zwy/czajnie
nikomu nie imponować, niczym się nie chwalić,
na nic nie czekać – niczego nie oczekiwać,
o niczym nie marzyć, niczego nie osiągać
wyprowadzać psa, smarować uda balsamem,
ale takim zwykłym, nie z reklamy,
czasem nic nie czytać, nie mieć nic do powiedzenia
budzić się co rano strachem – bez budzika,
więcej myśleć niż robić, nie być sprawczą,
nie móc znieść upływu czasu na swojej twarzy
nie wyjeżdżać na majówkę, na majorkę,
na narty, na openera, przyznać się, że wolę
zostać tu, w lesie, zanim wytną kolejne drzewa
zwy/czajnie nie wypada
guguła
nigdy nie dorosnę
do odwiedzin w szpitalu
pogrzebowych konduktów
oczepin na weselu
wakacji all inclusive
medycyny estetycznej
sportowej rywalizacji
francuskiej kuchni
polskiego rocka
butów na obcasie
i garsonki z gabardyny
jak guguła papierówki
niegotowa na kompot
trzymam się kurczowo
gałęzi i dojrzewam
kultury bakterii
inwazyjne gatunki,
które zagrażają rodzimym,
należy eliminować
wszelakimi sposobami
powiedział mężczyzna
którego ego wypełniło
cały wagon pociągu
relacji Gdynia – Katowice
patrzę na moje dłonie
na nich miliardy lat istnienia
a długość życia całego pokolenia
trwa zaledwie godzinę
oto uczę się pokory
od kultur bakterii
minu/ta ciszy
boli kiedy giną endemity
ludzie specjalnej czułości
zwierzęta, których mowy
nie dane nam było zrozumieć
rośliny, o istnieniu których
nie mieliśmy bladego pojęcia
dzikie plaże gdzie szum morza
nie musiał nikogo przekrzykiwać
lasy bez sideł, pola bez upraw
literackie czasopisma których
ostatnie wydania
kurzą się w bibliotekach
a my już nie zdążymy
nic w nich opublikować
boli kiedy giną endemity
coraz częściej celebruję
życie minu/tą ciszy
o/czarowanie
jestem roz/czarowaniem
to jeden z etapów magii
zwanej dojrzewanie
czary/mary pełne/pokus
zrzucam sukienkę
by rzucić na ciebie czar
niedojrzała jak jętka jednodniówka
marzę by dorosnąć
dzień przed śmiercią
wy/powiadam
wy/powiadam wojnę
nieczułości dla świata
kłamstwu „że wszystko będzie dobrze”
przedmiotom, których mieć nie muszę
błędom, które popełniam wciąż na nowo
przekonaniu, że człowiek jest lepszy
i zasługuje na więcej
na froncie bezmyślności
zbroję się w pokorę
okopuję przed chciwością
kreślę plany ewakuacji
od powszechnej użyteczności
naiwnie rozkazuję światu się zatrzymać
zanim wejdę na kolejną minę
wie/rzę
skaczę wzrokiem po gałęziach
szukam schronienia
w ciasnej dziupli szpaka
uważnie śledzę jak wiatr
zaplata wierzbom warkocze
niespiesznie liczę
i kataloguję igły na sośnie
ślimaczę się po pniu topoli
zostawiając na korze
lepką linię życia
a potem spadam jak kasztan
roztrzaskując się o ziemię
by pęknięta skorupka
odsłoniła delikatną prawdę
że wie/rzę wyłącznie w naturę
Urszula Morga
wybrane z tomu „fundamenty”







