Cobalt Red: regresywny, głęboko błędny opis kongijskiego przemysłu wydobywczego / Sarah Katz-LavigneEspérant Mwishamali Lukobo

0
223

Odkrywkowa kopalnia kobaltu w DRK | Sebastian Meyer/Getty Images. Wszelkie prawa zastrzeżone

Zapowiadany jako exposé, Cobalt Red po prostu powtarza stare stereotypy i kolonialne postrzeganie DRK.

Książka pt. Cobalt Red: jak krew Konga napędza nasze życie, autorstwa Siddhartha Kary, robi furorę. Wydana w kwietniu i dostosowana do niespecjalistycznej publiczności, szybko stała się bestsellerem New York Timesa i Publishers Weekly, a także bestsellerem w kategorii African Politics na Amazon.
Książka koncentruje się na minerale kobalcie, obecnie poszukiwanym na całym świecie do produkcji wysokiej klasy baterii. Ponad 70% światowej podaży pochodzi z Demokratycznej Republiki Konga (DRK). Projekt Kary, jak sam mówi, ma na celu ujawnienie brudnych sekretów handlu, abyśmy wszyscy mogli je zobaczyć.
Niestety, czyniąc to, Kara sam zaangażował się w wiele niesmacznych praktyk. Ta książka może nauczyć nas co najmniej tyle samo o tym, jak nie pisać krytycznej książki o „współczesnym niewolnictwie” w Afryce, co o rzemieślniczym przemyśle wydobywczym. Pobłażliwe stosowanie dehumanizującej retoryki, brak etyki badawczej oraz ignorancja i/lub wymazywanie lokalnej wiedzy podważają rzekomą misję Kary na każdym kroku.
Cobalt Red nie jest przełomową demaskacją, jak to zostało zapowiedziane. Jest to najnowsza z długiej serii książek przygodowych o białych zbawcach, bez których DRK mogłaby się obejść.

Kolonialne spojrzenie

Kolonialny sposób myślenia Cobalt Red sprawia, że jest to niepokojąca lektura. Podczas gdy Kara trafnie identyfikuje wiele kwestii i aktorów w grze, znacznie upraszcza analizę do binarnych ofiar i złoczyńców. Kongijscy górnicy są przedstawiani jako bezradni i cierpiący, podczas gdy większość innych postaci posiada ogólnie złowrogą agencję.
Konsekwentne przedstawianie Kongijczyków jako ofiar przez Karę jest sprzeczne z jego naciskiem na znaczenie życia Kongijczyków. Replikuje on dehumanizację, którą nazywa, odnosząc się na przykład do „podludzkiej egzystencji” górników lub tego, jak „padlinożercy” szukali resztek minerałów „jak ptaki zbierające kości”. Albo jego opis kobiety o imieniu Jolie:
Smutek mocno przyciskał się do jej smukłej sylwetki. Jej szeroko otwarte oczy zapadły się głęboko w twarz. Kości w jej nadgarstkach zdawały się wystawać ponad ciało. Jej zęby były zaciśnięte jak u szkieletu. Skóra na jej szyi miała prążkowane przebarwienia, które wyglądały jak wstążki. Oddychała chrapliwie, ale głos, który się z niej wydobywał, przypominał delikatny śpiew słowika.
Jego przesadne próby wywołania emocjonalnej reakcji przypominają pisanie o Afryce sprzed dziesięcioleci. Podobnie jak Joseph Conrad w Jądrze ciemności, wzmacnia on kolonialną dynamikę, nawet jeśli rzekomo zwraca na nią uwagę. Ta forma narracji, jak wyjaśnia Arundhati Roy, popełnia ten sam grzech, który potępia:
Apolityczne (a zatem w rzeczywistości skrajnie polityczne) doniesienia o cierpieniu ludności z biednych krajów i stref wojennych ostatecznie sprawiają, że (ciemnoskórzy) mieszkańcy tych (ciemnoskórych) krajów wydają się patologicznymi ofiarami. Kolejny niedożywiony Hindus, kolejny głodujący Etiopczyk, kolejny afgański obóz dla uchodźców, kolejny okaleczony Sudańczyk… potrzebujący pomocy białego człowieka. Nieświadomie wzmacniają rasistowskie stereotypy i potwierdzają osiągnięcia, wygodę i współczucie (twardą miłość) zachodniej cywilizacji. Są świeckimi misjonarzami współczesnego świata.
Jest to trafny opis białego, kolonialnego spojrzenia książki Kary. Nie ma większego znaczenia, że sam Kara nie jest biały – ludzie kolorowi są również zdolni do podobnego białym sposobu myślenia. Jego książka uznaje ciągłość między nowoczesnym przemysłem wydobywczym DRK a kolonializmem, ale nie dostrzega, że patologizowanie Afrykanów było również narzędziem kolonistów.

