Historia to nie bzdura: dlaczego socjologia porównawczo-historyczna jest niezbędna, gdy patrzymy w przyszłość / Stephen Mennell

0
410
Norbert Elias (1987). Z Wikimedia Commons, repozytorium wolnych mediów.

Streszczenie:

Henry Ford słynnie zauważył, że „Historia to bzdura”. Zbyt często socjologowie, jak się wydaje, mu wierzyli. Chociaż na początku nasza dyscyplina była w dużej mierze socjologią porównawczą-historyczną, dekady po II wojnie światowej były świadkami tego, co Norbert Elias nazwał „wycofaniem się socjologów do teraźniejszości”, czego skutkiem była nauka społeczna, która jest głównie „hodiecentryczna” (używając słowa wymyślonego przez Johana Goudsbloma). „Socjologia historyczna” zaczęła być postrzegana jako tylko jedna z wielu specjalizacji empirycznych – co odzwierciedla organizacja ISA w szczelnych przedziałach reprezentowanych przez 56 Komitetów Badawczych, 3 Grupy Robocze i 4 Grupy Tematyczne. Twierdzę jednak, że zaniedbanie przeszłości zagroziło zdolności socjologów do inteligentnego patrzenia w przyszłość. Wrogość do marksizmu, cechująca pokolenie myślicieli okresu zimnej wojny, takich jak Karl Popper, sprawiła, że ​​niektórzy naukowcy zajmujący się naukami społecznymi zaczęli łączyć nieufność wobec przewidywań przyszłości z nieufnością wobec badań nad przeszłością.
Słowa kluczowe: socjologia historyczna; zazdrość o fizykę; teorie procesów; badania dokumentalne

Wstęp

Durkheim twierdził, że cała socjologia jest porównawcza: „socjologia porównawcza nie jest szczególną gałęzią socjologii; jest socjologią samą w sobie, o ile przestaje być czysto opisowa i dąży do wyjaśniania faktów” (1964 [1895]: 139). Chcę argumentować, że w równym stopniu cała socjologia musi być historyczna. W swoich początkach socjologia była prawdopodobnie socjologią historyczną: Święta Trójca Marksa, Webera i Durkheima była zarówno socjologami historycznymi, jak i socjologami porównawczymi, a to samo dotyczy wielu pomniejszych bóstw, aniołów i archaniołów w niebiańskim panteonie socjologii, od Monteskiusza w XVIII wieku do Tocqueville’a w XIX wieku. Do około połowy XX wieku zrozumienie rozwoju społeczeństwa ludzkiego było centralnym celem socjologii – i pokrewnych dyscyplin, takich jak antropologia i nauki polityczne. Już tak nie jest. Na współczesnym neoliberalnym uniwersytecie pieniądze płyną do badań, które są skoncentrowane na teraźniejszości (lub „hodiecentryczne”, aby użyć terminu Goudsbloma (1977: 7)), które politycy, decydenci i administratorzy uważają za przydatne – przekonanie, w którym niektórzy główni socjologowie wydają się uważać za korzystne i lukratywne dzielenie się nim. Obie strony mogą również podzielać wspólne przekonanie, że ponieważ nowoczesny/postmodernistyczny/cyfrowy/globalny świat zmienia się i ma tak nowy charakter, badanie przeszłości jest nieistotne. [1]
To Henry Ford powiedział, że „Historia to bzdura”. Mówiąc ściśle, powiedział (w Chicago Tribune, 25 maja 1916 r.): „Historia to mniej lub bardziej bzdura. To tradycja. Nie chcemy tradycji. Chcemy żyć w teraźniejszości, a jedyną historią, która jest warta zachodu, jest historia, którą tworzymy dzisiaj”. Zbyt często socjologowie zdawali się mu wierzyć. Najbliższym echem Henry’ego Forda w socjologii był prawdopodobnie esej Johna Goldthorpe’a (2000 [1991] „Zastosowanie historii w socjologii”. Goldthorpe argumentował w eseju, który był bardzo krytyczny wobec niektórych wybitnych „wielkich” socjologów historycznych – zwłaszcza Barringtona Moore’a – że powinniśmy pozostawić historię historykom. Co ciekawe – ale po namyśle niezbyt zaskakujące – jak na osobę, która miała pierwszy stopień naukowy z historii, Goldthorpe przyjął bardzo eltonowski – a nawet rankeowski – pogląd na historiografię. [2]  To jest, żeby tak rzec, odpowiednik staromodnego pozytywizmu w socjologii: podkreślał, że historycy zajmują się „reliktami” – dokumentami, które przetrwały z przeszłości i których reprezentatywność wszystkich dokumentów, które kiedyś istniały, nie powinna być brana za pewnik. Zadaniem socjologów, jak twierdził, powinno być „tworzenie własnych reliktów” poprzez gromadzenie ilościowych danych o współczesnym społeczeństwie, głównie poprzez rygorystycznie reprezentatywne ankiety reprezentatywne. W pewnym sensie miał rację, ponieważ – aby podać jeden przykład – jego własne ogromne dane na temat mobilności społecznej w Wielkiej Brytanii (1980), zebrane za ogromne publiczne pieniądze w latach 70., stały się teraz dowodami historycznymi, „reliktami” samymi w sobie.
John Goldthorpe zawsze był jawnym i oddanym zwolennikiem filozofa sir Karla Poppera; w istocie, gdy pół wieku temu, będąc studentem w Cambridge, udzielał mi inspirujących nauk, Goldthorpe przekazał mi, jak się okazało, swój entuzjazm dla Poppera. [3]
Teraz, nigdy nie jestem pewien, jak rozległy był wpływ Poppera poza Wielką Brytanią, ale z pewnością w Wielkiej Brytanii jego książki The Poverty of History (1957) i The Open Society and Its Enemies (1945) zaszczepiły w wielu socjologach poczucie, że badanie przeszłości jest ideologicznie nieuzasadnione, a jeszcze bardziej podejrzliwe jest próbowanie przewidywania przyszłości. Gdzie indziej na świecie, zwłaszcza w USA, ogólny wpływ antymarksistowski – zobacz na przykład książkę Roberta Nisbeta Social Change and History (1969) – prawdopodobnie miał mniej więcej taki sam wpływ, jak Popper. Bez względu na dokładny wpływ, w powojennych dekadach większość socjologów przeprowadziła strategiczny „wycofanie się do teraźniejszości” (jak nazwał to Norbert Elias). Powód mógł nie być całkowicie abstrakcyjnie intelektualny: fakt, że ilościowe badania współczesnych problemów społecznych przyciągają znacznie większe finansowanie, był i nadal jest silnie brany pod uwagę. Bez względu na przyczynę, socjologia stała się w dużej mierze skoncentrowana na dniu dzisiejszym.

