Dzieje pewnego pomysłu. Jak powstawał musical „Walka pokoleń” / Piotr Kotlarz

0
48

 

Libretto „Życie za życiem”, które dziś jest kanwą scenariusza musicalu „Walka pokoleń” napisałem już ponad dwadzieścia lat temu. Od razu zrozumiałem jego wartość, w 2007 roku zgłosiłem je do ZAiKS. Początkowo postrzegałem je głównie jako punkt wyjścia do stworzenia przedstawienia teatru tańca. Będąc dość dobrym organizatorem przystąpiłem do pracy. Wiedziałem, że tak wartościowe libretto będzie mogło przetrwać tylko wówczas, gdy powstanie do niego odrębna muzyka. Rozpoczęły się poszukiwania kompozytora. W pierwszej dekadzie XXI wieku jednym z bardziej uznanych muzyków był Sławomir Jaskułke. Zawarliśmy umowę, dałem panu Jaskułke zaliczkę w wysokości 5 tysięcy złotych, on zobowiązał się skomponować do mojego libretta muzykę. Później jednak uznał, że będzie w stanie ją stworzyć tylko wówczas, gdy zatrudnię ogromny zespół muzyczny, orkiestrę, której koszt oszacował na ok. 200 000 złotych. Suma wówczas dla mnie niewyobrażalna. Projekt upadł, pan Jaskułke uznał również, że nie musi mi oddawać zaliczki. Pierwsze niepowodzenie, pierwsza strata.
Wciąż szukałem drogi, ta pojawiła się w 2010 roku. Dość znany wówczas choreograf Andrzej Morawiec skontaktował mnie z młodym wówczas skrzypkiem Przemysławem Popławskim, który podjął się skomponowania muzyki do mojego libretta. Spisaliśmy umowę, tym razem to panu Popławskiemu przekazałem zaliczkę w wysokości 2 000 złotych. Później jednak okazało się, że pan Poławski potrzebuje do współpracy jeszcze jednego kompozytora. Cóż, zgodziłem się, choć nie było to w moich pierwotnych planach. Partnerem pana Przemysława Popławskiego został pan Maciej Jeleniewski. Przychodząc do studia pana Przemysława Popławskiego i przekazując jemu oraz panu Jeleniewskiemu moje uwagi odnośnie warstwy emocjonalnej i uczuciowej mojego scenariusza zgodziłem się również i na to, by autorem ważnego w scenariuszu fragmentu muzyki żałobnej stworzył jeszcze inny kompozytor.
Jednocześnie przygotowywałem się do realizacji tego projektu. Znalazłem tancerzy, poszukiwałem sponsorów, próbowałem pozyskiwać patronaty honorowe. Wówczas do projektu włączył się ojciec pana Przemysława, pan Grzegorz Popławski, w którego ocenie nie byłem w stanie podołać temu projektowi. Doszło do spotkania w domu pana Grzegorza. Ten siedział za biurkiem, w pomieszczeniu byli jeszcze tancerze, Przemysław Popławski, Maciej Jeleniewski i (wbrew mojej woli) grafik, Kuba Karłowski, którego z powodu nieuczciwości (próby pominięcia mojego nazwiska na okładce projektowanej płyty, za który to projekt zobowiązałem się mu zapłacić i któremu wcześniej zapłaciłem aż cztery tysiące zł. za projekt plakatu). Spotkanie było burzliwe, zakończyło się jednak porozumieniem, uściskiem ręki. Zgodziłem się na udostępnienie moich autorskich praw majątkowych tylko za 6% udziałów we wszelkich przyszłych przychodach z eksploatacji muzyki i widowisk według mojego libretta i scenariusza.
Nie spodziewałem się aż takiej zdrady. Dwa tygodnie później spotkałem pana Grzegorza Popławskiego na ulicy Długiej. Siedliśmy w kawiarni naprzeciwko Ratusza. „Nie potrzebujemy już pańskiego libretta, kupiliśmy nowe” – stwierdził.
