Stylizowany obraz kompozytowy ze zdjęciami Ramadana Abeda, El Tayeba Siddiga, Amira Cohena i Stringera za pośrednictwem Reuters oraz Mikhaila Nilova za pośrednictwem Pexels
Podczas gdy istnieją liczne obawy dotyczące poszczególnych wojen, takich jak na Ukrainie czy w Strefie Gazy, sam wzrost poziomu wojny wydaje się być całkowicie niezauważony.
Świat staje się coraz bardziej brutalny, a nasza zdolność do powstrzymania tej przemocy maleje.
Obecnie na świecie toczy się około 60 wojen, w które zaangażowany jest co najmniej jeden rząd. To najwyższa liczba od czasu, gdy w latach 80. XX wieku zaczęto prowadzić rzetelne statystyki. Liczba ofiar wojen również rośnie. W zeszłym roku zginęło około 130 000 osób w bitwach, a w tym roku liczba ta prawdopodobnie będzie wyższa.
Podczas gdy pojedyncze wojny, takie jak na Ukrainie czy w Strefie Gazy, budzą wiele obaw, a niektóre straszne wojny, takie jak w Mjanmie czy Sudanie, przyciągają znacznie mniej uwagi, sam wzrost poziomu wojny wydaje się pozostawać całkowicie niezauważony.
Nie do końca wiadomo, dlaczego wojna w ogóle przyciąga tak mało uwagi. Być może wynika to z faktu, że obecnie jest tak wiele wojen, że sama wojna stała się normą, a może po prostu wojna nie jest już jedynym egzystencjalnym zagrożeniem dla życia na Ziemi.
Tak czy inaczej, jest to problem, ponieważ, pomijając konkretne argumenty za i przeciw danej wojnie, wojna jest systemem. Wojna jest zaraźliwa i trudno ją rozbroić, gdy już się rozpęta. Prawdopodobieństwo, że dany kraj zostanie dotknięty wojną, jest silnie skorelowane z tym, jak blisko jest on innych wojen i czy wcześniej toczyła się tam wojna. Rozprzestrzenianie się wojny rzadko jest liniowe: napięcia w systemie rosną, a następnie przeradzają się w katastrofę – stopniowo, a potem nagle.
Co jeszcze bardziej komplikuje sytuację, granice między wojną a jej brakiem stają się coraz mniej wyraźne. Pojawił się cały szereg „niekinetycznych działań wrogich”, w tym agresywne starcia na morzu, przecinanie kabli podmorskich, użycie dronów do zakłócania lotnictwa cywilnego, cyberataki na krytyczną infrastrukturę cywilną, „operacje wpływu” w mediach społecznościowych, mające na celu podważenie zaufania i spójności, których potrzebują otwarte społeczeństwa, i wiele innych.
Co się dzieje?
W istocie system wprowadzony przez zwycięzców II wojny światowej rozpada się. System ten został ucieleśniony w Karcie Narodów Zjednoczonych, która ustanowiła zbiór zasad mających na celu „ochronę przyszłych pokoleń przed plagą wojny”.
Główną zasadą było to, że nie wolno było już inwazji na inne kraje, chyba że za zgodą Rady Bezpieczeństwa ONZ. Można było bronić się samemu, a obrona zbiorowa była wyraźnie dozwolona, ale państwa musiały „powstrzymać się w stosunkach międzynarodowych od groźby lub użycia siły przeciwko integralności terytorialnej lub niepodległości politycznej jakiegokolwiek państwa”.
Inną kluczową zasadą było to, że „terytoria niesamodzielne” – eufemizm oznaczający kolonie, w których żyła większość ludności świata – powinny móc „rozwijać samorządność” i „wolne instytucje polityczne”.
Był to niezwykle skuteczny system. Wojny międzypaństwowe niemal zniknęły z systemu międzynarodowego, a w kolejnych dekadach spadły do najniższego poziomu w historii, a pomimo utrzymujących się ogromnych nierówności, miliardy ludzi przeszły z bycia poddanymi imperiów kolonialnych do bycia obywatelami niepodległych państw.
System nigdy nie funkcjonował tak dobrze, jak mógłby, ponieważ pięć mocarstw posiadających prawo weta, które wygrały wojnę – Chiny, Francja, Wielka Brytania, Stany Zjednoczone i ZSRR – szybko pokłóciło się między sobą i nie było w stanie egzekwować własnych zasad. Mimo to system działał znacznie lepiej niż nie.
A teraz system się załamał. Fundamentalny zakaz inwazji na państwa obce poważnie zachwiał się na przełomie tysiącleci: NATO najechało Serbię, aby odłączyć Kosowo w 1999 roku, a Stany Zjednoczone najechały Irak w 2003 roku. Następnie system całkowicie się załamał w 2022 roku wraz z pełnoskalową inwazją Rosji na Ukrainę. Od tego czasu Stany Zjednoczone groziły Kanadzie, Grenlandii i Panamie. Izrael zaatakował Iran, licząc na zmianę reżimu i może zaanektować Zachodni Brzeg.
Jest bardzo mało prawdopodobne, aby powojenny „porządek oparty na zasadach” został przywrócony. Historycznie rzecz biorąc, gdy międzypaństwowe porozumienia w sprawie bezpieczeństwa upadają, nic nowego nie może zostać w nie wdrożone, dopóki w systemie nie wybuchnie nowy kryzys, dopóki nowi zwycięzcy nie zresetują zasad.
Co więc robimy?
Pojawia się wiele alternatyw dla systemu, który przez 80 lat pozwalał zachować względny pokój na świecie.
Szereg mniejszych, ale zamożnych krajów, które korzystają z porządku międzynarodowego, zintensyfikowało swoje wysiłki, aby wypełnić tę lukę. Oprócz Szwajcarii i Norwegii, Katar ustanowił swój standard mediatora.
Chiny uruchomiły nową platformę mediacyjną o nazwie IOMed na podstawie umowy międzynarodowej zawartej z szeregiem państw (głównie z Globalnego Południa) z siedzibą w Hongkongu.
Najlepszym rozwiązaniem, na jakie możemy liczyć i do którego musimy dążyć, jest system hybrydowy.