Zazdrość o fizykę i scjentyzm

Częścią tego syndromu jest „zazdrość o fizykę”. Popper nie był jedynym filozofem, który uważał fizykę za model tego, czym jest lub powinna być cała „nauka”. Dotyczyło to w dużej mierze wszystkich pozytywistów logicznych i podobnych filozofii. Jedną z konsekwencji było to, że model „prawa pokrywającego” teoretycznego wyjaśnienia stał się ideałem, względem którego naukowcy społeczni porównywali swoje własne teorie. Najdalej zaszło to wśród ekonomistów, zwłaszcza tych z nowoczesnego chicagowskiego neoliberalizmu. Nie jest dla nich niczym niezwykłym porównywanie „prawa podaży i popytu” z prawami ruchu Newtona.
Ale dotknęło to również socjologów. Zazdrość fizyczna, lub to, co lubię nazywać „syndromem białego fartucha laboratoryjnego”, jest żywa i ma się dobrze w socjologii. Jako przykład, moja przyjaciółka i koleżanka niedawno zdołała opublikować artykuł w jednym z najbardziej prestiżowych i najbardziej wpływowych amerykańskich czasopism socjologicznych. Ale redaktorzy nalegali na pewne poprawki terminologiczne. Użyła terminu „współzależność”, który jest absolutnie niezbędnym pojęciem socjologicznym. To prawda, z mojego doświadczenia wynika, że ​​bardzo niewielu amerykańskich socjologów potrafi wyraźnie rozróżnić „współzależność” od „interakcji”. Oczywiście niezliczona liczba osób jest od siebie współzależna, nigdy nie wchodząc ze sobą w interakcje twarzą w twarz. Znacznie ważniejsza koncepcja „współzależności” prowadzi nas prosto do sedna socjologii: nierówne i zmienne stosunki władzy między ludźmi i grupami, które chcą i potrzebują rzeczy, które inni ludzie i grupy mogą dostarczyć – czy to będą zasoby ekonomiczne, władza polityczna, status, czy informacje i przekonania orientacyjne. Cóż, redaktorzy ASR nie lubili idei, że ludzie są „współzależni” od siebie. Zasugerowali – i rzeczywiście skutecznie nalegali – aby „współzależność” została zastąpiona tym, co ich zdaniem było bardziej technicznym i precyzyjnym terminem: „pętlą sprzężenia zwrotnego”. Zupełnie pomijając fakt, że ten pseudonaukowy termin traci wszelkie odniesienia do stosunków władzy, jest to żałosny powrót do idei, które były modne w mojej odległej socjologicznej młodości. W latach 60. nastąpiło przejściowe zauroczenie pseudonaukowymi analogiami cybernetycznymi. Można je znaleźć w późniejszych i bardziej dziwacznych pismach Talcotta Parsonsa (1977: 9, 28, 49–50, 234–6, 260–1) lub w książce takiej jak Sociology and Modern Systems Theory (1967) Waltera Buckleya. Ale redaktorzy mogli je faworyzować, ponieważ „pętla sprzężenia zwrotnego” została przyjęta w świecie public relations i „zasobów ludzkich”. Ile bzdur – i staromodnych bzdur! To dobry przykład tego, jak socjologiczny żargon przechodzi do „potocznego” użytku, a następnie czasami dryfuje stamtąd z powrotem do socjologii.
Najbardziej podatni na zazdrość o fizykę są socjologowie ilościowi, zwłaszcza wysoko pozytywistyczni, zwłaszcza w socjologii amerykańskiej i w tym, co Goldthorpe nazywa „socjologią instytutów badawczych” (w przeciwieństwie do „socjologii wydziałów uniwersyteckich”). Istnieje jednak również ryzyko, że może to dotknąć bardzo licznych socjologów „jakościowych”, choć w inny i negatywny sposób. Łatwo rozpoznając, że ich własne działania nie odpowiadają modelowi fizyki, mogą być skłonni do przechylenia się na przeciwny biegun i całkowitego odrzucenia „scjentyzmu” – co również jest błędem. Ponadto, częściowo dlatego, że socjologowie jakościowi mają większe trudności z przestrzeganiem mierzalnych miar, wyników i rezultatów, których wymagają organy finansujące zarządzanie wydajnością, zasady gry o finansowanie nadal opierają się na pseudonaukowych kryteriach. Główny nurt jakościowy może zatem cierpieć z powodu zazdrości o finansowanie, nawet jeśli opiera się zazdrości o fizykę.
Naprawdę nie ma powodu, aby socjologowie jakiegokolwiek rodzaju cierpieli z powodu zazdrości o fizykę. Chociaż często pozostaje ona rodzajem idealnego wzorca, wszyscy w głębi serca wiemy, że prosty „model prawa pokrywającego” teorii i wyjaśnień nie pasuje do nauk społecznych. Możemy to wiedzieć , ale nie zawsze jesteśmy pewni, dlaczego nie jest odpowiedni. Jak napisał historyk Bruce Mazlish w swojej książce The Uncertain Sciences (2001: 15), tradycyjna filozofia nauki „jest wysoce formalistyczna … często bardziej zainteresowana zasadami logicznymi niż zanurzeniem się w naukach humanistycznych”. Zamiast tego opowiada się za tym, aby w próbach zrozumienia metody naukowej podejść do tematu „przede wszystkim z perspektywy historycznej, starając się zrozumieć jego wyłonienie się z rzeczywistych praktyk i zmieniających się myśli osób pracujących w danej dyscyplinie”.
Niebezpieczeństwo polega na tym, że jeśli po prostu odrzucimy model fizyki, dyscyplinę leżącą u podstaw staromodnej „filozofii nauki”, i przejdziemy bezpośrednio do poszukiwania modelu wiedzy pochodzącej z obserwacji, jak faktycznie przebiegają nauki społeczne, ryzykujemy, że przeskoczymy prosto z jednego bieguna „absolutyzmu filozoficznego” na przeciwległy ekstremum „relatywizmu socjologicznego” (Elias, 2009 [1971]: 16). Widzieliśmy, jak bardziej dzicy teoretycy społeczni wpadali w tę pułapkę od czasu do czasu, szczególnie w modzie na „postmodernizm”, która nastała w latach 90. Na krótko przed śmiercią Ernest Gellner (1995) odniósł się do „karnawału taniego relatywizmu, który grozi zalaniem nadchodzącego fin de millénaire ”.