Później dowiedziałem się, że autorem libretta, do którego przypisano muzykę, która powstawała do mojego scenariusza, był pan Daniel Odija, zapewne nawet nie wiedział jak został wmanipulowany. Przedstawienie tym razem pod tytułem „Sny o wolności” wystawiono jeszcze w 2010 roku. Okazało się wielką klęską artystyczną i finansową. Skończyło się na jednym przedstawieniu i kilku bardzo zdawkowych recenzjach, które wskazywały na ubóstwo scenariusza, powtarzalność tańców. Równą klapą okazała się (przypadkowa i kompilacyjna) płyta z muzyką pana Popławskiego i Jeleniewskiego. Okładka, której projektantem był pan Kuba Karłowski, to zwykły plagiat. Warto też zwrócić uwagę na jej wymowę, słynny kciuk i tancerze umieszczeni zostali na śmietniku. Tak pan Karłowski pojmował to co wydarzyło się w naszym kraju w drugiej połowie XX wieku. To jego faktyczna ocena wielopokoleniowej walki pokoleń Polaków o wolność, demokrację i solidarność.
Z poczucie klęski uratował mnie Cezary Paszkowski. Przypadkowe spotkanie w Gdańskim Towarzystwie Przyjaciół Sztuki zakończyło się jego propozycją. „Piotr, stworzę muzykę do twego libretta” – powiedział. Początkowo przyjąłem propozycję Cezarego z niedowierzaniem, później jednak po przesłuchaniu prawie godzinny jego nagrań do tworzonych przez niego tzw. „żywych obrazów” uznałem, że może to być jednak jakaś szansa.
Przez prawie pół roku w pracowni Cezarego w jego domu oraz w jego pracowni w gmachu ASP w Gdańsku przy ul. Chlebnickiej tworzyliśmy muzykę. Powstawała za pomocą istniejących wówczas internetowych programów do tworzenia muzyki. Wiosną 2011 roku podjąłem pierwszą próbę, efekt naszej pracy zaprezentowaliśmy w Auli Technikum Łączności w Gdańsku. Reakcja publiczności przekonała mnie, że muzyka Cezarego się broni.
Kolejnym etapem było przygotowanie przedstawienia. Nie miałem wprawdzie środków, ale miałem scenariusz, muzykę. Znalazłem dwoje wspólników, jednym z ich został pan Grzegorz Tretyn. Rozpocząłem przygotowania. Znalazłem choreografa. Pan Roman Komasa wycofał się jednak zaraz po pierwszym castingu (co nie przeszkodziło mu później podać mnie do sądu, za choreografię do spektaklu, którą rzekomo przygotował. Widocznie miał jakieś układy w sądzie, gdyż ten kuriozalny proces jednak wygrał). Znalazłem kolejnych choreografów. Wystawiliśmy nasze przedstawienie w Auli Akademii Muzycznej w Gdańsku w związku z 31 rocznicą powstania NSZZ „Solidarność”. Spektakl w reżyserii Anny Baranowskiej i jej choreografii (wraz z Agnieszką Humięcką) okazał się, mimo półamatorskiego wykonania, dość sporym sukcesem artystycznym. Niestety, tylko artystycznym. Okazało się, że moi wspólnicy postanowili, że nie udzielą mi pomocy. Pan Grzegorz Tretyn, mimo obietnic, nie pomógł w sprzedaży biletów na drugie przedstawienie obarczając wyłącznie mnie za to niepowodzenie. Władze miasta Gdańska i władze Urzędu Marszałkowskiego postanowiły naszą imprezę całkowicie zbojkotować, mimo przyznania patronatów honorowych przez Prezydenta Miasta Gdańska i Marszałka Województwa Pomorskiego. To w wyniku działań ówczesnych kierowników, czy też dyrektorów UM Gdańska i Urzędu Marszałkowskiego (pani Anny Czekanowicz i pana Władysława Zawistowskiego) na przedstawieniu nie stawił się nikt z tych urzędów, mało tego podjęto działania, by do przedstawienia nie doszło, licząc na to, że nie wpłacę wymaganego zadatku za salę. Ten zapłaciłem z własnych środków. Braku widzów ze wspomnianych urzędów nikt nie dostrzegł, gdyż wcześniej (wzorem warszawskich teatrów) rozprowadziłem ponad dwadzieścia wejściówek.
