Idziemy. Sztuka w jednym akcie (Wersja druga) / Piotr Kotlarz

0
235

[Ten niewielki dramat napisałem już ponad czterdzieści lat temu. To jeden z ważniejszych spośród moich dramatów. Pytanie o sens życia, sens naszego marszu. Bohaterowie tej sztuki podążają przed siebie poszukując.. No właśnie… Czego? Boga, a może tylko celu. Zresztą z jakiego powodu „tylko”, może to właśnie Bóg jest celem? „Jest Bóg i jest jeden” mówi bohater innego mojego dramatu, „Imperatora”. Nie sam dramat jest tu więc ważny, ale pytanie… pytania, które w nim stawiam. Przy tym kwestia wolności, samotności… wyborów.

To ważny dla mnie dramat. Postanowiłem go wystawić. Szukam współpracowników, partnerów, możliwości. Ponownie zwróciłem się z prośbą o współpracę do pani Anny Kontek. To wielka artystka. Znalazła czas na przeczytanie i długie rozmowy na temat tej sztuki. Uznałem, że dla potrzeb sceny muszą ją nieco rozbudować. Zapisana w formie jednoaktówki była zbyt krótka, by wystawić ją samodzielnie, a głębia i wielość treści i ładunek emocjonalny, raczej wykluczają możliwość łączenia jej z inną jednoaktówką.  W ten sposób doszło do powstania obecnej, niżej zamieszczonej wersji tej jednoaktówki.]

Idziemy

(Sztuka w jednym akcie)

Osoby:

Mężczyzna A,

Mężczyzna B,

Mężczyzna C,

 Dziewczyna.

Akcja sztuki rozgrywa się na prawie pustej scenie, tylko gdzieniegdzie rozrzucone szmaty i kawałki papieru, kamienie. Z tyłu i z boków zasłony brudnoszare. Przez scenę, z lewej na prawą stronę, przechodzi powoli bardzo zmęczony A. Ubrany jest w obszarpane, brązowe spodnie oraz zniszczoną marynarkę. Gdy jest już w dwóch trzecich sali, z tego samego miejsca wychodzi B. Ubranie podobnie zniszczone, zamiast marynarki sweter. B. Słania się na nogach i mówi bardzo cicho, głos jego jakby zanikał.

Scena I

(A i B wchodzą w prawej strony sceny)

B – Stój. Zatrzymaj się. Dokąd tak pędzimy?

A – (Idąc dalej.) Pośpiesz się, mamy coraz mniej czasu (Robi jeszcze parę kroków. Staje, odwraca się. B upadł).

B – Ja już nie mogę. Ja muszę odpocząć, ja… ja nie mam sił iść dalej.

A – Przestań się wygłupiać. Wstawaj… Do diabła, możemy nie zdążyć. Wstawaj, baranie jeden. (Wraca. Idzie w stronę B bardzo energicznie., zatrzymuje się przy jego nogach).

B – Wiesz, ja już nawet zapomniałem od kiedy tak idziemy (wyjmuje chusteczkę). Idziemy, idziemy, gonimy raczej, a ty nawet nie wiesz, przecież nie możesz wiedzieć (wyciera czoło), tak samo jak i ja, czy on tam jest? Dajmy spokój. Popatrz jak tu pięknie. Pamiętasz wczoraj, ten wodospad. Jakiż wspaniały widok.

A – Baran… Romantyk się znalazł. (Przedrzeźnia) Jaki wspaniały widok, jak tu pięknie. (Krzycząc.) Ty leniu jeden, ty maminsynku, ty durniu. Nie rozumiesz, że za nami idą następni, że musimy się śpieszyć? I tak już jesteśmy spóźnieni. Tylu było przed nami. Wstawaj.

B – Tyle już czasu idziemy… idę za Tobą….