Lepszy Zachód

Spojrzenie z zewnątrz nigdzie nie jest bardziej oczywiste niż wtedy, gdy Kara dokonuje uproszczonych porównań między „naszymi ogólnie bezpiecznymi i zadowolonymi narodami” na Zachodzie a Kongijczykami w DRK. Przedstawia ten kraj jako miejsce, które nie istnieje w nowoczesnej erze.
Zauważa na przykład, że „ludzie z innego świata obudzili się i sprawdzili swoje smartfony. Żaden z rzemieślniczych górników, których spotkałem w Kipushi, nigdy go nie widział”. To fragment, który trąci hiperbolą. Smartfony nie są trudne do znalezienia w DRK, a pomysł, że wielu górników nigdy ich nie spotkało, nie brzmi prawdziwie. Ktoś z większą wiedzą i doświadczeniem niż Kara wiedziałby, że niektórzy górnicy mogą mieć i inwestują w smartfony. Ci, którzy tego nie robią, prawie na pewno widzieli je w pobliżu. Ale niewielu z nich podjęłoby nierozważną decyzję o zabraniu go na miejsce wydobycia.
To tylko jeden z przykładów niezrozumienia przez Karę życia górników rzemieślniczych, w tym kobiet, i nieuznania, że górnicy mają życie poza miejscem wydobycia. Ludzie w tym regionie nie tylko cierpią aż do śmierci. Oni również żyją i doświadczają radości, a badania wykazujące zdolności adaptacyjne nieformalnych górników rzemieślniczych bezpośrednio zaprzeczają zmęczonemu obrazowi afrykańskich pracowników jako biernych, statycznych ofiar.
Cobalt Red odmawia Kongijczykom możliwości kształtowania własnej przyszłości.
Kara pomija (lub ignoruje) to wszystko, ponieważ zamierza przedstawić DRK jako niezmienny, cierpiący świat poza czasem. Następnie wstrzykuje tej narracji sterydy, próbując napisać wezwanie do broni. Rezultatem, jak opisał to New York Times, jest książka, która „przybiera formę prawego dążenia do ujawnienia niesprawiedliwości poprzez serię winiet wyzysku i nędzy”.
To dobrze opisuje narracyjną i polityczną strategię Kary: podwoić ból; nie wpuszczać światła. Cierpienie w Cobalt Red jest bezlitosne. W pewnym momencie opisuje górników jako „mrówczą kolonię ludzi”. W innym miejscu mówi, że:
Eksplozja ludzkich istot była stłoczona wewnątrz ogromnego dołu kopalnianego, który miał co najmniej 150 metrów głębokości i 400 metrów szerokości. Ponad piętnaście tysięcy mężczyzn i nastoletnich chłopców waliło młotem, łopatą i krzyczało wewnątrz krateru, nie mając prawie miejsca na ruch i oddychanie.
Cobalt Red raz za razem odmawia Kongijczykom możliwości kształtowania własnej przyszłości. Czyni to pracę Kary ciężką od fatalizmu i nieuchronności:
Od momentu, gdy Diego Cão wprowadził Europejczyków do Kongo w 1482 roku, serce Afryki stało się kolonią dla świata. Patrice Lumumba zaoferował ulotną szansę na inny los, ale neokolonialna machina Zachodu ścięła go i zastąpiła kimś, kto utrzyma ich bogactwa.
Pomimo takich momentów zachodniego poczucia winy, ogólny światopogląd Kary wydaje się być taki, że Zachód jest najlepszy. Opowiada o rozmowie, w której kongijski badacz sugeruje, że sytuacja nie ulegnie poprawie, jeśli firmy nie będą przestrzegać minimalnych standardów, „tak jak w Ameryce”. Kara postanawia pozostawić to porównanie, zamiast się nim zajmować. Jednak bezkarność korporacji nie jest problemem specyficznym dla Konga. Podobnie jak praca dzieci, która istnieje również w Stanach Zjednoczonych. W innym miejscu Kara zachwyca się tym, jak inaczej wszystko wygląda po powrocie z DRK, w tym warzywa w sklepie spożywczym i spłukiwane toalety. Dychotomia, którą tworzy poprzez przesadne opisy, wzmacnia istniejące od dawna binarne podziały na „rozwiniętych” i „słabo rozwiniętych” i nie jest pomocna w analizie skutków globalnego kapitalizmu.