Jak zatem sterować między Scyllą filozoficznego absolutyzmu a Charybisem socjologicznego relatywizmu? (Elias, 2009 [1971]: 16). U podstaw obu, mówi Elias, leży wspólne założenie. Oba sprowadzają wszystko, co ludzie wiedzą, do dwóch diametralnie przeciwstawnych stanów: albo do stanu absolutnej zależności wiedzy od sytuacji grup, w których jest ona używana lub produkowana, albo do stanu absolutnej niezależności od niej. Większość wiedzy naukowej, jak wskazuje, wbrew starszym filozoficznym założeniom, ma charakter „ustrukturyzowanego strumienia”, a z drugiej strony, współczesne ideologie wchłonęły sporą ilość faktycznej wiedzy socjologicznej i ekonomicznej w porównaniu z ideologiami wcześniejszych epok. Nie ma punktów zerowych – formy wiedzy muszą być umiejscowione wzdłuż kontinuum. Aby to zrozumieć, nie trzeba przeciwstawiać sobie fizyki i socjologii, lecz raczej stopniowo wspinać się po szczeblach hierarchii nauk Augusta Comte’a (1830–1842).
W miarę jak wspinamy się po szczeblach drabiny, metody badań opracowane na jednym poziomie tracą swoją użyteczność i stają się co najwyżej narzędziami pomocniczymi. Ogólne „prawo” jako model naukowego wyjaśnienia teoretycznego staje się coraz mniej użyteczne, ponieważ jednym z milczących założeń leżących u podstaw poszukiwania „praw” jest to, że byty, które się konceptualizuje, obserwuje i manipuluje, są połączone w konieczny i niezmienny wzór i nie zmieniają swoich właściwości nieodwracalnie, jeśli zostaną odcięte od swoich połączeń ze sobą. Regularności najlepiej nadające się do wyrażenia w formie niezmiennego, ponadczasowego „prawa” to te, w których relacja między bytami jest nietrwała, chociaż ma stały wzór: może zaczynać się i zatrzymywać niezliczoną ilość razy bez wpływu na zachowanie innych składników jakiegokolwiek szerszego powiązania. Fizyka klasyczna zajmowała się luźno zintegrowanymi skupiskami, w których procesy były ponadczasowe i odwracalne – przykładem jest prawo Boyle’a, odnoszące się do ciśnienia i objętości gazów. Teorie tego typu były zasadniczo dwuwymiarowe, przyczynowo-skutkowe. Innymi słowy, jest to przypadek „przyczynowości bilardowej”. Jednak wyżej w hierarchii trójwymiarowe „teorie struktur” (widoczne nawet w chemii XIX wieku, na przykład w zrozumieniu różnic między różnymi formami heksozy cukrowej, z których wszystkie mają wzór ilościowy C 6 H 12 O 6 ) stają się bardziej użyteczne niż teorie praw.
Poza tym, twierdzi Elias, teorie procesów są konieczne. W naukach biologicznych wyjaśnienia i teorie nigdy nie były statyczne i trójwymiarowe – zawsze obejmowały nieodwracalne procesy rozwoju i czwarty czynnik wyjaśniający, czas. Dzisiaj nawet fizyka zajmuje się procesami, w których czas jest istotnym składnikiem, a wiele z tego, co obserwują kosmolodzy, nie jest odwracalne (przynajmniej jeszcze nie, w przeciwnym razie mielibyśmy kłopoty z powodu kurczącego się wszechświata!). Teorie procesów ucieleśniają czterowymiarowe modele, obejmują zarówno wymiary przestrzenne, jak i czas. Są modelami ustrukturyzowanych procesów zmian w czasie, zilustrowanymi już w nauce XIX wieku przez teorię ewolucji gatunków.
A co z naukami społecznymi? Nasze dane są zasadniczo rozwojowe, nie statyczne, i twierdziłbym, że wszystkie dobre wyjaśnienia socjologiczne obejmują czas (jak również Andrew Abbott, 2001, 2016). Ale jest coś jeszcze, poza czwartym wymiarem czasu. Jest też doświadczenie, które Elias zidentyfikował jako piąty wymiar w wyjaśnieniach socjologicznych: nasze dane obejmują sposób, w jaki ludzie doświadczają procesów społecznych i społecznych współzależności, w których żyją. I tak doświadczenie musi stanowić składnik naszych pięciowymiarowych teorii. Bardziej technicznie, wyjaśnienia socjologiczne muszą obejmować nie tylko bezpośrednio widoczne „behawioralne” aspekty ludzkiej aktywności w czterech wymiarach przestrzeni i czasu, ale także „doświadczeniowe” aspekty ludzkiego myślenia, odczuwania i psychologicznych popędów. Chociaż te doświadczeniowe aspekty nie są bezpośrednio dostępne dla obserwacji w taki sam sposób jak ruchy ciała, są jednak dostępne dla ludzkiej obserwacji poprzez badanie symboli językowych i innych niosących znaczące wiadomości od jednej osoby do drugiej (Elias, 2011).
„Trzy hurra dla Maxa Webera i Verstehen !”, słyszę, jak mówisz. To jest to, co socjologowie naprawdę robią od zarania tej dyscypliny; trzeba to tylko uznać, a wyzwolenie się od „zazdrości o fizykę” i „syndromu białego fartucha laboratoryjnego” jest konieczne do tego uznania. Jak zawsze, jest pewien haczyk: zbyt często Verstehen był omawiany tak, jakby był tylko jednym konkretnym podejściem metodologicznym; czasami prowadziło to do głupszych wersji konstruktywizmu i zaabsorbowania „dyskursem” – co jest w porządku, jeśli nikt nie wierzy, że dyskurs jest wszystkim, co istnieje, unikalnym i wyłącznym źródłem danych nauk społecznych.

