Wiersze / Tadeusz Zawadowski

0
297
kiedyś II

coraz bardziej przyzwyczajam się do tej chorobliwej
sytuacji i to przeraża mnie jeszcze bardziej. wyłączyłem
budzik. zbyt długo dałem się zwodzić dawanym przez los
gwarancjom stałości i bezpieczeństwa
aż utraciłem dawną czujność. teraz
usuwam ze słowników czas teraźniejszy i zastępuję go
przeszłym lub przyszłym. kryję się za magicznym słowem

k i e d y ś.

 

lustro

najważniejsze żeby zachować twarz. nawet gdy
zakładasz maskę. musisz uważać żeby nie przyrosła
do skóry lub jej nie zastąpiła. tak jak rękawiczki
skrywające linie papilarne
pod pretekstem uniknięcia zakażeń. wczoraj
kupiłem lustro

i zawiesiłem je w przedpokoju.

 

najgorsze

najgorsze skrada się zawsze po cichu. jak kot. nie usłyszysz
nie zauważysz jak wejdzie do twojego domu. z czasem
jego sierść będzie wszędzie. na meblach podłodze nawet
na pościeli. przyklei się do rąk później do jedzenia i do
szklanki z herbatą. zaczniesz się dławić ale będzie już
za późno. zabraknie powietrza i twoje oczy będą
przypominać wyrzuconą na brzeg martwą rybę. wtedy
najgorsze zacznie tulić się do twojej żony i dzieci

opowiadając im bajki na dobranoc.

 

przerwa w pandemii

krótka przerwa w pandemii. można sobie poprawić fryzurę.
zrobić kilka głębszych oddechów i przysiadów
dla poprawy kondycji. wyskoczyć na kawę do ulubionej
kawiarni lub spotkać się z kumplami w knajpie. oczywiście
nadal obowiązuje odległość dwóch metrów. przy stoliku obok
ktoś nerwowo spogląda na zegarek. za dwie godziny ogłoszą

kolejną turę pandemii.

 

w raju

adam z ewą w maseczkach z liści figowych.
w przepisowej odległości dwóch metrów.
spoglądają na siebie. rozmowa się nie klei.
nawet jabłka nie kuszą. wszędzie pełno
straży i rozwieszonych komunikatów o grożących
mandatach i zgłoszeniach do sanepidu.
wąż ukrył się w pniu jabłoni. boi się deportacji
do alternatywnego raju. nawet Boga nie widać.
podobno też jest

na kwarantannie.

 

julia

julia ma osiemdziesiąt siedem lat. ciągle pamięta
potajemne schadzki z romeo i kradzione pocałunki
na parkowej ławce. jej ukochany wyjechał
tak daleko gdzie światy się kończą lśniącym karawanem. czasem
czyta od niego listy ukryte pod marmurową płytą. niekiedy
przychodzi do niej kobieta z dwójką dzieci mówiąc że to jej
prawnuki. podsuwa kolorowe cukierki na lepszą pamięć. julia
chowa je na dnie wazonu z zasuszonymi kwiatami
które dostała od ukochanego. nie ma prawnuków ani problemów
z pamięcią. ciągle jest młodą dziewczyną. przed oczyma
ma wciąż roześmianą twarz swojego romeo który powróci

lśniącym karawanem.

 

JUTRO

jutro już się zaczęło. a tak długo je przekładałem. z półki
na półkę. z szuflady do szuflady. zawsze
mówiłem że mam jeszcze czas. to dopiero
jutro… odległe jak niemal nigdy.
a więc co stało się z dzisiaj ? boję się otworzyć
drzwi bo po drugiej stronie może mnie już nie być
a po tej wczoraj pachnie chłodem. siedzę skulony w kącie
pokoju. wiem że nie pomoże zrywanie kalendarzy
ze ścian i obgryzanie paznokci. jutro

już się zaczęło.

 

TAK  BLISKO

patrzę w lustro i nic. czyżby już po wszystkim ? słowo
na ogonku wiersza trzepocze się na wietrze. zdjęcie
dziecka przypięte do ściany niczym motyl. kiedyś
nim byłem. kiedyś to tak dawno.
pamiętam twarz starca z brodą
a i to coraz słabiej. spoglądam w lustro.
anioły jak ptaki szybują po niebie. tak blisko że bliżej

niż na wyciągnięcie dłoni.

 

w mojej obczyźnie

boję się wychodzić z domu. nadeszły plemiona wandalów
które opanowały miasto. wszędzie słyszę ich niezrozumiały
język w którym spisali swoje kodeksy bezprawia.
w każdej chwili mogę być uznany za winnego.
prawo stało się wątłą oliwką która gnie się
w ich rękach. lada moment może zostać wyrwana
z korzeniami. spoglądam na wyludnione ulice. jeszcze
wczoraj uśmiechnięty spacerowałem nimi w cieniu
cyprysów. dzisiaj czuję się tu obcym.

addio roma.

 

WYSPA

całą noc śniłem że już się nigdy nie obudzę. we śnie
leżałem na wyspie gdzieś pośrodku rzeki wypływającej
z zakamarków dzieciństwa. podchodzili ludzie i pytali
o moje sny. zdejmowali barwy z drzew i kwiatów
i wkładali do ich wnętrza. we włosach tańczyły
im rude wiewiórki a w bruzdach zmarszczek mieszkali
mali chłopcy z którymi kiedyś tylko bawiłem się
w wojnę. po przebudzeniu

nie było ani wyspy ani rzeki ani nawet mnie.

 

                     Tadeusz  Zawadowski

 

TADEUSZ  ZAWADOWSKI – poeta, redaktor, krytyk literacki; urodził się 9. 12. 1956 r. w Łodzi, gdzie ukończył studia ekonomiczne na Uniwersytecie Łódzkim. Od 1981 roku mieszka w Zduńskiej Woli, gdzie współtworzył Klub Literacki „TOPOLA” oraz interdyscyplinarny Klub Twórczej Pracy „BEZ  AUREOLI”. Jest członkiem Związku Literatów Polskich .Laureat około 250 międzynarodowych i ogólnopolskich konkursów literackich. W roku 1997 Niezależna Fundacja Popierania Kultury Polskiej POLCUL FOUNDATION w Sydney( w kapitule zasiadali m.in. Jerzy Giedroyć, Gustaw Herling – Grudziński. Jan Nowak – Jeziorański) uhonorowała go swoją nagrodą za działalność kulturotwórczą. W roku 2014 został uhonorowany Nagrodą  Literacką Ianicius imienia Klemensa Janickiego, a w 2015 Nagrodą Ekspresjonistyczną Feniks im. Tadeusza Micińskiego oraz  Super Cysiorem za całokształt twórczości literackiej. Jest autorem ponad 1600 publikacji w ogólnopolskiej, emigracyjnej i zagranicznej  prasie literackiej, Swoje wiersze i teksty krytyczne publikował w ponad dwustu antologiach literackich. Były tłumaczone na języki: rosyjski, łotewski, chorwacki, bośniacki, serbski, słoweński, grecki, hiszpański, włoski i angielski. Wydał 17 tomików poetyckich, w tym ostatnio: , Kiedyś (2014) – Nagroda Literacka im. Ryszarda Milczewskiego – Bruno i wyróżnienie  XXXVII Międzynarodowego Listopada Poetyckiego, Mrówka  ( 2017), budzik z opóźnionym zapłonem ( 2019), dopóki budzik tyka (2020), „raport z czasów zarazy” (2021).