W czasie realizacji spektaklu okazało się jednak, że muzyka Cezarego Paszkowskiego jest niewystarczająca i pani Anna Baranowska wzbogaciła przedstawienie o dwa utwory muzyczne zespołu Audioline, które znacznie je zdynamizowały.
Klęska finansowa przedstawienia, manipulacje pana Grzegorza Tretyna i działania innych środowisk spowodowały, że nie udało się już naszego przedstawienia powtórzyć. Chciałem, by po jego udoskonaleniu wystawić je na innych scenach. Moi partnerzy uznali jednak, że wystarczy obciążyć mnie winą, pogrążyć w długach, zniszczyć. Tu wykazał się dość sporą przebiegłością pan Grzegorz. Na film DVD z przedstawienia (który realizowała jego firma) musiałem czekać ponad rok, choć już przed przedstawieniem miałem pisemne zapewnienie z kilku urzędów (Gdańsk, Sopot, Gdynia, Pruszcz), że film taki zakupią. Film w końcu powstał (https://www.youtube.com/watch?v=C_ttmCS3Ukk&t=193s), to świadectwo i dowód tamtych działań. Niestety, z powodu opóźnienia nie mogłem go już jednak sprzedać.
Kierując się wdzięcznością wobec Cezarego Paszkowskiego uznałem, że nie będę już poszukiwać innego kompozytora do przedstawienia teatru tańca do tego libretta. Niech już zostanie z tą muzyką uznałem wówczas. [Dziś zmieniłem zdanie i być może powstanie do tego teatru tańca jeszcze niejeden utwór muzyczny (nie dałem do swego libretta i scenariusza nikomu praw na wyłączność).] Dostrzegłem w swoim scenariuszu jednak i inne możliwości. Przecież to dobry pomysł i na film fabularny, a nawet musical.
Musical, ten pomysł zaczął mnie dręczyć już w 2012 roku. Rozbudowywałem scenariusz, pisałem wstępne szkice piosenek. Zacząłem poszukiwać autora tekstów piosenek. Rozmawiałem z najbardziej znanymi, niestety (a może na szczęście) spotkałem się z odmową. Wreszcie postanowiłem, że i piosenki napiszę sam. Pierwsze miałem już gotowe w 2018 roku. Kolejny problem, kompozytor. Znów poszukiwania. Żałosne próby z Piotrem Ulatowskim, który w tzw. międzyczasie próbował mi ukraść tekst piosenki o Gdańsku (Hymn o Gdańsku). Wreszcie zadania podjął się pan Dariusz Wojciechowski, który stworzył muzykę do pierwszych dziewięciu piosenek, muzykę do jednej z nich napisała córka pana Dariusza, Jagoda Wojciechowska.
W 2020 roku w związku z kolejną rocznicą Solidarności zorganizowałem koncert w Auli Akademii Muzycznej w Gdańsku. Ogromny pech – Covid-19. W liczącej 400 miejsc sali pojawiło się tylko 90 osób ( w tym tylko 3 sprzedane bilety). Ogromne straty finansowe, które pokryłem z resztek oszczędności i z kwoty nagrody Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, którą wówczas otrzymałem.
Koncert spotkał się z przychylnym przyjęciem tej skromnej publiczności i już rok później podjąłem kolejną próbę. Tym razem zaplanowałem koncert w gmachu Polskiej Filharmonii Bałtyckiej w Gdańsku. Otrzymałem nawet pomoc ze strony Fundacji PZU, która zgodziła się wesprzeć nasz projekt kwotą 30 tys. zł. Epidemia Covid-19 wciąż jednak trwała. Bilety sprzedawały się kiepsko. Podjąłem więc rozmowę z panem Władysławem Zawistowskim, dyrektorem Wydziału Kultury Urzędu Marszałkowskiego, który (ustnie) obiecał, że w razie niepowodzenia finansowego Urząd Marszałkowski umorzy koszt wynajmu sali. Na trzy tygodnie przed koncertem chciałem go odwołać, zdecydowałem jednak, że z powodu rangi tego projektu zwrócę się o pomoc do władz państwowych, a nawet partyjnych. Odpowiedziała tylko kancelaria pana premiera Morawieckiego, przysyłając formularz wniosku od Kancelarii Premiera RP o dofinansowanie. Wniosek wpisałem i osobiście zawiozłem do Warszawy.