A – Nie za mną. Nie za mną, gdyż to nie ja prowadzę… Nie nadaję się na przewodnika… Każdy powinien wybierać swoją drogę. Idziemy razem… może tak… przed siebie. Jak wszyscy. Są tacy co idą samotnie, są i większe grupy… My idziemy w tym samym kierunku co inni, w tym samym kierunku, ale obok siebie, jak przyjaciele. Nikt nie prowadzi…

B – Zgoda, ale ja jestem już zmęczony… Zgubiłem nawet cel… Przestałem go dostrzegać. Idziemy, idziemy… zadeptujemy drogę, pobocze. To nie ma sensu. Zatrzymajmy się proszę… Popatrz jak tu pięknie…

A – Do diabła, po co ja się z tobą tak cackam. Chcesz to zostań tu. Podziwiaj swoje widoczki. A nich cię diabli. Gnij tu, albo lepiej wróć nad ten swój zasrany wodospad. Może tam będzie ci przyjemniej gnić? Baran (Odwraca się i próbuje iść dalej.)

B – A żebyś wiedział, że wrócę. Wrócę i nad wodospad i w góry. Wrócę, mam dość tej beznadziejnej wędrówki. (Chowa chusteczkę.) Zobacz, jak tu ładnie. Łazisz wokół i tylko depczesz. A idź. Myślisz, że cię potrzebuję. (Zgarnia szmaty i gazety, jakby sobie przygotowywał poduszkę, udaje, że układa się do snu.) No, czemu nie idziesz?

A – Przestań mnie drażnić. Co ty sobie wyobrażasz? Myślisz, że jak będziesz leżał to niczego nie pognieciesz? A jak będziesz szedł wolniej, to pognieciesz mniej? Może mniej, ale dokładniej. (Szuka czegoś po kieszeniach i wyjmuje z marynarki papierosy i zapałki.) Przestań się wydurniać. Wstawaj (Zapala papierosa.) Idziemy. Przecież wiesz, że za nami idą następni. (B ciągle przygotowuje posłanie.) A zresztą. (Macha ręką, znów się odwraca. Idzie).

B – Poczekaj, proszę cię. (Płaczliwie.) Ja naprawdę byłem zmęczony. Jeszcze chwilę i pójdziemy razem. Przecież wiesz, że jesteś ode mnie silniejszy. Poczekaj, ja naprawdę potrzebuję twojej pomocy.

A – (Wraca.) No, tak to już lepiej. Możemy odpocząć, tylko po co te dyrdymały. No, tak to elegancko. Mogę chwilę poczekać. Gdzieś ty się taki uchował? Zapalisz?

B – Nie, dziękuję.

A – Słabeusz, aż dziw, żeś dotąd nie padł pod jakimś krzakiem (Siada obok B.) Zresztą wiesz, mnie też podobał się ten wodospad, ale zobaczysz, nie takie jeszcze wodospady zobaczymy. Zobaczysz. (Kładzie się na plecach, ręce pod głowę) Popatrz jak tu pięknie. Dawno nie było tak pięknej pogody. A czy niebo nie jest piękne? Wszędzie jest pięknie, tylko trzeba umieć patrzeć. Co za wspaniały dzień. (Ziewa.) Co za … wsp… (Zasnął- chrapie.)

B – Śpisz? (Brak odpowiedzi. A cicho chrapie.) Śpij. Rzeczywiście piękny dzień. (Światło przygasa.)

 

Scena II

(Na scenę wchodzi C… Światło rozjaśnia się. C ubrany jest w dobrze skrojony, prawie nowy, granatowy garnitur. Podchodzi do A i B, szarpie za ramię to jednego, to drugiego.)

C – Wstawajcie. Pierwszy raz mi się to zdarza. Pierwszy raz spotykam kogoś, kto spałby przy drodze o tej porze… Wstawajcie. Trzeba iść. Wstawać!

A – (Budzi się.) O! Do diabła! Zasnąłem (Szarpie B.) Wstawaj. Nie widzisz, mówiłem ci. Popatrz, doganiają nas następni.

