Wiersze / Juliusz Wątroba

0
677

Juliusz Wątroba, foto Damian Świńczyk

Wyścig

Biegnę w niespełnienia

Czołgam się w doskonałość
zanurzony w czasie na całość
na (prze)życie
na czekanie wieczności świetlistej
przed którą drżę jak na wietrze
mimozy listek
płynę w bliźniaczych istnień tłumie
darmo próbując sens życia
zrozumieć

 

Wojna

Wojna w nas
wybucha każdego dnia
i trwa

Wszyscy przegrani

Bez głów
turlających się w potokach
pustych słów
gdy krwawi fałszu aksamit

 

Szczęście

Ocaliłem w sobie
skrawek świata sprzed lat:
śpiew maków
ptaków milczenie
nieba smak
ciepła bliskość
z kołysanką matki nad kołyską
i jest mi dobrze tak
kolorowiej
w siwej głowie…
Ja to mam szczęście
(choć nic nie mam)
bo ocaliłem siebie w sobie

Dobra(?) rada

Bez znieczuleń
i westchnień
ze sztyletami spojrzeń
samolubnie
gruboskórnie
do życia się gotuj
by nie zdurnieć

Skrzeczywistość

Rzeczywistość skrzeczy
od rzeczy:
że świat fałszywy
ziemia umiera
na naszych oczach
za naszą przyczyną
i nawet siódme niebo
na noszach
nie może w pierwsze
dopłynąć

W słońcu

Przeżyłem już swoje
i czyjeś życie
Widziałem zbyt wiele
Słyszałem zbyt głośno
Cierpiałem za dużo
więc teraz
już pora odpocząć
kiedy oczy ślepną
uszy coraz głuchsze
a czerwień zamienia się
w szarość

Taka kolej rzeczy
wciąż wolniejsza jazda
Kroczki coraz mniejsze
czas by w słońcu stanąć

 

Schowek

Nie chowam życia
w szufladzie

W szufladzie chowam

tylko ból
co nie do życia

 

Zamiast maku

Niewidoczne zło
kąsa
Widoczne dobro
mdli

Człowiek szuka
człowieka
w korcu ludzi

 

Przed nadzieją

Na firankach
rozwieszonych chmur
suszy się deszcz

Parasolki drzew przemoknięte

Igły chłodu przeszyły dreszczem
serce co się kurczy zziębnięte

 

Wolność

Nikt i nic
nie zabierze mi wolności
żadna partia czy religia

bo na świat przyszedłem wolny
i wolny z tego świata
odpłynę

 

Zza światów

Mądrość nie z tego świata
bo gdyby była z tego
to już nie byłaby mądrością

Miłość nie z tego świata
bo gdyby była z tego
to już nie byłaby miłością

Życie nie z tego świata
bo z miłości i mądrości

Plagiat?

Nowy dzień
plagiatem wczorajszego:
te same gesty twarze słowa
kołatanie daremne
do zamkniętych drzwi
i wyważanie już otwartych
z tułaczką po wspomnieniach
czekanie na Bóg wie co
i tylko serce bije prędzej
i tęsknota czerwieńsza

 

Pieskie życie

Pouczają mnie z lewa i z prawa
jak się rodzić i jak umierać

jak wypełniać czas pomiędzy
gwiazdką a krzyżykiem

w którą stronę patrzeć

komu rękę lizać
by obroża mniej uwierała
a kaganiec dławił wycie

 

Drżenie

Na wiolinowym kluczu uczuć
przysiadły rozśpiewane ptaki

Na pięciolinii twoich palców
pierścionki nutek szczerozłotych
kiedy oddychasz wschodem słońca
całując ciszę wiatru szumem
i już cię tak na pamięć umiem
że nigdy nie dasz się zapomnieć
bo zawsze ze mną we mnie będziesz
choć odpłynęłaś z leśnym echem
w czasy i miejsca tak dalekie
do których już dostępu nie mam
Jednak zostałaś tu na zawsze

W każdej drżącej sekundzie

 

Pustka

Brak mi twoich spojrzeń i dotknięć
co przysiadły wróblami na oknie

A gdy się zbliżam aby je poczuć
zrywają się do lotu
w siódme niebo
i zostawiają mnie samego
z trzepotem skrzydeł
w pustej głowie

 