Etyka neokolonialna

Zdecydowanie najbardziej niepokojącą kwestią w Cobalt Red jest lekceważenie przez Karę etycznych praktyk badawczych, szczególnie jeśli chodzi o ochronę dzieci. W swojej książce Kara opisuje niepokojące spotkanie z dzieckiem w wieku około ośmiu lub dziewięciu lat. Przesłuchiwał ją, a dziecko zaczęło krzyczeć po tym, jak odkrył, że jest sierotą:
Mój tłumacz próbował uspokoić sytuację, ale Aimée nie przestawała krzyczeć. Nie rozumiałam, co takiego zrobiłam, że ją zdenerwowałam. Czy moja obecność była przyczyną jej paniki? Czy kiedykolwiek zastanawiałam się nad tym, że dla dziecka takiego jak ona mogłam być formą przemocy, wymuszoną konfrontacją z bólem?
Proces refleksji, który opisuje Kara, powinien mieć miejsce na długo przed postawieniem stopy w DRK. Powinien być kontynuowany przez cały czas trwania badań, częściowo poprzez konsultacje z lokalnymi organizacjami pracującymi z dziećmi-górnikami. Ale jeśli jego opis własnych przemyśleń jest dokładny, tak się nie stało.
Ten podstawowy brak refleksji etycznej i rygoru proceduralnego powinien głęboko niepokoić każdego, kto poparł lub promował pracę Kary. Wygląda na to, że przeprowadzał wywiady z bezbronnymi dziećmi bez zgody rodzica lub opiekuna, bez niezbędnego wsparcia psychologicznego i bez rozważenia stosunku ryzyka do korzyści. Pomimo jego deklarowanej troski o zapobieganie i ujawnianie wykorzystywania dzieci, wygląda to bardzo podobnie do wykorzystywania dzieci. Zauważa on, że:
Nie wysłalibyśmy dzieci z Cupertino na poszukiwanie kobaltu w toksycznych dołach, więc dlaczego dopuszczalne jest wysyłanie dzieci z Konga? Nie zaakceptowalibyśmy ogólnikowych oświadczeń prasowych na temat traktowania tych dzieci bez niezależnej weryfikacji, więc dlaczego nie robimy tego w Kongo? Nie traktowalibyśmy naszych rodzinnych miast jak toksycznych wysypisk śmieci, więc dlaczego pozwalamy na to w Kongu?
Chcielibyśmy dodać kolejne pytanie do jego listy: „Nie zaakceptowalibyśmy badań prowadzonych na dzieciach i innych wrażliwych grupach w Cupertino, chyba że przeszłyby one rygorystyczny proces przeglądu etycznego i byłyby objęte najbardziej rygorystycznymi praktykami ochronnymi. Dlaczego więc pozwalamy na to w Kongo?”.
Europejscy odkrywcy są znani z „odkrywania” rzeczy, które były już dobrze znane. W dużej mierze tak właśnie Kara podchodzi do Konga i kobaltu.
Inne wyraźne naruszenia etyki, takie jak podawanie imienia i okoliczności danej osoby lub spekulowanie na temat jej statusu HIV, są podobnie niepokojące. Badacze akademiccy spędzają godziny na opracowywaniu wniosków etycznych, zwykle podejmując dalsze zmiany, aby ostatecznie uzyskać zgodę etyki. Tworzą protokoły dotyczące angażowania wrażliwych respondentów i drażliwych tematów oraz zapewniają, że zarówno zgoda, jak i postanowienia dotyczące poufności są rozszerzone na wszystkich, którzy uczestniczą w ich badaniach.
Możliwe, że Kara wykonał część tej pracy, ale jego książka nie zawiera żadnych dowodów na to, że to zrobił. Jeśli już, to jego szok wywołany niepokojem respondentów sprawia wrażenie, jakby po raz pierwszy w ogóle rozważał kwestie etyczne.