B – Nie wstaję. Daj mi spokój,  ja chcę spać.

C – Dzień dobry. I ja tu jestem.

B – Dzień dobry. Nie zauważyłem pana… Zresztą to bez znaczenia… nigdzie nie idę, odczepcie się. Nie możecie iść sami? Dajcie mi święty spokój. (Poprawia „poduszkę” i układa się do snu.)

A – (Do C.) Chcesz iść?

C – Chcę.

A – Ja też. Więc i ty (Szarpie B.) musisz iść z nami.

(A i C ruszają przodem, B podnosi się i z ociąganiem idzie za nimi.)

B – Zaraz, zaraz, chwileczkę… Co to znaczy, że muszę? (Ciągle idąc.) Co to znaczy?  (Zwalnia) Będę chciał, zostanę. Nie ma żadnego muszę. Nie macie prawa mnie zmuszać. (Mówiąc to, podąża cały czas za A i C, którzy idąc przodem wokół sceny opowiadają sobie kawały i śmieją się głośno – treść kawałów dla widzów prawie nieczytelna, tylko od czasu do czasu można wyłowić słowa: a ten znasz… a o Icku itp.)

C – (Nie zwracając uwagi na to, że B zostaje w tyle, do A.) Lubię  szmoncesy żydowskie, kawały… czasami zdarza mi się pochylić nad jakimiś wypowiedziami hinduskimi… myśli Konfucjusza… Tyle tego było… Wiesz, kiedyś trafiły w me ręce aforyzmy takiego myśliciela… Zaraz… zaraz… no właśnie Krishnamurti. Myślałem, że myśliciela (śmieje się) myślałem, myśliciela… Ci wszyscy myśliciele… Mówię o tzw. Krishnamurtim… wymyśliło go dwóch cwaniaków brytyjskich. Wcisnęli jakieś okrągłe sformułowania w usta młodego Hindusa  „prawda jest krainą bez dróg”; „wolność znajdujemy w niewybiórczym uświadomieniu sobie naszej codziennej egzystencji i działalności” … takie tam mądrze brzmiące bzdury i oszukali tak wielu… Myśliciele… Jak trzeba uważać. Zresztą nie trzeba. Ja życie biorę bardzo prosto. Jak w przyrodzie. Instynkt przetrwania i zachowania gatunku… u wielu z nas zwycięża coraz częściej ten pierwszy… Zresztą zostawmy to… A ten szmonces słyszałeś: „Przychodzi Icek do synagogi…”

B – (Kontynuuje.) Stójcie, tak nie można. Zobaczycie, że ja nie dam rady. Na Boga, przestańcie tak pędzić. Patrzcie, jak tu pięknie. Zatrzymajcie się. Dokąd tak gonicie? A jak go tam nie będzie? (Po chwili) Co to znaczy muszę? Niech sobie idą, barany jedne. Mam tego dość. Siądę sobie, odpocznę. Będę chciał, to jutro pójdę dalej.

(B siada w rogu sceny. A i C w przeciwnym rogu, ciągle idąc)

C – Icek modlił się o trzewiki…

A – Tak. Znam ten szmonces. Ale zobacz… On dostał te swoje sto dolarów na ślubne trzewiki dla córki, a ci bogacze modlący się „nie o takie kwoty” zapewne wciąż się modlą… (A i C śmieją się. Po chwili odwracają się i machają zniechęcająco ręką w stronę B. Ten jednak odwraca się. A i C ponownie machają ręką, tym razem z rezygnacją i schodzą ze sceny. Światło przygasa. B zaczyna gwizdać kilka taktów, wesołej, obiegowej melodii.

 

Scena III

(Z przeciwnej strony na scenę wchodzi Dziewczyna.20-27 lat, wysoka zgrabna. B pogwizduje. Światło rozjaśnia się.)