Towarzyszka

Świeca
moja wierna towarzyszka
płomieniem rozjaśnia
mi serce i duszę

Tajemnicą ognia odsłania
wszystko:
ciszę nad moim grobem
płacz nad mą kołyską

 

Popiół

Promieniście
płoną liście
w gorejącym krzewie
Także płonę i się spalam
w popielcowy popiół
po to tylko aby zaraz
być do lotu
gotów

 

Czas

Nie ma lekarstwa
na czas

Nie ma czasu
na lekarstwa

Jest czas na życie

Jest życie do czasu

Jest

 

Skazaniec

Skazany za wrażliwość na myślenie
mówienie śpiewanie pisanie
na dzielenie się sobą po kawałku
bez ustanku
na okrągło i kanciasto do utraty tchu i snu
z prywatnością wywleczoną na ciekawski świat
i ze światem zamkniętym na cztery wiatry
w kasie pancernej głowy (w której skowyt)
gdy serce jeszcze bije
tłoczy coraz bledszą krew
wciąż wolniej
nim zastygnie w kryształ lodu
oczy staną w słup
a duszyczka się uniesie w jesień
wreszcie wolna

 

Tak nagle

To już jesień
Bez kolorowych słów
i babiego lata
Bez kluczy ptaków
i brzemiennych sadów

To już jesień

Ta prawdziwa
kiedy serca drżą
a po złocie szarość ziemi
niebo samotności

 

 

Zdumienie

Znowu zdziwienie
Jakby gwiazda spadła
A to tylko szron
Koniec listopada
Zdumienie
jakby słońce zgasło

A to tylko srebrne
dzwoneczki we włosach
dzwonią cichutko
zapraszają w mrok

 

Zwiastowanie

Jak to dobrze
że deszcz zacina
skórę powietrza
mróz ostudza serca
mgła gasi kolory
bo każda jesień
zapowiedzią wiosny
bo piekło ziemi
zwiastowaniem nieba

Idę

Z głową pod pachą by jej nie zgubić
ze złamanym sercem na temblaku
tam gdzie myśl poniesie

Doganiać gasnące słońce
Uciekać przed wschodzącą śmiercią
Potykam się o ludzi
spotykam zwierzęta
i przypominam
i pamiętam
że nie wolno mi przystanąć
zatrzymać się
znieruchomieć w skałę

Choćby mi powiązali nogi – pójdę
Choćby mnie przywalił krzyż
ciężki jak walec drogowy
będę się czołgał dalej i dalej
aby się zbliżyć i odnaleźć sens
którym droga
i bezdroża do wydeptania
nawet wtedy gdy nie będę
miał już nóg

 

Przed burzą

Brzemienna cisza przeczuć pełna
jeszcze nie myśli targana wiatrem
jeszcze nie słyszy słów rzucanych w niebo
jeszcze nie widzi spojrzeń rozbrykanych zwierząt
na złotolistnej hali wyobraźni
co się zagęszcza w pulsie coraz szybszym
oddechem słońca nim je chmura skryje
w której pioruny i miejsca ogniste
by wskrzeszać tęczę stubarwną
stusenną
co tak realna że jawa się chowa
w czeluści piekła i płonie ze wstydu
nim się urodzi to co już poczęte
nabierze kształtów
barw
zapachów światła
by się po jawie pojawić prawdziwie
z niej wszystko jedno
bo w jedności wszystkiego
gdy jeszcze teraz ta cisza przed burzą

 

Inne światy

Z ilu światów złożony mój świat
Z ilu twój
Nie wiem i nigdy się nie dowiem
bo nie mogę się doliczyć
są w nieustannym ruchu
przepływają odpływają
to spacerkiem to galopem
aż skry lecą z gwiazd
Moje i twoje światy
wymieniają spojrzenia
kłują błyskiem
zapełniają czas i przestrzeń
spisują się w pamiętnikach
i na straty
nasze światy
w porach roku
zmorach mroków
nosimy je w sobie
wielbłądy dwugarbne
z Wenus i z Marsa
na naszej Ziemi
na chwilę
na zawsze
na amen

Juliusz Wątroba – Poeta, prozaik, satyryk, kabareciarz… Opublikował 60 książek. Także autor musicali, spektakli, programów kabaretowych, tekstów pieśni i piosenek autorskich… Za twórczość literacką otrzymał wiele nagród, m. in. Brązowy MedalZasłużony Kulturze Gloria Artis”.