Powrót do metod

Nadal istnieje powszechne i uporczywe utożsamianie „prawdziwej nauki” ze zbieraniem i manipulowaniem danymi ilościowymi. Oczywiście, jest to i zawsze będzie istotną częścią socjologii, z pewnością najbardziej wyrafinowaną metodologicznie – i prawdopodobnie zawsze najbardziej lukratywną. Ale chciałbym serdecznie powitać niedawny zwrot w stronę „metod mieszanych”. Nigdy nie rozumiałem, jak można nauczyć studentów myślenia o „ metodach ilościowych” i „ metodach jakościowych” jako o biegunach, między którymi trzeba wybierać. W moich własnych badaniach, na długo zanim ktokolwiek powiedział mi, że „metody mieszane” są modne, zawsze po prostu zbierałem oba rodzaje dowodów, cokolwiek było istotne. Ale z pewnością moja własna praca w znacznym stopniu wykorzystywała również dowody historyczne i dokumentalne. To również jest częścią „metod mieszanych” i jestem zachwycony, że pod przewodnictwem Niny Baur, Komitet Badawczy ISA 33, Logika i Metodologia w Socjologii, próbuje przywrócić badania historyczne i dokumentalne do kanonu metod badawczych.
Warto zastanowić się nad tym, że zawsze jest więcej istotnych informacji, które już istnieją, niż można zebrać nawet w badaniu na największą skalę. To, co ktoś, gdzieś, już wie – nawet jeśli jeszcze nie wie, że to wie i jak to interpretować – zawsze znacznie przeważa nad każdym nowym dodatkiem do naszego całkowitego zasobu wiedzy. Wszyscy to wiemy: to jest punkt, na który wskazywał na przykład arcypozytywista Popper (1972), gdy wysuwał swoją ideę „Świata 3” wiedzy. („Świat 3” obejmował cały zasób wiedzy przechowywany w bibliotekach i archiwach, nawet jeśli nikt obecnie żyjący jej nie przeczytał). Ale czy zawsze bierzemy pod uwagę, co to oznacza dla metod badań socjologicznych, to już inna kwestia. Czasami socjologowie wydają się zadowoleni z akademickiego podziału pracy, który powierza socjologii zadanie zbierania nowych danych o obecnie żyjących ludziach za pomocą ankiet, wywiadów itd.
Ale pamiętaj, że informacje zebrane w jednym celu mogą okazać się przydatne w zupełnie innym kontekście wyjaśniającym. To jeden z powodów, dla których zawsze argumentowałem – w uwadze mającej na celu przerażenie Johna Goldthorpe’a – że dowody historyczne zebrane nawet z drugorzędnych źródeł historycznych mogą okazać się przydatne, gdy zostaną ponownie wykorzystane do celów socjologicznych, gdy spojrzymy na nie z nowych perspektyw i w kontekście innych teorii. Kawałki informacji odkryte przez historyka w celu, na przykład, napisania biografii mogą, gdy spojrzymy na nie przez pryzmat teorii socjologicznej, okazać się cennymi wskazówkami do znacznie szerszych procesów społecznych – które socjolog może następnie zbadać, prawdopodobnie za pomocą „mieszanych metod”, w tym danych statystycznych, wywiadów i dowodów dokumentalnych . Jednak rzadko kiedy widzimy potrzebę szkolenia studentów socjologii w zakresie postępowania z dowodami historycznymi i dokumentacyjnymi. Znam tylko jeden podręcznik socjologiczny na ten temat – A Matter of Record (1990) Johna Scotta. Scott jest szczególnie odkrywczy w swojej dyskusji na temat szerokiego zakresu efemeryd – aż do biletów autobusowych włącznie. Teraz jest ekstremalny przykład dokumentu stworzonego w jednym celu, który może być użyty w zupełnie innym celu, jakim jest dowód socjologiczny!
Niestety, spotkałem kolegów – dość starszych kolegów – i z pewnością studentów, którzy mylili dowody dokumentalne z „przeglądem literatury”. Różnica nie wymaga wyraźnego określenia, ale mimo to ją określmy: dowody dokumentalne to dane socjologiczne; przegląd literatury dotyczy tego, co wcześniejsi socjologowie mieli do powiedzenia na temat czyjegoś badania.
Oczywiście, dowody historyczne i dokumentalne muszą być ważone i oceniane, a czasami próbkowane, przy użyciu rygorystycznych metod. Od czasów Eltona, nie mówiąc już o Rankem, nastąpił postęp w technikach historiograficznych, o których socjologowie muszą wiedzieć. Wszystko to musi znaleźć miejsce w programie nauczania „metod” na studiach licencjackich i magisterskich. Należy ich również nauczyć, że socjologiczne wykorzystanie dowodów historycznych i dokumentalnych musi być krytycznie oceniane, tak jak rutynowo ocenia się interpretację dużych zestawów danych. Aby podać tylko jeden przykład z mojej własnej specjalizacji, Patrick Murphy (2015) niedawno poświęcił szczegółową krytyczną uwagę interpretacji Norberta Eliasa w On the Process of Civilisation rysunków z Mittelalterliches Hausbuch (Elias, 2012a [1939]: 199–209). [4]
Należy pamiętać, że chociaż historycy są mniej skłonni do dyscyplinarnego wpatrywania się w pępek niż socjologowie, oni również od czasu do czasu prowadzą debaty metodologiczne. Te dwie dyscypliny mogłyby wchodzić w interakcje bardziej niż to zazwyczaj robią, na korzyść obu stron. Przykładem, w którym jasne myślenie socjologiczne mogłoby wyjaśnić spór historyczny, jest debata na temat nauczania historii, która toczy się w różnych formach w Wielkiej Brytanii od lat 60. Można ją w przybliżeniu opisać jako spór o historię „odgórną” kontra „oddolną”. Historycy związani z History Workshop byli złośliwi w stosunku do rodzaju historii „królów, królowych i bitew”, która miała tendencję do dominacji w szkołach. Opowiadali się za historią „oddolną”, skupiając się na życiu zwykłych ludzi, a nie potężnych elit. Ale to fałszywa dychotomia. Wynik zmagań o władzę wśród elit kształtuje i zmienia również stosunki władzy między zwykłymi ludźmi, tak że „codzienne życie” jest dotknięte walkami między królami i królowymi, premierami, prezydentami i dyktatorami. I odwrotnie , oczywiście, jak pokazuje dobra teoria procesu. [5]

