Moja siostra brzoza
moja siostra brzoza
ma pod naskórkiem
wyskrobane
imiona
osób które już się nie znają
bolesny tatuaż młodzieńczej
miłości
z zewnątrz to tylko kilka czarnych znaków
na poranionej skórze
w środku
pracują soki życia
które mają odbudować
pocięte żyłki
może dokona się w niej
wzrost
potraumatyczny
a może
zostanie obiektem
do podziwiania i nostalgii
siostro nie płacz więcej
bo jesteś brzozą
a nie wierzbą
tobie nie wypada
bo jest drzewem żołnierzy i grobów
a nie poranionej miłości
Ostatni ocalony
na płonącym materacu
dryfuje przez morza zapomień
dawno stracił orientację
i jest rozbitkiem
w swoim własnym życiu
kiedy pomordował wszystkie rośliny
zauważył że sam już właściwie nie je
za to pije na umór
gorzkie poranki
przyjaciele przestali dzwonić
pisać
a nawet obmawiać
obiecali modlitwę
i zabrali kota
może ktoś z rodziny
zechce uregulować zaległe rachunki
bo nie można tak żyć
i nie żyć
trzeba się zdecydować
Ta ziemia
ręce ubrane w rękawice żyznej ziemi
pachną inaczej
tak swojsko
jak dom
jak lato
i jak miłość
brązowy szlak do domu
brudne buty
święty brud
moich dziadków i pradziadków
zaciera linie papilarne
i już nie wiadomo
kto jest z którego pokolenia
a kto nie jest z żadnego
ziemia
która miał być na sprzedaż
staje się grobem
czyichś marzeń
za tę ziemię sprzedano moją prababcię
i jej łzy
za tę ziemię
zgwałcono
jej sąsiadkę
i spalono sąsiada
a ja za tę ziemię
kupię mieszkanie w mieście
Poradzimy sobie sami
Zanim usuną z rynku
Ostatnie trupy choinek
Będę wiedzieć
Czy w powietrzu zamieszka na dłużej
Optymizm
Wróci
Albo nie wróci
Do swojego lasu
Proch ze skremowanego świerku
Przejdzie albo nie przejdzie
Kolejnych prosiak na uroczystej kolacji
Bo nasza ziemia
Nie wychowa ich już wiele więcej
Ropieją drogi
Kwiatki spod asfaltu
To rzadkość
Żeby ktoś się nie otruł smogiem
W porze zimowej
Nikt nie śpiewa
O księżycu
Księżyc nie istnieje
Ale można w niego wierzyć
Jest niewidoczny
Ale bardzo cierpi
Posłuchaj
Jeszcze raz
Ta gwiazda dzisiaj spadnie
Ale zanim do nas przyfrunie
Sami zniszczymy tę planetę
Moje chmury
zimą zimno na sercu
lokatorzy przestali
płacić za ogrzewanie
a one przywiozły śnieg
gdy przyszła wiosna
czyli miłość
ktoś zalał piwnicę przekleństwami
a one przywiozły deszcz
teraz nade mną pustka
i mogą mnie porazić
promienie nadmiernego optymizmu
bo nie ma już chmur
Marcelina Koncewicz
MARCELINA KONCEWICZ