Dziewczyna – Cześć. Długo tu siedzisz? O jak tu ładnie… Co gwiżdżesz? Chyba znam tę melodię.

B – Cześć. Siadaj. Nie pamiętam, przypałętała się i pogwizduję od rana kilka taktów. Może wiesz, jak to było dalej (Gwiżdże od początku, dziewczyna nucąc podrzuca dalsze takty, B podejmuje wątek. Dziewczyna próbuje gwizdać razem z nim, w pewnym momencie fałszuje, zaczyna się śmiać. B również się śmieje.)

Dziewczyna – Jak tu pięknie. Co za wspaniały dzień. (Kładzie się, patrzy w niebo) Mogłabym tak leżeć przez całe życie. Nic tylko leżeć. Jakie wspaniałe słońce. Ach, jak wspaniałe życie. (Przez chwilę leżą milczy.) Długo już tu jesteś?

B – Nie. Zatrzymałem się wczoraj. Czułem się zmęczony. Wiesz, nic mi się już nie chciało, myślałem, że już tu zostanę, chciałem nawet wrócić nad wodospad. Byłaś tam? (Dziewczyna kiwa głową) Prawda, że trudno o piękniejsze miejsce? Zresztą i tu jest ładnie. Jak ci się tu podoba?

Dziewczyna – Trudno o wspanialsze miejsce, ale przecież trzeba iść. Musimy go znaleźć. Zresztą wszędzie jest pięknie. Zobaczysz przez jak piękne okolice będziemy jeszcze przechodzić. Chodźmy. Już czas.

B – Człowiek zawsze ma przesadne wyobrażenie o tym, czego nie zna, choć może masz rację… może są jeszcze piękniejsze miejsca niż ten wodospad… Chodźmy. Rzeczywiście już czas. Inni wyprzedzili nas znacznie. Chodźmy. (Ruszają. Po chwili Dziewczyna bierze B pod rękę, on patrzy na nią. Potem zaczyna gwizdać znaną melodię. Obejmuje ją.)

Dziewczyna – Wszędzie jest pięknie. Wszędzie tam, gdzie ty.

B – Nigdy nie myślałem, że przeżyję coś tak wspaniałego. Czuję się nie ten sam. Teraz mógłbym iść i iść. Choćby go nawet tam nie było, ale teraz wiem, że jest. Musi być. Pokonamy, zobaczysz, że pokonamy wszystkie przeszkody. (Wesoło) Jak trzeba będzie, to cię nawet przeniosę. I pomyśleć, że mogliśmy  nigdy się nie spotkać. Co za bzdury. I tak byśmy się spotkali. Przecież jesteśmy dla siebie. (Znów gwiżdże.)

(Dziewczyna z B są w połowie sceny, gdy z miejsca, w którym wcześniej zniknęli, wracają A i C.)

 

Scena IV

(Dziewczyna, B, A i C)

C – Hej, hejże! Gdzie tak pędzicie? To nie ma sensu. Byliśmy tam przed południem. Właśnie stamtąd wracamy. Tamtędy nie przejdziecie.

B – A, to wy. Myślałem, że się już  nigdy nie spotkamy. Nie udało się wam? (Pogardliwie.) Jaka szkoda. No cóż, może nam się uda. Niektórzy przecież przechodzili tamtędy.

A – Tak, ale kiedy? Wiele się zmieniło. Dajcie sobie spokój. Próbowaliśmy na wszelkie sposoby, mówię wam, to  nie ma sensu. Tamtędy nie przejdziecie.

B – Nie udało się wam, może nam się uda. Nigdy…

Dziewczyna – (Przerywa mu w pół zdania.) Czemu się dąsasz? Może rzeczywiście nie ma sensu, możemy spróbować pójść inną drogą. Razem przecież łatwiej. Dlaczego  nie mamy iść razem. Jest nas teraz czworo. Nie rozumiem, dlaczego nie mamy żyć w zgodzie?

