami tej drugiej teorii. Mam nadzieję, że i oni jednak rozumieją, że nawet jeśli uda nam się w ciągu najbliższych dwudziestu, trzydziestu lat, ograniczyć „naszą” emisję CO2, to i tak nie powstrzymamy procesu ocieplenia. Lodowce w tym czasie stopnieją i nic ich już nie przywróci, a więc przestaną ochładzać prądy morskie i średnie temperatury będą już zawsze wyższe.

Lodowce stopnieją, a więc poziom mórz i oceanów wzrośnie.

Tu właśnie pojawiają się moje przemyślenia. Czy rzeczywiście musi on wzrosnąć? Wzrastać? Czy naprawdę nie jesteśmy w stanie temu procesowi zaradzić? Stąd moje wcześniejsze przypomnienie o mieszkańcach Mezopotamii, Egiptu i Chin, którzy broniąc się przed ówczesnym ociepleniem klimatu wymyślili irygację.

Dziś migracja na obszary nadrzeczne jest  bardzo ograniczona, gęstość zaludnienia jest tam tak wielka, że trudno będzie pomieścić migrantów z terenów dotkniętych suszą.

Czy jednak nie jesteśmy w stanie nadmiaru wody z topniejących lodowców zaabsorbować na lądach? Są tu dwie możliwości, zwiększenie zasobów retencyjnych i zasadzanie lasów.

Czytam, że w jednym ze stanów USA władze ubolewają nad tym, że wysycha tam jakieś – kiedyś wielkie – jezioro. Czy nie stać nas na to, by jezioro to ponownie zaopatrzyć w wodę. Tak, może wydawać się to fantastyką, ale czy rzeczywiście jest to aż tak nierealne. Można ją doprowadzić nawet z oceanu. Procesy transportu wody i odsalania są już na wystarczającym poziomie techniki, by móc taki proces zrealizować. Jest to proces kosztowny, ale wydaje mi się, że większy sens ma wydawanie środków z budżetu właśnie na ten cel, niż na zbrojenia lub (jak czytam ostatnio o działaniach władz USA) poszukiwanie UFO i przygotowywanie się do ewentualnej walki z przybyszami z kosmosu. Skala idiotyzmu nas ludzi jednak jest wciąż ogromna. Nie wszędzie jednak dostrzegamy bezradność.  Nasz kraj chce w najbliższych latach zwiększyć swe zasoby retencyjne. To słuszna droga, zachęcam wszelkich ekologów, by wspierali te dążenia.

Druga kwestia to lasy. Przecież absorbują one nie tylko CO2 (zachowują aż 10% pochłanianego dwutlenku węgla, resztę ponownie wydychają) ale również i wodę. Dziś już podejmowane się działania mające na celu zalesienie terenów pustynnych (powstrzymania w ten sposób ich przyrostu). Tak jest na Saharze, pustyni Gobi, innych mniejszych pustyniach. Powinniśmy z wszech miar wspierać takie działania. Ponownie wspomnę o Polsce. W naszym kraju z każdym rokiem rośnie powierzchnia lasów. Powinniśmy jednak wspierać działania w tym kierunku również w innych regionach świata. Ziemia jest naszym wspólnym domem – choć dziś brzmi to jak frazes, powinniśmy mieć taką świadomość.

Kiedyś czytając o „Fauście” Goethego dowiedziałem się, że inspiracją do powstania tego utworu były dla tego wielkiego dramaturga informacje o ówczesnym wyrywaniu morzu lądu w Holandii. Czy dziś, w skali globalnej, nie możemy zdobyć się na podobnie wielkie wyzwania?

Postuluję, by myśląc o zmianach klimatycznych nie ograniczać się tylko do zagadnienia, w jaki sposób powstrzymać proces ocieplenia klimatu, ale by wzorem starożytnych, choć na skalę znacznie większą szukać rozwiązań, których celem będzie niwelowanie skutków globalnego ocieplenia, takich rozwiązań, które pozwolą nam żyć w cieplejszym klimacie.

Rozwiązań, które zabezpieczą nas przed nieuchronnymi (w innym wypadku) migracjami i wojnami. Te, jak wiemy, nie przyniosą nam niczego dobrego i na pewno nie rozwiążą wynikających ze zmian klimatycznych problemów.

                                       Piotr Kotlarz

 

Obraz wyróżniający: Obraz Tumisu z Pixabay