Rewolucja (Z cyklu: Cienie na ścianie) / Marek Weiss Grzesiński

0
252

Władimir Lenin, przywódca rewolucji bolszewickiej z 1917 roku.

 

Zanim odwieczne zjawisko buntu zyskało szczytne miano rewolucji, idealiści wszelkiej maści musieli w pocie czoła wykuwać niezliczone hasła, zdania, traktaty, manifesty – całe biblioteki ksiąg. Sama dzieła Lenina to ponad dwadzieścia tomów. Hitler wydał tylko jeden, ale dobitny. Castro nie napełniał bibliotek, ale potrafił przemawiać kilka godzin. Marat pisał dzień i noc, siedząc w wannie z powodu egzemy. Całe zastępy poetów, ideologów, wizjonerów i charyzmatycznych przywódców wznosili sztandar swojej idei. Wiele z nich brzmiało szlachetnie, rokowało kusząco raj na ziemi, dawało nadzieję uciśnionym i krzywdzonym. Wszystkie rewolucyjne idee kończyły się tak samo – dyktatura, przemoc, grabierze, morze krwi i zniewolenie. Nie każdy się z tym zgodzi hodując w sercu przywiązanie do pięknych idei naprawiania świata, ale fakty są bezlitosne.

Od Rewolucji Francuskiej w jej kilku wydaniach, poprzez Rosyjską w lutym i poprawioną później w listopadzie, Niemiecką z Marksem i Różą Luksemburg, Chińską z Mao i jego żoną z Bandy Czworga, Kubańską z Castro i jego bratem – wszystkie te porywające bunty okraszone wielkimi ideologiami kończyły się tragicznie dla mas, które je zasiliły krwią i potem dały się zniewolić jeszcze bardziej, niż przed rewolucją. A przez ten czas racjonalna, oparta na rozwoju techniki i prawodawstwa Anglia stopniowo opanowała połowę świata i zarządzała by nią do dzisiaj, gdyby nie żelazne prawa „Jądra ciemności” opisane genialnie przez Conrada. Zdegenerowały Anglików kolonialnymi łupami i łatwością gnębienia słabszych od siebie, bezbronnych i ciemnych poddanych na wszystkich kontynentach. Słuszne i konieczne wojny wyzwoleńcze takie jak amerykańska, czy indyjska, takie jak polskie powstania i wszystkie wysiłki niewielkich narodów to co innego niż bunt biednych i uciemiężonych ozdobiony ideą poprawy losu na sprawiedliwe „lepsze jutro”. Wyzwalanie narodów spod opresji silniejszych ma głęboki sens i nie potrzebuje górnolotnej ideologii. To walka o równouprawnienie wszystkich nacji i godziwy podział terytoriów. Rewolucja zapowiadana jako walka o sprawiedliwość społeczną, w wyniku której bogactwa wyzyskiwaczy zostaną odebrane, oni będą pozbawieni życia i dostojeństwa, a ich miejsca zajmą rewolucyjne masy biedaków, to idea groźna, kłamliwa i ani razu nie zakończona tym, co zapowiadała.

Należy więc odróżniać walkę o wolność i sprawiedliwość od walki klasowej w ujęciu marksistów. To czasami nie jest proste, ale warte myślowego wysiłku. Marzenia o postępie cywilizacji, o lepszym jutrze, walce z głodem i ubóstwem są niezbywalnym warunkiem istnienia ludzkości. To najskuteczniej odbywa się na drodze ewolucji, rozwoju edukacji, prawodawstwa, solidarności społecznej i demokracji. Mało efektowna na co dzień i mozolna to droga. Ale idea rewolucji, która obiecuje naprawienie wszystkich niesprawiedliwości i krzywd za jednym zamachem miecza, czy zjazdem gilotyny jest mamidłem rozpowszechnianym przez fanatyczne umysły frustratów, lub cynicznych demagogów żądnych władzy. Słowo „idea” nabiera przy tym niezwykłej mocy nobilitującej wyznawców, a deprecjonującej każdego, kto sprzeciwia się radykalnym rozwiązaniom. Mit bohaterskiego idealisty podbija kolejne pokolenia. W każdym z nich rodzi się pogarda dla kogoś, kto jest nie dość „idealistyczny”. Młodość, która ma naturalny instynkt „wylatywania nad poziomy”, jak głosił Mickiewicz, tylko w postawie idealisty zrywającego łańcuchy widzi sens życia. Mozolne ślęczenie nad księgami, trud budowania w pocie czoła, cierpliwego badania zasad, które mogą pomóc w ulepszaniu świata – wszystko to traktowane jest wyniośle przez gwałtowne temperamenty skłonne raczej poświęcić swoje życie na ołtarzach idei, niż wykorzystać swoje lata na zrozumienie praw, jakie rządzą światem i sposobami jego udoskonalania. Wszystkie mitologie i religie, oprócz buddyjskiej, gloryfikują bohaterów i męczenników, a pomijają lekceważącym milczeniem budowniczych. Byłoby interesujące dotrzeć do źródeł tego zjawiska. W przyrodzie ono nie istnieje. Nawet odważny i silny drapieżnik nie ryzykuje życiem, jeśli nie jest to konieczne, by się nakarmić, czy obronić. Człowiek wymyślił ideę, która jest piękniejsza i cenniejsza dla niego niż własne życie. Nie mówiąc już o życiu swoich bliskich, czy swojej społeczności, którą niejeden poświęcił dla złudnego urojenia, że idea, czyli coś nierealnego, co Platon umieścił na zewnątrz jaskini, jest ważniejsza niż realna rzeczywistość, w której żyjemy, a którą ten filozof i jego następcy uznali za cienie na ścianie.

                                                                  Marek Weiss Grzesiński

[Tekst publikowany był pierwotnie na Facebooku pana Marka Weiss Grzesińskiego. Tu za zgodą autora.]

Obraz wyróżniający: Władimir Lenin, przywódca rewolucji bolszewickiej z 1917 roku. By Goldshtein G. – originally uploaded on en.wikipedia by en:User:Bronks at en:Image:Lenin.WWI.JPG. Filename was Lenin.WWI.JPG. (Lenin Collection of Photographs and Stills Volume 1, Institute of Marxism Leninism, Moscow 1990 p.166), update from http://lenin-ulijanov.narod.ru/156.jpg, Public Domain, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=446007