Problem analogii historycznej

Nic z tego nie zaprzecza, że ​​mogą istnieć poważne problemy z nadmiernym uogólnianiem w socjologii historycznej, zwłaszcza w tym, co Goldthorpe nazwał „ makro socjologią historyczną”. Goldthorpe rzeczywiście trafił kilka razy. Teoria tak ambitna jak marksizm może prowadzić do nadmiernego uproszczenia. Barrington Moore (1967) prawdopodobnie oferował zbyt wielu zakładników fortuny w swoich uogólnieniach na temat „pana i chłopa w tworzeniu współczesnego świata”, wyciągając analogie, jak to robił między „modernizującymi” rewolucjami w Anglii, Francji, Ameryce, Chinach, Japonii i Indiach. Z drugiej strony Michael Mann w swoim jeszcze bardziej ambitnym, wielotomowym studium władzy i jej transformacji w całej historii ludzkości (1986–2013) wydaje mi się w dużej mierze unikać takich problemów za pomocą swojego ostrożnego, naukowego, weberowskiego ważenia dowodów. Nie każda socjologia historyczna obejmuje uogólnienia historyczne na dużą skalę; nie wszystko to obejmuje to, co Charles Tilly (1989) nazwał „dużymi strukturami, dużymi procesami, ogromnymi porównaniami”. Norbert Elias wyraził swoją strategię badawczą w bardziej skromnych słowach. Powiedział, że nie uważał, że ma metodologię , ale być może miał metodę. W notatce do samego siebie opisał „Die Eliassche Methode” jako „Makrostrukturen durch die Untersuchung von Mikrostructuren sichtbar zu machen”. [6] Jest to mniej więcej skromna strategia, którą zastosowałem w mojej książce All Manners of Food (Mennell, 1985), w której starałem się wyjaśnić za pomocą dowodów dokumentacyjnych, w jaki sposób Anglia i Francja – chociaż przez stulecia pozostawały w bliskim kontakcie – wykształciły bardzo różne „kultury kulinarne”.
Historyczne analogie jednak czasami przekraczają swoje granice i nie jest to problem tylko dla akademickich historyków i socjologów. Zbyt często wkraczają do retoryki polityków i podejmowanych przez nich decyzji. Dobrze znanym przykładem jest katastrofalna decyzja brytyjskiego premiera Anthony’ego Edena z 1956 r. o spisku z Francją i Izraelem w celu rozpoczęcia inwazji militarnej na Egipt w celu odzyskania kontroli nad Kanałem Sueskim, który został znacjonalizowany przez prezydenta Nasera. Eden był odważnym przeciwnikiem ustępstw hitlerowskich Niemiec w latach 30. XX wieku i wydaje się jasne, że błędnie postrzegał Nasera jako kolejny przykład gatunku „faszystowskiego dyktatora”. Lub inny przykład, znacznie bardziej współczesny, z referendum z 2016 r. w sprawie tego, czy Wielka Brytania powinna przestać być członkiem Unii Europejskiej: Borisa Johnsona, opisanego jako „zagorzałego uczonego klasycznego”. Twierdził, że ostatnie 2000 lat historii Europy charakteryzowały się powtarzającymi się próbami zjednoczenia Europy pod jednym rządem w celu odzyskania utraconego „złotego wieku” kontynentu pod rządami Rzymian. „Napoleon, Hitler, różni ludzie próbowali tego” – powiedział – „i kończyło się to tragicznie. UE jest próbą zrobienia tego różnymi metodami” ( Daily Telegraph , 15 maja 2016).
To zdradza dziwnie ahistoryczną koncepcję historii – takie stwierdzenie nie ujawnia świadomości, jak struktura globalnego społeczeństwa i złożoność współzależności uległy zmianie od czasów Hitlera, nie mówiąc już o Napoleonie (lub Karolu Wielkim, czy Rzymianach!). Prawdopodobnie Johnson myślał – jak wiele osób nadal myśli – w kategoriach niezmiennej „natury ludzkiej”.
Teraz, możesz powiedzieć, meandry jednego źle wykształconego błazna – nawet jeśli jest on teraz sekretarzem stanu ds. zagranicznych Zjednoczonego Królestwa – nie mają wielkiego znaczenia naukowego. Ale to, że wybitni ludzie wciąż mogą używać retoryki tego rodzaju, jest symptomem czegoś, co martwi mnie od dawna: niepowodzenie dyscypliny socjologii w przeniknięciu do powszechnej świadomości. Auguste Comte, który wymyślił samo słowo „socjologia”, aspirował do nowej dyscypliny kształtującej sposób, w jaki ludzie rozumieją społeczeństwa, w których żyją. Jednak dziś, obawiam się, mężczyzna i kobieta na ulicy nadal mają tendencję do psychologicznego myślenia o motywach poszczególnych jednostek. Jest to powszechnie powiązane z przypisywaniem winy jako środkiem orientacji (Benthem van den Bergh, 1978). Nie wydaje się, aby łatwo im było myśleć w kategoriach wydłużających się łańcuchów i gęstszych sieci współzależności między ludźmi, grupami, gospodarkami i państwami – ani w kategoriach płynnych, zmiennych stosunków mocy, które zawsze są zaangażowane w takie sieci współzależności. [7] Uwagi Johnsona sugerują romantyczne uwikłanie w pojęcie „suwerenności” i że nie potrafi on dostrzec uwikłania Wielkiej Brytanii w znacznie szersze ograniczenia. Wydaje się również, że nie zauważył stopnia, w jakim nie tylko Europa, ale cały świat został zjednoczony pod amerykańską hegemonią za pośrednictwem takich organizacji jak WTO, MFW, OECD, rynki kapitałowe, agencje ratingowe, NATO i tak dalej.
Nie można lekceważyć tej porażki socjologii w przeniknięciu do świadomości społecznej z jej centralnym wglądem w społeczną współzależność. Jest to kwestia praktycznego znaczenia. Sztywna polaryzacja między „naukowcem” a „laikiem” jest fałszywą dychotomią. Jak napisał Mazlish:
Społeczność, która jest gotowa zaakceptować wiedzę zdobytą w trakcie uprawiania nauk humanistycznych i która jest przygotowana do działania na podstawie takiej wiedzy, musi w idealnym przypadku obejmować całą ludzkość; tylko wtedy nauki, których przedmiotem jest rozwijająca się ludzkość, mogą się rozwijać. … Biorąc pod uwagę moją tezę o konieczności istnienia społeczności naukowej składającej się z dużej części lub większości ludzkości, jest rzeczą właściwą, abym pisał zarówno dla ogółu społeczeństwa, jak i dla specjalistów gotowych myśleć poza własną dziedziną. (Mazlish, 2001: 3, 6)
To, co możemy nadmiernie wywyższać jako „błąd Borisona”, jest również powiązane z problemem wspólnym zarówno dla myślenia nauk społecznych, jak i dla laików, problemem tego, co Norbert Elias (2012b [1970]: 106–11) nazywa Zustandsreduktion lub „redukcją procesu”. Przez to rozumie tendencję do tworzenia pojęć w trybie statycznym. Opierając się na hipotezie Sapira-Whorfa (Whorf, 1956) na temat „standardowych przeciętnych języków europejskich”, pisze:
Mówimy: „Wiatr wieje”, jakby wiatr był w rzeczywistości rzeczą w spoczynku, która w danym momencie czasu zaczyna się poruszać i wiać. Mówimy tak, jakby wiatr był oddzielony od swojego wiejącego wiatru, jakby mógł istnieć wiatr, który nie wiał. Ta redukcja procesów do warunków statycznych, którą w skrócie nazwiemy „redukcją procesów”, wydaje się oczywista dla ludzi, którzy wychowali się w takich językach. (Elias, 2012b [1970]: 107)
Ten sposób kształtowania pojęć przyczynia się do hodiecentryzmu w socjologii, a także do idiotyzmów myślenia popularnego, takich jak te, które zilustrowałem na przykładzie Borisa Johnsona.