Ignorowanie kongijskich głosów

Wydaje się prawdopodobne, że wyraźne dążenie Cobalt Red do „większego dobra” ułatwiło ludziom przymknięcie oka na te kwestie. Książka została sprzedana jako exposé, a jak sam Kara mówi podczas wywiadu z Joe Roganem: „Byłem pierwszym outsiderem, który dostał się do tej kopalni”. Gdyby to wszystko były nowe informacje, łatwiej byłoby wybaczyć Karze, że próbował zmaksymalizować swój wpływ, nawet jeśli oznaczało to pójście na skróty. Kto by tego nie zaakceptował „dla większego dobra”?
To poczucie własnej ważności jest jednak fundamentalnym przeinaczeniem prawdziwego stanu wiedzy. Pokazuje jedynie wiarę we własny marketing. W rzeczywistości większość Cobalt Red obejmuje kwestie, o których już dużo napisano. Pierwszy głośny raport na temat kobaltu w Kongo został opublikowany w 2016 roku przez Amnesty International i kongijską organizację Afrewatch. Od tego czasu pojawiło się wiele artykułów i demaskacji na temat tak zwanej „ciemnej strony” gorączki kongijskiego kobaltu, w szczególności w odniesieniu do często szokujących warunków, w jakich jest on wydobywany, w tym przez górników-dzieci.
Europejscy odkrywcy w Afryce są znani z „odkrywania” rzeczy, które były już dobrze znane i udokumentowane przez Afrykanów. W dużej mierze tak właśnie Kara podchodzi do Konga i kobaltu. Skutecznie wyciera on ślady, udając, że odkrył rzeczy, które są już dobrze znane. Jego głównym „wkładem” jest przepakowanie rzeczy w ramach uproszczonego i sensacyjnego scenariusza dotyczącego Afryki i Konga. W czasach, gdy wielu specjalistów stara się dekolonizować wiedzę o Afryce, książka Kary zmierza w dokładnie przeciwnym kierunku. Cobalt Red reprezentuje ciągłość kolonialnego sposobu myślenia, kolonialnego spojrzenia i kolonialnej etyki.
Jak na ironię, kongijski ambasador w USA powiedział Karze wprost, że powinien pozwolić miejscowej ludności toczyć własne bitwy. Jak relacjonuje Kara, ambasador „nie uważał, że obcokrajowiec powinien być tym, który przedstawia taką sprawę w imieniu swojego narodu. Zamiast tego uważał, że mieszkańcy Konga muszą sami mówić o tym, co dzieje się w ich kraju i zasugerował, że jeśli naprawdę chcę pomóc, powinienem wrócić i pomóc w tym lokalnym badaczom”.
To dobra rada, ale Kara jej nie posłuchał. Jest zmuszony osobiście rzucić światło na „mroczniejszą prawdę”, taką, „której nie można zgłębić”. Prawdę, o której – musimy to jasno powiedzieć – od lat otwarcie piszą i mówią kongijskie, regionalne i międzynarodowe organizacje!
Nic z tego nie jest łagodne. Zaślepiony pogonią za większym dobrem, jest jasne, że Kara nie zdołał dostatecznie przemyśleć – lub uznać za coś ważnego – konsekwencji wydania tego rodzaju książki. Jego głównym założeniem jest to, że generowanie uwagi będzie miało pozytywne skutki, ale sensacyjność jego narracji może równie łatwo mieć negatywne konsekwencje.
Może to wzmocnić obraz pozbawionych praw górników rzemieślniczych; utrudnić badaczom dostęp do obszarów wydobycia kobaltu; i skłonić do zwiększenia bezpieczeństwa, aby zapobiec przepływowi informacji z kopalni kobaltu. Kara wykazuje niewielką świadomość faktu, że uproszczone i sensacyjne relacje utrudniają prowadzenie dobrych badań w przyszłości. Podnoszenie „świadomości” na temat złożonych problemów nie zawsze i nie automatycznie przynosi pozytywne rezultaty.
Kiedy skończyliśmy czytać tę książkę, pozostała nam jedna nagląca myśl: Kara był oczywiście w stanie zapewnić sobie dobry dostęp do kopalni i rozmówców. Zrobił to jednak, łamiąc zasady etyczne, które powinny być stosowane w celu ochrony słabszych grup społecznych, a w szczególności dzieci.
Jak na ironię, istnieją bliskie podobieństwa między tym a łamaniem zasad, które mają na celu zapobieganie handlowi nieetycznym kobaltem. Głęboko problematyczna książka Kary stawia go w kategorii znacznie bliższej pozbawionym skrupułów nabywcom kobaltu, niż prawdopodobnie chciałby przyznać. Białe zbawienne, kolonialne spojrzenie Cobalt Red pogłębia negatywne, nadmiernie uogólnione globalne postrzeganie kongijskich górników rzemieślniczych i DRK, a także ucisza głosy kongijskich naukowców, aktywistów, obywateli i górników.