Herbatka przyszłości z przeszłością / Zuzanna Kozłowska

0
683

Starsza kobieta w ciężkim płaszczu w pepitkę popchnęła szklane drzwi herbaciarni, a jej przybycie obwieścił odgłos dzwoneczka. Moment później z uśmiechem na twarzy pojawił się przed nią kelner. Młody chłopak, jeszcze przed trzydziestką, trzymał w dłoni tablet i zapytał, czy nowoprzybyła klientka posiadała rezerwację. Przytaknęła i podała swoje nazwisko. Kelner przejrzał listę, ale po usłyszeniu „Honorata Malinowska”, było jasne, że nie miał pojęcia, czego tam szukał. Kobieta ściągnęła skórzaną rękawiczkę i palcem wskazała „Malinowska” w rubryce z zapisanymi na godzinę 13:30.

– Proszę za mną.

Kelner podszedł do stolika ustawionego obok niewielkiego pianina, które raczej stało dla dekoracji, niż by zapewniać klientom rozrywkę i podał dwa zestawy menu kobiecie. Jedno zawierało długą listę herbat od czarnych po zielone, białe, lub owocowe. Drugie nieco większe przedstawiało tradycyjne ciasta oraz brytyjskie desery, które można było w tym przybytku spożyć.

Było to miejsce starające się być urokliwym i stosunkowo często mu się to udawało. Ściany w oliwkowym kolorze z namalowanymi białymi liśćmi pnącymi się ku sufitowi co kilka metrów. Drewniane stoliki, ciężkie, pewnie można by je zakwalifikować jako antyki. Krzesła obite wzorzystym materiałem, niejedna hrabina mogłaby na takim siedzisku usadowić swoje szlachetne cztery litery.

Jazz płynął z głośników ukrytych za instalacjami ze sztucznych kwiatów na suficie, chociaż i tak był ledwie dosłyszalny, ze względu na rozmowy prowadzone przez klientów oraz odgłosy dochodzące z półotwartej kuchni, gdzie nie ustawała produkcja kanapek, ciast i hektolitrów herbaty.

Skórzane rękawiczki spoczęły obok porcelanowego talerzyka, a Honorata zniknęła za otwartym menu. Miejsce naprzeciw niej pozostawało puste, ale miało się to niedługo zmienić. Kobieta jednak nie planowała na nikogo czekać, by rozgrzać swoje zmarznięte ciało ciepłym napojem. Skinęła dyskretnie na kelnera, który nieustannie krążył pomiędzy kilkoma stolikami na sali a kuchnią.

– Co mogę pani podać?

– Poproszę imbryk English Breakfast.

– Podać mleko?

– Oczywiście – odpowiedziała, notując w głowie, że miejsce to musiało odwiedzać wielu turystów, ponieważ w Londynie herbata i mleko, zawsze występowały razem.

– Coś do jedzenia?

– Poproszę zestaw scones, bez rodzynek. To wszystko, dziękuję.

Kelner zapisał zamówienie, tym razem w tradycyjnym notesie i udał się przekazać zamówienie do kuchni. Kobieta śledziła bacznie jego następne poczynania. Mężczyzna sięgnął po imbryk i wlał do niego odrobinę wrzątku. Zakręcił naczyniem w powietrzu, tak by gorąca woda mogła ogrzać porcelanowe ściany imbryka, a następnie wylał wodę do zlewu. Chwycił za miarkę, w której już spoczywała porcja aromatycznej herbaty i wsypał liście do parującego dzbanka. Ponownie zalał imbryk wrzątkiem, tym razem do pełna. Po tym właśnie można było poznać dobrą herbaciarnię. Ogrzewanie dzbanuszka było w całym rytuale niezwykle istotne. Popołudniowa herbatka to nie był zwyczaj, który kojarzono z pośpiechem, więc napój musiał przetrwać próbę czasu i nadal pozostawać ciepłym.

Wybrała dobry lokal, nawet jeśli był bardziej turystycznym miejscem niż magnesem dla lokalnej społeczności. Dzbanek z herbatą i mniejszy z mlekiem pojawiły się przed Honoratą i towarzyszyła im filiżanka na spodeczku w taki sam piękny niebieski wzór jak imbryk.

