Wiersze /  Marcelina Koncewicz

0
1048

Moja siostra brzoza

moja siostra brzoza
ma pod naskórkiem
wyskrobane
imiona
osób które już się nie znają

bolesny tatuaż młodzieńczej
miłości
z zewnątrz to tylko kilka czarnych znaków
na poranionej skórze
w środku
pracują soki życia
które mają odbudować
pocięte żyłki

może dokona się w niej
wzrost
potraumatyczny
a może
zostanie obiektem
do podziwiania i nostalgii

siostro nie płacz więcej
bo jesteś brzozą
a nie wierzbą
tobie nie wypada
bo jest drzewem żołnierzy i grobów
a nie poranionej miłości

 

Ostatni ocalony

na płonącym materacu
dryfuje przez morza zapomień
dawno stracił orientację
i jest rozbitkiem
w swoim własnym życiu

kiedy pomordował wszystkie rośliny
zauważył że sam już właściwie nie je
za to pije na umór
gorzkie poranki

przyjaciele przestali dzwonić
pisać
a nawet obmawiać
obiecali modlitwę
i zabrali kota

może ktoś z rodziny
zechce uregulować zaległe rachunki
bo nie można tak żyć
i nie żyć
trzeba się zdecydować

 

Ta ziemia

ręce ubrane w rękawice żyznej ziemi
pachną inaczej
tak swojsko
jak dom
jak lato
i jak miłość

brązowy szlak do domu
brudne buty
święty brud
moich dziadków i pradziadków
zaciera linie papilarne
i już nie wiadomo
kto jest z którego pokolenia
a kto nie jest z żadnego

ziemia
która miał być na sprzedaż
staje się grobem
czyichś marzeń

za tę ziemię sprzedano moją prababcię
i jej łzy
za tę ziemię
zgwałcono
jej sąsiadkę
i spalono sąsiada
a ja za tę ziemię
kupię mieszkanie w mieście

 

Poradzimy sobie sami

Zanim usuną z rynku
Ostatnie trupy choinek
Będę wiedzieć
Czy w powietrzu zamieszka na dłużej
Optymizm
Wróci
Albo nie wróci
Do swojego lasu
Proch ze skremowanego świerku
Przejdzie albo nie przejdzie
Kolejnych prosiak na uroczystej kolacji
Bo nasza ziemia
Nie wychowa ich już wiele więcej

Ropieją drogi
Kwiatki spod asfaltu
To rzadkość
Żeby ktoś się nie otruł smogiem
W porze zimowej
Nikt nie śpiewa
O księżycu
Księżyc nie istnieje
Ale można w niego wierzyć

Jest niewidoczny

Ale bardzo cierpi

Posłuchaj
Jeszcze raz
Ta gwiazda dzisiaj spadnie
Ale zanim do nas przyfrunie
Sami zniszczymy tę planetę

 

Moje chmury

zimą zimno na sercu
lokatorzy przestali
płacić za ogrzewanie
a one przywiozły śnieg

gdy przyszła wiosna
czyli miłość
ktoś zalał piwnicę przekleństwami
a one przywiozły deszcz

teraz nade mną pustka
i mogą mnie porazić
promienie nadmiernego optymizmu
bo nie ma już chmur 

                                 Marcelina Koncewicz

 

MARCELINA KONCEWICZ

Pochodzi z Tęgoborzy koło Nowego Sącza. Ukończyła krytykę literacką oraz prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim.
Autorka tomów poetyckich „Przez okno” (2016), „Ciało moje” (2020), „Prawo pożegnań i powrotów” (2024) oraz libretta opery „Estera”. Publikuje w „Literacie Krakowskim” oraz Almanachach Krakowskiej Nocy Poetów. Zaangażowana w działalność Otwartego Koła Autorów przy Krakowskim Oddziale ZLP. Obecnie pracuje w XV Liceum Ogólnokształcącym im. Marii Skłodowskiej-Curie w Krakowie. Od 2024 r. należy do Związku Literatów Polskich.