Sukces Putina / Piotr Kotlarz

0
97

Od jakiegoś czasu trwa spór o to, czy Dzień Zwycięstwa powinien być obchodzony ósmego, czy też dziewiątego maja. Rosjanie optują za tą drugą datą, mają do tego prawą, choć jest to typowy spór „o nać pietruszki”, o drobiazg. W celu wyjaśnienia podam, że wynika on z różnicy czasu wschodnio i środkowoeuropejskiego. Podpisanie aktu bezwarunkowej kapitulacji Niemiec nastąpiło 8 maja 1945 roku o godzinie 22:43 czasu środkowoeuropejskiego. W tym momencie w Moskwie był już 9 maja, godzina 00:43. Akt kapitulacji wszedł w życie 8 maja o godzinie 23:01 czasu środkowoeuropejskiego. W Moskwie był 9 maja, godzina 1:01.

W naszym kraju święto to uważane jest za dość ważne, choć kontrowersyjne. Polska bowiem wolności nie zyskała. W miejsce jednego okupanta przyszedł kolejny. Naszego „zwycięstwa” w żaden sposób zdyskontować nie mogliśmy. Do dziś trwa spór o należne nam odszkodowania wojenne.

Inaczej Rosjanie, choć sukces odnieśli nie tylko oni, ale również i demokratyczny świat. Warto przy tym zauważyć, że za sukcesem Rosjan stały też liczne narody wchodzące w skład ZSRR, a więc Ukraińcy, Litwini, Łotysze, Estończycy, Kazachowie, Gruzini… i wiele, wiele innych nacji. Zawłaszczanie sobie tego sukcesu przez Rosjan budzi wiele wątpliwości. Z drugiej strony jednak sukces ten był dla nich tym większy i z tego powodu, że dzięki niemu mogli podporządkować sobie te grupy etniczne i przez kolejne lata je rusyfikować. Mogli też narzucić swą dominacje wielu krajom Europy Wschodniej w ramach tzw. KLD, którego kraje były niepodległe tylko de nomine (z nazwy), de facto (rzeczywiście) niepodległymi oczywiście nie były. Udowodnili to Rosjanie w na Węgrzech w 1956 roku, czy w Czechosłowacji w roku 1968.

Było, nie było, Dzień Zwycięstwa jest dla Rosji świętem szczególnie ważnym. Od zakończenia wojny świętują go wciąż uroczyście. Choć warto dodać, że od tego czasu zdołali już jedną wojnę przegrać. Tę w Afganistanie. Dostali tam od niewielkiego afgańskiego narodu takiego łupnia, że rozpadł się ten ich cały ZSRR. Koszty wojny przekroczyły możliwości sowieckiego imperium.

Świętowano jednak nadal, Rosjanie świętować chcą nawet obecnie. Dziś, w czasie gdy już od kilku lat toczą wojnę z niepodległą Ukrainą, wojnę do której eskalacji doszło 24 lutego tego roku, kiedy to wojska rosyjskie próbowały zająć cały ten kraj, uderzając na jego stolicę. W bitwie o Kijów ponieśli sromotną klęskę. Wojna trwa jednak nadal. Chcąc uczcić to święto Putin i jego klika, bo nie obwiniam o to całego narodu rosyjskiego… więc Putin i jego klika od dłuższego czasu poszukiwali w tej wojnie jakiegoś sukcesu. Wreszcie go mają.

Jak dowiadujemy się z mediów: Siły okupanta przejęły kontrolę nad miastem Popasna, które znajduje się w obwodzie ługańskim. Przejęły kontrolę, czyli mówiąc inaczej, udało im się zniszczyć to kiedyś ponad dwudziestotysięczne miasteczko. Jak przekazuje doradca ukraińskiego prezydenta Ołeksij Arestowicz „Z miasta praktycznie nic nie zostało”.

Przedtem w tej miejscowości znajdował się m.in. węzeł kolejowy. Miejscowość Popasna została założona jako stacja kolejowa w guberni jekaterynosławskiej. W 1917 r. zaczęła w niej działać fabryka szkła. Status miasta uzyskała w 1938 roku. W 1974 liczyła 30,3 tys. mieszkańców, zaś w 2013 liczyła ich już tylko 21 917.

Obecnie mieszkańców Popasnej tam prawie nie ma. Wyemigrowali do Europy lub przenieśli się w dziś bezpieczniejsze rejony Ukrainy, może niektórych deportowano do Rosji, może też ci, którzy czuli się Rosjanami przenieśli się do Rosji dobrowolnie (w wyniku wieloletniej rusyfikacji tych terenów i tacy zapewne tam byli).

Oczywiście zajęcie (zniszczenie) tego miasta Rosjanom pożytku żadnego przynieść nie może. Węzeł kolejowy przecież do niczego im się nie przyda, pociągi dziś tamtędy kursować nie mogą. Komu mogą się przydać na cokolwiek ruiny byłego miasteczka? Wygłodniali żołnierze Putina może znajdą jeszcze parę kur, jakieś inne pozostawione gospodarskie ptactwo, może też znajdą jakieś zdobyczne garnki i inny sprzęt gospodarstwa domowego. Podejrzewam, że półki sklepowe już dawno świeciły pustkami, więc tam o łupy trudno.

No cóż, mają wreszcie Rosjanie swój długo oczekiwany sukces. Powód do radości. W czasie wojny, w której giną ich setki prawie każdego dnia, w której tracą w wyniku samych tylko działań wojennych 900 milionów dolarów dziennie i taki powód do radości może być uważany za wielki.

Myśląc o wielkości pomyślałem od razu o Putinie. Ten człowiek, jak mówią niektórzy, mając już takie bogactwo chciał również zapisać się w historii. O dziwo udało mu się to, nie musi już nawet czekać do końca tej bezsensownej wojny. Putin zostanie zapisany w historii jako najgłupszy z wszystkich imperatorów. Jako człowiek, który poprowadził swój naród do wojny, która nikomu nie mogła przynieść od początku i nie może przynieść nigdy żadnego pożytku. Wprawdzie zyskają doraźnie inne państwa… gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta. Amerykanie zarobią na ropie i przemyśle zbrojeniowym, wielu przemysłowców Europy (zwłaszcza właścicieli hut i stalowni) pozbędzie się na jakiś czas konkurencji z Donbasu… Ale, czy to jest zysk? Długoterminowo na pewno nie. Koszty tego ponoszą przecież społeczeństwa tych krajów, płacąc znacznie drożej za wspomniane produkty, ponosząc koszty inflacji. Na wojnie tracą wszyscy. Najwięcej jednak straci Rosja, która wciąż się wyludnia, traci swe najlepsze kadry (informatyków itp.), traci ogromne środki, których w żaden sposób odzyskać nie może. Odcięta od nowoczesnych światowych technologii traci nadzieję na rozwój i konkurencyjność swego przemysłu, a więc i w miarę szybką po wojnie odbudowę, na poprawę warunków życia Rosjan. Myślę, że i oni dość szybko to pojmą… Żadne obchody różnych świąt chleba nie zastąpią.

                                                              Piotr Kotlarz

 

Obraz wyróżniający: Plik:2015-09-19-1238 (21608813331).jpg. Z Wikimedia Commons, wolnego repozytorium multimediów