Nie mając odpowiedzi z Kancelarii Premiera jeszcze tydzień przed koncertem uznałem, że jednak koncert odwołam. Zadzwoniłem do pani Izabeli Szafrańskiej, jednej z głównych wykonawczyń koncertu z prośbą o radę. Poprosiła, by koncertu nie odwoływać. Ludzie mogą pojawić się nawet przed samym koncertem – twierdziła. Było to ważne wydarzenie, jego odwołanie mogłoby być negatywnie przyjęte przez wiele nieprzychylnych Polsce środowisk. Koncertu nie odwołałem.
Koncert się odbył. Kolejny sukces artystyczny, kolejna klęska finansowa. Odpowiedzi z Kancelarii Premiera nie otrzymałem do dziś, pan Władysław Zawistowski wyparł się obietnicy. Muzycy i inni wykonawcy zaczęli domagać się natychmiastowych wypłat pozostałych części wynagrodzeń. Groźby sądowe. Pół roku później podjąłem się dodatkowej pracy w firmie ochroniarskiej i z tych pieniędzy spłacałem zobowiązania. Urzędy i instytucje są bezlitosne. Dyrekcja Polskiej Filharmonii Bałtyckiej uznała, że pozostałą część opłaty za salę Fundacja Kultury „Wobec” spłacam zbyt wolno i skierowała sprawę do sądu, później w jej imieniu na konto Fundacji wszedł komornik.
Wydawało się, że klęska jest ostateczna. Nie potrafię jednak się poddawać. Szukałem kolejnych rozwiązań. Sądziłem, że projekt jest na tyle dobry, że zasługuje na realizację. Dostrzegłem możliwości w tym, że w naszym kraju (jesteśmy tu wyjątkiem) istnieje aż kilka krytych amfiteatrów, których widownia jest na tyle liczna, by koszty przygotowania takiego spektaklu można było pokryć nawet tylko za pomocą sprzedaży biletów. Mając więc choćby niewielką pomoc sponsorów i reklamodawców projekt taki stawał się możliwy do realizacji. Tym bardziej, że wiele piosenek było już wstępnie przygotowanych. Naiwnie sądziłem też, że realizacją takiego projektu mogłyby się zainteresować odpowiedzialne za polską kulturę władze państwowe. Wkład naszego społeczeństwa w procesy tzw. „Jesieni Ludów” był przecież ogromny, a wciąż w dorobku światowej kultury jest zbyt mało widoczny.
Ruszyłem z przygotowaniami już pod koniec ubiegłego roku. Pod koniec stycznia wpadłem na pomysł, by w celu promocji i przygotowań do przyszłego spektaklu wykorzystać narzędzia AI. Kolejna przeszkoda, wojna na Bliskim Wschodzie. Ludzie boją się o przyszłość – wzrost cen, obawa przed terroryzmem. Nie stać mnie na kolejną klęskę finansową. Pomysł by doprowadzić do wystawienia przedstawienia na scenach musiałem porzucić.
W pierwszych dniach lutego zrozumiałem jednak, że narzędzia AI są już dziś na tyle doskonałe, że można je wykorzystać do stworzenia całego filmu. Wraz z Adamem Ghukasyanem przystąpiliśmy do pracy. Dziś już powstały filmy z wszystkimi piosenkami do musicalu, pracujemy nad scenami dialogowymi – całym filmem. Okazuje się, że będzie to jeden z pierwszych (o ile nie pierwszy) w świecie musical stworzony za pomocą AI.
Premierę filmu planujemy na 18 kwietnia b.r. w Muzeum Sali BHP Stoczni Gdańskiej. To realny termin, choć wyśrubowany. Pracujemy. Wstępne wersje piosenek można już dziś zobaczyć na naszym kanale – youtube.com/@fundacjawobec
Lata perypetii, przeszkód, walki z nieuczciwością. W życiu liczy się jednak konsekwencja, wiara w to, co się robi.
                                  Piotr Kotlarz