Kobieta wlewała pierwszą porcję herbaty do filiżanki, kiedy dzwonek nad drzwiami ponownie ogłosił przybycie nowego gościa. Młoda kobieta pojawiła się w okolicy wejścia z odrobiną śniegu na ramieniu, który pośpiesznie strzepnęła na wycieraczkę. Ciemne, długie włosy splecione w gruby warkocz, lekko zaróżowione policzki od zimna, subtelny makijaż, wyglądała jak kopia Honoraty, gdyby tylko można było cofnąć czas i usunąć kilka zmarszczek.

Nowa klientka nie czekając na przybycie kelnera, ruszyła prosto do stolika Honoraty i opadła na krzesło naprzeciwko niej.

– Mogłaś na mnie poczekać.

– Dzień dobry, dobrze cię widzieć i nie, nie mogłam – odpowiedziała, mieszając herbatę z mlekiem w filiżance łyżeczką.

– No dobrze, to powiedz, chociaż dlaczego musiałam podróżować przez pół Europy, by dotrzeć na miejsce spotkania. W Polsce już nie ma dobrych kawiarni?

– Kawiarnie są wyśmienite, ale miałam ochotę na dobrą herbatę. Poza tym jestem tutaj też w ramach obowiązków służbowych.

Kobieta obserwowała przez moment Honoratę w ciszy.

– Chyba masz za sobą trudny rok, wyglądasz na kilka lat starszą.

– Żałoba, nawet spodziewana, nie jest raczej doświadczeniem przeciwzmarszczkowym.

– Kto odszedł? – zapytała łagodniejszym tonem młoda kobieta.

– Rodzice. Prawie wspólnie, ich śmierć dzieliła niecały miesiąc.

– Przykro mi.

Honorata usłyszała zdanie „Przykro mi” wielokrotnie na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy, osoby ją wypowiadające jednak nie wydawały się być zupełnie szczere w swoim współczuciu. Takie słowa po prostu należało wypowiedzieć.

Śmierć rodziców rzeczywiście była bolesna, ale ponownie, nie była zaskoczeniem. Mieli ponad 80 lat, wiele wzlotów oraz upadków za sobą i niewiele siły, by dalej mierzyć się ze światem, którego już od dawna nie rozumieli. Kiedy więc mama zachorowała, wróciła natychmiast do rodzinnego miasteczka, wiedząc, że prawdopodobnie będzie musiała się opiekować dwójką chorych. Ona zmarła na starość, on ze strachu przed wizją samotności, a ich jedynej córce niedługo zacznie brakować corocznej kłótni nad stołem wigilijnym.

– Proszę bardzo, scones bez rodzynek.

Kelner kolejny raz podszedł do stolika, tym razem stawiając talerz ze świeżo wypieczonymi scones, dżemem truskawkowym oraz clotted cream, w smaku przypominającym po prostu śmietankowe masło.

– Dziękuję.

Mężczyzna skinął głową i poszedł wystawić rachunek dla stolika obok.

– Jak ci się układa w pracy? – zapytała, zmieniając temat młoda kobieta.

– Dobrze. Chociaż zbliżam się do takiego momentu w karierze, kiedy zamiast kobietą sukcesu, staję się kierowniczką, która nie wygląda wystarczająco dobrze na stronie firmy, a co najmniej kilka osób tylko czeka na moment słabości, by wyrwać mi stanowisko z rąk.

Ponownie nastała cisza.

– Ale podróżuję trochę więcej – dodała Honorata.

Młoda kobieta wyprostowała się w swoim krześle, wyraźnie ożywiona.

– To gdzie się wybrałaś?

– Wiosną poleciałam na południe Włoch, na obrzeża Sycylii, by uzupełnić zbiorniki witaminy D i zobaczyć kilka zabytków. Latem spędziłam dwa tygodnie na Kaszubach, w niewielkim pensjonacie w otoczeniu bujnej przyrody i świętego spokoju.

– Brzmi bajecznie. To pocieszające, że wreszcie wyleczyłaś się ze strachu przed lataniem samolotem.

– A jak twój rok?

– Zapracowany. Pamiętasz, jak ci mówiłam, że dostałam się na staż w tej ogromnej korporacji? Tam spędzam zdecydowaną większość czasu wolnego. Muszę przyznać, że jestem trochę zmęczona, ale co też mam zrobić, pieniądze same się nie zarobią, a kiedy mam pracować od rana do wieczora jak nie teraz?

– Powinnaś częściej odwiedzać rodziców i chociaż czasami się rozerwać trochę, póki jeszcze nie musisz się przejmować kacem, ani brakiem towarzystwa.