Wniosek

Na zakończenie chciałbym podkreślić, że nie sprzeciwiam się stosowaniu analogii historycznych, ani przez socjologów, ani przez polityków. Ale opowiadam się za tym, aby były to analogie oparte na socjologii i lepiej poparte zrozumieniem historycznym. Były brytyjski premier Tony Blair powiedział, że wolałby studiować historię, a nie prawo na uniwersytecie (Schama i Blair 2007). Mam nadzieję, że trudno uwierzyć, że on i prezydent USA George W. Bush, lub przynajmniej niektórzy z ich bardzo wpływowych doradców, nie postąpiliby inaczej, gdyby mieli lepsze zrozumienie historyczne, gdy podejmowali działania, które doprowadziły do ​​katastrofalnej destabilizacji Wielkiego Bliskiego Wschodu. Wybitny dziennikarz Robert Fisk zwyczajowo nazywa Blaira „Lordem Blairem z Kut Al Amara”, nawiązując do porażki i poddania się całej armii brytyjskiej siłom osmańskim w 1916 r. podczas I wojny światowej. Mocno sugeruje, że Blair nic nie wiedział o wcześniejszych brytyjskich interwencjach wojskowych w regionie arabskim, nie mówiąc już o odparciu trzech brytyjskich najazdów na Afganistan (1839–42; 1878–80; 1919) na długo przed niedawnymi porażkami poniesionymi tam przez Rosjan i Amerykanów. Z drugiej strony należy przyznać, że w tym przypadku ludzie, którzy kształtowali politykę, rzeczywiście wywnioskowali, że nastąpiły zmiany strukturalne, które sprawiły, że historyczne precedensy stały się nieistotne. Wydaje się, że postanowili zignorować lub nigdy nie pomyśleć o obszernej literaturze nauk politycznych i socjologicznych na temat „społecznych podstaw demokracji” (patrz Mennell, 2017, w tym wydaniu). Jednym z powodów może być to, że w okresie amerykańskiego triumfalizmu po upadku Związku Radzieckiego niektórzy pisarze – a w szczególności filozof Francis Fukuyama (1989 [1992]) – przekonali samych siebie (i, niestety, niektórych wpływowych ludzi), że liberalna demokracja stała się domyślnym ustawieniem, do którego ludzkie społeczeństwo „naturalnie” powróci, jeśli tylko da się mu szansę poprzez siłowe usunięcie niedoskonałości rynku, takich jak autorytarni władcy.
Cóż za oskarżenie socjologii, że wydaje się mieć mniejszy wpływ na wydarzenia światowe niż – przynajmniej przez jakiś czas – rozważania jednego filozofa nad heglowskimi rozważaniami innego filozofa! [8] Filozofowie od ponad dwóch tysięcy lat wykonują swój starożytny taniec w kole, nie mówiąc niczego bardzo empirycznie uzasadnionego. Socjologowie wydają się zadowoleni, że ich teoretyczno-empiryczne badania mają pewien marginalny wpływ na usługi społeczne i politykę edukacyjną, a nie na myślenie o wydarzeniach globalnych. Gdyby tylko głosy socjologów oparte na historii mogły być lepiej słyszalne!
Twierdziłem, że cała socjologia musi być zarówno historyczna, jak i porównawcza. Musimy wiedzieć, skąd pochodzimy – w jakim kierunku podążamy i w jakim kierunku podążają inni ludzie – zanim będziemy mogli formułować inteligentne przewidywania lub wytyczać drogę naprzód.