B – (Głośno) Dlaczego się wtrącasz? A może ja nie chcę iść z nimi? Może mam swoje powody? Dlaczego się wtrącasz?

C – Przecież poprzednio nawet nie miałeś zamiaru iść dalej… teraz znów się opierasz… (wskazuje w kierunku, z którego przybyli) Tamtędy naprawdę nie da się przejść.

B – Mówiłem już. To wam się nie udało…

Dziewczyna – (Bierze B pod rękę.) Przestań się wygłupiać. Przecież razem łatwiej.., przecież możemy iść wspólnie. Kocham cię, ale możemy iść razem. Nie bądź nierozsądny.

B – (Wyrywa rękę.) Daj spokój. (Po chwili.) Dobrze. (Przejmuje inicjatywę, bojąc się utracić Dziewczynę.) Dobrze, chodźmy. (Bierze Dziewczynę pod rękę i ruszają w przeciwną stronę. B zaczyna gwizdać. A i C idą za nimi.)

A – (Do C.) Zobacz jaki zakochany.

C – (Ironicznie.) Co też miłość potrafi zrobić z człowieka. (A i C podejmują melodię B, po chwili dołącza dziewczyna. Idą gwiżdżąc. Po chwili C zatrzymuje się.)

C – Hola, proszę państwa. Przerwa. Czas na piknik. Po co się śpieszyć? Co się odwlecze, to nie uciecze. Piknik moi państwo. Piknik to jest to, musimy odpocząć. Jutro czeka nas ciężka przeprawa.

Dziewczyna – Zapalmy ognisko. Proszę Was, zapalmy ognisko.

B – Przecież przed chwilą bardzo się śpieszyliście. Przecież musimy iść.

Dziewczyna – Nie rozumiem cię. Dlaczego nie chcesz z nami wypocząć przy ognisku? Nie bój się, zdążymy. A może nie o to ci chodzi, może jesteś zazdrosny? Przyznaj się, jesteś zazdrosny?

B – Ty niczego nie rozumiesz. Jak mało rozumiesz? Chcesz ognisko… (Zaczyna zbierać patyki.) Będzie ognisko. (Dalej zbiera patyki, układając je sobie na ręce jak kłody drzew. Z sarkazmem.) Będzie ognisko. A już  myślałem, że będę miał z kim wędrować. Jak ty mało rozumiesz.

C – Szybko zbierajmy chrust. Robi się ciemno. (Do A.) Dlaczego nie zbierasz? Pośpieszmy się.

A – (Przynosi znaleziony kamień) I jeszcze kilka kamieni. Zróbmy krąg, wówczas ogień się nie rozniesie…

B – (Potyka się o jakiś przedmiot. Podnosi go…) Patrzcie, to chyba kość?

C – I chyba ludzka… Nie jesteśmy pierwsi. Przed nami widać byli inni.

B – Skąd wiesz, że ludzka… Zresztą to bez znaczenia… Byli, ale jak widać nie doszli.

A – Co to znaczy… nie doszli? Dokąd? Dokąd mieli dojść…. I po nas zostaną kości… Tylko kości.

C – Czy tylko? A może i drogę ktoś zapamiętał… Kiedyś spotkałem pewnego starca… opowiadał…

A – Co z tego, że opowiadał? Czy powiedział po co… w jakim celu szedł? Nie ma czasu na rozmowę… ściemnia się… mamy jeszcze zbyt mało chrustu…

 (A, B i C zbierają „chrust” i kamienie, z których tworzą krąg).

B – No, chyba wystarczy.

A – Wystarczy.

 

Scena V

Przy ognisku (A, B, Dziewczyna, C)

C – Aleśmy się napracowali. Odwaliliśmy kawał roboty.

B – (Do A) Daj zapałki.

A – (Podając zapałki) Ale od czego zapalimy?

B – (Sięga do wewnętrznej kieszeni płaszcza i wyjmuje jakiś zeszyt. Wyrywa z niego kilka kartek) Masz.