– Rzeczywiście zakopałam się po szyję w obowiązkach, ale wiesz, codziennie walczę z poczuciem marnowania czasu. Co jak nie wykonam wszystkich rzeczy z dzisiejszej listy? A co zrobię, jak mi mignie szansa na osiągnięcie sukcesu, zanim zbiorę się do tego, by stanąć na linii startu? Cały czas mam wrażenie, że nie zdążę, a już nawet nie pamiętam, gdzie mi się tak śpieszy.

– Powiem ci na pocieszenie, że to uczucie będzie ci towarzyszyć przez większość życia – skwitowała Honorata.

Młoda kobieta pochyliła głowę i pozwoliła sobie na moment refleksji. Czy dorosłość to rzeczywiście był jeden nieustający wyścig, którego nie chce się ukończyć? Mogło tak być, a jeżeli starsza kobieta ma rację, to jak sobie poradzić z faktem, że nigdy nie sprosta swoim własnym oczekiwaniom? Może je obniżyć? Albo wręcz przeciwnie? Wydawało się, że nie istnieje dobre rozwiązanie.

– Poznałam kogoś – wymsknęło się niespodziewanie młodszej rozmówczyni.

Honorata delikatnie się uśmiechnęła znad filiżanki.

– Kogoś interesującego? – zapytała trochę cieplejszym tonem.

– Możliwe, jeszcze nie jestem pewna. Lubimy podobną muzykę, filmy, dobrze nam się spędza czas. Potrafi mnie rozśmieszyć, to zawsze dobry znak, ale nie wiem, czy jest wystarczająco cierpliwy.

Przez cierpliwość miała na myśli, czy będzie w stanie wytrzymać fakt, że planowała ciężko pracować, pewnie jeszcze w trakcie studiów i co najmniej kilka lat później, a tego rodzaju dedykacja wymaga poświęceń. Czy mężczyźni są w stanie to zrozumieć, ba i nawet kibicować, albo chociaż poczekać, ile będzie trzeba, aż wespnie się na kilka stopni drabiny zawodowej, zanim zaczną narzekać? Tego jeszcze nie była pewna, a właśnie takiego partnera szukała. Faceta, który nie bał się jej ambicji.

– Cierpliwość jest ważna, to prawda, ale chyba najważniejsza jest komunikacja. Daj mu szansę. W najgorszym razie złamie ci serce. A serca nigdy nie da się w pełni złamać, to przecież mięsień.

– Doktorzy pewnie, by się z tobą zgodzili, a co z poetami?

– Dobrzy poeci już dawno umarli, a nawet tym wielkim i zasłużonym żadna z nas nie poświęca zbyt wiele uwagi.

 Młoda kobieta nie mogła jeszcze o tym wiedzieć, ale była o krok od rozpoczęcia najdłuższego romansu swojego życia. A mężczyzna, którego niedawno poznała, na pewno należał do cierpliwych. Ale wszystkiego dowie się w swoim czasie.

Wspomnienia zaczęły rozrywać Honoracie głowę, na szczęście w większości były to dobre wspomnienia. Wspólna wspinaczka górska, pierwsze mieszkanie, lub raczej klitka, w której można było spać i ugotować jednogarnkowe danie, przesiadywanie na stronach tanich lotów, długie rozmowy przyciszonym głosem w łóżku. Wszystko to odbyło się lata temu, a wizje tamtych dni, lat, nadal przynosiły ukojenie.

– Czy ty się uśmiechasz? Pani kierownik chyba zaczyna mięknąć.

– Zdarza mi się. Zdziwiłabyś się jak często i dużo kiedyś się uśmiechałam. Te zmarszczki – wskazała na okolicę ust – są zasłużone.

– Przy mnie rzadko się uśmiechasz, a to już nasze piąte spotkanie.

– I ostatnie – powiedziała cicho Honorata, nakładając sporą ilość dżemu oraz śmietankowego kremu na swoją ciepłą jeszcze słodką bułeczkę.

Obie kobiety posmutniały. Młodsza z nich była na skraju płaczu, druga przeżyła zbyt wiele pożegnań, by kolejne wycisnęły łzy, nie w miejscu publicznym.

W lokalu zrobiło się małe zamieszanie. Kelner prawie upuścił tacę z kanapkami, przechodząc obok stolika kobiet, co sprawiło, że większość głów w herbaciarni odwróciło się w stronę Honoraty. Ciężko nie było zauważyć, że kobieta nie pasowała do tego miejsca, wydawała się zbyt wykwintna, niedostępna, a jednak siedziała przy stoliku i z zadowoleniem piła tę samą herbatę, co inni. Kiedy kanapki dotarły do prawidłowego stolika, wszyscy wrócili do swoich przerwanych rozmów.