Notatki

  1. Krótsza wersja tego artykułu została przedstawiona 12 lipca 2016 r. na Forum Międzynarodowego Towarzystwa Socjologicznego na Uniwersytecie Wiedeńskim, którego ogólnym tematem było „Przyszłość, jakiej chcemy: socjologia globalna i walka o lepszy świat”. Był to wkład do „Wspólnych sesji” na ten temat, jako przewodniczący nowo utworzonego Komitetu Badawczego 56, socjologii historycznej. (Znamienne jest, że do 2016 r. ISA nigdy nie miała sekcji socjologii historycznej). Dłuższa wersja została przedstawiona jako wykład plenarny na Komitecie Badawczym 33 ISA, Logika i metodologia w socjologii, 9. Międzynarodowa Konferencja Metodologii Nauk Społecznych, 11–16 września 2016 r., Leicester, Zjednoczone Królestwo.
    Chciałbym podziękować Stephenowi Vertigansowi za cenne uwagi do wcześniejszej wersji tego artykułu.powrót do tekstu
  2. Leopold von Ranke (1795–1886) jest powszechnie uważany za pioniera rygorystycznych badań dokumentów i archiwów, opierania się na źródłach pierwotnych i kładzenia nacisku na historię narracyjną; Sir Geoffrey Elton (1921–94) należy do najbardziej znanych obrońców tradycji rankeowskiej, szczególnie w obliczu podejść marksistowskich i postmodernistycznych.powrót do tekstu
  3. Specyficzną eliazjańską odpowiedź na poparcie poglądów Poppera przez Goldthorpe’a można znaleźć w pracy Dunninga (1977).powrót do tekstu
  4. To nie jest miejsce na dyskusję na temat znacznie szerszej krytyki wykorzystania przez Eliasa dowodów historycznych, którą zainicjował Hans Peter Duerr (1988, 1990, 1993, 1997, 2002). Na krótko przed śmiercią sam Elias (2010 [1989]) odpowiedział Duerrowi, a kontrkrytyki Duerr obejmują Goudsbloma i Mennella (1997), Hinze (2002) i Górnicką (2016: 23–25).powrót do tekstu
  5. Bardziej teoretyczne spojrzenie na takie procesy można znaleźć w pracy Norberta Eliasa, What is Sociology? (2012b), rozdział 6, „Game Models”, s. 66–98.powrót do tekstu
  6. „Badając mikrostruktury, aby uczynić makrostruktury widocznymi”, zacytowane przez redaktorów Norberta Eliasa w The Genesis of the Naval Profession (2007: 18). René Moelker znalazł tę uwagę na kartce papieru w teczkach zawierających maszynopisy Eliasa dotyczące zawodu marynarza, ale mogła ona tam trafić przypadkowo i nie mieć żadnego bezpośredniego związku z tymi badaniami. Niemniej jednak w tej książce Elias pokazał, w jaki sposób struktury dowództwa marynarki na pokładzie statku były powiązane ze strukturą klasową wczesnośredniowiecznego angielskiego społeczeństwa na lądzie.powrót do tekstu
  7. To prawda, że ​​fraza „niezamierzone konsekwencje” weszła do politycznego słownika, ale fakt, że politycy najczęściej odwołują się do „ prawa niezamierzonych konsekwencji” pokazuje, że nie rozumieją tej koncepcji. Gdyby to było prawo, konsekwencje nie byłyby nieprzewidziane i niezamierzone. Tacy politycy wydają się po prostu postrzegać nieplanowane konsekwencje swoich działań jako nieuniknione, a nie jako coś, co należy przewidzieć i czego należy uniknąć; w ten sposób ich użycie tej koncepcji staje się jedynie synonimem „prawa Sod’sa”.powrót do tekstu
  8. Sam Fukuyama czerpał z pism neoheglowskiego filozofa Alexandre’a Kojève’a (1902–68), który do tej pory nie był szeroko znany. Kojève argumentował, że postęp historii musi prowadzić do ustanowienia „uniwersalnego i jednorodnego” państwa demokratycznego – formułując w ten sposób prognozę podobną do tej, którą potępił Popper.