A – (Przygląda się kartkom. Po chwili.) Zapisane. Co to?

B – Nic takiego… luźne notatki… wspomnienia… Kiedyś myślałem, że to ma sens…

A – Nie żal ci?          

B – Czego? Przecież mówiłem… kiedyś myślałem… To tylko papier.

(A – Podpala kartkę, później ognisko. Dziewczyna siada przy ognisku i pogwizduje.)

B – Może coś zaśpiewamy? (Siada obok Dziewczyny, próbuje ją objąć, ale ona się odsuwa.)

Dziewczyna – (Do pozostałych.) Panowie, czemu stoicie? Siadajmy. Co zaśpiewamy?

A – (Siadając obok B. Do niego.) Bardzo się zmieniłeś. Ileż w tobie chęci do walki? (Ironicznie.) Co za zmiana. (Zmienia ton.) Cholerna przeprawa. Kto by przypuszczał, że nam się nie uda? Wszyscy przechodzili tamtędy, a nam musiało się nie udać. Niech to diabli.

C – (Który usiadł nieco z boku) Skąd wiesz? (Po chwili.) Skąd wiesz, że wszyscy przechodzili? Daj spokój, pójdziemy północnym przejściem. Słyszałem zresztą, że jest o wiele łatwiejsze. Jedno niepowodzenie i już się zniechęcasz. Teraz zresztą idziemy większą grupą. Wspólnie łatwiej Muszę przy tym powiedzieć, że iść z tak piękną dziewczyną  (Uśmiecha się do niej.) to wielka przyjemność.

A – Niech to diabli. Śpiewajcie sobie co chcecie. Jestem zmęczony. Śpiewajcie. Ja śpię. Cholerna przeprawa. (Kładzie się biorąc ręce  pod głowę.)

Dziewczyna – (Próbuje śpiewać. Nuci..)

Wczoraj nocą późną
Dostrzegłam w stawie
księżyca blask
Dla mnie to symbol tego
Co wciąż trwa.

Wiatr nagle zawiał
Odgłos sowy zaskoczył mnie
Przyroda zmienia się
Życie zmienne jest…

A – Długa noc przed nami.

B – Jutro musi się udać. Teraz jest nas czworo. Może rzeczywiście lepiej prześpijmy się. Musimy nabrać sił. (Kładzie się, kładąc głowę na kolanach dziewczyny.)

A – (Jakby do siebie.) Przyszłość nie należy do nas i nie możemy nic poradzić na ten niepokonany ruch. Czas na sen… (Kładzie się.)

Dziewczyna – Nie śpijcie. Taki ładny wieczór. (Podnosi głowę B.) zaśpiewajmy coś.

C – Niech śpią… co tam? Zostaw ich… maja prawo być zmęczeni.

Dziewczyna – Może masz rację. Niech śpią…. (Delikatnie odsuwa głowę B i wstaje.)

(Po chwili. Wskazuje niebo)

Dziewczyna – Kocham noc i niebo, o wiele bardziej niż ludzkich bogów.

C – Każda radość budzi w nas pragnienie innej radości.. Od razu, gdy cię ujrzałem…. Jesteś taka piękna.

Dziewczyna – Dzięki, ale przestań…

C – Jeszcze wcześnie. Zdążymy się wyspać. (Do dziewczyny. Wskazuje na spadający meteoryt.) Popatrz, gwiazda spada. Musi się udać. To na szczęście. Musi się udać… Przejdziemy się… taka ładna noc… Księżyc świeci…

(Dziewczyna przyjmuje propozycję i razem z C schodzą ze sceny [Za kotarę] Światło przygasa.)

 

Scena VI

(Światło znów się rozjaśnia. Na scenie A i B)

C – Hej, wstajemy. Już świt..