– Dlaczego ostatnie?

– Bo mam dla ciebie jeszcze tylko jedną wskazówkę.

Kolejna słodka bułeczka zniknęła z talerzyka. Honorata spędziła już ponad pięć dekad na tym świecie, a nadal nie była w stanie się powstrzymać, by nie podjadać w obliczu stresu czy smutku.

Młodsza kobieta nie chciała się jeszcze rozstawać ze swoją rozmówczynią, więc postanowiła zmienić temat, by wydłużyć spotkanie.

– Masz jakieś plany na przyszłość?

Starsza kobieta odstawiła porcelanową filiżankę na spodek, podniosła wzrok w stronę swojej rozmówczyni i pokręciła przecząco głową. Młodsza kobieta wiedziała, że jej czas zaczynał się drastycznie kurczyć.

– To jak brzmi moja ostatnia wskazówka?

– Nie bój się zostawić za sobą osoby, które ciągną cię w dół.

Młoda kobieta zamyśliła się, poprzednie wskazówki usłyszane nad filiżanką herbaty lub kawy były odrobinę bardziej dosłowne. „Wybierz praktykę, na marzenia przyjdzie czas” usłyszała latem, kiedy musiała wybrać kierunek studiów i zastanawiała się pomiędzy finansami i rachunkowością oraz studiami malarstwa, które było jej hobby od kilku lat. Tym razem jednak nie była w stanie połączyć odpowiednich wątków, przecież nie była z nikim w konflikcie.

– Masz na myśli kogoś konkretnego?

– Tak, ale wolałabym, żebyś sama do tego doszła, o kim mowa.

Młoda kobieta podniosła brwi.

– To pomoże pogodzić się w momencie rozłąki – kontynuowała Honorata.

Honorata myślała o dniu, w którym dała ostatni raz się wykorzystać swojej długoletniej przyjaciółce. Kiedy zobaczyła, jak się śmieje z daleka, kiedy sama kolejny raz wykonywała coś za Marysię. Doznała wtedy swego rodzaju olśnienia. Kilkanaście momentów z przeszłości stanęło jej przed oczyma. Głównie małe rzeczy. Odstąpienie miejsca w wydarzeniu, którego wyczekiwała od tygodni. Czyszczenie przestrzeni wspólnej w wynajmowanym mieszkaniu, bo przecież „Ty tak dobrze to robisz”. Układanie planów, żeby tylko Marysia była zadowolona. Pomaganie, a wręcz wykonywanie za przyjaciółkę projektów na studia. Było też kilka bardziej znaczących epizodów, ale tych wspomnień unikała jak ognia. Jeden krótki śmiech w nieodpowiednim momencie zdradził jej prawdziwe intencje. 

Zakończenie tej toksycznej relacji Honorata widziała jako jedną z najważniejszych rzeczy, jakie zrobiła dla swojego zdrowia psychicznego. 

– Nie do końca rozumiem.

– Spokojnie, w odpowiednim momencie wszystko stanie się jasne.

Banknot dwudziestofuntowy został położony obok pustego już imbryka, a skórzane rękawiczki wróciły na dłonie. Honorata podniosła się z miejsca i zaczęła się kierować w stronę drzwi. W połowie drogi jednak obróciła się i bezdźwięcznie wypowiedziała słowo „powodzenia”.

Dzwonek obwieścił tym razem wyjście klientki. Powiew zimnego powietrza wpadł do herbaciarni z zaparowanymi oknami, chociaż w powietrzu można było też wyczuć nutkę pożegnania. Kelner automatycznie udał się z tacą do pustego już stolika w pobliżu pianina, które stało tylko dla dekoracji, zastanawiając się, czy lepiej, zamiast instrumentu nie byłoby ustawić jeszcze jednego stolika. Jedna filiżanka, jeden talerz, dzbanek i słoiczki po kremie oraz dżemie wróciły do kuchni.

– Coraz więcej pojedynczych rezerwacji – powiedział do kobiety w fartuchu pochylonej nad babeczką z rękawem cukierniczym wypełnionym czekoladowym kremem.

– Coraz więcej ludzi jest samotnych i zagubionych – odpowiedziała.

                                        Zuzanna Kozłowska

Obraz wyróżniający: Obraz LUM3N z Pixabay