Bibliografia

  • Abbott, Andrew (2001) Czas ma znaczenie. O teorii i metodzie . Chicago: Chicago University Press.
  • Abbott, Andrew (2016) Socjologia procesualna . Chicago: Chicago University Press.
  • Benthem van den Bergh, Godfried van 'Attribution of blame as the past and present means of orientation: the social sciences as a potential improvement’, w: De staat van geweld en andere essays . Amsterdam: Meulenhoff, 1980, s. 7–46. [Własne tłumaczenie autora na język angielski można znaleźć na stronie: http://www.norberteliasfoundation.nl/docs/pdf/BlameAttribution.pdf . (dostęp 6 września 2016)].
  • Blair, Tony i Simon Schama (2007), „Simon Schama przeprowadza wywiad z Tonym Blairem”. http://webarchive.nationalarchives.gov.uk/20071104143713/http://number10.gov.uk/page11325 , dostęp 6 czerwca 2017 r.
  • Buckley, Walter F. (1967) Socjologia i nowoczesna teoria systemów . Englewood Cliffs: Prentice-Hall.
  • Comte, Auguste (1830–42) Cours de Philosophie pozytyw , 6 tomów. Paryż: Kawaler.
  • Duerr, Hans Peter (1988) Nacktheit und Scham . Frankfurt nad Menem: Suhrkamp [Der Mythos vom Zivilisations Prozess, tom. 1].
  • Duerr, Hans Peter (1990) Intimität . Frankfurt nad Menem: Suhrkamp [Der Mythos vom Zivilisations Prozess, tom. 2].
  • Duerr, Hans Peter (1993) Obszänität und Gewalt . Frankfurt nad Menem: Suhrkamp [Der Mythos vom Zivilisations Prozess, tom. 3].
  • Duerr, Hans Peter (1997) Der Erotische Leib . Frankfurt nad Menem: Suhrkamp [Der Mythos vom Zivilisations Prozess, tom. 4].
  • Duerr, Hans Peter (2002) Die Tatsachen des Lebens . Frankfurt nad Menem: Suhrkamp [Der Mythos vom Zivilisations Prozess, tom. 5].
  • Dunning, Eric (1977) „W obronie socjologii rozwojowej: krytyka nędzy historyzmu Poppera ze szczególnym uwzględnieniem teorii Auguste’a Comte’a”, Amsterdams Sociologisch Tijdschrift , 4: 3, s. 327–49 (dostępne online na stronie http://www.norberteliasfoundation.nl/docs/pdf/DunningcontraPopper.pdf , dostęp 6 września 2016).
  • Durkheim, Emile (1964 [1895]) Zasady metody socjologicznej . Nowy Jork: Free Press.
  • Elias, Norbert (2007) Genesis of the Naval Profession , red. René Moelker i Stephen Mennell. Dublin: UCD Press.
  • Elias, Norbert (2009 [1971]) „Socjologia wiedzy: nowe perspektywy”, w: Eseje I: O socjologii wiedzy i nauk . Dublin: UCD Press [Dzieła zebrane, tom 14], s. 1–41.
  • Elias, Norbert (2010 [1986]) „Co rozumiem przez cywilizację: odpowiedź Hansowi Peterowi Duerrowi”, w: Essays II: On Civilising Processes, State Formation and National Identity , Dublin: Dublin UCD Press, s. 8–13.
  • Elias, Norbert (2011) Teoria symboli . Dublin: UCD Press [Dzieła zebrane, tom 13].
  • Elias, Norbert (2012a [1939]) O procesie cywilizacji . Dublin: UCD Press [Dzieła zebrane, tom 3].
  • Elias, Norbert (2012b [1970]) Czym jest socjologia? Dublin: UCD Press [Dzieła zebrane, tom 5].
  • Fukuyama, Francis (1992 [1989]) „Koniec historii?”, w: Koniec historii i ostatni człowiek . Nowy Jork: Free Press.
  • Gellner, Ernest (1995) 'Anything Goes’, Times Literary Supplement , 16 czerwca.
  • Goldthorpe, John H. (2000 [1991]) „Zastosowanie historii w socjologii: refleksje na temat niektórych niedawnych trendów”, w: On Sociology: Numbers, Narratives and the Integration of Research and Theory . Oxford: Oxford University Press, s. 28–44.
  • Goldthorpe, John H., we współpracy z Catrioną Llewellyn i Clive’em Payne’em (1980) Mobilność społeczna i struktura klasowa we współczesnej Brytanii . Oxford: Clarendon Press.
  • Górnicka, Barbara (2016) Nagość, wstyd i zażenowanie: długoterminowa perspektywa socjologiczna . Wiesbaden: Springer VS.
  • Goudsblom, Johan (1977) Socjologia w równowadze . Oxford: Blackwell.
  • Goudsblom, Johan i Stephen Mennell (1997), „Procesy cywilizacyjne – mit czy rzeczywistość? Artykuł przeglądowy na temat Duerr”, Comparative Studies in Society and History 39: 4, s. 727–31.
  • Hinz, Michael (2002) Der Zivilisationsprozess: Mythos oder Realität . Opladen: Leske i Budrich.
  • Mann, Michael (1986–2013) Źródła władzy społecznej . 4 tomy. Cambridge: Cambridge University Press.
  • Mann, Michael (1994) „Pochwała makrosocjologii: odpowiedź Goldthorpe’owi”, British Journal of Sociology , 45, s. 39–52.
  • Mazlish, Bruce (2001) Niepewne nauki . New Haven: Yale University Press.
  • Mennell, Stephen (1985) All Manners of Food: Eating and Taste in England and France from the Middle Ages to the Present . Oxford: Blackwell.
  • Mennell, Stephen (2017) „Ponowne rozpatrzenie społecznych podstaw demokracji; czyli dlaczego demokracji nie można zrzucać w bombach z B-52 na wysokości 30 000 stóp”, Human Figurations 6: 2. http://quod.lib.umich.edu/h/humfig?page=home .
  • Moore, Barrington Jr (1967) Społeczne korzenie dyktatury i demokracji: lord i chłop w kształtowaniu się współczesnego świata . Londyn: Allen Lane, The Penguin Press.
  • Murphy, Patrick (2015) „The Medieval Housebook and Elias’s „Scenes from the Life of a Knight”: A case study fit for purpose?” http://www.norberteliasfoundation.nl/docs/pdf/MedievalHousebook.pdf (dostęp 6 września 2016).
  • Nisbet, Robert A. (1969) Zmiana społeczna i historia: aspekty zachodniej teorii rozwoju . Oxford: Oxford University Press.
  • Parsons, Talcott (1977) Systemy społeczne i ewolucja teorii działania . Nowy Jork: Free Press.
  • Popper Karl R. (1945) Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie . 2 tomy. Londyn: Routledge i Kegan Paul.
  • Popper, Karl R. (1957) Nędza historyzmu . Londyn: Routledge i Kegan Paul.
  • Popper, Karl R. (1972) Wiedza obiektywna: podejście ewolucyjne . Oxford: Oxford University Press.
  • Scott, John (1990) A Matter of Record: Źródła dokumentalne w badaniach społecznych . Cambridge: Polity.
  • Tilly, Charles (1989) Duże struktury, duże procesy, ogromne porównania . Nowy Jork: Russell Sage Foundation.
  • Whorf, Benjamin Lee (1956) Język, myśl i rzeczywistość. Wybrane pisma . Cambridge, MA: MIT Press.
Stephen Mennell
University College Dublin, Irlandia

Pomiń inne szczegóły (w tym stałe adresy URL, DOI, informacje o cytowaniu)

Tom 6 , Numer 2 : Porównawczo-historyczna socjologia jako antidotum na „wariacki realizm” XXI wieku , wrzesień 2017 r.

Hostowane przez Michigan Publishing , oddział University of Michigan Library .