B – (Budzi się… Przeciąga się…) Ależ spałem… (Rozgląda się. Zdenerwowany.) A gdzie Ona? (Rozgląda się. Budzi A.) Gdzie oni są? Gdzie… (Ponownie szarpie A.)

A – (Wstaje otępiały) O co ci chodzi? Miałem taki piękny sen…

B – Gdzie oni? Nie ma ich… Nie wiem co się mogło stać?

A – Nie wiem… Spałem… (Zaniepokojony. Innym tonem, już obudzony.) Chyba nie zostawili nas…

(Wracają C i Dziewczyna)

 

Scena VII

A, B, C i Dziewczyna

A – (Spostrzega wracających C i dziewczynę) O już są…

B – (Też dostrzega wracających) Jesteście… Gdzie byliście?

C – (Obojętnie.) Nad strumieniem… Taki spacer…

B – (Przedrzeźniając, z przekąsem…) Spacer…

C – Co się czepiasz? Właśnie spacer.

Dziewczyna – O co ci chodzi? Czyżbyś może uważał, że jestem Twoją własnością?

B – (Wycofując się) No nie… ale…

Dziewczyna – Żadne ale… jesteśmy wolni.

A – Kości mnie bolą. Wczorajsza przeprawa, niech ją diabli. (Do C.) Czas ruszać. Może spróbujemy jeszcze raz tamtędy… Teraz, większą grupą.

C – Przecież razem uznaliśmy, że tamta droga jest bez szans… Z jakiego powodu zmieniasz zdanie?

A – (Tym razem do B.) A ty jak uważasz, możemy spróbować wspólnie, we czworo, to co nam we dwóch się nie udało?

B – (Zdenerwowany.) Odczep się. Wczoraj też namawiałeś, by iść. I co? Wróciliście. Tamtędy nie można. (Przedrzeźnia.) Czemu wczoraj nie byłeś taki mądry? Przewodnik się znalazł. Nie znasz drogi, tak samo jak i my wszyscy, więc przestań się mądrzyć. Przewodnik! Mądrala!

C – Przestań. Przecież to nie tak. Sam nie chciałeś iść. A gdyby nam się udało? Gdybyśmy tamtędy przeszli? I tak poszedłbyś za nami. Jesteś niesprawiedliwy… (Z ociąganiem.)  W grupie łatwiej…

B – Drugi przewodnik! W grupie? Nie jesteśmy żadną grupą… Każdy jest wolny… każdy może iść gdzie i z kim chce.

C – Ktoś musi przewodzić. Chcesz, to ty zostań przewodnikiem. Ja zawsze mogę się podporządkować

B – Kto powiedział, że ktoś musi rządzić? Znów wprowadzasz swoje porządki. Dlaczego nie możemy naradzić się wspólnie?

C – Nad czym się naradzać? Wczorajsza droga okazała się nie do przebycia. Wracać nie ma sensu. Musimy spróbować przejść przez północną przełęcz. Nad czym chcesz się naradzać? Wiem… nikt z nas nie zna drogi… mało tego nawet nie wiemy dokładnie… nie wiemy z całą pewnością, czego szukamy? Nie wiemy, co czeka nas u krańca naszej drogi. Wiem jednak… czuję to ja i wiem, że wy też to czujecie… musimy iść. Wiem, że czasem błądzimy… ale… czy mamy inny wybór niż ta droga… droga przed siebie?

B – To idź… dlaczego dziś się nie śpieszysz? Dlaczego czekasz? Wczoraj mnie zostawiłeś. Zostawiłeś w drodze kolegę, bo trzeba było szybko, bo inni gonią, a dziś co? Mądrala. Jeszcze wcześnie? To dlaczego tu stoisz, dyskutujesz? Idź swoją drogą i daj nam święty spokój. Damy sobie radę i bez ciebie.

C – Chciałem dalej iść razem… No, ale jeśli mnie wyganiasz…

B – Nikt cię nie wygania, ale po co rządzić?

