Wiersze / Paweł Lewandowski

0
143

przybita decha na skrzyżowaniu ulic

tutaj sądzą mimo że opływa nasz rozsądek
wodospad wyznaczając wyrok który brzmi jak melancholia

dawno nie siedzieli w czyśćcu

są tak brudni jak tylko może zakłamany być świat

na niejednej dzielni są prorokami
gubią się w zeznaniach
gdy pytam o wojnę

a wszyscy mieszkańcy

to tylko parę wbitych w ziemie nazwisk
to tylko wiatr kładący się na ich grobach

nie spodziewaj się spowiedzi

to jedna z zakazanych nauk
nie spodziewaj się że nie jesteś sam
tam gdzie modlitwa nie dociera

dziś wieją z zapomnienia góry

a my na szczycie jednej z nich

wciąż powtarzamy to samo


10/06/2024

***

ile jest przejść podziemnych
ile tych na otwartej przestrzeni
przez które przechodzi człowiek?

przez ile wód otwartych i rzek ma żeglować sumienie

nim ugrzęźnie na płyciźnie,
nim złamie nurt?

i jak wiele razy będziemy strzelać do siebie

nim zostanie to zakazane na zawsze?

odpowiedzi szukaj, mój przyjacielu, wraz z wiatrem

wraz z tą butelką co pływa ciśnięta po morzu

jak intensywny musi spaść deszcz aby uśpić górę

nim wpadnie w nasze ramiona

i jak wiele lat potrzeba żyć w samotności i ją zrozumieć

i czymże są relacje jeśli nie ma w nich wolności?

jak wiele razy człowiek ma zakryte oczy

gdy obojętnie przechodzi obok cierpienia

jak często śmierć odwiedzi ludzkość aby mogła stwierdzić że już wystarczy


że jest tak jakby miało być za późno     

             Paweł Lewandowski, 30/05/2024
            na podstawie tekstu Boba Dylana – Blowin’ in the win

banksy się nie uśmiechnął

wydrapałem napis na ścianie
będzie mi przypominał
że problemy są
że mogą powrócić

ściana była gładka

niczym tafla wody
lecz przemieniła się w szklisty lód

wiatr jest gęsty

szybko tasuje karty
co wypadają z rąk

mimo że chcą ułożyć się w zamek

zapinam się
pod bluzą z kapturem

choć tak bardzo nie potrafię się ukryć

w graffiti czyli zespół często spotykanych wad
gdzie wciąż sam za siebie kłamie

17/05/2024

 

Quo vadis

nie, po prostu zwyczajnie nie, zmierzam iść boso przez świat,
będą boleć stopy, zrobią się zgrubienia, a Hobbitem przecież nie jestem
nie chcę, nie pragnę, wypić kiepskiej jakości wina, w kielichu zwanym gralem, bo ani nie po drodze mi go szukać, ani nie uzyskam gapiąc się na niego, żadnego rozsądnego rezultatu czy tym bardziej olśnienia
a gdybym tak, miał usmarować sobie twarz farbą olejną i położyć na to płótno, to być może po latach, setkach lat, uznano by mnie za swego rodzaju, dzieło sztuki, choćby i nawet niezależnej
broń boże, broń mi daj, abym wtedy nie popadł w samouwielbienie i założył coś na kształt kościoła
w sumie sekta bardziej by się opłacała
uwierzył, że do mnie i tylko do mnie, przemawia jakieś bóstwo , które, tym razem, nazwę jakoś fikuśnie inaczej,
bardziej tak, pod reklamę być może,
spot jakiś
a na koniec to i tik toka sobie ze mnie jeszcze zrobią matoły jebane

09/05/2024

 

Tak, warto.

Kochać to przecież łatwe
to znaczy tyle co lubić rozmawiać ze sobą
i zadać pytanie, na które pragnie się odpowiedzi,
bo przecież wszyscy na nią czekamy.

Jest jak lupa nad małym człowiekiem, pogrążonym w swej małości.

Gdy nie uwiera cię nic w zamkniętych powiekach, łyżeczką dozujesz wzrok

Jest jak rzeka, bo gdy płyniesz niewłaściwym nurtem, masz już dodatkową parę rąk, zmieniając jego bieg, bo pamiętaj, że każdy z nas jest potrzebny.


Jest jak trasa, w którą warto skręcić, pora dnia, nie zawsze usłana do snu, chodzi z zachodem słońca pod rękę, pijąc kawę w towarzystwie wschodu.


A przecież to co proste, to nie zawsze:

zmowa milczenia,
przetarte do bólu oczy,
czy droga donikąd.

Lecz miłość to nic więcej, a jeżeli wolność, gdy pragniemy iść do domu, zasiąść w jego ognisku, gdyż nie warto marznąć.


23/03/2024

 

Paweł Lewandowski – poeta z Olsztyna, związany z olsztyńskim klubem literackim. Publikowany parokrotnie w czasopiśmie VariArt. Przyszedł na ten świat 34 lata temu. Szczęśliwy tata siedmioletniego Cezarego. Pierwsze kroki w poezji stawiał jeszcze w liceum, w roku 2008.