C – Ty ciągle swoje. Rządzić i rządzić. A może to ty chcesz nami kierować? Daj spokój z tą rozmową.

Dziewczyna – O co się kłócicie? Boże, co za ludzie. Lepiej rzeczywiście się naradźmy.  

A – Ja jestem za tym by spróbować jeszcze raz naszą grupą… Razem…

C – Wieczny optymista. Mówiłem już, że łatwiejsza będzie północna przełęcz.

B – Wam się nie udało,  w grupie może nam się udać. (Do dziewczyny, pokazując kierunek, z którego wrócili A i C.) Pójdziemy tamtędy.

C – A ja idę tam. Pokazuje przeciwny kierunek. (Zwraca się do Dziewczyny.) Pójdziesz ze mną?

B – Tylko bez takich numerów.

C – Nie ciebie pytam.

Dziewczyna – (Do B.) Przecież mogę decydować za siebie sama. Im się nie udało, a nam ma się udać? Chodźmy lepiej razem, ale przez północną przełęcz. Nie kłóćcie się, proszę was.

B – Ja idę tędy. (Pokazuje w tym samym kierunku, z którego poprzednio wrócili A i C.)

Dziewczyna – ( Pokazuje przeciwny kierunek.) To ja tamtędy.

B – Przecież obiecałaś. Przecież mieliśmy iść razem.

Dziewczyna – Ale zmieniłam zdanie. Niczego Ci nie obiecywałam… Po prostu zmieniłam zdanie… Nie jestem niczyją własnością. Nie myślałam, że jesteś taki uparty. Idę tamtędy. (Pokazuje, ten sam co poprzednio kierunek.) Chcesz, to możesz iść ze mną… z nami. Nie, to droga wolna.

B – I tobie wolna droga. (Do A.) Próbujemy jeszcze raz?

C – (Do dziewczyny.) Idziemy?

(C z Dziewczyną odchodzą w lewą stronę. A i B ruszają w przeciwnym kierunku.)

 

Scena VIII

(A i B)

A – (Kładzie się) Wreszcie sobie poszli… możemy teraz odpocząć. Zmęczyła mnie już ta droga…

B – Przestań się wygłupiać. Mamy cholernie mało czasu. Następni pewnie już nas doganiają. Chodźmy.

A – No cóż. (Wstaje.) Próbujmy… przecież póki życia, póty nadzieja… czasami do szczęścia wystarczy tylko nadzieja, że może się udać… Może i Syzyf bywał szczęśliwym… Zresztą zawsze znajdziemy jakieś wytłumaczenie, zawsze potrafimy dobudować jakąś filozofię do sytuacji w jakiej jesteśmy… To ludzkie…

B –  Zaufałem jej… To dzięki niej znów znalazłem siłę by iść… a teraz… Poszła z nim…  Zresztą… niedługo o wszystkim zapomnę… Na szczęście zazwyczaj zapominamy o bólu… Wyparcie. Tak cierpienie, jak i miłość to tylko chwile…

A – Myślisz, że jesteś wyjątkowy, każdy przecież już coś przeżył. Nawet kilkuletnie dziecko ma już swój … jak to mówisz… bagaż. Dźwigamy zresztą również doświadczenia innych…  Było minęło… ale widzę, że dzięki temu znów wróciła ci siła… To dziwne, ale po tym wszystkim… po całym tym marszu… teraz ja czuję się zmęczony. (Zatrzymuje się, poprawia sznurowadło.) Może odpoczniemy chwilę. Zobacz, jak tu ładnie.

B – Oto właśnie cały człowiek, winę nogi zwala na but. Przestań marudzić, musimy iść… mamy mało czasu.  

A – (Prostuje postawę) Idziemy.

B – Idziemy.

(Światło przygasa, gdy są jeszcze na scenie. Kurtyna opada.)

                                             Piotr Kotlarz

Obraz wyróżniający: Wodospad Szklarki. CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=101564